12 postanowień, cz.2

LUTY 2020

Cały czas wracałam pamięcią do balu, na którym byłam. Bardzo mi się podobał, a szczególnie jego zakończenie. Gdy odbierałam rzeczy z szatni, widziałam kilka kurtek i płaszczy, więc nie byliśmy jedynymi, którzy zostali na noc. Cały czas zastanawiałam się nad jego reakcją, gdy się obudził i zobaczył numer telefonu na chusteczce na stole. Minęło już kilka dobrych dni, a nie było żadnego kontaktu z jego strony. Pewnie potraktował mnie jako przygodę na jedną noc i nigdy nie zadzwoni. Jednak nie żałowałam, że dałam mu się skusić.

Została mi po nim mała pamiątka. Brak majtek, które zerwał ze mnie tamtej nocy. Była to jedyna para, którą ewentualnie mogłam założyć na spotkanie z jakimś mężczyzną. Nie to, żebym jakieś planowała, jednak zawsze warto mieć coś takiego w szafie. Wszystkie pozostałe absolutnie się do tego nie nadawały. A więc czekała mnie wizyta w galerii i rozejrzenie się za nowym kompletem.

Przy okazji postanowiłam zrobić przegląd całej szafy. Okazało się, że mam mnóstwo czarnych koszul, t-shirtów i bluzeczek, 2 pary jeansów i kilka powyciąganych swetrów. Szału nie było. Gdyby teraz zadzwonił ten przystojniak z balu i powiedział, że wpada do mnie za 5 minut i porywa mnie na romantyczną kolację ze śniadaniem lub weekend w górach, kompletnie nie miałabym się w co ubrać. Chyba, że w to samo co na bal. Uświadomiłam sobie jak bardzo się zaniedbałam przez ostatnie kilka lat. Brak faceta u boku i frustrująca praca robi swoje. Nie miałam dla kogo się stroić, więc najnowsze trendy w modzie były mi zbędne. Po ostatnich zakupach zauważyłam jednak, że to, co masz na sobie ma ogromne znaczenie. Gdybym na bal karnawałowy poszła w jeansach i t-shircie nie czułabym się tak dobrze, a już z pewnością nie poderwałabym żadnego mężczyzny. Dzięki tej sukience, sandałkach i czerwonej szmince czułam się pewnie i nie gorzej od innych. Dlatego postanowiłam odświeżyć swoją garderobę i natychmiast przejrzałam swoją szafę. Byłam bezlitosna dla wielu ubrań. Wyrzuciłam z szafy te, których od roku nie nosiłam. Jeśli przez rok ich nie ubrałam, to już ich nie ubiorę. Następnie wszystkie te, które były zniszczone lub zużyte. Poszły prawie wszystkie jeansy, koszulki i topy, a także kilka koszul. Kilka rzeczy odłożyłam, bo nigdy ich nie lubiłam nosić i nie wiem co mnie podkusiło, żeby je kupić. To samo zrobiłam ze starymi, znoszonymi trampkami. Tym samym, w mojej szafie została jedna czarna, cienka, półprześwitująca koszula, czarna, krótka spodniczka, czarne kozaczki i ciuchy, które kupiłam ostatnio. Na podłodze natomiast leżała sterta ubrań. Byłam z siebie zadowolona. Idąc za ciosem, przejrzałam też bieliznę w komodzie. Otworzyłam szufladę i spojrzałam na zawartość krytycznym okiem. Wszystkie majtki były bawełniane i mocno zabudowane. Raczej babcine, nie seksowne. I oczywiście żadne nie pasowały do ani jednego stanika. Zastanowiłam się, czy nowa ja będzie w tym chodzić? Po chwili namysłu stanowczo stwierdziłam, że nie, po czym jednym ruchem wyrzuciłam wszystko na podłogę. Będę musiała przyzwyczaić się do chodzenia w stringach. Podobny los spotkał zużyte, pocerowane skarpetki i rajstopy. Po moich porządkach został tylko jeden stanik. Ten, który pasował do porwanych w szale namiętności majtek, więc też go musiałam wyrzucić. Nawet nie miałam co włożyć, żeby iść na zakupy. Wygrzebałam z tej sterty jakiś możliwy komplet i nałożyłam na siebie. Resztę ciuchów spakowałam w foliowe worki i wrzuciłam do kontenera dla ubogich, gdy wychodziłam poszaleć po galerii i uzupełnić zawartość szafy.

