Wypożyczalnia Świętych Mikołajów

Jak co roku zbliżały się święta. Nigdy nie było to dla mnie coś ważnego. Po prostu kilka, zwykłych, wolnych dni, które mogłam przeznaczyć na urlop. Zazwyczaj jechałam na wakacje do egzotycznych krajów, żeby nie słuchać tego durnego: „ho ho ho… Merry Christmas”, wyskakującego z każdej lodówki. Nigdy nie czułam tej całej magii świąt i ich nie obchodziłam. Może dlatego, że nikt nigdy nie nauczył mnie całej tej tradycji. W tym roku postanowiłam jednak przełamać się i spędzić święta na swój własny sposób. Już jakiś czas temu, natknęłam się w sieci na film, na którym pojawiał się motyw świąt i Świętego Mikołaja. Pamiętam, że zrobił na mnie wrażenie i zagościł w mojej głowie na długo. Obiecałam sobie, że kiedyś ten pomysł zrealizuję i chciałam go spełnić właśnie w tym roku.

W tym celu już pod koniec listopada wybrałam się do wypożyczalni Świętych Mikołajów. Nie miałam nikogo, kto mógłby wcielić się w tę rolę, więc było to jedyne rozsądne wyjście. Nie był to tani interes, ale zbierałam na niego już od zeszłego roku i sam w sobie traktowałam jako prezent.

Przy wejściu powitał mnie koleś w czapce Świętego Mikołaja. Był młody, przystojny, z ciemnym, trzydniowym, zarostem na twarzy, w czarnej, opiętej na jego muskularnych ramionach koszulce. Pomyślałam, że jak wszyscy ich Mikołaje tak wyglądają to będą bardzo udane święta. Od razu powiedziałam mu otwarcie po co przyszłam. Nigdy nie byłam zbyt wstydliwa i nigdy nie miałam problemów ze szczerością. Facet podał mi formularz, który poprosił, abym wypełniła. Zamierzałam uczynić to od razu na miejscu, dlatego chwyciłam za długopis i wypełniłam odpowiedzi na zadane w formularzu pytania. Napisałam jak ma mój Święty Mikołaj wyglądać, w jakim ma być przedziale wiekowym, jaki ma mieć strój, ile ma przynieść prezentów i jakie usługi ma świadczyć. Na wszelki wypadek napisałam również plan przebiegu mojego spotkania z Mikołajem. Podałam też preferowany dzień i godzinę. Gotowy formularz zwróciłam kolesiowi w czapce Mikołaja. Zerknął czy uzupełniłam wszystkie pola i przyjął ode mnie dwa podpisane prezenty, które od razu przyniosłam ze sobą. Powiedział ciepłym, męskim głosem, że w ciągu 3 najbliższych dni otrzymam potwierdzenie złożenia zamówienia na Mikołaja. Uśmiechnęłam się i podziękowałam za pomoc w dopełnieniu formalności, po czym pożegnałam się i wyszłam. Byłam zadowolona, że udało mi się wszystko załatwić.

Tak, jak obiecał koleś w czapce, po 3 dniach otrzymałam potwierdzenie zamówienia. Byłam już spokojna, że wszystko się powiedzie tak, jak to sobie zaplanowałam i mogłam spokojnie zająć się przygotowaniami do tych wielce osławionych świąt. Oczywiście nie miałam choinki ani żadnych ozdób czy dodatków, dlatego musiałam załatwić to w pierwszej kolejności. Choinka bowiem odgrywała w moim przedstawieniu jedną z ważniejszych ról. Wybrałam się do sklepu, gdzie od razu kupiłam wszystko za jednym zamachem. Dokładnie obejrzałam wszystkie aranżacje na wystawie i zdecydowałam się na duże, pstrokato przystrojone drzewko. Do mojej wizji pasowało idealnie. Miły sprzedawca zapakował mi to wszystko, żebym mogła zabrać to ze sobą do domu. Nie było to łatwe, bowiem choinka była większa ode mnie, jednak udało mi się przytaszczyć ją ze sobą na górę.

W codziennej rutynie dotrwałam do świąt. Pozostałe typowo świąteczne rzeczy postanowiłam sobie odpuścić. Sama choinka jak na mnie to i tak było zbyt wiele.

W Wigilię zjadłam kolację i obejrzałam film. Oczywiście darowałam sobie 12 potraw, wieczorowe stroje i sianko pod obrusem. Do mojego głównego, świątecznego prezentu nie było to potrzebne. Z dziecięcą niecierpliwością czekałam na Świętego.

