12 postanowień, cz.10

PAŹDZIERNIK 2020

Tatuaż zagoił się bardzo szybko i nie było żadnych powikłań. Przez 2 tygodnie, ku zadowoleniu mojego współlokatora, przy każdej możliwej okazji chodziłam bez koszulki i biustonosza. Oczywiście każda lub prawie każda taka sytuacja kończyła w łóżku, ku naszej wspólnej uciesze. Ostatnie tygodnie to był naprawdę gorący okres. Teraz przyszedł czas na kolejne postanowienie, które miałam zrobić dla siebie, ale i dla niego. W końcu to on podsunął mi ten pomysł.

Poszukiwania fotografa zaczęłam już w poprzednim miesiącu, jednak zarzuciłam je na rzecz tatuażu. Teraz wróciłam do przeglądania profili i portfolii, aby wybrać kogoś, kto jak najlepiej odda piękno mojego ciała. Dosyć szybko zdecydowałam się na panią fotograf. Wykonane przez nią zdjęcia zamieszczone na stronie były kobiece i seksowne, ale nie wulgarne i wyzywające. Poza tym większość fotografii była wykonana w studiu na białym bądź czarnym tle. Ona jako jedyna robiła zdjęcia w pomieszczeniach, przez co wyglądały bardzo naturalnie. Jakby postacie na fotografiach były przyłapane podczas różnych czynności, a nie specjalnie pozowały. Dlatego zdecydowałam się właśnie na nią. Nie odebrała mojego telefonu, więc napisałam do niej maila z prośbą o kontakt. Byłam ciekawa czy odpisze i jak to wszystko będzie wyglądało.

Oddzwoniła wieczorem. Nie chciałam, żeby mój znajomy wiedział co kombinuję (w końcu to miała być dla niego niespodzianka), dlatego udałam się do innego pokoju, aby w spokoju z nią porozmawiać. Powiedziałam na czym mi zależy, na co przystała bez problemu. Zaproponowała, że wynajmie jakieś ładne mieszkanie na naszą sesję. Niestety wolne terminy miała dopiero w listopadzie. O nie! Czy to oznaczało, że w październiku nie uda mi się zrealizować żadnego wyzwania? Zgodziłam się na pierwszy wolny termin i nieco zrezygnowana odłożyłam słuchawkę. Musiałam to jeszcze raz przemyśleć.

Wróciłam do znajomego, który kończył kolację.

– Myślałaś o pracy u mnie? – zapytał z innej beczki. Ja byłam myślami zupełnie gdzie indziej.

–  Pomyślę o kursie od nowego roku. Na razie poszukam czegoś innego. – wymruczałam pod nosem, dłubiąc w talerzu.

– Możesz zaczepić się na recepcji. Dziewczyna wyjeżdża za granicę i od nas odchodzi. A jak zrobisz kurs zaczniesz prowadzić zajęcia. Co Ty na to? – zapytał. Na wszystko miał rozwiązanie.

– Dobrze. – zgodziłam się, nie chcąc robić mu przykrości. W końcu w dalszym ciągu korzystałam z jego gościnności. Poza tym, wyjście do ludzi na pewno dobrze mi zrobi.

Od poniedziałku poszłam pierwszy dzień do nowej pracy. Dziewczyny ze szkoły tańca pokazały mi system, w którym wprowadza się klientów i sprzedaje się karnety. Praca nie była trudna i opierała się na kontakcie z klientem, co mi odpowiadało. A przede wszystkim nie była stresująca, jak ta poprzednia. Chociaż po tak długiej przerwie, ciężko było wbić się w rytm. W końcu ostatni raz w pracy byłam przed wakacjami. Cieszyłam się, że wyszłam do ludzi, bo siedzenie w domu już mnie dobijało. Ile można czytać, oglądać filmów i gotować? A najważniejsze, znów będę samodzielna i niezależna finansowo.

Między obsługą kolejnych klientów odbierałam telefony i odpisywałam na maile. Oferta szkoły nie była trudna do nauczenia. Cieszyłam się, gdy mogłam coś doradzić lub przekonałam klienta do przedłużenia karnetu na następny miesiąc. Dni mijały, a ja powoli odzyskiwałam równowagę i pogodę ducha.

Wieczorami przeglądałam oferty innych fotografów. Może będą mieć krótsze terminy i uda mi się zrobić sesję jeszcze w tym miesiącu. Niestety, żadne zdjęcia nie podobały mi się tak, jak tamtej kobiety. Zrezygnowana odpuściłam i postanowiłam zaczekać na swój termin.

