Piękna Bestia, cz.5

Przyszedł do pracy nieco wcześniej niż zwykle. Zależało mu, aby już być, zanim Kristy się zjawi. Taki mały, psychologiczny pstryczek w nos, jakoby bardziej przykładał się do ich wspólnego projektu. Rzucił teczkę na biurko, miał jeszcze chwilę zanim Kristy pojawi się i zacznie doprowadzać go do szału. Wyszedł z gabinetu i stanął przy balustradzie, mając doskonały widok na główny holl i patio przed wejściem. Przez chwilę obserwował kamieniarzy, układających nową kostkę przed frontowymi drzwiami. Pojedyncze kostki leżały porozrzucane i trzeba było między nimi lawirować zanim dotarło się do siedziby. Przez myśl przebiegło mu, jak Kristy leci pędem do biura i pada jak kłoda, potykając się o stary bruk. Uśmiechnął się pod nosem. Miałaby za swoje, może spokorniałaby trochę. – pomyślał. Zerknął na zegarek. Kristy powinna być tutaj 2 minuty temu. Nigdy się nie spóźniała. Gdy podniósł wzrok zobaczył jak niemalże biegnie, rozmawiając z kimś przez telefon. Była zdenerwowana. Nie wiedział tylko czy z powodu swojego spóźnienia, czy też coś się stało. Instynktownie zaczął powoli schodzić po schodach, aby się z nią przywitać.

I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, spełnił się scenariusz, który przyszedł mu do głowy minutę temu. Kristy w swym szaleńczym pędzie do biura lekceważy oznaczenia ustawione przez kamieniarzy, potyka się o porozrzucane kostki i pada na kolana na świeżo ułożony bruk. Telefon wypada jej z ręki i ląduje tuż przed drzwiami. Natychmiast rzucił się w jej stronę, zbiegając po schodach. Podniósł telefon, chowając go do kieszeni i pomógł się jej podnieść. Zauważył rozdarte kolana i bezsilność w jej oczach. Skóra paliła ją, a w głowie niemalże zakręciło jej się od upadku. Z trudem łapała oddech. Niewiele myśląc wziął ją na ręce i wniósł do budynku.

– Nic mi nie jest. Mogę sama iść. Poradzę sobie. – oponowała, jednak pozostał nieugięty.

– Oczywiście, że sobie poradzisz, bo jesteś silną, niezależną kobietą. Ale choć raz pozwól sobie pomóc. – powiedział, niosąc ją do swojego gabinetu. Postanowiła się poddać i nie walczyć z nim. I tak nie miała na to siły. Nogi i dłonie były obite i piekące. Czuła się słabo, jakby miała odpłynąć. Oparła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Kopnięciem otworzył drzwi i w taki sam sposób zatrzasnął je za sobą. Posadził ją na sofie, klękając przed nią. Spojrzał na zdarte kolana, a następnie przeniósł wzrok na nią.

– Muszę je zdjąć. – powiedział, wskazując na rozdarte rajstopy. Wahała się chwilę, ale podsunęła powoli spódnicę wysoko do góry, odsłaniając koronkowe majtki w złączeniu ud i tasiemki pończoch. Jego oddech przyspieszył, a krew szybciej zaczęła krążyć w jego żyłach. Nie wiedział, że je nosi. Na niej to zdarzenie również odbiło się echem. Wiedziała, że mimo jej usilnych starań i tak zdołał dostrzec bieliznę, którą miała na sobie. Pomógł jej odpiąć pończochy, muskając ją delikatnie palcami po udach i zdjął je powoli odklejając je od ciała. Zaczęła drżeć, sama nie wiedząc, czy ze względu na upadek czy też pod wpływem jego dotyku. Odrzucił pończochy na bok i udał się po apteczkę do łazienki. Ukryła twarz w dłoniach, czując, że zaraz zemdleje. Pod powiekami zebrały się nieproszone łzy.

– Dobrze się czujesz? – zapytał, wyłaniając się z łazienki, obejmując ją ramieniem. Pokręciła głową.

– Słabo mi. Chyba zaraz zemdleję. – wyszeptała.

– Połóż się. – powiedział, pomagając jej się ułożyć. Spostrzegł jej szkliste oczy. Miała gulę w gardle. Pierwszy raz widział ją w takim stanie. Wyglądała jak mała dziewczynka, która zaraz miała się rozpłakać.

