Ofiary – Bez zobowiązań, część 1

Autor: Klarysa Ratmajer

Bez zobowiązań, część 1

ofiary

Margareta postąpiła tak, jak ustaliła z Tomaszem dzień wcześniej. Przyszła do niego z samego rana, by zjeść obiecane tiramisu i wypić mocną, czarną kawę z dużą ilością cukru. To wtedy zauważyła, że Tomek nie słodzi, choć przełyka gęstą breję, krzywiąc się z każdym łykiem. Nie omieszkała zapytać, dlaczego tak właśnie jest.

– Dieta – odpowiedział krótko i niezwykle konkretnie.

– Dieta? – zdziwiła się. Oparła wygodniej o oparcie krzesła i splotła ręce na piersi, jakby wyczekiwała kontynuacji tego tematu.

– Trener nie pozwala – objaśnił.

– Masz trenera?

– Boks to moje życie.

– To się czasami nie kłóci z twoim zawodem? – Zmrużyła oczy i zrobiła minę pełną niewiedzy.

– Jeśli się chce, to wszystko można w życiu pogodzić – powiedział z uśmiechem prawdziwego szczęśliwca. – A przynajmniej warto spróbować – dodał i przy tym nieco sposępniał, zamyślił się.

Margareta objęła łyżeczkę ustami w sposób niezwykle seksowny i także się zamyśliła. Ona jednak, w przeciwieństwie do Tomasza, nie zaprzątała sobie głowy sprawami przeszłości, a nim samym. Zastanawiała się, jakie są motywy jego działania i jaki ma plan odnośnie niej samej. Szczerze wątpiła, że bawią go rozmowy o niczym i że jest w stanie uważać małolatę za godnego kompana do konwersacji. Margareta nie była głupia, a naiwność utraciła jeszcze przed poświęceniem swej niewinności. Wiedziała na czym ten świat stoi, jak i to dzięki czemu się obraca.

– Nie uważasz, że to trochę dziwne – zaczęła, postanawiając zagrać po części w otwarte karty. Chciała, by Tomasz odkrył swoje.

– Co wydaje ci się dziwnym? – zapytał, mrużąc oczy i skupiając całą uwagę na jej twarzy.

– Ty – rzuciła prosto z mostu.

Na krótki moment turkus jej spojrzenia zmierzył się z barwą zieleni, która migotała w jego tęczówkach. Przeszło jej przez myśl, że kolor jego oczu jest niczym szmaragdy. Przypomniało jej się, że kiedyś lubiła ten kamień. Lubiła… Przestała lubić.

– Co sprawiło, że zechciałeś mnie poznać? – Wstała i ponownie oparła się o oparcie krzesła, z tą różnicą, że teraz uczyniła to rękoma. – Wybacz, ale to nie jest szczególnie normalne, by dorosły facet uganiał się za dziewczynką.

Tomek spuścił głowę, ale nie było w tym geście ni cienia wstydu. Zareagował tak jedynie na słowo dziewczynka, które Margareta wypowiedziała w sposób wydający mu się być bardzo niegrzecznym. Domyślił się, że dziewczyna z nim flirtuje. Uśmiechnął się więc ciepło i postanowił przyłączyć się do jej gry, jednocześnie dodając tej grze trochę dosadności.

– Lubię młodsze. – Idąc w jej ślady, podniósł tyłek z krzesła i stanął za nim, by móc wesprzeć się rękoma na jego oparciu.

– Ile młodsze? – podjęła temat i zaczęła spacerować po pokoju, przyglądając się pustym, w niektórych miejscach popękanym ścianom. – Ciekawi mnie czy nie zakrawa to o pedofilię – wyjaśniła.

– Nie sądzę. Młodsze, ale dojrzałe – sprostował krótko wcześniejszą wypowiedź.

– To dziwny oksymoron – stwierdziła. Mlasnęła, okazując tym swoje niezadowolenie. Oczekiwała po swym rozmówcy czegoś więcej.

– Co? – wypowiedział niewyraźnie, sycząc przy tym, jak wąż.

– Młodsza dojrzała, to niemal jak czarny śnieg czy biała sadza – objaśniła.

– A więc o to ci chodzi. – Przespacerował się, ale jedynie na tyle, by nie mówić do jej pleców. Chciał patrzeć jej w twarz, gdy będzie przyznawał się do własnych upodobań odnośnie kobiet i tłumaczył, czym są one spowodowane. – Mówiąc, że młodsze, ale dojrzałe, miałem na myśli, że nie kręci mnie dziecko. Nie wyobrażam sobie, by podniecał mnie brak krągłości – przy wypowiadaniu tych słów akurat mijał Margaretę, więc skorzystał z okazji i spojrzał na jej pupę.

