12 postanowień, cz.3

MARZEC 2020

Po styczniowym balu, miałam mocne postanowienie nauczyć się tańczyć. Oczywiście chodziło o taniec towarzyski. Doskonale pamiętam owego mężczyznę, z którym wówczas przetańczyłam kilka dobrych utworów. Jego dłonie na moim ciele, zapach perfum i sposób prowadzenia. Doskonale widział co robi, w przeciwieństwie do mnie. Kompletnie nie znam się na tańcu towarzyskim, a następnym razem, o ile taki będzie, chciałabym wiedzieć co się ze mną dzieje. Dlatego też, już wtedy, postanowiłam pójść na taki kurs.

Jedyną przeszkodą okazał się brak partnera. Oczywiście, na zajęcia zapewne trzeba przyjść razem, a ja nie miałam skąd go nawet pożyczyć. Sprawiło to, że odwlekałam od siebie tę decyzję. W końcu postanowiłam poprosić o radę Wujka Google. Pomógł mi z wymianą garderoby to i w tym temacie może coś podpowie. Wrzuciłam do przeglądarki hasło i już po chwili przeglądałam wyszukane rezultaty. Pomysłów było kilka: iść na kurs z kolegą lub bratem, zgłosić się na kurs indywidualny, gdzie trenerem będzie mężczyzna i z nim będę tańczyła w parze lub poszukać partnera na jakimś forum (może jakiś facet będzie w takiej samej potrzebie jak ja). Niektóre szkoły organizowały również kursy dla singli (zgłaszają się same kobiety i sami mężczyźni i są łączeni w pary na sali) i to rozwiązanie było dla mnie najlepsze. Jak zwykle Wujek mnie nie zawiódł.

Szkołę tańca miałam upatrzoną już dawno. Na piętrze, nad restauracją. Mijałam ją codziennie jadąc i wracając z pracy. Gdy było już ciemno, zawsze odwracałam głowę do góry i patrzyłam na pary pląsające po parkiecie lub fitness i marzyłam, że kiedyś będę pląsać jak oni.

Po pracy wybrałam się do nich, żeby się zapytać, czy organizują coś takiego. Dziewczyna na recepcji była młoda, szczupła, zgrabna, jak te wszystkie tancerki, i trochę zrobiona. Ale mimo wszystko była ładna. Rozgoniłam myśli i zapytałam o ofertę. Powiedziała, że niestety nie robią takich kursów, ale może wybiorę sobie coś innego. Zrezygnowana powiedziałam, że zależy mi na kursie tańca towarzyskiego. Otworzyła przede mną ulotkę z różnymi tanecznymi propozycjami i zaczęła tłumaczyć. Zumba, dancehall, salsa, lekcje indywidualne… Nie to czego szukałam. A lekcja indywidualna kosztowała tyle co karnet na cały miesiąc. Ewentualnie mogłabym zdecydować się na zumbę, bo też kiedyś o tym myślałam, jednak nie byłam przekonana. Stałam przy tej recepcji i oglądałam ulotkę. Zainteresowała mnie ostatnia pozycja „pole dance” i obrazek kobiety na rurze. Zaintrygowało mnie to i zaczęłam czytać opis. Dziewczyna z recepcji zauważyła i zaczęła opowiadać, że zajęcia te cieszą się dużą popularnością wśród kobiet. Odkrywają zmysłowość, seksapil, dodają pewności siebie… Ja u siebie jedyne co mogła odkryć to brak kondycji i nadwagę. Odparłam, że to chyba nie dla mnie, na co dziewczyna stwierdziła, że te zajęcia są dla każdej kobiety. Zaczęła mnie nakręcać i w końcu udało jej się. Pomyślałam, czemu nie? Skoro odważyłam się iść na bal, pieprzyć się z obcym facetem i odmieniłam swoją szafę (a też sądziłam, że nie umiem i nie jest mi to potrzebne) to nauczyć się tańczyć na rurze nie dam rady? Pewnie, że dam. Na wszelki wypadek, zapytałam, czy jest możliwość zmiany na inne zajęcia, jeśli mi się nie spodoba. Dziewczyna odparła, że tak, więc tym bardziej nic nie ryzykowałam. Zdecydowałam, że będę chodziła co sobotę. I tak nie mam nic do roboty w weekendy. Dziewczyna poprosiła mnie o dokument i zaczęła wypełniać dane w systemie.