Zaskoczył mnie telefon od niej. Tego dnia było urwanie głowy z połączeniami. Wszyscy dzwonili zapytać o zajęcia, trenerów, kolejne poziomy zaawansowania, ceny i rabaty dla stałych klientów. Nie nadążałam z odbieraniem telefonów. Nie zauważyłam nawet, kiedy odebrałam swój prywatny, oczywiście słowami: „Dzień dobry, z tej strony studio tańca, w czym mogę pomóc?” Dopiero po chwili zorientowałam się, że to nie klient, a fotografka. Zwolnił jej się termin w ten weekend i dzwoniła zapytać, czy możemy się umówić szybciej. Pamiętała, że bardzo mi zależało. Ogromnie ucieszyłam się i zgodziłam bez wahania. Obawiała się tylko, że nie znajdzie żadnego lokum w tak krótkim czasie. Ten weekend był idealny, ponieważ mój znajomy wyjeżdżał w piątek po południu i wracał dopiero w niedzielę wieczorem. Co prawda miałam jechać z nim, ale bez problemu wyłgam się i zostanę w domu. Zaproponowałam, żeby sesję zrobić w jego apartamencie, który do tego celu nadawał się idealnie. Pani fotograf ucieszyła się z takiego rozwiązania i powiedziała mi szybko jak się przygotować – seksowna bielizna, rajstopy lub pończochy, buty na wysokim obcasie, szlafrok, kosmetyki do makijażu i inne kobiece gadżety, które będę chciała wykorzystać. Nie było problemu, gdyż wszystko miałam w domu pod ręką. Obie zadowolone umówiłyśmy się na sobotę.

Tego dnia wyczekiwałam najbardziej. Dni do weekendu wlokły się niesamowicie powoli. Odżyłam, wróciła mi energia i chęć do życia. Mojemu kochankowi powiedziałam, że to zasługa pracy u niego w firmie. Ucieszył się i chyba mi uwierzył. W piątek wieczorem wyjechał, a ja odliczałam godziny do mojego spotkania.

Fotografka zjawiła się punktualnie o umówionej godzinie. Dość wysoka, szczuplutka blondynka, z krótką, drapieżną fryzurą. Wyglądała jak kobieta sukcesu, brakowało jej tylko na ustach czerwonej szminki. Przyszła obładowana sprzętem do fotografowania, ale też starymi kobiecymi magazynami, które jak powiedziała, mogą się przydać. Umówiłyśmy się rano, bo nie wiedziałyśmy dokładnie ile nam zejdzie.

Rozpakowała się i obejrzała mieszkanie pod kątem sesji. Przyznała potem, że ma potencjał. Ja w tym czasie zaparzyłam nam kawę. Podczas gdy powoli ją sączyłyśmy, opowiedziałam jej jakie zdjęcia mi się podobają i na jakich ujęciach mi zależy. Pytała, czemu zdecydowałam się na taką sesję i czemu wybrałam właśnie ją. Opowiedziałam jej historię tego pomysłu i moje inspiracje. Rozmawiałyśmy jakbyśmy się znały wieki. Dzięki temu rozluźniłam się i przestałam trochę o tym myśleć.

