Nieporozumienie, cz.3

Środowe przedpołudnie nie zaczęło się dla Ewy najlepiej. Siedziała wraz z grupką obcych osób, czekając na swoją kolej. Jedni rozmawiali przez telefon, by rozładować napięcie związane z czekaniem, inni nerwowo chodzili po szerokim korytarzu, jeszcze inni przywykli do stresu przedegzaminacyjnego i spokojnie czekali na swoją kolej, snując przy tym opowieści o zawistnych egzaminatorach. Ewa przyglądała się temu wszystkiemu z uwagą, choć serce waliło jej jak oszalałe. Gdy nadszedł jej czas, wyszła z już na wpół opustoszałej sali i zrobiła co tylko było w jej mocy. Niestety, nie wszystko poszło po jej myśli. Przy parkowaniu zahaczyła podwoziem o krawężnik, co nie uszło uwadze wnikliwemu egzaminatorowi. Był to dla niej koniec egzaminu. Ze smutkiem na twarzy i strachem w sercu wracała do domu. Bała się jak zareaguje jej mąż na wieść o oblanym egzaminie. Tak pilnie przygotowywał ją do niego, poświęcał jej tyle uwagi. Bardzo mu zależało na tym, żeby Ewa zdała. Wiedziała, że będzie zły; podejrzewała, że zostanie ukarana; nie wiedziała tylko na ile kara będzie dotkliwa dla jej biednej pupy.

Gdy wróciła, mąż od progu zaczął ją wypytywać. Jak było na egzaminie, jaką miała trasę i czy zdała. Tego ostatniego pytania Ewa bała się najbardziej. Zamilkła i wbiła wzrok w podłogę. Domyślił się, że coś poszło nie tak.

Nie zdałaś, prawda? – zapytał, by rozwiać swoje wątpliwości. Pokręciła przecząco głową. Nie miała odwagi ani wyksztusić tego z siebie, ani spojrzeć mężowi prosto w oczy.

– Dlaczego? – próbował dociec przyczyny tej jakże spektakularnej porażki.

Zahaczyłam o krawężnik przy parkowaniu. – odrzekła cicho. Tego było już za wiele. Robert nie wytrzymał i podniósł głos:

Przecież tyle razy mówiłem Ci, żebyś patrzyła w to głupie lusterko! Tyle razy, a Ty jak zwykle zapomniałaś! Czy naprawdę to jest dla Ciebie aż takie trudne?! – wrzeszczał jak oszalały. Zanim zdążyła odpowiedzieć, podszedł do niej, chwycił ją za rękę i zaprowadził do stołu.

Wypinaj pupę, ale już! Już ja Cię nauczę jeździć! – Ewa ze łzami w oczach stanęła przy krawędzi i oparła się na łokciach. Robert podciągnął jej sukienkę ku górze i szybkim ruchem ściągnął białe, koronkowe majteczki do kolan. Ewa poczuła jak ogarnia ją podniecenie, a jej muszelka robi się mokra. Pupa była idealnie przygotowana, by dostać srogą lekcję. Robert podszedł do szuflady, z której wyciągnął długą, drewnianą linijkę. Pamiętała ona jeszcze czasy jego dziadka i nie raz karano nią pupy szkolnych urwisów. Doskonale wiedział, że świetnie się nadaje na tę okazję. Mocno chwycił ją w dłoń i podszedł do gołej, wypiętej pupy swojej niegrzecznej żony. Swoją lewą rękę położył na jej plecach, prawą natomiast uniósł do góry i drewnianą linijką wymierzył porządnego klapsa. Ewa aż podskoczyła do góry i gdyby nie ręka Roberta, który ją przytrzymywał, wyprostowałaby się.

Stój grzecznie. – powiedział. – Nie chcesz chyba dostać karnych razów, prawda?

Nie. – odpowiedziała Ewa, przyjmując nakazaną pozycję. Kolejne razy wymierzane linijką były równie bolesne. Pupa Ewy szybko się zaróżowiła i zaczęła szczypać, a jej było coraz trudniej wytrzymać w nakazanej pozycji. Z każdym kolejnym razem próbowała się podnieść albo też kręciła pupą, co utrudniało wymierzanie kary.

O nie, moja panno. Nie będziemy się tak bawić. Za każdym razem, gdy twoja pupa znajdzie się w innej pozycji dostaniesz trzy karne razy. Zrozumiano?! – Robert nie mógł pozwolić sobie na takie wybryki. Gdy Ewa wróciła do ustalonej pozycji, Robert dał się ponieść i wymierzał żonie coraz to mocniejsze i szybsze razy. Z każdym kolejnym Ewa krzyczała i płakała coraz głośniej, jednak Robert pozostawał niewzruszony. Ona wiedziała, że jest to zasłużona kara. On wiedział, że musi być surowy, aby kara była skuteczna. Chociaż kochał ją nad życie i nie chciał jej karać, okładał jej gołą pupę linijką, dopóki nie przybrała koloru dojrzałej wiśni i porządnie nie spuchła. Po wymierzeniu kilkudziesięciu razy, przerwał i powiedział, przebijając się przez jej głośny płacz.