Cóż za miła niespodzianka – usłyszałam za swoimi plecami. Niski, męski głos, mężczyzny, który nie znosi sprzeciwu. Aż przeszły mnie po plecach ciarki. Ale chwilka – ja ten głos skądś znałam… Odwróciłam się i przed moimi oczami ukazał się mój znajomy z balu, którego poznałam w styczniu. Co jest? Miesiąc bez niego miesiącem straconym?

Pani właśnie zdecydowała się na kurs pole dance – oznajmiła dziewczyna z recepcji. Bardzo dziękuję. Stałam jak wryta i musiałam naprawdę śmiesznie wyglądać, bo mój znajomy zapytał czy wszystko w porządku. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie słowa, więc przytaknęłam tylko. W tym czasie dziewczyna z recepcji skończyła uzupełniać dane w systemie i poprosiła mnie o potwierdzenie płatności. Wygrzebałam portfel z torebki i przytknęłam kartę do terminalu.

Świetny wybór. Na pewno będziesz zadowolona. – oznajmił mój znajomy, dotykając mnie za ramię, po czym pożegnał się i odszedł. Dziewczyna powiedziała, abym na pierwsze zajęcia wzięła ze sobą sportowy top i majtki lub krótkie spodenki, bo będą potrzebne do ćwiczeń. Przytaknęłam, podziękowałam, wzięłam kartę i oddaliłam się. W drodze do domu zastanawiałam się, co robił tam mój nowy znajomy. W sumie mogłam zapytać tej laski z recepcji, ale w tamtej chwili byłam tak zaskoczona, że nie myślałam racjonalnie. Może jeszcze będzie kiedyś okazja…

Następnego dnia, zaraz po pracy, pojechałam zaopatrzyć się w strój do ćwiczeń. Zostało mi kilka dni, a musiałam skompletować cały zestaw. Te ze sklepów sportowych przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Kroje nie zachwycały, a ceny zwalały z nóg. Nie wydam tyle na ubrania, w których będę się pocić. Widziałam kiedyś w sieciówkach coś podobnego i tam skierowałam swe kroki w drugiej kolejności. Było już znacznie lepiej i tam zaopatrzyłam się w króciutkie, sportowe szorty i 2 modele sportowych topów. Postawiłam na klasyczną czerń i szarość połączoną z pudrowym różem. Co najśmieszniejsze, za wszystko zapłaciłam tyle ile w sklepie sportowym za 1 rzecz. Do kompletu dobrałam sportową torbę, wpakowałam w nią wszystko przy kasie i zadowolona skierowałam się do wyjścia. Po drodze minęłam sklep z butami, gdzie chwyciłam lekkie, wsuwane snikersy i już byłam gotowa na weekend, którego nie mogłam się już doczekać.

* * *

W sobotę stawiłam się o czasie w szkole tańca. Przyszłam kwadrans przed 10, żeby móc się przebrać. Pani na recepcji kazała mi odbić kartę i mogłam iść do szatni. Była bardzo przestronna i czysta. Aż dziw, że to damska szatnia. W takich zawsze pełno walających się ręczników i ciuchów, a przynajmniej tak to sobie wyobrażałam. Wybrałam wolną szafkę i zaczęłam się przebierać. Byłam ciekawa i podekscytowana, a jednocześnie bałam się, że fizycznie nie dam sobie rady. Nigdy wcześniej nie chodziłam na siłownie, więc moja kondycja była w tragicznym stanie. Nie poddawałam się jednak i postanowiłam dać szanse pierwszym zajęciom. Gdy wiązałam buty do szatni weszła grupka kobiet. Może z poprzedniej grupy… Wszystkie szczupłe i bardzo ładne, nawet po wysiłku. Nawet do pięt im nie dorastałam. Zwątpiłam więc, że będę tu pasować.