Wreszcie przyszedł czas na pierwsze ujęcia. Zaproponowała, żebyśmy zostały w kuchni i tutaj zrobiły kilka. Miałam pójść przebrać się w coś seksownego. Założyłam czarną, koronkową bieliznę i czarny, satynowy szlafroczek, również wykończony koronką. Włosy rozpuściłam i lekko podkręciłam jeszcze przed jej przyjściem. Podkreśliłam jeszcze usta czerwoną pomadką, łudząc się, że doda mi to pewności siebie i wróciłam do niej do kuchni. Wypakowała już i rozstawiła swój sprzęt, a trochę tego było. Poczułam się jak gwiazda na planie prawdziwej, profesjonalnej sesji okładkowej. Trochę zaczęłam się denerwować, czy dam radę rozebrać się przed obcą kobietą i zapozować. Do tej pory myślałam, że to dziecinnie proste, ale teraz zaczęłam mieć wątpliwości. Zauważyła moją niepewność i pokierowała mną na początku. Powiedziała, żebym usiadła na blacie, oparła się z tyłu ręką, wzięła filiżankę z kawą i udawała, że piję. Miałam nie zwracać na nią uwagi, zachowywać się naturalnie, jakbym była sama. Wzięłam pod uwagę jej sugestie, wskoczyłam na blat, założyłam nogę na nogę i oparłam się z tyłu. W tej chwili usłyszałam pierwsze pstryknięcia aparatu, padły pierwsze ujęcia, a ja poczułam się jak gwiazda filmowa. Byłam trochę spięta, ale mimo wszystko starałam się zachowywać naturalnie. Półnaga piłam kawę w swojej kuchni, jak co rano. Co jakiś czas do mnie mówiła i podpowiadała kolejne ujęcia. Miałam obrócić głowę w lewą stronę, a filiżankę opuścić nieco w prawą, jakby miała mi zaraz wypaść. Podała mi jakiś magazyn kobiecy, który miałam przeglądać przy porannej kawie. Po kilku ujęciach pokazała mi na aparacie pierwsze zdjęcia. Powiedziała, że mimo, że jestem stremowana, wyszły dobrze i jest zadowolona. Ja też byłam, widząc siebie w takich pozach. Wyglądałam, jakby ktoś przyłapał mnie rano w negliżu. Jak dziewczyna z plakatu lub reklamy jakiejś ekskluzywnej marki. Fotografka kazała mi wrócić do pozy i teraz wyobrazić sobie, że jestem sam na sam ze swoim ukochanym. Że patrzy na mnie, a ja go kokietuję. Wczułam się w rolę, a moje spojrzenie stało się z niewinnego i nieco zamyślonego, bardziej seksowne. Piłam kawę kusząc mojego wyimaginowanego mężczyznę, przygryzałam nieco wargę i spuszczałam wzrok. Skupiłam się na historii w mojej wyobraźni, a stres ustąpił miejsca dobrej zabawie.

 – Odchyl nieco połę szlafroka – usłyszałam z ust fotografki, co natychmiast wykonałam. Śliski materiał spadł, odsłaniając nagie ramię. Obróciłam głowę w jego stronę i strzeliłam spojrzeniem w kierunku aparatu. Migawka strzelała jak szalona, a fotografka chwaliła mnie z każdym ujęciem, co ośmielało mnie do odważniejszych poz.

W końcu odłożyła aparat i spytała czy mam wodę gazowaną. Oczywiście, że była w lodówce. Poprosiła też o wysoki kieliszek do szampana. Nalała wody do kieliszka i wręczyła mi. Teraz miałam udawać rozbieraną randkę, miałam być wesoła, lekko wstawiona, roześmiana. Próbowałam jak najlepiej wczuć się w nową rolę, a fotografka zaczęła robić kolejne zdjęcia. Po kilku ujęciach, podeszła i rozwiązała mi szlafrok, odsłaniając moje ciało i bieliznę, którą miałam pod spodem, po czym znów sięgnęła po aparat. Ponownie przerwała po kilku ujęciach. Wciąż jej czegoś brakowało. Próbowałam coś zaproponować. Po chwili namysłu zapytała czy mam jakąś biżuterię. Może naszyjnik. Pewnie, że miałam. Pobiegłam do sypialni, żeby coś przynieść. Z całej szkatułki śliczności wygrzebała długi naszyjnik z pereł i kazała mi go założyć. Wróciłam na blat, chwyciłam kieliszek i udawałam, że się śmieję. Wyobrażałam sobie różne śmieszne sytuacje. Teraz była zadowolona z ujęć. Po chwili podeszła do mnie i pokazała mi kilka fotek. To było dokładnie to czego chciałam. Zdjęcia w kuchni wyszły świetnie. Zaproponowała więc zmianę scenerii.

Przeniosłyśmy się do garderoby. Tam, Pani fotograf kazała mi usiąść przy toaletce, zdjąć naszyjnik i udawać, że się maluję czy poprawiam makijaż. Chwyciłam więc za duży puchaty pędzel i przypudrowałam nosek. Podeszła i kazała mi porozstawiać kosmetyki i perfumy na toaletce, żeby nie była taka pusta. Sama przyniosła stertę kobiecych magazynów, które ułożyła w zgrabny stos. Faktycznie teraz wyglądało znacznie bardziej realistycznie niż taki pusty blat z dwoma kosmetykami. Ponownie obróciłam się w stronę lustra i przeciągnęłam pędzlem po twarzy.

