12 postanowień, cz.9

WRZESIEŃ 2020

Z Riwiery wróciliśmy zaledwie kilka dni przed końcem miesiąca. Wykorzystaliśmy wakacje do ostatniej chwili. Miałam niewiele czasu, aby spakować się i opuścić wynajmowane mieszkanie. Na szczęście mam też niewiele rzeczy, a mój znajomy pomógł mi z pakowaniem i transportem. Wszystko ogarnęliśmy w ciągu jednego dnia.

Czułam się dziwnie wchodząc z walizkami do jego mieszkania. Po ostatnich wydarzeniach opuściła mnie cała pewność siebie. Nie pasowałam do luksusowej przestrzeni.

Zaniósł moje walizki do sypialni. Podążyłam za nim niosąc mniejsze torby. Odstawił je do garderoby, a ja usiadłam na skraju łóżka.

– Rozchmurz się. – ukucnął naprzeciwko mnie i ujął mnie pod brodę. – Mam nadzieję, że Ci się tu podoba. – zagaił. Uśmiechnęłam się kpiąco.

– Oczywiście, że tak. Jest pięknie. Tylko ja tu nie pasuję… – wymruczałam pod nosem.

– Też jesteś piękna, pasujesz więc tu jak ulał. – próbował mnie pocieszyć. – Nie poznaję Cię. Gdzie podziała się ta przebojowa, pewna siebie kobieta, którą poznałem na balu?

– Rozpłynęła się… Denerwuję się tym wszystkim… – przyznałam.

– Widzę… – wyszeptał pod nosem. – Wiem czego Ci trzeba. – oznajmił.

Zniknął na chwilę za winklem, po czym usłyszałam szum płynącej wody. Gdy wrócił po mnie był już bez koszuli. Przyjemnie było zobaczyć jego nagi tors, wydawał się jeszcze bardziej męski niż zwykle. Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę łazienki. Była już nagrzana od gorącej wody płynącej do ogromnej wanny. Zakręcił ją. Bez słowa, bezceremonialnie rozebrał mnie do naga, po czym sam pozbył się pozostałej garderoby i wszedł do wanny. Umiejscowił mnie między swoimi nogami i przyciągnął do siebie. Całował spięty kark. Zamknęłam oczy i oddychałam głęboko, co pomogło mi się rozluźnić. Nie wiem ile tak leżeliśmy i nie obchodziło mnie to za bardzo. Było mi błogo i przyjemnie. Poczułam jak czule pokrywa moje ciało pachnącą pianą, a następnie spłukuje. To samo uczynił z moimi włosami, delikatnie masując skórę głowy. Rzeczywiście tego mi było trzeba. Nie, nie kąpieli. Czułości, delikatności, ciepła.

Na koniec dokładnie osuszył moje ciało i zaprowadził do łóżka. Oboje wskoczyliśmy pod kołdrę, a ja wtuliłam się w jego nagi tors. Czułam jak dłońmi przesuwa po moim ciele, badając każdą krągłość. Po chwili położył mnie na plecach i zawisł nade mną, nie przerywając głaskania. Nachylił się i zaczął całować moją szyję.

– Jesteś zjawiskowa – wyszeptał. – Powinnaś to uwiecznić.

Zaczęłam o tym myśleć. Od początku roku zrzuciłam kilkanaście zbędnych kilogramów, a moja figura wyglądała teraz znacznie lepiej niż kiedykolwiek. On uwielbiał seks ze mną i moje ciało, o czym przypominał mi na każdym kroku. To mogłaby być dla niego miła niespodzianka, gdyby mógł na mnie patrzeć kiedy tylko będzie miał na to ochotę, dla mnie zaś pamiątka, gdy będę już nieatrakcyjna i stara. A na to zdawałam się nie mieć zbyt wiele czasu. Podsunął mi świetny pomysł, jednak nie pozwolił mi dokończyć. Jego pieszczoty stały się tak intensywne, że nie mogłam o niczym innym myśleć. Oddałam się mu, ciałem i umysłem, i pozwoliłam na wszystko, na co tylko miał ochotę.

Wróciłam do moich rozmyślań, gdy zostałam sama. Następnego dnia rano, wyszedł do pracy, a ja jako bezrobotna utrzymanka, po rozpakowaniu się i zadomowieniu w jego garderobie nie miałam nic szczególnego do roboty. Chwyciłam więc jego tablet i zaczęłam poszukiwania fotografa, który uwieczniłby moje piękno. Przeglądając kolejne portfolia zauważyłam, że wiele modelek ma tatuaże, które przepięknie zdobią ich ciała. To zdecydowanie coś dla odważnych kobiet. Może najpierw ozdobić w ten sposób swoje ciało, a potem to uwiecznić?

Z poszukiwań fotografa przerzuciłam się na szukanie tatuatora. Przejrzałam kilka stron, ale najbardziej spodobały mi się prace jednej dziewczyny. Były delikatne i kobiece. Bez wahania podjęłam decyzję i napisałam do niej, by umówić się na spotkanie.