Niemniej jednak zawiązałam buty, wzięłam butelkę z wodą i skierowałam się do sali. Byłam pierwsza. Przywitałam się z trenerką i rozejrzałam się po wnętrzu. Niczym nie przypominała klubu ze striptizem, a trochę myślałam, że tak będzie. Dziewczyna, prowadząca zajęcia była sympatyczna. Opowiedziałam jej o swoich obawach, a ona uspokoiła mnie. Powiedziała, że to zajęcia dla początkujących, że zaczniemy od podstaw i że przychodzą różne dziewczyny i wszystkie sobie radzą. Miała racje. Po chwili dołączyło do nas jeszcze 4 dziewczyny, albo raczej kobiety, wcale nie chudsze ode mnie. No może trochę. I w końcu zaczęliśmy.

Zajęcia były naprawdę super. Najpierw trochę rozciągania i rozgrzewki, a potem już pierwsze figury na rurze. Na razie bardzo proste, więc bez trudu nadążałam. Wszystko dobrze widziałam w ogromnym lustrze na całą ścianę i w ogóle nie przeszkadzało mi, że wszystko pewnie było widać z ulicy. Godzina mi bardzo szybko minęła i zaraz trzeba było się zawijać pod prysznic, co było nieco krępujące. Obce sobie kobiety, razem pod 1 prysznicem… Czułam się dziwnie; czułam swego rodzaju dyskomfort, ale nie mogłam spocona jechać przez całe miasto. Niewiele myśląc, wzięłam ręcznik i rozebrałam się. Nie znałyśmy się jeszcze, atmosfera więc była dość milcząca. Kątem oka patrzyłam na inne kobiety jak się myją. Dziwnie się poczułam widząc rozebrane, kobiece ciała, jednak było to przyjemne uczucie. Zastanawiałam się, czy i one patrzą na mnie. Zastanawiałam się w jakim kierunku zmierzają moje myśli. Zupełnie tego nie rozumiałam. Przecież nie jestem lesbijką… Dokończyłam szybko prysznic i owinięta ręcznikiem pobiegłam do szatni.

Następnego dnia, gdy tylko otworzyłam oko, wiedziałam, że to nie będzie zwykły dzień. Czy ja poprzedniego dnia mówiłam, że to były super zajęcia? W niedzielę rano zdecydowanie zmieniłam zdanie. Obudziłam się cała połamana. Widać rozgrzewka prowadzona przez trenerkę nie wystarczyła i boleśnie odczułam skutki zaniedbania swojej kondycji przez tyle lat. Całą niedziele przeleżałam zatem w łóżku, czołgając się tylko czasem do kuchni i toalety.

Z tygodnia na tydzień było coraz trudniej. Na kolejnych zajęciach trenerka pokazywała coraz trudniejsze figury i przejścia między nimi. Na razie to wszystko wyglądało jak ćwiczenia gimnastyczne, co za bardzo mi się nie podobało, jednak byłam pewna, że gdyby do tego dołożyć muzykę i przyciemnić światło to wyszedłby sexy układ choreograficzny. Przy okazji zajęć dowiedziałam się, czemu dziewczyny, które tańczą na rurze są rozebrane. Ciekawa jestem czy zgadniecie? Bo zdecydowanie ułatwia to przyczepność. Im bardziej jesteś ubrana, tym ciężej jest Ci utrzymać się na rurze. Po drugie, naprawdę zaczęłam doceniać pracę striptizerek, ponieważ wykonać taki taniec wcale nie jest tak łatwo, jak zdawało mi się na pierwszych zajęciach. Opanować te wszystkie ruchy, jak się złapać, żeby nie zlecieć i nie wybić sobie zębów i jeszcze robić to wszystko z gracją i sexapilem to dopiero sztuka! Po trzecie, po miesiącu treningów wyglądałam jak ofiara przemocy domowej. Byłam tak poobijana i poobcierana od rury, że moje ciało wyglądało jak jeden, wielki siniak. Dobrze, że jest jeszcze na tyle zimno, że chodzę pozakrywana. Albo, że nie wpadłam na pomysł uczenia się tańca na rurze w wakacje. Minęło trochę czasu zanim nauczyłam się tych wszystkich chwytów. A zanim to nastąpiło zdążyłam się nieźle poobijać. Nie wiem, czemu nikt mnie wcześniej o tym nie uprzedził.

