Novus ordo – wydanie specjalne

Autorzy: Klarysa Ratmajer, Pan B.

Novus ordo – WSBruce nie odpuści. Jestem tego pewna. Zawziął się. Zupełnie zmienił myślenie. Biorę więc głęboki oddech. Odwracam. Schylam po dół sukienki. Podnoszę go tak, by nieco zwiniętą suknię trzymać z przodu obiema dłońmi. Zbliżam się do umywalki. Pochylam. Wspieram na niej jedną dłonią. Drugą wciąż podtrzymuję dół sukni przed opadnięciem.

Słyszę kroki za plecami. Staram się nie myśleć o tym co właśnie się odbywa pomiędzy nami, choć biorę w tym udział. Bierny udział. Nie wolno mi zaoponować. Protest nie byłby dobrze widziany. Mógłby przynieść mi tylko wstyd. A nie chcę się wstydzić. Nie chcę, by ktokolwiek wiedział, że właśnie dostaję lanie. Nie zniosłabym takiego upokorzenia.

Obiecuję sobie, że nie będę płakać. Nie chcę bardziej się rozmazać. Makijaż będę zmuszona poprawić. Zrobić to po raz kolejny dzisiejszego dnie. A jestem tym już bardzo zmęczona. Nie mogę jednak wyglądać źle. Jestem winna być mężowi ozdobą. Pociechą. Mąż powinien mieć właśnie taki użytek z żony. Jak i nocny użytek. Jestem żoną. A żony są też od tego, by wepchnąć w nie fiuta, gdy najdzie na to ochota ich pana – męża.

Bruce poprawia moją suknię. Jej dół zarzuca wyżej na moje plecy. Bierze zamach. Czuję to. Ciarki przechodzą mi po plecach.

Bruce uderza.

Mam wrażenie, jakby zrobił to z podskoku. Tak bardzo boli. Nogi się pode mną uginają. Kolanami dotykam drewnianej, lakierowanej na kolor kości słoniowej, podłogi. Zdaję sobie sprawę, że wiszę na tej umywalce. Trzymam się jej obiema dłońmi.

– Wróć do pozycji – słyszę stanowczy ton męża. Dobiega zza moich pleców.

Łkam. Miejsce uderzenia piecze. Połowa tyłka dosłownie mnie pali. Pomimo tego wstaję. Nie mam wyjścia. Jestem tu. Przy tym mężczyźnie. Mamy te same obrączki na palcach serdecznych. To mój mąż. I nie ma rozwodów.

Przyjmuję pozycję. Tę odpowiednią. Tę, którą on sobie życzy. Wolę myśleć o nim właśnie tak. Jak o nim. Bezosobowym. Na tę chwilę nie używać w myślach jego imienia.

Słyszę świst. Głośny świst. Uderzenie jest szybkie. Przecina powietrze. Spada na górę moich pośladków. Odczuwam jakby dotknęło kręgosłupa. Promieniującym bólem zmierza aż do karku.

Tym razem nie tylko padam na kolana. Siedzę na podłodze. I nawet nie zdaję sobie sprawy kiedy tak naprawdę na niej usiadłam. Siedzenie boli. A nie mam siły wstać. Nie chcę wstawać. Chcę tak zostać. W tej pozycji, choć ona też sprawia mi nieprzyjemność. Wiem jednak, że może boleć bardziej. Że zaboli bardziej kiedy znowu wstanę i przyjmę pozycję, bo wtedy on ponownie uderzy. Znowu zrobi to równie mocno, jakby chciał co najmniej mnie przepołowić.

– Chyba wiesz co powinnaś teraz zrobić – słyszę i z początku myślę, że jemu chodzi o to bym wstała, bym przyjęła tę pozycję, ale nie. On oczekuje czegoś innego. Oczekuje więcej. Zbliża się do mnie. Wyciąga dłoń w znaczący sposób. Pas wciąż w niej trzyma.

