Sanatorium, cz.1

Była chłodna, listopadowa noc. Wiatr hulał za oknami, zamiatając jesienne liście. Od czasu do czasu dął tak mocno, że było słychać jedynie świst. Tej nocy nie mogła zasnąć. Wsłuchiwała się w wycie psa sąsiadów i szum gałęzi drzew. Obserwowała cienie tańczące po ścianie malutkiego pokoju. Myśli piętrzyły się w jej głowie, nie pozwalając zasnąć. Przewracała się z boku na bok, jednak nie było siły, która zmusiłaby ją do zaśnięcia. Postanowiła zejść na dół po szklankę wody.

Wstała, po omacku znalazła szlafrok, ubrała go i skierowała swe kroki w stronę drzwi. Stąpała bardzo uważnie, bowiem podłoga pod każdym krokiem skrzypiała niemiłosiernie. Nie chciała nikogo obudzić. Chciała po cichutku wymknąć się z pokoju. Gdy nacisnęła klamkę, drzwi zaskrzypiały w zawiasach. Trzeba było je już dawno naoliwić. Przymknęła je lekko i zeszła schodami w dół. W połowie zobaczyła dobiegające z kuchni światło. Nikogo się nie spodziewała. Powoli schodziła, uważnie obserwując przestrzeń dookoła. Stanęła za winklem i ostrożnie wychyliła się. W kuchni siedziała babcia, owinięta kocem, nad parującym kubkiem gorącej czekolady. Jej myśli wędrowały gdzieś daleko, a jej wzrok błądził po kuchennych szafkach. Podeszła żywiej do niej i powiedziała, wytrącając ją z letargu:

Ale żeś mnie wystraszyła. Myślałam, że to złodzieje. – babcia spojrzała na nią i lekko uśmiechnęła się.

Nie to tylko ja tak rozrabiam po nocy. A Ty czemu jeszcze nie śpisz?

– Jakoś nie mogę zasnąć. Zeszłam po wodę.

– To może napijesz się ze mną gorącej czekolady? Zostało jeszcze trochę.

– Mogę się skusić. – usiadła obok niej. Babcia podeszła, wyjęła kubek z szafki i wlała gorącego, słodkiego naparu. Zauważyła jak wnuczka drży z zimna.

Weź koc, okryj się, nie będzie Ci zimno. – po chwili we dwie, opatulone kocami, przy kubku czekolady siedziały obok siebie w dość niezręcznej ciszy. Przerwała ją i zagaiła babcię:

Opowiesz mi jakąś historię ze swojego życia? – uwielbiała słuchać opowieści babci o dawnych czasach. O jej młodości, miłościach i powojennym życiu. Mogłaby to robić cały dzień, a ona nigdy nie miała dość.

Mam lepszy pomysł. Wyciągnę stary album i pooglądamy zdjęcia. – zaproponowała babcia. Zgodziła się z chęcią. Babcia zniknęła w ciemnościach salonu, żeby po chwili wrócić, taszcząc wielki, stary album pod pachą. We dwie pochyliły się nad nim, wracając pamięciom do dawnych czasów.

Tu, na tym zdjęciu pierwszy raz szłam do szkoły. – powiedziała babcia, wskazując czarnobiałe zdjęcie, pożółkłe już ze starości, lecz bardzo ładnie zachowane. Wodziła wzrokiem po fotografiach, wypytując babcię o szczegóły ich powstania.

To były moje najlepsze koleżanki. – wskazała na grupę uśmiechniętych dziewcząt w warkoczach i kucykach. – Bronia, Wiesia, Wandzia, Krysia i ja. Spędzałyśmy razem każdą chwilę po szkole. Przeżyłyśmy wiele wspaniałych przygód.

I co się z nimi stało? – zapytała.

Bronia została razem z rodziną wywieziona na Sybir i nigdy już stamtąd nie wróciła. Wandzia zginęła w obozie w Bełżcu, a Krysia była podczas wojny sanitariuszką i zginęła podczas nalotu na szpital polowy. Uratowałyśmy się tylko z Wiesią. – babci zakręciła się warning1łza w oku. Widząc to, szybko przewróciła stronę i zapytała o kolejne zdjęcie:

A tu, gdzie to było zrobione? – babcia spojrzała na fotografię. Choć minęło tyle lat doskonale pamiętała, gdzie została zrobiona. Zastanawiała się tylko, czy opowiedzieć wnuczce tę wstydliwą historię. Po chwili namysłu zdecydowała. Była ona już na tyle dorosła, że na pewno zrozumie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s