Po ostatnich zajęciach z poziomu podstawowego mieliśmy egzamin z tego, czego się nauczyłyśmy. Każda z nas musiała zaprezentować układ. Strasznie się denerwowałam przed swoim występem. Na szczęście występowałam ostatnia. Głupio mi było wykonywać taki taniec przed grupą obcych kobiet, dlatego postanowiłam zapomnieć o nich i wyobraziłam sobie, że tańczę dla mojego znajomego z balu, którego notabene przez te kilka razy w szkole nie widziałam.

Wydaje mi się, że poszło mi całkiem nieźle. Może mogłoby być lepiej, jednak jak na miesiąc treningów i tak byłam z siebie dumna, że umiem cokolwiek. A na pewno nie odstawałam od reszty dziewczyn.

Po moim występie wszystkie dziewczyny szybko rozeszły się do szatni. Ja jeszcze cofnęłam się po wodę, którą zostawiłam przy oknie i wtedy właśnie usłyszałam klaskanie za swoimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego znajomego, klaszczącego i zmierzającego w moją stronę.

Świetnie Ci poszło – pochwalił mnie. Znaczy, że musiał widzieć mój mały pokaz. Zawstydził mnie tym trochę, ale nie dałam tego po sobie poznać.

Widzisz jaka ze mnie pojętna uczennica? – zapytałam kokieteryjnie, upijając łyk wody z butelki. – Zasłużyłam na dobrą ocenę, Panie profesorze? – kontynuowałam, choć nie wiedziałam jaka jest jego rola w tej szkole.

Zdecydowanie na 5 – powiedział, chwytając mnie za biodra i podrzucając do góry. Zaskoczył mnie tym, że aż pisnęłam i odruchowo chwyciłam się za jego szyję. – Chyba, że woli Pani w naturze? – zapytał retorycznie, zbliżając swoje usta do moich na niebezpieczną odległość. Dwa razy nie musiał powtarzać. – Chwyć się rury rękoma – polecił mi, opierając mnie plecami o zimną rurę. Uniosłam ręce do góry i chwyciłam się metalowego drążka. Szarpnął mocniej i jednym ruchem zsunął moje spodenki z majtkami. Uwolnił ze spodni swoją nabrzmiałą już męskość i wyciągnął prezerwatywę z tylniej kieszeni. Zwinnym ruchem naciągnął gumkę i wbił się we mnie. Zrobił to bez żadnego przygotowania; doskonale więc czułam jak każdy centymetr jego męskości rozwiera moje wnętrze. Od razu nadał szybki rytm, mocno przytrzymując mnie za biodra. Nieustannie wpatrywał się w moje oczy, jakby chciał zajrzeć do mojej duszy. Ja wpatrywałam się w jego, chłonąc mocne pchnięcia. Po chwili przywarł twarzą do moich piersi, po czym jedną ręką podciągnął mój top wysoko do góry. Ponownie chwycił mnie za biodra, ustami przywierając do mojego nagiego biustu. Nic więcej mi nie było trzeba. Świadomość, że jestem niemalże naga, posuwa mnie przystojny, napalony facet, musimy się spieszyć, bo niedługo na salę wchodzi kolejna grupa, robimy to w niemalże publicznym miejscu i to, że praktycznie wszystko było widać z ulicy, sprawiła, że po chwili eksplodowałam. Zacisnęłam dłonie na rurze z całej siły, a mięśnie pochwy na jego

warning1

penisie. Niemalże w tym samym czasie poczułam wewnątrz znajome ciepło i jego głowę opartą na mojej piersi. Opuścił mnie na dół i dał chwilę na wytchnienie. Oboje dyszeliśmy, wpatrując się w siebie jednocześnie. Gdy oddech powrócił pomógł mi stanąć na miękkich nogach. Ubrałam spodenki i zsunęłam top. Wiedziałam już, że kupię karnet na kolejny miesiąc.

8 myśli w temacie “12 postanowień, cz.3

  1. Daga

    Przynajmniej mąż zadowolony jak sobie poczytam a on sie napatoczy (i dzieci śpią)……
    A opowiadania tego typu, czytuje już z 15 lat jak nie dłużej (nie zbieram ich niestety :() a bywały naprawdę dobre i zniknęły…. Nigdy nie wiesz co siedzi w człowieku …..

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s