Pocałowałam Bruce w dłoń wielokrotnie, ale to Brucea, a nie jego. On ma tylko jego twarz, jest jego postury, nosi jego ubrania. To nie jest Bruce. Nie mój Bruce. Tamtego ja sama zniszczyłam.

Całowanie w dłoń męża, zaraz po tym gdy ten skarci bądź ukarze, to zwyczaj, zdaje mi się, tylko tutejszy. Nigdy nie słyszałam, by gdzieś wcześniej w świecie występował. W średniowieczu całowały dzieci. Całowały ojca i księdza. I tyle. O pocałunku żony w dłoń odpowiednio surowego męża nigdy nie słyszałam. Usłyszałam o tym dopiero w Novus ordo. Ode mnie jednak Bruce tego nie wymagał. Nigdy po klapsach, jakie mi dał, nie podstawiał mi pod nos swojej dłoni. I nagle to zrobił. Robi to teraz.

Nie wiem jak się zachować. Dla mnie to jedno krótkie i delikatne muśnięcie, to coś niezwykle upokarzającego. Nie mogę jednak się zbuntować. Obawiam się, że wtedy zbiłby mnie bardziej. Może jednak powinnam musnąć bez zastanowienia? Zrobić to w takiej podzięce. Okazać w ten sposób wdzięczność, że pasy były tylko dwa. Kolejne dwa może jeszcze bym zniosła. Przy piątym lub szóstym albo utraciłabym z bólu przytomność, albo wyła. Wyła niczym małe dziecko. Wyła z bólu, bezsilności, niekochania.

– Nie godzisz się z tą karą – zauważa Bruce. Przysiada na zamkniętym klozecie. – Dlaczego? – pyta. – Przecież ostrzeżenie było wyraźne. Uprzedzałem, że jeśli zachowasz się nieodpowiednio lub coś nieodpowiedniego powiesz, to wezmę cię na stronę i pasem sprowadzę na właściwe tory – wyjaśnia ze stoickim spokojem.

– Nie wspomniałeś o pasie – mówię przez łzy.

– Chyba nie liczyłaś na klapsa – drwi. – Zresztą, zapewniam cię, nieznaczna byłaby to różnica na końcu. Trwałoby tylko dłużej. – Bruce wstaje. Jest pewny swojej mocy. Nie wątpi w swą siłę. Był wojskowym. Kiedyś boksował.

Bruce wsuwa pas w szlufki garniturowych, czarnych spodni.

I z jednej strony oddycham z ulgą. Oznacza to, że mąż w najbliższym czasie już mnie tym pasem nie uderzy. Jestem jednak pewna, że zrobi to zaraz po balu. Że spierze mnie na kwaśne jabłko jak jeszcze nigdy dotąd. I doliczy do tej kary mój przed chwilowy, mizerny przejaw buntu.

Postanawiam naprawić swój błąd. Mam ku temu okazję. Bruce właśnie mnie mija. Zmierza do drzwi wyjściowych, jakby chciał opuścić toaletę i pozostawić mnie samą z myślami. Nie pozwalam mu na to.

– Zaczekaj – szepczę. Chwytam rękawa jego marynarki.

Mąż spogląda na mnie dziwnie – nieufnie. Najpierw lustruje moją rękę. Sunie po niej aż do dłoni i uścisku na mankiecie jego ubrania. Potem przechodzi na twarz. A jego nie wyraża za wiele. Jest zacięta. Szczęki i usta do granic możliwości zaciśnięte.