– A teraz spojrzyj w lustro tak, jakby Twój mężczyzna przyłapał Cię na szykowaniu się, a Ty chciałabyś mu powiedzieć „zobacz jaka jestem zniewalająca”. – Od razu wiedziałam o co jej chodzi i zrobiłam dokładnie to co powiedziała przed chwilą. Po kilku pstryknięciach zsunęłam połę szlafroka z ramienia i rozochocona wygięłam się do lustra, patrząc się w odbicie za moimi plecami. Tak wczułam się w rolę, że obróciłam się przez ramię i zagryzłam wargę, patrząc się prosto w obiektyw. Z jej ust wydobył się okrzyk zadowolenia. Wiedziałam, że wyszło pięknie. Pstryknęła jeszcze kilka fotek z różnych pozycji i poprosiła mnie, żebym przeszła do szafy i przeglądała ubrania, jakbym szukała kreacji na wieczorne wyjście. Kazała mi też zdjąć szlafrok i zostać w samej bieliźnie. Bez namysłu, zsunęłam materiał i rzuciłam go na obitą welurem ławkę. Zanim aparat znów poszedł w ruch, zapytała czy nie mam pod ręką jakichś pończoch. Oczywiście, że miałam. Wyjęłam z szuflady, razem z pasem i ubrałam. Założyłam też czarne szpilki. Ta stylizacja o wiele bardziej przypadła jej do gustu. Podeszłam do szafy i zaczęłam przeglądać ubrania, przesuwając dłonią po wierzchu kolorowych materiałów. Byłam bardzo niezdecydowana. Skrzyżowałam nogi, aby podkreślić atuty mojej kobiecej figury, gdy zastanawiałam się nad kolejną kreacją. Po chwili i kilkunastu ujęciach, fotografka wymyśliła następną scenę, którą chciała uwiecznić. Tym razem poprosiła mnie, abym zdjęła stanik i otworzyła szufladę z bielizną. Jakby ktoś mnie przyłapał jak wyjmuję biustonosz z szuflady, ale jeszcze nie zdążyłam go ubrać. Miałam zagrać zaskoczoną tym, że ktoś przyłapał mnie półnagą. Zrobiło mi się ciepło między nogami, gdy to wszystko sobie wyobraziłam, ale bardzo mi się takie ujęcie podobało. Nie tracąc czasu i chcąc nieco ukryć swoje zmieszanie, otworzyłam szufladę, stanęłam nad nią i rozpięłam z tyłu stanik, który spadł do szuflady. Poczułam jak moje serce przyspiesza. Modliłam się tylko, żeby fotografka tego nie usłyszała.

– Świetnie, a teraz spojrzyj na mnie. – powiedziała, a ja odwróciłam wzrok w jej stronę, udając przerażenie, że ktoś nakrył mnie bez biustonosza. A może nawet nie musiałam udawać?

–  Super, unieś trochę stanik do góry, jakbyś chciała założyć ramiączka. – usłyszałam kolejne polecenie, które natychmiast wykonywałam. Błysk aparatu raz po raz rozświetlał garderobę. Po chwili skończyła i pozwoliła mi się ubrać. Podeszła do mnie i pokazała mi kilka ujęć. Były świetne, a ja naprawdę wyglądałam na nich na zaskoczoną. Nawet nie sądziłam, że taka ze mnie aktorka. Fotografka zaproponowała teraz, żebym zdjęła pończochy, usiadła na ławce obitej welurem i powoli naciągała je na nogi. Ubrałam stanik i przeniosłam się na wskazane miejsce. Zsunęłam pończochy z nóg po to, by po chwili znów je naciągnąć. Powoli i kokieteryjnie, jak na filmach. Uniosłam jedną nogę do góry, naciągnęłam cieniutki materiał na stopę, a potem powoli ku górze. Fotografka kazała mi co jakiś czas zatrzymywać się i patrzeć prosto w jej obiektyw, a potem znów spoglądać w dół na pończochy. Zdejmowałam i zakładałam pończochy kilka razy, a ona robiła różne ujęcia z różnych perspektyw. Gdy skończyłyśmy to ujęcie, przeniosłyśmy się do sypialni.

