Szkolenie II, cz.1

Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Znacie już pewnie naszą historię. Roma bezczelnie wszystko opisała, a co więcej opublikowała, nie szczędząc pikantnych szczegółów. Wszystko byłoby dobrze i obeszłoby się bez echa, gdybyśmy przypadkiem w sieci nie natknęli się na jej wnikliwe opowiadanie i nie rozpoznali w nim siebie i tego, co się nam przytrafiło. Tak więc w ramach słodkiej zemsty, wracamy raz jeszcze pamięcią do tamtych wydarzeń. Znacie już wersję Romy, teraz czas na naszą.

Razem z kilkoma pracownikami firmy zostaliśmy wydelegowani na szkolenie. Wiadomo, że słyną one z kilku obowiązkowych punktów programu: nudnych wykładów i niezapomnianych przygód tuż po nich. A ta z pewnością do takich należała. Gdy tylko dowiedzieliśmy się kto jedzie razem z nami, od samego początku cieszyliśmy się na ten wyjazd. Tak jak Roma, poprzestaniemy na inicjałach. T. – pracuś. Niesamowity sztywniak i służbista, ale ma jedną poważną zaletę, za którą go kochamy – słabą głowę. Zawsze szybko udaje się nam go upić, a po pijaku jest zdolny zrobić wszystko. A. – lizodup. Włazi w tyłek wszystkim w firmie, przez co nie jest za bardzo lubiany i wszyscy się z niego śmieją, ale jego zaletą jest to, że gdy powie mu się, że szef byłby zadowolony, jest w stanie zrobić wszystko. O. – to biurowa laska. Idealne wymiary, duży biust i zero zahamowań. Chyba każdy w firmie ją już przeleciał, a przynajmniej ja. Wiadomo, że gdy ona jechała na szkolenie nie mogło być nudno. N. – to żeński odpowiednik T. i A. razem wziętych. To typowy przykład kujonki z liceum. Zawsze ogarnięta, poinformowana i nigdy nie nawala. To pracownik idealny. W relacjach damsko męskich nieśmiała i zahukana szara myszka, ale potrafi wiele z siebie dać (wiem to z doświadczenia). No i Roma oczywiście. Kiedyś biurowe pośmiewisko, ale odkąd wzięła się za siebie, powala wszystkich na kolana. Zmieniła nie tylko wygląd, ale stała się też bardziej towarzyska, uśmiechnięta, seksowna i doskonale wie jak wykorzystać swój wizualny potencjał, chociaż udaje, że wcale tak nie jest. Była kolejna na mojej liście. Do kompletu nasza trójka najlepszych kumpli, znających się jak łyse konie. Jak to napisała nasza szanowna koleżanka typowy ogier, modowy elegancik i połączenie misia z inteligentem. Swoją drogą nie przypuszczaliśmy, że ma o nas takie zdanie.

Jechaliśmy własnymi autami, przyjeżdżaliśmy więc o różnych porach. Na parkingu spotkaliśmy Romę i razem udaliśmy się do hotelu, gdzie jak się okazało czekała na nas  niespodzianka. Mieliśmy zarezerwowane dwie trójki i jedną dwójkę. Kryzysowa sytuacja w hotelu skutkowała tym, że zostały dwie dwójki i apartament. Jako że nasze koleżanki i koledzy ubiegli nas i zajęli dwie ostatnie dwójki, dla naszej czwórki został już tylko apartament. Nie było mi to za bardzo na rękę, bo wiedziałem, że to popsuje moje erotyczne podboje, ale z drugiej strony miałem nadzieje, że uda mi się namówić do tego Romę, więc nie robiliśmy problemów.

