Sanatorium II, cz.3

Rano pielęgniarki budziły nas i rozpoczynały poranne zabiegi. Każdej podciągały koszulinę, odsłaniając zawiniętą pupę i miejsca intymne, zdejmowały folie i pieluchę i wycierały dokładnie resztki maści. Jedna zawsze przytrzymywała, a druga wycierała pipuszkę i rowek, mocno trąc pokryte miejsca. Cała pipuszka potem bolała. Gdy pacjentka była już wytarta, ściągały ją z łóżka, odzierały przy innych pacjentkach z koszuliny i obmywały miejsca intymne. Trzeba było w szerokim rozkroku ukucnąć nad miską z wodą, a pielęgniarka jedna z tyłu przytrzymywała, a druga myła pipuszkę, łono i rowek. Później obowiązkowe mierzenie temperatury i zastrzyki, których wszystkie nie znosiłyśmy.

Gdy pielęgniarki skończyły poranne zabiegi na wszystkich salach, po śniadaniu, przychodziły po pacjentki i zabierały je na badania. Nam najpierw kazały wypiąć pupy i sprawdzały palcem czystość odbytu. Gdy cokolwiek wyczuły, wykonywały lewatywę. Przez cały pobyt dostałam ją kilka razy. Zawsze wykonywały ją tak samo dokładnie jak pamiętałam z poprzedniego razu. Wypinanie pupy, smarowanie odbytu, wpychanie grubej, gumowej kanki, a później masowanie obolałego i wypełnionego wodą brzucha. Gdy pupa była czysta, pielęgniarki zabierały nas po kolei do gabinetu na badania. Szłyśmy przez pół oddziału jak na ścięcie. Zawsze wykonywał je lekarz w obecności studentów, którzy też próbowali swoich sił na pacjentkach. Najpierw kazano oddać koszulinę i rozłożyć nogi na fotelu. Lekarz wraz ze studentami oglądali wysypkę, sprawdzali, czy z krost nic nie wycieka i oceniali czy się powiększyła, czy pomniejszyła, czy zmieniła kolor. Świadomość, jak kilku mężczyzn pochyla się, ogląda i dotyka Cię, stojąc między Twoimi rozłożonymi nogami, była nie do zniesienia. Wszystkie wstydziłyśmy się okropnie. Po oględzinach przychodziła pora na badania wewnętrzne. Pielęgniarka podawała duży, metalowy wziernik, który lekarz instalował w środku i szeroko otwierał. Wszyscy zgromadzeni oglądali Cię w środku, czy tam nie przeszła wysypka i po stwierdzeniu, że nie usuwano wziernik. Czasem studenci uczyli się go wprowadzać do środka. Wtedy wyciągali go z Ciebie, wkładali na nowo i otwierali kilka razy, co było nie do zniesienia. Już wolałam, żeby badali mnie palcami niż tym narzędziem. Na pierwszym takim badaniu pobrano również różne próbki i wymazy do badania. Lekarz wkładał patyczki z różnymi końcówkami do wewnątrz, jeździł nimi w środku i wyjmował. Końcówkę patyczka umieszczał na szkiełku i przykrywał drugim szkiełkiem. Jednymi patyczkami prawie w ogóle nic się nie czuło, innymi było trochę nieprzyjemnie, ale i tak wszystko zagłuszał ból rozdzieranej do granic pipuszki. Po badaniu pipuszki, zawsze badali też odbyt. Trzeba było przekręcić się i uklęknąć na fotelu, opierając się o oparcie i wypinając pupę w stronę zgromadzonych. Pielęgniarka poprawiała ułożenie, rozszerzała nogi, żeby odbyt był dobrze widoczny. I znów najpierw oględziny rowka, czy tam nie pojawiła się wysypka, następnie instalowanie wziernika w odbycie i rozwieranie szpatułkami, żeby obejrzeć wnętrze. Gdy nie stwierdzono wysypki w środku usuwano przedmiot, ale i tak odbyt bolał jeszcze długo po tym i czuć było, jakby nadal coś tam tkwiło. Za pierwszym razem również stamtąd pobrano próbki i wymazy patyczkami, co było dużo bardziej odczuwalne niż w pipuszce. Studenci warning1też uczyli się wziernikować odbyt na Tobie, co było niezwykle bolesne, jeszcze bardziej niż w pipuszce. Gdy jęczałaś albo stękałaś uciszano Cię chłodno. Jakby Twoje jęczenie rozpraszało ich i przeszkadzało im w pracy. Nikt się nie przejmował czy Cię boli czy nie. Musieli zbadać i trzeba było wytrzymać. Po badaniu oddawali Ci koszulinę, a pielęgniarka odprowadzała Cię na salę i brała następną pacjentkę na badanie.

9 myśli w temacie “Sanatorium II, cz.3

  1. Michu R.

    Przyznam, że należałem do grona dzieciaków które miewały problemy ze zdrowiem. Dość często gościłem w rozmaitych gabinetach. Któregoś dnia zdałem sobie sprawę, że widok białego fartucha wywołuje u mnie jakieś dziwne emocje. Podobnie sprawy się miały, kiedy byłem poddawany różnym zabiegom medycznym.

