Sanatorium, cz.2

Tu jestem z mamą przed sanatorium. Miałam tu jakieś 19 lat. Pewnego dnia obudziłam się i nie mogłam się załatwić. Ze łzami w oczach pobiegłam do mamy i od razu powiedziałam jej o tym. Gdy wszystkie domowe sposoby zawiodły, poszłyśmy do lekarza.

Przyjmował stary doktor, którego matka znała jeszcze przed wojną. Kazał rozebrać mi się od pasa w dół. Nie wyobrażasz sobie, co czułam jako nastoletnia panienka, która musiała odkryć swe wdzięki przed obcym mężczyzną. Bolało mnie jednak tak bardzo, że bez dyskusji zdjęłam spódnicę i majtki i położyłam się na leżance. Lekarz podszedł do mnie, zbadał mój brzuch, dokładnie obejrzał pipuszkę i zbadał odbyt. Poczułam jego gruby palec w sobie, który wdzierał się coraz głębiej. Świdrował nim na wszystkie strony. Badanie trwało tylko chwilę, ale mnie wydawało się trwać całą wieczność. Gdy skończył zalecił picie ziółek i smarowanie pupy maścią z nagietka. To jednak nie pomogło. Męczyłam się parę dni. Najgorsze było to, że kiedy mój pęcherz był już całkowicie pełny, samoistnie następowało rozluźnienie wszystkich mięśni, a mocz szybkim strumieniem wydostawał się na zewnątrz. Nie można było jednak tego przewidzieć. Przez kilka godzin czułam ulgę, ale później pęcherz znów zaczął się powoli wypełniać i znów bolało niemożliwie. Kiedy zdarzyło mi się to w sklepie matka zaprowadziła mnie znów do lekarza, który zalecił inną terapię. Ta, niestety też nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Wtedy lekarz postawił ostateczną diagnozę: zespół stresu powojennego i zalecił pobyt w sanatorium. Jeszcze tego samego dnia matka spakowała moje rzeczy i pojechałyśmy. Przed swoim odjazdem kazała zrobić jeszcze to zdjęcie. – Babcia skończyła, a ona poczuła delikatne, znajome mrowienie między nogami. Oczyma wyobraźni zobaczyła nastoletnią, półnagą panienkę dokładnie badaną przez lekarza. Jej cipeczkę wypełniły gorące soczki. Koniecznie musiała dowiedzieć się, co to za sanatorium i co tam się działo.

I jak było w tym sanatorium? Co Ci tam robili? – zapytała nieśmiało. Babcia westchnęła, po czym opowiedziała jej całą historię.

Drzwi zamknęły się i zostałam zupełnie sama. Mama nie mogła zostać, nie było wówczas takich możliwości jak teraz. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do gabinetu, który był jak izba przyjęć w szpitalu. Każdy pacjent najpierw trafiał tam na szczegółowe badanie, po czym lekarz zlecał wykonanie badań i kierował na odpowiedni oddział. Siedział tam stary lekarz, który założył mi kartę, po czym kazał rozebrać się do naga. Wtedy tak się nie przejmowali tym, co czuje pacjent, jak teraz. Nie patyczkowali się tak. Trzeba było się warning1rozebrać i koniec. Zdjęłam ubranie, bieliznę i stanęłam przed nim naga z oczami pełnymi wstydu. Pielęgniarka wzięła moje rzeczy, by oddać je później do depozytu. Lekarz dokładnie osłuchał mnie, zwarzył, zmierzył i zbadał brzuch na leżance. Powoli, kawałek po kawałku. Starałam się leżeć spokojnie, ale było to dość trudne zwarzywszy na ból brzucha. Szczególnie dokładnie zbadał pęcherz, co sprawiło mi dużo bólu. Z trudem powstrzymywałam łzy.

2 myśli w temacie “Sanatorium, cz.2

  1. ~Mały Aniołek

    Kolejny świetny tekst. Jestem zachwycona Twoją systematycznością. Chciałabym mieć w sobie tyle samodyscypliny i ambicji, żeby być w stanie cokolwiek robić tak regularnie i dobrze. Podziwiam. ~

    Polubienie

    • Roma Carlos

      Dzięki za komentarz 🙂 Bardzo mi ich brakuje, a dodają poweru do działania. Jeśli podobają Ci się zamieszczane teksty, następne też spełnią Twoje oczekiwania (może nawet bardziej niż te, już opublikowane). Także zapraszam i czekam na komentarze. Pozdrawiam Roma

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s