Po południu mieliśmy pierwsze wykłady. Przyznajemy rację Romie, że były wyjątkowo nudne. W takiej sytuacji nasza trójka radziła sobie obgadując innych, grając w „z kim przespałbyś się, gdybyś musiał wybrać” i planując wieczór. Po konferencji, szczerze powiedziawszy, mieliśmy zamiar zejść na drinka, ale gdy zobaczyliśmy, że zostaliśmy sami w pokoju, postanowiliśmy oddać się miłej lekturze, a później zejść do baru. W wyszukiwarce znaleźliśmy cudowne opowiadanie, dokładnie takie jak lubimy i straciliśmy poczucie czasu. Każdy wers przyprawiał nas o dreszcze podniecenia, a nasze przyrodzenia stawały się coraz prężniejsze. Po chwili za naszymi plecami usłyszeliśmy dziki śmiech. Odwróciliśmy się w popłochu i naszym oczom ukazała się Roma zataczająca się i płacząca ze śmiechu. Byliśmy tak pochłonięci lekturą, że nie usłyszeliśmy nawet jak wróciła. Szybko zamknęliśmy klapę laptopa, ale sądząc po jej reakcji, to doskonale wiedziała, co czytaliśmy. Czuliśmy się okropnie zażenowani tą całą sytuacją. Nikt poza naszą trójką i paroma byłymi „przyjaciółkami” nie wiedział o naszych upodobaniach. A już na pewno nikt z biura. Trochę się tego wstydziliśmy. To była pilnie strzeżona tajemnica. Aż to tamtego wieczora. Byliśmy tak zawstydzeni i skonsternowani, że nie mogliśmy nic zrobić. Siedzieliśmy tam jak wryci i patrzyliśmy jak nasza szanowna koleżanka turla się ze śmiechu. Ale musimy przyznać, że Roma zachowała się bardzo przyzwoicie. Opanowała się i jakby nigdy nic poszła do siebie. Przekraczając próg swojego pokoju, rzuciła jeszcze przez ramię, że może nam pokazać kilka fajnych opowiadań i nie tylko, po czym zniknęła za drzwiami.

Długo dochodziliśmy do siebie przy mocnych trunkach, chociaż wstyd i zakłopotanie pozostały. Siedząc w barze, nie mogliśmy sobie darować, że byliśmy tak głupi i nieostrożni i daliśmy się przyłapać jak nastolatki. Ale Roma kupiła nas swoją dość dwuznaczną propozycją. Nigdy nie sądziliśmy, że taka z niej niegrzeczna dziewczynka. Byliśmy mocno zaintrygowani nie tylko tym, co chciała nam pokazać, ale również tym, skąd zna takie strony, jednak nie podejrzewaliśmy, że temat ten interesuje ją tak samo jak nas. Do pokoju wróciliśmy dość późno, lekko podchmieleni i nabuzowani. Jak najciszej wślizgnęliśmy się do apartamentu, by nie obudzić naszej koleżanki, która jak się później okazało jeszcze wtedy nie spała, oddając się cielesnym uciechom. Szczęściara! Mogła rozładować napięcie, podczas gdy nasza trójka świrowała z podniecenia przez cały następny dzień. Nie mogąc zasnąć obmyśliliśmy nasz podstępny plan nakłonienia jej do zabawy w doktora. Jeszcze żadna z naszych byłych „przyjaciółek” nie zgodziła się na nią, więc nie łudziliśmy się, że Roma się zgodzi. Gdyby jednak okazało się, że kręci ją to samo co nas, moglibyśmy zaproponować jakąś niewinną grę. Problemem było to, jak to zaaranżować. Czy każdy z nas po kolei miałby ją dokładnie i dogłębnie przebadać na osobności czy zrobić to wspólnie we trzech, czy pozbyć się towarzystwa i samemu zgarnąć całą nagrodę? Mała orgietka była dla nas bardzo kusząca, ale nie nastawialiśmy się, żeby się zbytnio nie rozczarować. Nim ustaliliśmy, w którym momencie i w jaki warning1sposób jej to zaproponować, posnęliśmy, odpływając w świat naszych niespełnionych marzeń. Myśleliśmy, że był to plan innowacyjny i wykazaliśmy się daleko posuniętą odwagą w swoich fantazjach, jednak jak się później okazało, Roma planowała dokładnie to samo, pełna identycznych obaw jak my.

Jedna myśl w temacie “Szkolenie II, cz.1

  1. mrfoobaar

    Kiedy to było? Przedszkole czy początek podstawówki. Ciotka podrzuciła na prezent zestaw doktora w wersji dla młodych. Ot kawałek plastiku. Prowizryczny stetoskop, termometr, szpatułka, strzykawka. Większość unikała tych zabawek jak ognia. Tylko u niektórych pojawiał się błysk w oku.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s