Zjawił się punktualnie o 22.00. Serce kołatało mi w piersi, gdy szłam otworzyć drzwi. Przed nimi stał mężczyzna w stroju Mikołaja. Wyglądał dokładnie tak, jak chciałam i jak zaznaczyłam to w formularzu. W dojrzałym wieku, z brzuchem i siwą brodą. Wszedł do środka dziarskim krokiem, kierując się od razu w stronę salonu. Był postawny, więc czułam się i wyglądałam przy nim jak mała dziewczynka. Od razu przeszedł do realizacji planu. Rozsiadł się na fotelu i przywołał mnie do siebie. Podeszłam grzecznie w oczekiwaniu na prezenty. On natomiast rozpoczął przepytywanie mnie tak, jak przepytuje się małe dzieci. Żeby dostać prezent muszą powiedzieć czy były grzeczne w tym roku lub jakiś wierszyk.

No, powiedz Mikołajowi, czy byłaś grzeczna w tym roku? – zapytał swoim grubym, męskim głosem.

Oczywiście, że tak, Drogi Mikołaju – odparłam bez zastanowienia.

Zatem zasługujesz na prezent. Zobaczmy, co Mikołaj przyniósł Ci w tym roku. – oznajmił, zaglądając do swojego worka. Zagłębił dłoń i wyciągnął z niego całkiem spore pudełko. Od razu je rozpoznałam. To był mój prezent. Przeczytał etykietkę z moim imieniem i zapytał, czy to ja. Bez wahania przytaknęłam, nie móc się już doczekać, kiedy go rozpakuję. Podał mi pakunek. Oczy zaświeciły mi się, jakby w środku było coś, o czym od dawna marzyłam. W sumie – trochę tak właśnie było. Od razu odwiązałam kokardę i zdjęłam wieczko, a moim oczom ukazała się pięknie zapakowana rózga. Spojrzałam zmieszana na Mikołaja, nerwowo przełykając ślinę. On również spojrzał do środka.

Więc chyba jednak nie byłaś aż taka grzeczna w tym roku… – rzucił w moim kierunku. Na te słowa moja cipka zaczęła wypełniać się sokami i rytmicznie pulsować. Udałam zdenerwowanie i znacząco poruszyłam biodrami. – Chyba zasłużyłaś na porządne, świąteczne lanie… – oznajmił, wstając z fotela. Przejął ode mnie pakunek, wyjął rózgę z pudełka, kazał mi się rozebrać od pasa w dół i stanąć przodem do choinki. Był postawnym mężczyzną, więc nie śmiałam z nim dyskutować. Gdyby chciał, jedną ręką przełożyłby mnie przez kolano i przetrzepał tyłek. Serce waliło mi jak oszalałe, gdy zdejmowałam spodnie i majtki, a rozebranie się przed zupełnie obcym mężczyzną podnieciło mnie jeszcze bardziej. Czułam jak moje nabrzmiałe sutki ocierają się o miseczki stanika. Pozbyłam się wskazanych części garderoby i posłusznie podeszłam do choinki.

Pochyl się, dziecinko – usłyszałam za swoimi plecami. Gdy mówił, ciarki same przechodziły mnie po plecach. Powoli oparłam się dłońmi o kolana, wypinając się nieznacznie w jego stronę. Jednak tyle najwyraźniej mu wystarczyło. Słyszałam jak rózgą przecina powietrze, co sprawiło, że zaczęłam się nieco obawiać swojej kary. Nie kazał mi jednak zbyt długo czekać. Przyłożył ją do mojego tyłka i kilka razy poklepał, nim wymierzył pierwsze uderzenie. Zapiekło niemiłosiernie, a ból nie rozchodził się po całym pośladku, a kumulował się w jednym miejscu. Zatchnęłam się, gdy rózga po raz pierwszy spadła na moją pupę. I już wiedziałam, że będzie to najcięższa z otrzymanych dotąd przeze mnie kar, różnymi narzędziami. Uderzenia wymierzane ręką, packą, paskiem czy szpicrutą nie bolały tak bardzo jak rózga. Moje rozmyślania przerwało kolejne uderzenie. Znów poczułam pieczenie i ból w jednym miejscu. Dokładnie tam, gdzie spadła rózga. Zajęczałam żałośnie. Odczekał chwilę, aż wrócę do wskazanej pozycji, po czym wymierzył następne uderzenie. Krzyknęłam, gdy rózga ponownie spadła na moje pośladki. Coraz trudniej przychodziło mi radzenie sobie z bólem. Oglądałam takie lanie na filmach nie raz, lecz nie sądziłam, że to aż tak bardzo boli. Zawsze uważałam, że te aktorki zdecydowanie przesadzają. Aż do dzisiaj, gdy poczułam to na własnej skórze. Po chwili otrzymałam kolejny raz. Nie wiedziałam, który to już, straciłam rachubę. Ponownie krzyknęłam i skuliłam się. Mimowolnie sięgnęłam dłonią do pośladka, aby rozmasować bolące miejsce. Szybko jednak cofnęłam i wróciłam do ustalonej pozycji.