– Rozumiem – wypowiadam z trudem. Szloch załamuje mój głos. Zazwyczaj pobrzmiewa w nim pewność. Nie jestem słabą kobietą. Nie należę też do tych lękliwych. Nie jestem ani skromna, ani niepewna. Wstyd przed zabraniem głosu, nawet publicznie, także jest mi obcy. A nagle, teraz, znajduję się przy własnym mężu – którego znam ponad dwadzieścia lat, blisko dwie dekady dzieląc z nim łóżko – i jestem niepewna, staję się słaba, lękam się, a przy tym okazuję zarówno skromność, jak i niepewność. I wstyd mi. Wstyd mi obecnej sceny, scenerii, scenariusza. Wstydzę się też siebie. Wstyd mi przede wszystkim za moje zachowanie. I po równi za to co już zrobiłam, jak i za to co dopiero zrobię. Wiem, że się ukorzę i tym upokorzę siebie.

Bruce niczego nie mówi. Trwa w bezruchu, w ciszy. Wyczekuje mojego kolejnego ruchu.

– Rozumiem czemu tak postąpiłeś – dukam poprzez łzy. I naprawdę go rozumiem. Bruce jest stąd. Jest z Novus ordo. Dociera do mnie, że ostatnimi czasy, nazbyt często traktowałam go, jakby pochodził z mojego świata, jakby to z tamtym światem w większości się zgadzał, a w tym jedynie był zmuszony funkcjonować. A tak nie jest.

Bruce wyznaje religię Novus ordo. Podporządkował jej całe życie. I nie zrobił tego bo musiał. Postąpił tak, bo tak właśnie chciał postąpić. Co prawda wklepali mu to w klatkę od małego dzieciaka, wyrósł w tym, ale on zna inne życie, pokazałam mu niegdyś wiele innych możliwości, a mimo wszystko… Bruce jest stąd. Jest tutejszy. A ja znajduję się przy jego boku. I będę się przy nim znajdować aż po dzień, gdy któreś z nas umrze. I muszę się z tym pogodzić. Muszę z tym żyć. Muszę w tym układzie dobrze funkcjonować, nawet jeśli niezupełnie będzie to zdrowe.

– Nie mogę mieć ci za złe, że byłeś konsekwentny – wyjawiam. I co z tego, że wiem, że nie mogę. Nawet się z tą niemocą godzę. A jednak trochę mnie to boli. Liczyłam, do ostatniej chwili, że mój mąż zachowa się inaczej, że przynajmniej poczeka, że karę wymierzy mi dopiero w pokoju hotelowym, a najlepiej w domu. Właściwie to miałam w planach odwlec go od zbicia mnie. Odwlec na czas powrotu do domu, następnie na po świętach, a potem… potem… kiedy Samuelowi przyszłoby już wylecieć do Sydney, myślę, że by mnie nie zbił wcale, nie miałby wtedy do tego serca. Lub wręcz odwrotnie – miałby serce. I by je mi okazał.

Przesuwam dłoń. Sunę nią. Nie trzymam już mankietu. Czuję pod opuszkami ludzką skórę. Ręka Brucea jest zimna. Lodowata. Trupia. Dotykam ustami jej wierzchu. I stwierdzam, że nie było aż tak źle. To w końcu tylko jedno muśnięcie. Nic takiego.

_______

warningFragment pochodzi z pierwszej części „Novus ordo”. Wydanie specjalne można nabyć, między innymi, w Empiku i na RW2010 (ebook). Wydanie specjalne to zapowiedź przyszłych wydarzeń i wprowadzenie w przeszłość bohaterów. Zawiera ono fragmenty, których w większości nie będzie w innych książkach z serii „Novus ordo”.

Gdybyście mieli ochotę na zakup, to serdecznie zapraszamy, a tymczasem mamy nadzieję, że powyższy fragment przyprawił Was o szybsze bicie serca.

Wydanie specjalne, ebook: https://www.empik.com/novus-ordo-b-pan-r-klarysa,p1258335830,ebooki-i-mp3-p

Link do oferty promocyjnej: http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/SMTc5OA%3D%3D/novus-ordo-–-wydanie-specjalne.html?title=Novus%20ordo%20–%20wydanie%20specjalne

16 myśli w temacie “Novus ordo – wydanie specjalne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s