– Wszystko dobrze. Wszystko będzie dobrze. Zajmę się Tobą. Chcę, żebyś wiedziała, że nawet jeśli zemdlejesz będziesz bezpieczna. – uspokoił ją. Ostrożnie przemył zadrapania i zakleił plastrami. Obróciła się na bok, układając w wygodniejszej pozycji. Pierwszy raz aż tak odsłoniła się przed nim. Miała nadzieje, że okaże się gentelmanem i nie wykorzysta tego. Walczyła sama z sobą, jednak przegrała tę nierówną walkę. Zamknęła oczy, tylko na chwilę, żeby przestały piec, po czym jak dziecko zasnęła.

Sen dobrze jej zrobił, czuła się znacznie lepiej. Gdy znów otworzyła oczy wciąż był obok niej. Tylko przez mocne, popołudniowe promienie słońca, wpadające do środka gabinetu, zorientowała się, że minęło znacznie więcej niż chwila. Zerwała się, przypominając sobie, ile mieli dziś do zrobienia.

– Spokojnie, nie panikuj. – powiedział łagodnym tonem, kładąc ją z powrotem.

– Jest już późno, a mamy tyle do zrobienia… – wyszeptała. Zaschło jej w gardle i z trudem wydobywała z siebie słowa.

– Wszystko jest już zrobione. – oznajmił, sięgając po szklankę wody i podając jej, aby się napiła.

– Jak to? – zdziwiła się. Czyżby ten leniwiec, za którego go uważała odwalił wszystko za nią?

– Popracowałem jak spałaś. Spotkania zaliczone, poprawki naniesione według Twoich wskazówek, raport wysłany do ojca. Powiedział, żebyś jutro wzięła wolne. Możesz być ze mnie dumna. – dokończył sarkastycznie, szczerząc zęby w uśmiechu.

– Jestem – powiedziała cichutko, całkiem serio. Patrzyła na niego inaczej niż zazwyczaj. Jej harde, pełne zawzięcia spojrzenie ustąpiło miejsca łagodnemu i czystemu, pełnemu wdzięczności za okazaną pomoc.

– Odwiozę Cię do domu. Musisz odpocząć. – zaproponował, na co bezgłośnie przystała. Zniósł ją do auta i przypiął pasami. Sam zajął miejsce kierowcy i przekręcił kluczyk. Jechał ostrożnie; tak, aby czuła się z nim bezpiecznie. Po kilkunastu minutach dotarli na miejsce. Mimo jej zapewnień, że wszystko jest już w porządku i może sama wejść na górę, nie dał za wygraną i wniósł ją na trzecie piętro. Postawił ją przed drzwiami i zaczekał, aż otworzy drzwi.

– Wejdziesz na chwilę? – zapytała, zapraszając go do środka, zanim jeszcze zdołała rozprawić się z zamkiem. Nie chciała być teraz sama. Chciała, aby z nią został. Uśmiechnął się, jakby poczuł wyraźną ulgę. Też nie chciał jej zostawiać, jednak nie chciał się wpraszać lub narzucać. Gdy tylko otworzyła drzwi, znów uniósł ją w górę i wniósł do domu, kopnięciem zamykając je za sobą.

– Gdzie Pani sobie życzy? – zapytał żartobliwie.

– Nie wierzę, że pyta się mnie Pan o zdanie. – odpowiedziała z przekąsem. Nie czekając, aż się namyśli, rozejrzał się po pomieszczeniu. Spora otwarta przestrzeń, urządzona ze smakiem. Elegancka i nowoczesna. Widać było, że urządzała ją profesjonalistka. W głębi ujrzał dwie pary drzwi, po czym skierował się w ich stronę. Otworzył pierwsze i od razu wycofał się.

– Ups, gabinet. – skwitował zabawnie, wprawiając ją w chichot. Otworzył drugie drzwi i wszedł z nią do środka. Tym razem trafił do sypialni. Ułożył ją na wielkim łożu, rozglądając się za łazienką. Po lewej stronie znów dostrzegł dwie pary drzwi. Nacisnął klamkę bliżej okna i zajrzał do środka.

– Garderoba – oznajmił, unosząc znacząco brwi do góry, czym znów ją rozśmieszył. Pomyślał, że tak właśnie mogłaby wyglądać ich codzienność. Bez kłótni i walki o dominację. Choć musiał przyznać, że ich dyskusje miały swój urok. Nacisnął klamkę i warning1wszedł do środka. Pod oknem stała całkiem spora wanna, którą bez wahania napełnił wodą i pachnącą pianą.

– Chodź, wykąpiemy się. – zakomunikował, pomagając jej usiąść.

– Jak to wykąpiemy się? – zapytała zdezorientowana.

– Pomogę Ci się wykąpać. Odświeżona poczujesz się lepiej. – wyjaśnił, podczas gdy już rozpinał guziki jej bluzki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s