No dobrze, moja droga. Wystarczy na dziś, ale czekają Cię jeszcze karne razy, które Ci obiecałem. Stań na środku i zapleć ręce za kolanami.

– Proszę, już wystarczy naprawdę, już więcej nie wytrzymam. – Ewa klęknęła przed nim i objęła go w pasie, mocno przytulając się. Robert doskonale znał jej sztuczki, na które nigdy nie dał się nabrać. Trzeba przyznać, że był naprawdę konsekwentny. Oderwał ją od siebie, podniósł ją i zaprowadził na środek pokoju.

Nie dyskutuj ze mną, moja panno. A za to dostaniesz jeszcze dodatkowy raz. – Ewa zalała się łzami, ale zaplotła ręce za kolanami, wypinając pupsko jeszcze bardziej aniżeli do tej pory. W tej pozycji doskonale była widoczna jej cipeczka, która lśniła już od jej soków. Ucieszył się, że tak wspaniale rozgrzał swoją żonę. Złapał ją pod brzuchem, mocno przytrzymał i wymierzył jej siedem szybkich i niezwykle bolesnych razów drewnianą linijką. Ewa wierzgała nogami co sił, ale nie zdołała obronić pupy przed srogą ręką męża. Robert puścił ją, a ona upadła na dywan. Jej twarz była czerwona i mokra od łez. Zostawił ją samą w pokoju, by uspokoiła się. Po chwili wrócił i przytulił ją mocno, gładząc rozgrzaną do czerwoności pupę. Gdy jeszcze cichutko szlochała stanął naprzeciwko niej i dotknął jej cipeczki. Odruchowo stanęła w lekkim rozkroku. Robert warning1wsunął palec i dotknął jej wilgotnego wnętrza. Cichutkie szlochanie ustąpiło miejsca cichutkim jękom. Jego palec delikatnie pieścił jej muszelkę. Tego wieczoru kochali się na środku dywanu, a szczypiąca pupa Ewy dodatkowo ją podniecała. Oboje doszli w mgnieniu oka, ale to nie zaspokoiło do końca ich pokładów pożądania. Tej nocy rozkoszowali się sobą raz jeszcze dopóki nie osiągnęli pełnej satysfakcji.

Jedna myśl w temacie “Nieporozumienie, cz.3

  1. mrfoobaar

    Dawno temu. W kalendarzu nazbierało się kilka dni wolnego. Starszyzna wysłała młodzież do rodziny. Mnie skierowano do ciotki na wieś. Spakowałem plecak i ruszyłem na dworzec. Podróż trwała kilka godzin. Stacja w szczerym polu. Kilka kilometrów z buta. Kiedy dotarłem na miejsce od razu usłyszałem pytanie co tak długo. Nie miałem zamiaru na nie odpowiadać. Zjadłem obiad. Zapytałem z grzeczności czy mogłem w czymś pomóc. Kiwnęła głową, że nie. Na ulicy bawiła się znajoma ekipa. Humory dopisywały. Urządziliśmy kilka przypałowych akcji. Popełniliśmy coś, czego nie powinniśmy popełnić. Wieczór minął spokojnie. Sądziłem, że nic z tego nie będzie. Myliłem się. W niedzielę tuż po śniadaniu przyszli sąsiedzi wyżegać swoje żale. Pierwszy raz ktoś operował w stosunku do mnie takim językiem. Stawiano mi zarzuty. Kolegom było łatwo zrzucić na mnie winę. Nikt mnie tam nie znał, gdyż pojawiałem się stosunkowo rzadko. Słowa skruchy na niewiele się zdały. Furtka zatrzasnęła się.

    Udaliśmy się do biblioteczki. Doszło do utarczek słownych. Kolejne odzywki podkręcały atmosferę. Strzał w jeden policzek. Za chwilę w drugi. Piekło nieziemsko. Szarpnęła za dresowe spodnie i opuściła je tak nisko jak się dało. To samo uczyniła z majtkami. Na szafce znajdował się suwak logarytmiczny. Kalkulator z minionej epoki w postaci kawałka deski z nadrukowanymi cyferkami. Mierzyła nim w pośladki. Kolejne razy były coraz silniejsze. Patrzyła na moją twarz. Oczekiwała łez. tymczasem ani jedna nie chciała popłynąć. Zorientowała się, że to nie działa.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s