Otrzymałam jeszcze kilka piekących razów. Uderzał powoli, po każdym uderzeniu czekał aż odcierpię swoje i dopiero wymierzał kolejny raz. Czułam, że wiedział co robi i potrafił to robić. Wiedział, ile uderzeń wymierzyć, aby kara była surowa, ale znośna. Gdybym dostała jeszcze kilka razy, przysięgam, że rozpłakałabym się jak małe dziecko. Gdy skończył sięgnęłam dłońmi do obolałych pośladków, czując pod palcami pozostawione przez rózgę pręgi. Pupa piekła niesamowicie, jak nigdy dotąd. Wsparłam się dłonią o kolano, drugą rozmasowując obolałe miejsce. Nagle poczułam, jak chwyta mnie za biodra i wypełnia swoją męskością od tyłu. Byłam tak mokra, że wślizgnął się bez najmniejszego problemu. Był gładki, więc musiał mieć ubraną prezerwatywę tak, jak zaznaczyłam w formularzu. Ponownie oparłam się o kolana, zachowując równowagę. Czułam jego męskość w sobie, duże, ciepłe dłonie na biodrach, a materiał od kostiumu ocierał się o moje obite pośladki, potęgując doznania. Sięgnęłam dłonią do łechtaczki, zataczając małe kółka wokół. Wystarczyło kilka intensywnych pchnięć i kilka minut drażnienia łechtaczki, bym doszła, głośno krzycząc, tym razem z rozkoszy. Nie wiem, czy mój Mikołaj też doszedł i, szczerze mówiąc, mało mnie to obchodziło. Wysunął się ze mnie i pozwolił mi chwilę odpocząć. Mogłam złapać oddech. Słyszałam jak ponownie siada na fotelu. Obróciłam się w jego stronę, gdy nieco doszłam do siebie. Zawołał mnie, bym podeszła bliżej. Natychmiast wykonałam jego polecenie, przysłaniając dłońmi nagie łono. W dalszym ciągu mój oddech jeszcze nie uspokoił się.

Kazał mi przy sobie uklęknąć. Ostrożnie osunęłam się na podłogę i usiadłam na piętach, podrażniając zbitą pupę. Powiedział, że wie, że w tym roku byłam niegrzeczna, ale wiele razy byłam też grzeczną dziewczynką. Dlatego ma dla mnie jeszcze jeden prezent. Oczy rozbłysły mi jak gwiazdy na niebie. Ożywiłam się, zapominając o otrzymanym przed chwilą laniu i bólu. Byłam ciekawa, co też Mikołaj ma jeszcze dla mnie. Ze swojego worka z prezentami wyjął jeszcze jeden pakunek podpisany moim imieniem. Zanim jednak zdążyłam rozpakować, powiedział, abym uściskała go i ładnie podziękowała mu za prezent. Bez wahania wdrapałam mu się na kolana i klęcząc nad nim okrakiem rzuciłam mu się na szyję. Zapomniałam nawet o tym, że w dalszym ciągu mam gołą pupę. Objął mnie w pasie i poklepał po plecach. Przejechał też dłonią po moich pośladkach, wywołując na mojej twarzy grymas bólu. Jęknęłam cicho. Po chwili oderwałam się od niego i chciałam zejść, aby dorwać się do prezentu, jednak gdy opuściłam się nieco niżej pupą, ujął mnie mocno za biodra i posadził na swoim penisie. Udałam zaskoczoną takim zachowaniem, ale miło było go znów w sobie poczuć.

Ups, chyba będziesz musiała mi jeszcze raz, ładnie podziękować za prezent. – oznajmił i pomógł mi zacząć się na nim poruszać. Byłam tak spragniona, że po chwili skakałam na nim jak oszalała, ocierając się o jego kutasa. Mimo wieku, bez trudu utrzymywał erekcję, chyba, że przed przyjściem do mnie, wspomógł się niebieską tabletką. Po chwili, chwycił za dół mojej bluzki i jednym, szybkim ruchem pozbył się jej, razem ze stanikiem. Skakałam na nim zupełnie naga, moje piersi falowały na wszystkie strony, a łechtaczkę drażniło jego owłosione łono. Byłam tak podniecona, że zupełnie mi to już nie przeszkadzało. Teraz myślałam tylko o tym, żeby jak najszybciej się na nim zaspokoić. Jeździł dłońmi od bioder po pośladki, delikatnie je podrażniając. Tym samym, cały czas je czułam, co wzmagało moje podniecenie i pchało w stronę orgazmu. