Udana transakcja, cz.2

Do końca dnia chodziłam jak nakręcona. Byłam bardzo szczęśliwa. Już planowałam, jaki stół kupię do kuchni, a jakie zasłony powieszę w sypialni. Z tego amoku ocknęłam się nazajutrz. Obudziłam się z myślą, że na pewno to musi być cholernie bogaty facet. A jacy faceci są cholernie bogaci? Albo sławni, czyli aktorzy i piosenkarze, albo ludzie biznesu. Byłam pewna, że Georg Clooney na pewno nie przyjdzie, więc lista nieubłaganie zawężała się. Z czasem zostali sami rockmani, wtedy bałam się, że dadzą mi jakiś koks albo podstarzali, zdziadziali milionerzy jak Hugh Haffner. Na samą myśl brało mnie obrzydzenie. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, co ja takiego zrobiłam, w co się wpakowałam. Ale raz kozie śmierć. Klamka zapadła i nie mogłam się już wycofać. Już taka jestem, że jak czegoś się podejmuję, to muszę to doprowadzić do końca. W innym wypadku byłoby mi bardzo głupio, źle bym się czuła, tym bardziej, że pierwszą część pieniędzy miałam już na koncie. Pocieszałam się, że będzie to jak transakcja handlowa, którą przecież nie pierwszy raz wykonuję. Codziennie coś kupuje w sklepie. Tak miało być i tym razem. Ja mam coś na sprzedaż, on chce to kupić i jeszcze może być przyjemnie. Nie wiem czy coś mi to wtedy pomogło. Ale ten dzień zbliżał się nieubłaganie szybko.

Aż w końcu wybiła godzina zero. Strasznie się wtedy czułam. Pamiętam, że szłam jak na ścięcie. O 15 miałam się z nim spotkać w parku w sąsiednim mieście. Nie dlatego, że w moim ktoś mógłby mnie rozpoznać, że prowadzam się z obcymi facetami, ale dlatego, że jemu łatwiej było tam dojechać. A raczej, jak się później okazało, dolecieć. Od rana się szykowałam, ale szło mi to jak krew z nosa. Przebierałam w ciuchach, dziesięć razy się przebierałam i nie wiedziałam, co mam włożyć. Jedno za dziecinne, drugie za seksowne, trzecie zbyt luzackie. Miało być elegancko, ale wygodnie. Godzinę przed spotkaniem w końcu coś mi podpasowało. Ubrałam białe spodnie i luźną, kwiecistą bluzkę, włosy spięłam z tyłu. I koniecznie okulary przeciwsłoneczne i ładna, nowa bielizna. Stwierdziłam, że skoro facet już się tak wykosztował to niech będzie.

W parku pojawiłam się 15 minut przed czasem. Nie wiedziałam jak wygląda, ani jak mam go rozpoznać. Rozglądałam się po ludziach i wpatrywałam w każdego, zmierzającego w moją stronę mężczyznę. Miałam wrażenie, że ludzie dziwnie się na mnie patrzą. Jakby wiedzieli, po co tam przyszłam. Nawet nie chciałam myśleć, jak będę szła z dziadkiem do hotelu, jak będzie to wyglądało, co będą myśleć przechodnie, jak się będą patrzyć i jak ja to wszystko wytrzymam. Okazało się, że patrzyłam w nieodpowiednim kierunku, zaszedł mnie od tyłu. Zapytał czy ja to ja. Miał ciepły i taki męski głos. Po plecach przeszedł mnie dreszcz, aż bałam się odwrócić. Ale gdy zebrałam się w sobie i obejrzałam się za siebie… o mało nie zemdlałam z wrażenia. Przed sobą zobaczyłam młodego, przystojnego mężczyznę. W garniturze, ciemne włosy, gładko ogolony, tak jak lubię. Byłam zdumiona! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Byłam pewna, że to musiała być pomyłka. Ale skąd znałby moje imię? Byłam tak zaskoczona, że ledwie wydusiłam z siebie słowo. On też stał zapatrzony na mnie, jakby podziwiał obraz w galerii. Staliśmy tak chwilę, obserwując się wzajemnie. Pierwszy odezwał się on, zaproponował spacer. Myślałam, że od razu zabierze mnie do hotelu, drink i bez zbędnych formalności. Jak transakcja handlowa. Ale widocznie miał wobec mnie inny plan.

Zgodziłam się bez wahania. Ale i tak musiałam wyglądać na bardzo zdenerwowaną i przestraszoną, bo od razu to zauważył. Szybko więc zaczął rozmowę, żeby rozluźnić atmosferę. Pytał o wiele różnych rzeczy, ja odpowiadałam jak w amoku, a w głowie przewijały się miliony myśli. Nagle zapytał czy nie jestem głodna i czy nie zechciałabym zjeść z nim obiadu. W tym momencie ocknęłam się, a on wskazał na knajpkę niedaleko nas. Poszliśmy wolno w jej kierunku. Wydawała się być całkiem przyjemna, ze specyficznym klimatem. Zajęliśmy stolik przy oknie, a rozmowa sama się potoczyła. Po paru chwilach rozmawialiśmy o wszystkim, jak starzy dobrzy przyjaciele. Rozluźniłam się i zapomniałam zupełnie o tym, co już za parę chwil miało się wydarzyć. Jego ciepły warning1głos otulał mnie, a jego dłoń głaskała moją, by ostatecznie spleść się w namiętnym tańcu. A chwile te, miałam wrażenie, jakby trwały wieczność, a ja nie chciałam, by się kończyły. Obiad był pyszny, on tak cudownie delikatny – to wszystko sprawiło, że zupełnie przestałam się bać i cieszyłam się każdą minutą naszego spotkania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s