Po drodze zdałam sobie sprawę, że nie wiem co kupić. Od zawsze byłam raczej modową analfabetką, choć ostatni raz zachęcił mnie do ponownego spróbowania. Wiedziałam tylko, że nie chcę znów mieć wszystkich ciuchów czarnych, a obawiałam się, że właśnie tak będzie. Trudno zmienić swoje przyzwyczajenia. Postanowiłam jednak zajrzeć, co wujek Google proponuje w tym temacie. Jako pierwszy wyświetlił mi się blog dziewczyny, na którym znalazłam kilka przydatnych wskazówek. Po pierwsze, aby kupować klasyczne kroje i kolory. Dzięki temu można uzyskać wiele różnych kombinacji i wszystko do siebie pasuje. Po drugie, dobrać odpowiedni rozmiar. Nie za duże, ani nie za małe. Wydaje się logiczne, a jednak, jak pisze autorka, wiele z nas nosi ubrania w innym rozmiarze. I dotyczy to wszystkiego od bielizny aż po buty. Po trzecie, nie kupować za dużo. Tylko tyle ile będziemy nosić. Nie potrzebujemy 5 czarnych marynarek, 1 wystarczy. Wydawało się proste. Na dole były podane przykładowe stylizacje. Do pracy, na weekend, na wyjście czy imprezę. I tu już się zaczynało komplikować, ale wpadło mi w oko kilka zestawień, które postanowiłam, że spróbuje wyszukać. Resztę zostawię na potem.

Szwendałam się długo po sklepach, ale sporo rzeczy udało mi się wybrać. Zgodnie ze znalezionymi wcześniej wskazówkami oczywiście. Do domu przytargałam ze sobą 3 pary jeansów, jasne, granatowe i szare (żeby nie było, że znów czarne), biały i czarny, gładki t-shirt i takie same topy, czarny, klasyczny żakiet, białe klasyczne koszule i czerwone szpilki. Do tego szary płaszczyk ze złotymi, zdobionymi guzikami, 2 paczki skarpetek i czarna, klasyczna torebka. Kilka rzeczy, na które nie byłam zdecydowana odłożyłam na później. Zmęczona, acz zadowolona wróciłam do domu.

Oczywiście nie kupiłam bielizny. Zbyt duży wybór, nie wiedziałam czego chcę i nie chciałam brać czegoś, czego nie będę nosiła. I tak musiałam wrócić po jakiś sweter i buty na zimę, więc wtedy też zastanowię się nad bielizną. Na razie byłam zmuszona chodzić w tym, w czym chodziłam do tej pory.

W tygodniu przeglądałam strony internetowe bieliźniarskich sieciówek. Nie chciałam kupować na dziale z bielizną w sklepie z ubraniami. Szukałam więc w sklepach bieliźniarskich i na nic nie mogłam się zdecydować. Moje dywagacje przerwał mms, który dostałam. Na zdjęciu były moje porwane, koronkowe majtki, które miałam na sobie na balu z podpisem:

To chyba Twoje, ale raczej nie nadają się już do noszenia…. Uśmiechnęłam się szeroko pod nosem. Od razu wiedziałam, że to od niego. Musiałam zdobyć się na jakąś kreatywną odpowiedź.

I co my teraz z tym zrobimy? Szybko wystukałam na klawiaturze, zagryzając dolną wargę, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Po chwili usłyszałam znajomy dzwoneczek na telefonie. Serce o mało co nie podeszło mi do gardła. Niemalże drżącym palcem otworzyłam wiadomość.