– Dobrze. – Podrapała się po podbródku. – To tłumaczy, czemu nie lubisz młodszych dziewczyn, ale czemu nie lubisz starszych? Wybacz to pytanie, ale jesteś już w takim wieku, że chyba powinieneś… – zamilkła, szukała odpowiednich słów. Wzruszyła oboma ramionami, chwilę przytrzymując je podniesione. – Rozglądać się za żoną powinieneś. Za kimś w swoim wieku, kimś z równie ustawionym życiem jak twoje – dokończyła wcześniejszą wypowiedź.

– Twoje nie jest ustawione? – zainteresował się.

– Nie mówimy teraz o mnie – starała szybko wymigać się od odpowiedzi.

– Margarito…

– Margareto – poprawiła go.

– Dobrze, przepraszam – zmieszał się nieco i nawet zawstydził taką pomyłką. – Jestem już starszym facetem i mam swoje przyzwyczajenia. Kobieta, dorównująca mi wiekiem, także miałaby już swoje przyzwyczajenia.

– I co z tego? – dopytywała.

Chodzili wkoło, zataczając coraz mniejsze okręgi. Czasami się mijali, a czasami szli w niewielkiej odległości od siebie, jakby gęsiego. Tomkowi przeszło przez myśl, że bawią się w owieczkę i wilka. Obawiał się tylko tego, by nie wyjść z tej zabawy ostatnim baranem. Przy Margarecie musiał uważać na niemal każde z wypowiadanych słów. Była dociekliwa, łapała go za tak zwane słówka i potrafiła wychwytywać dwuznaczności.

– Po prostu, gdyby nasze przyzwyczajenia się z sobą kłóciły, to byśmy się kłócili – wyjaśnił w niezwykle banalny sposób.

– Uważasz, że z młodą dziewczyną byś się nie kłócił? – zdziwiła się.

– Także bym się kłócił, ale z racji wieku, to ja byłbym górą. Więcej wiem, więcej przeżyłem, nie tak źle na tym wyszedłem. – Odwrócił się i wyciągnął ręce przed siebie, ale nie złapał Margarety za ramiona. Dał jej jedynie do zrozumienia, by się zatrzymała. – Ona dopiero wchodziłaby w dorosłe życie, więc jej doświadczenie byłoby prawie zerowe. Poza tym jej łatwiej byłoby się dostosować – dokończył.

– Do ciebie?

– Do nas – poprawił z lekkim, szelmowskim uśmiechem.

Zaśmiała się, ale uczyniła to bezgłośnie.

– Dajesz mi do zrozumienia, że lubisz się rządzić i starsza babka, by ci na to nie pozwoliła – wypaliła wprost.

– Cholernie – przytaknął.

– Co cholernie?

– Cholernie lubię się rządzić – odrzekł szczerze i nie czekając na to, aż Margareta ponownie się odezwie, znowu wystawił ręce przed siebie, tym razem zaciskając dłonie na jej ramionach.

_______

warningFragment pochodzi z książki pt. „Ofiary”. Dziewiętnastoletnia Margareta ma poczucie, że znajduje się w hermetycznej pułapce. Na dodatek uważa, że nie została do niej zwabiona. Stwierdza, że weszła do tej klatki na własne życzenie. Zdaniem Margarety ludzie są ofiarami własnych działań. Myślami powraca więc do swoich poczynań z przeszłości; do pierwszego, przypadkowego spotkania z obecnym partnerem i do relacji opartej na sponsoringu, która niegdyś łączyła ją z żonatym mężczyzną. A w tle pobrzmiewa echo wielkiej tragedii, której Margareta wciąż czuje się winna.

Link do oferty promocyjnej:

http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/SMTgxOA%3D%3D/ofiary.html?title=Ofiary

Ebook dostępny również w Empiku: https://www.empik.com/ofiary-ratmajer-klarysa,p1276266446,ebooki-i-mp3-p 

Gdybyście mieli ochotę na zakup, to serdecznie zapraszamy. Mamy nadzieję, że powyższy fragment zaintrygował Was i czekacie na więcej, bowiem niebawem pojawią się kolejne. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o tej pozycji 😉

5 myśli w temacie “Ofiary – Bez zobowiązań, część 1

  1. checosamai

    Też zdecydowanie wolę opowieści spod Twojej ręki. Przeczytałam „Ofiary” całe. Jeśli mam być szczera, to wolałabym zapętlać w kółko „Mów do mnie jeszcze” (co z resztą robię) niż wrócić do choćby jednej strony tej książki. Nie dlatego że jest zła. Nie jest. Ale jak mam poświęcić na coś swój czas, to zdecydowanie wolę na coś Twojego autorstwa. Masz może w planach książkę?

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s