    Były to czasy przemiany ustrojowej. Uczęszczałem do trzeciej czy czwartej klasy podstawówki. Mama rozwiodła się. Podjęła pracę w zagranicznej firmie. Dość często wyjeżdżała na delegacje. Pod jej nieobecność opiekowała się mną ciotka z zawodu pielęgniarka. Popołudniami dorabiała sobie na tak zwanych wizytach. Niekiedy zabierała mnie ze sobą. Pomagała przeważnie ludziom doświadczonym przez życie, schorowanym albo mamom zatroskanym o zdrowie swoich pociech. Mierzyła ciśnienie, robiła zastrzyki, stawiała bańki, udzielała porad, a niekiedy wysłuchiwała żali i pocieszała. Nie przepadałem za takimi spotkaniami. Wydawały mi się strasznie długie i nudne.

    Jedno utkwiło mi w pamięci w sposób szczególny. Kojarzę, że było to zwyczajne majowe popołudnie Pogoda nie rozpieszczała. Po obiedzie zostałem wyciągnięty na spacer. Wolnym krokiem maszerowaliśmy w stronę osiedla luksusowych domków. Pod lasem znajdowała się przedwojenna willa będąca celem wyprawy. Od reszty świata odgradzał ją kuty płot i gęsty las. Furtka pozostawała otwarta. Weszliśmy do środka. Przed wejściem czekała na nas kobieta w wieku przedemerytalnym. Szczupła, rude kręcone włosy, przeciętny wzrost, biust odpowiednich rozmiarów. Oprowadziła nas po ogrodzie. Kiedy weszliśmy do środka to czułem się jak w muzeum. Meble pamiętały początek epoki. Na ścianach wisiały duże obrazy oraz sporych rozmiarów czarnobiałe fotografie przedstawiające sceny ze spektakli teatralnych. Wycieczkę zakończyliśmy w salonie. Usiedliśmy w luksusowych fotelach. Delektowaliśmy się ciastem domowej roboty oraz herbatą przywiezioną z Anglii.

    Rozmowa trwała długo i pewnie przedłużyłaby się gdybym nie był marudny. Właścicielka mogła opowiadać godzinami. Przy tym nie dawała nikomu dojść do słowa. Po filiżankę sięgała, kiedy zaschło jej w ustach. Zrobiło się późno. Udaliśmy się do kuchni. Ciotka zachowywała się jakby miała przyszykować posiłek. Najbardziej mnie zdziwiło, kiedy sięgnęła po tarkę i zaczęła na niej ucierać szare mydło. Wióry zostały wrzucone do garnka z przegotowaną wodą. W pomieszczeniu pachniało jakby ktoś brał kąpiel. Właścicielka zniknęła gdzieś na dłuższą chwilę. Przyniosła ze sobą kilka sztuk aparatury medycznej. Następnie omawiała wady i zalety każdej sztuki. Słowo irygator zostało użyte tyle razy, że zapamiętałem je raz na zawsze. Wybrano emaliowy egzemplarz, który posłużył do wykonania zabiegu. Przed użyciem został przepłukany wrzątkiem po kilka razy.

    Udaliśmy się do sypialni. Pomieszczenie wydawało się dość ciasne. Okno było skierowane na południowo-zachodnią stronę. Resztki promieni słonecznych oświetlały wnętrze pomieszczenia. Pacjentka zdjęła wszystko z łóżka i rozłożyła na całej powierzchni kilka ręczników. Powoli odpinała guziki w letniej sukience, która znalazła się na krześle. Włożyła kciuki pod gumkę od letnich czarnych rajstop. Opuściła je do kolan. To samo uczyniła z majtkami. Wykonała kilka wymachów nogami, aby wyswobodzić się z bielizny. Weszła na łóżko. Uklękła. Wsparła się na łokciach. Ciotka nalała do emaliowego zbiornika płynu. Otworzyła zaworek, aby odpowietrzyć układ i sprawdzić przepływ. Nasmarowaną kremem sztywna końcówka znalazła się we wnętrzu pacjentki. Zbiornik wędrował raz w górę, raz w dół. Wlew był przerywany kilka razy ze względu na boleści. Po jakiejś dłuższej chwili zabieg miał się końcowi. Pacjentka obróciła się na plecy. Ręce trzymał pod głową. Zaciskała pośladki, podkurczała nogi. Po jakimś kwadransie ciotka pomogła jej podnieść się z łóżka i zaprowadziła do toalety. Posiedzenie za zamkniętymi drzwiami trwało długo. Na koniec pacjentka stwierdziła, że czegoś takiego było jej trzeba. Po zabiegu czuła się rewelacyjnie.

    Polubione przez 1 osoba

    • romacarlos

      Witaj
      Dziękuję, że zechciałeś podzielić się swoją historią. Biorąc pod uwagę, że wydarzyła się jakiś czas temu, zapamiętałeś wiele szczegółów. Jeśli chciałbyś opowiedzieć mi jeszcze jakieś wspomnienia, które zapamiętałeś napisz na @. Mam nadzieję, że ten, jak i pozostałe testy przypadły Ci do gustu. Oczywiście zapraszam na mojego bloga częściej 😉
      Pozdrawiam
      Roma

      Polubienie

  2. Michu R.

    Teksty na blogu są super. Ogólnie to brakuje takich miejsc w Internecie.Pewnie jakbym skupił się na samym szkicu tamtej sceny to byłoby to trochę tendencyjne. Przygotowuję tekst i podeślę. Mam nadzieję, że niebawem.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s