Jestem Ci winien zakupy. Głosił kolejny sms. Zakupy, w dodatku bielizny, z takim przystojniakiem, to musiałoby być coś. Oczyma wyobraźni widziałam jak zabiera mnie do jakiegoś ekskluzywnego sklepu z drogą bielizną i pozwala wybrać wszystko na co tylko mam ochotę. Następny sms przyszedł nim zdążyłam odpisać.

Jutro, Galeria, 17.00. Po chwili rozległ się jeszcze jeden dzwonek:

Bądź punktualnie. Był stanowczy, co cholernie mi się podobało.

A czy ja mam coś w tej sprawie do powiedzenia? Spytałam retorycznie.

Po prostu przyjdź. odpisał niezwłocznie.

Dobrze, Panie stanowczy. Droczyłam się z nim. Nie mogłam się doczekać jutra.

Pod Galerią zjawiłam się punktualnie, tak jak prosił. On również był na czas. Trochę zajęło nam odnalezienie się. W końcu pierwszy i ostatni raz widzieliśmy się na balu maskowym. W masce prezentował się świetnie, ale bez niej, w wydaniu casualowym, wyglądał równie dobrze. Nie mogłam uwierzyć, że jestem na mieście z takim mężczyzną. Przywitał się i poszliśmy prosto do sklepu z bielizną. Widać był zdecydowany, gdzie mnie zabierze. Pewnie ubiera tam połowę dziewczyn, z którymi miał do czynienia. Starałam się jednak o tym nie myśleć i korzystać z chwili.

Od progu powitała nas miła Pani, która niechybnie wzięła nas za parę, jednak żadne z nas nie sprostowało tej informacji. Zaoferowała swoją pomoc w wyborze jakiegoś kompletu, na co mój towarzysz przystał ochoczo. Poszedł w głąb sklepu i rozsiadł się na sofie w pobliżu przymierzalni, zostawiając mnie samą z ekspedientką. Miał stamtąd dobry widok prawie na cały sklep. Doskonale więc widział co wybieram, przez co ciężko było mi się skupić. Pani zaprezentowała mi kilka biustonoszy. Od delikatnych koronek, w pastelowych kolorach aż po seksowną czerń. Wszystkie były śliczne i kosztowały krocie. Stwierdziłam, że przymierze wszystkie w moim rozmiarze, a potem zdecyduję, który wezmę. Pani zaprosiła mnie do przymierzalni i razem udałyśmy się w stronę, gdzie kilka minut temu zniknął mój znajomy. Szłam z błyskiem w oku, pewnym krokiem. Widziałam jego minę, gdy minęłam go siedzącego na sofie. Puściłam do niego oczko. Moja frywolność i pewność siebie zdecydowanie mu się podobały. Weszłam do przymierzalni, ku mojemu zdziwieniu, razem z ekspedientką. Zasłoniła za sobą zasłonę, szczelnie ukrywając wszystko, co działo się wewnątrz. Pani powiedziała, że profesjonalnie określi rozmiar jaki powinnam nosić. A więc to jest ten cały „brafitting”. Słyszałam o tym i zawsze chciałam skorzystać, jednak zawsze brakowało mi odwagi. Czyżby miało się to dziś zmienić? Pani, widząc moje lekkie zamieszanie, zachęciła mnie do tego, żebym się rozebrała. Cała moja pewność siebie rozpłynęła się w powietrzu. Zdejmując bluzkę poczułam coś dziwnego, a gdy tylko zdjęłam stanik moje sutki natychmiast zesztywniały, zawstydzając mnie do reszty. Pani była jednak bardzo taktowna i zdawała się tego nie widzieć. Szybciutko wymierzyła mnie dokładnie i powiedziała, że przyniesie kilka modeli, o których rozmawiałyśmy wcześniej. Wyszła z przymierzalni, a ja nadal czułam się dziwnie i zupełnie nie rozumiałam czemu.