Odpisała po kilkunastu minutach i ustaliłyśmy termin. Na razie, żeby ustalić szczegóły, jednak i tak byłam podekscytowana. Nie mogłam doczekać się, kiedy zobaczę swój projekt. Dlatego kolejne dni spędziłam na szukaniu inspiracji. To musiało być coś kobiecego i seksownego. Zostanie przecież ze mną do końca życia.

O umówionej porze stawiłam się na spotkanie. Studio było czyste i zadbane, co dobrze wróżyło. Dziewczyna od razu podeszła do mnie i zaprosiła do oddzielnego pokoju, w którym mogłyśmy spokojnie porozmawiać. Była niska i filigranowa, z niebywałym talentem. Wypytała mnie o wszystko dokładnie – w jakim miejscu chcę mieć tatuaż, co ma przedstawiać, czy ma coś symbolizować… Nie byłam jeszcze zdecydowana na konkretny rysunek, więc mocno liczyłam na jej pomoc. Powiedziałam, że chciałabym niewielkie arcydzieło, w mało widocznym dla świata miejscu, które ma symbolizować kobiecość. Opowiedziałam też o tatuażach, które przeglądałam i które elementy mi się podobały. Przez całą naszą rozmowę bazgrała coś na skrawku papieru. Pokazała mi dopiero na koniec spotkania. Okazało się, że przez cały czas kreśliła dla mnie projekt, składający się z elementów, o których wspominałam. Gdy mi go pokazała byłam zachwycona. Kwiat okalany łańcuszkami i koralikami. Nie było lepszego symbolu kobiecości niż kwiat. Nie spodziewałam się, że całość może być taka ładna. Doskonale ujęła to, co było dla mnie ważne, czyli kobiecość i zmysłowość. Zawierał wszystko, co już gdzieś widziałam, ale jednocześnie był oryginalny, taki mój. Teraz już wiedziałam, że muszę mieć to cudo. Bez wahania umówiłam się na najbliższy termin.

Wracałam do domu podekscytowana. Dzięki nowemu celowi trochę odżyłam i zapomniałam o troskach. Mój znajomy też zauważył, że jestem bardziej chętna do łóżkowych igraszek, jednak postanowiłam mu nic nie mówić, dopóki tatuaż nie będzie na moim ciele. Chciałam, żeby zobaczył go jako pierwszy.

Dni szybko mijały i w końcu nadszedł ten, kiedy miałam zrealizować swój kolejny challenge. Od rana byłam podekscytowana, ale też wystraszona. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nakłuwanie ciała musi cholernie boleć. Czułam się trochę jak przed pierwszą wizytą u lekarza. Młoda, niedoświadczona, ciekawa jak to wszystko będzie wyglądać, ale jednocześnie pełna obaw i strachu. To wszystko jednak nie powstrzymało mnie przed pójściem do studia. Najwyżej zemdleję, albo będę krzyczeć z bólu jak przy porodzie.

Gdy przyszłam, wszystko było już gotowe. Dziewczyna, z którą rozmawiałam kilka dni wcześniej przyjęła mnie z uśmiechem. Pokazała mi, gdzie mogę położyć płaszcz i torbę, po czym kazała mi zdjąć stanik i położyć się na stole. Zdziwiłam się, czemu aż tak muszę się rozbierać. Zauważyła moje zmieszanie i od razu wszystko wytłumaczyła:

– Chciałaś tatuaż w niewidocznym dla innych miejscu, symbol kobiecości i zmysłowości. Projekt, który mamy zrobić jest bardzo intymny, a kształt kwiatu doskonale wpisuje się w miejsce na mostku, między piersiami… – wyjaśniła przykładając mi wyciętą kartkę w okolicach biustu. Absolutnie się z nią zgadzałam, dlatego bez wahania zdjęłam stanik i rzuciłam go w stronę płaszcza. Dobrze, że ubrałam zwykły T-shirt i jeansy. Położyłam się na plecach podciągając koszulkę jak najwyżej do góry, tak, by odsłonić cały mostek, jednocześnie nie odsłaniając całych piersi. Zdawało mi się, że w moim kroku dzieje się coś dziwnego, jednak nie byłam pewna czy to obnażenie, śliczna tatuatorka czy może stres związany z przewidywanym bólem. Nie byłam pewna, jak zachowają się moje sutki. Czy przypadkiem nie stwardnieją i będą przebijać przez cienki materiał, dlatego kurczowo przytrzymywałam bluzkę, dłońmi zasłaniając jednocześnie piersi. Dziewczyna uśmiechnęła się.