Kobieta kazała mi położyć się na środku łóżka i wygiąć się w seksownej pozycji. Sama stanęła nade mną i robiła ujęcia z góry. Starałam się jak mogłam, zmieniałam ułożenia dłoni i nóg, wypychałam biodra na lewo i prawo, motywowana jej słowami, żebym pokazała, jaka jestem seksowna i piękna. Następnie poprosiła mnie, żebym założyła sam szlafrok, usiadła na piętach, bokiem do niej i spojrzała na nią. Pstryknęła kilka fotek, po czym powiedziała, żebym zsunęła szlafrok i odsłoniła ramiona. Ponownie spojrzałam na nią, a ona wciąż robiła kolejne ujęcia. Po chwili zaproponowała, żebym zdjęła szlafrok i zasłoniła piersi rękoma. Zsunęłam cienki materiał jeszcze niżej i skrzyżowałam ręce na piersiach. Po kilku ujęciach, usiadałam do niej tyłem i obróciłam głowę w stronę obiektywu. Była zachwycona moją inicjatywą.

– Ok, myślę, że jesteś gotowa na więcej. – powiedziała, odkładając aparat. Powiedziała, że chciałaby, żebym była teraz zupełnie naga. Ułożyłam się na środku łóżka, jak na pierwszych zdjęciach, a ona robiła zdjęcia z góry tak, jak wcześniej. Tyle, że wtedy miałam na sobie bieliznę, a teraz byłam zupełnie naga. Przerwała na chwilę i przyniosła biżuterie z garderoby. Kazała mi ją na siebie ubrać. Tylko. Wróciłam do pozy, a ona do robienia zdjęć.

–  Dziewczyno! Pokaż jaka jesteś seksowna i piękna! – dopingowała mnie. Po kilku fleszach aparatu było po wszystkim. Zarzuciłam na siebie szlafrok, żeby nieco się okryć.

– Jesteśmy w domu same? – zapytała, odkładając aparat. Kiwnęłam głową, zawiązując szlafrok. Chciała zrobić jeszcze dwa ujęcia w salonie. Z mojej szkatułki z biżuterią wyjęła gruby, błyszczący, krótki naszyjnik, pierścionek z dużym oczkiem oraz bogato zdobione kolczyki. Poprosiła, abym to wszystko na siebie ubrała i zaciągnęła mnie do salonu. Powiedziała, żebym zdjęła szlafrok i położyła się bokiem na kanapie, opierając głowę na ręce. Tak, jak główna bohaterka Titanica. Rozwiązałam pasek, a cienki materiał łagodnie opadł na podłogę. Ułożyłam się jak kazała, a ona zrobiła kilka fotek. Następnie poprosiła, abym położyła się głową w dół, a nogi oparła o oparcie. Ułożyłam głowę na siedzeniu, włosy zwisały poza sofą, nogi zaś uniosłam góry, prostopadle do pozostałej części ciała. Po kilku pstryknięciach aparatem było po wszystkim.

Ubrałam się, a fotografka pokazała mi zrobione zdjęcia. Byłam zachwycona. Na ostatnich wyglądałam jak kobieta z wyższych sfer, pozująca do pamiątkowego obrazu lub dziewczyna z kalendarza dla mężczyzn. Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. A zdjęcia, które mi pokazywała były surowe, nieobrobione. Dobre wnętrze, rekwizyty i piękna modelka – powiedziała, że nie będzie dużo pracy przy obróbce.

Zeszło nam dość długo. Gdy pożegnałyśmy się i zamknęłam drzwi za fotografką było późne popołudnie. Nie chciało mi się gotować, tym bardziej że byłam sama. Ubrałam tylko szlafrok, zamówiłam pizzę i odpaliłam film.

To był bardzo udany dzień. Poczułam się piękna, seksowna, pewna siebie. Myślałam, że będzie to dużo trudniejsze, szczególnie, gdy byłam zupełnie naga, ale nie myślenie o tym i nie patrzenie na swoje nagie ciało, a skupienie się na roli pomogło. Miałam szczęście, że wybrałam też świetną fotografkę, która doskonale wiedziała czego oczekuję i pomagała mi podczas sesji. Nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę ostateczne efekty.

warning1Na koniec miesiąca przysłała mi gotowe zdjęcia. Część była w kolorze, część czarno-białe. Były cudowne, dlatego zdecydowałam się wziąć wszystkie. Wiem, że to rozrzutność, ale nie umiałam się zdecydować tylko na kilka. Poza tym, na taką sesję decyduje się raz w życiu. Nie mogłam oderwać od nich oczu i byłam strasznie ciekawa co powie na nie mój znajomy. Byłam pewna, że mu się spodobają. I chyba wpadłam na pomysł, jak mu je zaprezentować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s