Po chwili ekspedientka podała mi kilka sztuk bielizny przez uchyloną kotarę, po czym szczelnie ją zasunęła. Miałam dać znać, gdy przymierzę pierwszy model. Powiesiłam pozostałe na złotych haczykach, przytwierdzonych do ściany i włożyłam pierwszy z biustonoszy. Delikatny róż w połączeniu z czarną, naszytą koronką prezentował się seksownie i nieco niewinnie. Był zupełnie inny niż te, które nosiłam do tej pory. Dokładnie przylegał do ciała, ale nigdzie nie cisnął. Materiał był miękki, lecz jednocześnie na tyle wytrzymały, żeby utrzymać moje piersi na miejscu. Otulał je, sprawiając, że czułam się kobieca, seksowna i pewna siebie. Spojrzałam w lustro. Moje piersi prezentowały się obłędnie. Dopiero teraz zauważyłam i poczułam różnicę między tym, co nosiłam a tym, co teraz miałam ma sobie. Chyba powinnam go znienawidzić, że zabrał mnie do tego sklepu, ponieważ nigdy już nie założę zwykłego stanika z sieciówki.

Z zachwytu nad sobą wyrwała mnie Pani, która zaczęła dopytywać czy dobrze leży. Odparłam, że jak ulał, po czym natychmiast Pani zjawiła się wewnątrz kabiny, żeby samodzielnie ocenić to swoim fachowym okiem, odsłaniając przy tym znaczną część kotary. Nie widziałam tego, ale sądzę, że mój towarzysz mógł co nie co dojrzeć, co wywołało samoistny uśmieszek na moich ustach. Według niej również idealnie się prezentował i podtrzymywał moje piersi. Próbowała wybadać czy go kupię, ale ja nie byłam jeszcze zdecydowana. Obejrzałam się dokładnie i postanowiłam przymierzyć kolejny.

Drugi był cielisty, usztywniany, z miękką, koronkową miseczką i dość mocno wyciętymi figami. Bardzo podobne do tych, które zostały zdewastowane podczas balu. Kolor koronki niemalże zlewał się z kolorem mojej skóry, więc wyglądałam jakbym była zupełnie naga. Ekspedientka ponownie odsłoniła kotarę na tyle, abym zobaczyła, że mój znajomy uważnie obserwuje całe przedstawienie. Tym razem już się nie peszyłam. Odważnie oglądałam się w lustrze, udając, że dokładnie sprawdzam czy mi pasuje, kręcąc biodrami i przejeżdżając dłonią po materiale, nieco go kokietując. Zerkałam w odbiciu czy mu się to podoba. Ten komplet najbardziej przypominał mój, który miałam, więc chyba znalazłam swojego faworyta.

W zasadzie w tym miejscu mogłabym zakończyć całe to przymierzanie i wziąć wybrane rzeczy, jednak na tyle spodobało mi się to, że postanowiłam przymierzyć jeszcze kilka. Następny był biały komplecik w kolorowe, rajskie ptaki, z falbanką na ramiączkach. Wesoły i dziewczęcy, dlatego nie byłam do niego zbytnio przekonana, chociaż z drugiej strony widziałam się w nim i przydużym białym sweterku, spędzająca weekend w łóżku.

Kolejny, pudrowy róż z naszytą drobną koronką w kolorze ecri, a zaraz po nim koronkowa bardotka w kolorze ecri z przesłodkimi kokardkami na łączeniu ramiączek z miseczką i takimi samymi na majtkach, w okolicy bioder. Każdy obłędnie wygodny i wyglądający oszałamiająco na moich piersiach. Po przymierzeniu każdego Pani ekspedientka odsłaniała kotarę, aby móc zobaczyć czy rozmiar i krój faktycznie pasuje, przy okazji prezentując moje odbicie w lustrze i mój tyłek mojemu znajomemu.

Mój towarzysz nie poganiał mnie, więc przymierzyłam jeszcze szary biustonosz, dość zabudowany, ale z prześwitującą górną częścią miseczki i diamencikiem na łączeniu między piersiami i takim samym na majtkach. A potem jeszcze bordowy, albo bardziej w kolorze czerwonego wina zapinany z przodu z ozdobnym, koronkowym, grubym pasem wzdłuż kręgosłupa i granatowy z grubej koronki. Każdy nieco inny od poprzedniego i na swój sposób uroczy.