– Możesz podnieść ją wyżej. Będzie Ci wygodniej i na pewno nie ubrudzi się. – namawiała mnie, jednak pozostałam nieugięta. Zabezpieczyła brzeg bluzki papierowym ręcznikiem, przyłożyła rysunek do mojego ciała, dokładnie przycisnęła ze wszystkich stron, po czym oderwała kartkę. Szablon idealnie odbił się na moim ciele, między dwoma krągłościami. Spojrzałam w dół i zobaczyłam malunek. Wyglądał zjawiskowo. Dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam. Oparłam głowę z powrotem na stole i czekałam na dalszy bieg wydarzeń.

Dziewczyna przygotowywała maszynkę i tusze. Obleciał mnie strach, że ból może być ponad moje siły. To bardzo delikatne miejsce. Nie chciałam wyjść na panikarę, ale nie wiedziałam czy wytrzymam. Oczami wyobraźni widziałam jak drobne igły wbijają się w moją cienką skórę, a palący ból przeszywa moje ciało. Sprawiało to, że miałam ochotę uciec, jednak było za późno.

Wszystko było już gotowe. Dziewczyna na swoje chude palce naciągnęła rękawiczki, usiadła wygodnie, nachylając się nade mną, chwyciła w dłoń pewnie maszynkę i przystąpiła do dzieła. Uprzedziła mnie, że gdyby mnie bardzo bolało to mam powiedzieć. Zamknęłam oczy, gdy usłyszałam dźwięk włączonej maszynki, a po chwili poczułam, jakby ktoś ciął moje ciało żyletką. Ku mojemu zdziwieniu po 3 sekundach dziewczyna przerwała i przetarła to miejsce wilgotną szmatką, co zdecydowanie przyniosło ulgę. Po chwili znów przejechała trochę po wyrysowanej linii, po czym przetarła zranione miejsce. Przekonałam się jak to w rzeczywistości wygląda. Krótkie pociągnięcia i wytarcie nadmiaru tuszu sprawiły, że tatuowanie wcale było takie straszne, a ból o wiele mniejszy niż się spodziewałam. Nie wiedziałam, czemu Ci wszyscy ludzie na filmach czy w telewizji tak wyginają się i jęczą z bólu. Skurcze menstruacyjne o wiele bardziej potrafią dać się we znaki.

Tatuaż był mały i niezbyt skomplikowany, cała procedura nie trwała więc zbyt długo. Nie musiałam robić żadnej przerwy, ale po wszystkim czułam, że mam spocone dłonie. Dziewczyna przyniosła mi lusterko, żebym mogła zobaczyć efekt. Był fantastyczny, wyglądał przepięknie. Byłam bardzo zadowolona i dumna z siebie, że wytrzymałam. Tatuatorka zabezpieczyła folią rysunek, powiedziała jak mam o niego dbać w najbliższych dniach i że mam przyjść jeśli działoby się coś niepokojącego. Gdy wstałam i przejrzałam się w lustrze nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Efekt był powalający, a rysunek na moim ciele dodawał mi uroku i seksapilu. Gdybym mogła, skakałabym ze szczęścia pod sufit.

Szybko zaciągnęłam koszulkę, darując już sobie stanik, uściskałam dziewczynę, uiściłam należność i zniknęłam za drzwiami. Przed wejściem naciągnęłam na siebie płaszcz, by ukryć brak stanika i udałam się do domu.

Mojemu znajomemu chciałam pokazać dopiero, gdy wszystko się zagoi, ale nic nie dało się przed nim ukryć. Miejsce było zaczerwienione, ale nie bolało. Chciałam po prostu odpocząć, dlatego powiedziałam, że jestem zmęczona, bo mam okres, ale nie dał się na to nabrać. Doskonale wiedział, że nie mam (hmmm, nie sądziłam, że mi liczy…). Dlatego podciągnęłam bluzkę do góry i pokazałam mu zafoliowane jeszcze miejsce. Dopiero teraz czułam napięcie z powodu tego, jak zareaguje. Wcześniej zupełnie o tym nie myślałam. Zrobiłam to dla siebie, a ja byłam zachwycona i bardzo mi się to podobało. Na szczęście nie był przeciwny. Znalazł dla siebie pozytywne strony.

warning1Teraz będziesz musiała chodzić bez stanika, dopóki się nie zagoi. – głośno myślał, podziwiając namalowane na moim ciele dzieło. Miał racje, o staniku w najbliższym czasie nie było mowy. Powinnam nawet chodzić bez koszulki, aby jak najmniej zakrywać to miejsce, wtedy szybciej się zagoi. Obiecałam mu to, każdego dnia jak będzie wracał z pracy. On zaś obiecał mi pomoc w pielęgnacji.

Tamtego dnia po raz pierwszy od długiego czasu zasnęłam wtulona w niego i szczęśliwa.

Reklama

7 myśli w temacie “12 postanowień, cz.9

  1. stopociechblog

    Dojrzałe, pięknie napisane. Cieszę się, że zajrzała do Ciebie po tak długim czasie. To naprawdę dobrze się czytało, nie jak film erotyczny ze sztucznie naciąganymi zbliżeniami. Brawo Romuś.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s