Ostatnim był czarny, koronkowy komplet z paskami na dekolcie. W górnej części miseczki lekko prześwitujący. Paseczki biegły od ramiączka i zbiegały się w łączeniu na mostku. Do tego takie same majtki, z paseczkami, biegnącymi od jednego biodra do drugiego, przecinającymi się pod pępkiem i prześwitującą koronką na pośladkach. Całość prezentowała się kobieco i seksownie. Widząc jak mój towarzysz obserwuje mnie, ponownie uśmiechnęłam się pod nosem i postanowiłam trochę podkręcić atmosferę. Poprosiłam Panią, żeby zostawiła mnie na chwilę samą, żebym mogła zdecydować, który biorę, choć wiedziałam to już od dawna. Chciałam ją spławić.

Gdy już zostałam sama, zaczęłam się dotykać. Przesuwać dłonią wzdłuż szyi, przez piersi, talię, na biodrach skończywszy. Jeszcze raz wróciłam do piersi, żeby trochę dłużej się nimi zająć; podotykać, poczuć koronkę pod palcami, i to, jak twardnieją mi sutki, gdy zerkałam w lustro na mojego towarzysza. Uważnie obserwował każdy mój ruch. Zjechałam dłońmi na biodra, jednocześnie kręcąc nimi seksownie. Widziałam w odbiciu, że mu się podoba. Nagle wstał i niespiesznym krokiem podszedł w moim kierunku. Popchnął mnie delikatnie wgłąb kabiny, wchodząc za mną do środka i zasunął kotarę. Ujął w dłonie moje piersi, całując w szyję. To było naprawdę przyjemne.

Oprzyj się o lustro – wyszeptał mi do ucha. Posłusznie spełniłam jego prośbę. Przejechał dłońmi na moje biodra, powoli po nich przesuwając, przyglądając się przy tym moim pośladkom. Ukucnął za mną i zaczął je całować. Najpierw przez materiał majtek, których szybko się jednak pozbył. Zamknęłam oczy, aby móc skupić się na rozkoszy. Czułam jak robię się coraz bardziej mokra. Nagle przerwał. Czułam jak wstaje. Usłyszałam jak rozpina rozporek i rozrywa foliowe opakowanie z prezerwatywą. Obróciłam głowę lekko do tyłu i przygryzłam wargę, jednak nie otwierałam oczu. Poczułam jak wszedł we mnie szybko i zdecydowanie. Aż zatchnęłam się. Od razu narzucił szybkie tempo. W końcu nie mieliśmy zbyt dużo czasu. Nie pamiętam czy kiedykolwiek ktoś mnie tak rżnął. Czułam wibracje, rozchodzące się po całym ciele. Otworzyłam oczy i w odbiciu patrzyłam jak bierze mnie od tyłu. Ciasna kabina, przyciemnione światło, jego dłonie na moich biodrach, jego kutas w mojej cipce, konieczność zachowania ciszy, nasze odbicie w lustrze i świadomość, że robimy to w miejscu publicznym sprawiły, że doszłam w oka mgnieniu. Orgazm był mniej intensywny, ale i tak sprawił, że nogi się pode mną ugięły. Na szczęście jego silne ramiona powstrzymały mnie przed upadkiem. Poczułam jak opiera się głową o moje plecy i zalewa mnie od środka. Po kilku chwilach wyszedł ze mnie i pomógł mi wstać. Czułam jak sperma cieknie mi po nogach, co również i on zauważył. Mimowolnie roześmiałam się, jednak na tyle by inni tego nie usłyszeli. Wyjął z kieszeni chusteczkę i podał mi ją. Lekko chwiałam się na nogach, więc został ze mną dopóki nie doprowadziłam się do ładu. Wyszliśmy z kabiny osobno, aby nie wzbudzać podejrzeń. Za coś takiego mogliby nas wywalić z tego sklepu z hukiem. Jednak czułam się dziwnie szczęśliwa. Drugi raz zrobiłam coś dla siebie, coś czego nigdy wcześniej bym nie zrobiła i w dodatku coś zabronionego. Chciało mi się chichotać na samą myśl, gdy o tym pomyślałam.

Wszystkie przymierzone komplety mi się podobały i najchętniej wzięłabym wszystkie, ale nie chciałam go naciągać. Zdecydowałam się na cielisty komplecik, z miękką miseczką i wyciętymi figami, jednak obiecałam sobie, że kiedyś wrócę po pozostałe. Pani zapakowała stanik i figi w delikatny pergamin, a całość ładnie ułożyła w kartonowym pudełku i spakowała do papierowej torebki z logiem firmy. Nawet nie wiem kiedy mój znajomy uregulował należność. A może, skoro tak często niszczy bieliznę swoich seksualnych partnerek, ma tu otwarty rachunek? Pani wręczyła mi torebkę i oboje wyszliśmy ze sklepu.

Jesteśmy kwita – odezwałam się do niego, gdy zjeżdżaliśmy ruchomymi schodami w dół. Nic nie powiedział, tylko kiwnął głową. Był bardzo małomówny. – Nie jesteś dziś zbyt rozmowny… –mruknęłam pod nosem.

Wolę działać – odparł, nie spoglądając w moją stronę.

Więc co zamierzasz teraz zrobić? – zapytałam jakby od niechcenia. Nie chciałam, żeby odniósł wrażenie, że go wypytuje.

Odwieźć Cię do domu – odrzekł, prowadząc mnie w stronę swojego samochodu. Otworzył mi drzwi i zaczekał, aż zajmę miejsce pasażera, po czym zatrzasnął je za mną. Przeszedł na drugą stronę i wsiadł od strony kierowcy. Odpalił kluczyk w stacyjce i odjechał z miejsca.

Prawie przez całą drogę oboje milczeliśmy. Nie chciałam go wypytywać, a sam nie podejmował żadnego tematu.

Tylko ten komplet Ci się spodobał? – zapytał nagle, wyrywając mnie z zamyślenia.

Wszystkie były śliczne – odparłam cicho, spoglądając przez boczną szybę.

Więc czemu ich nie wzięliśmy? – ponownie skierował pytanie w moją stronę.

Nie chciałam Cię naciągać. – przyznałam zupełnie szczerze. Uśmiechnął się tylko pod nosem, ale nic nie powiedział. Ciekawa jestem co sobie pomyślał, ale nie chciałam już pytać.

Zawiózł mnie tam, gdzie mu wskazałam. Podziękowałam ładnie za prezent i podwózkę i skierowałam się w stronę domu. Przeskakiwałam po dwa stopnie, nie mogąc doczekać się, aż się w nim znajdę i ubiorę moje nowe cudo.

Gdy dotarłam na miejsce natychmiast zdjęłam bieliznę, którą miałam na sobie i która od razu wylądowała w koszu na śmieci. Od teraz będę chodzić tylko w moim nowym, ślicznym kompleciku. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam go na siebie. Prezentował się bardzo kobieco i wszystkie moje części ciała prezentowały się w nim obłędnie. Byłam zadowolona i wiedziałam już o co jeszcze muszę uzupełnić swoją garderobę.

Dopiero następnego dnia, po południu, po powrocie z pracy, rozmyślając co jeszcze potrzebuje do nowej garderoby, zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam żadnej bielizny na zmianę, a tę w końcu będę musiała wyprać. Ostatni egzemplarz, który nadawał się do noszenia, w przypływie pozakupowej euforii wylądował na śmietniku. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi.

warning1

Zdziwiłam się, ponieważ nikogo się nie spodziewałam. Nie miałam ochoty na wizyty. Nawet mojego przystojnego znajomego. Jednak ktoś po drugiej stronie drzwi nie dawał za wygraną. W końcu zwlokłam się z fotela i otworzyłam. Na mojej wycieraczce stał kurier. Upewnił się, że ja to ja i wręczył mi elegancki kartonik. Tak zdziwiona już dawno nie byłam. Zamknęłam drzwi i wróciłam do pokoju, aby odpakować przesyłkę. Gdy otworzyłam ją nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Chyba ktoś znalazł rozwiązanie mojego problemu.

8 myśli w temacie “12 postanowień, cz.2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s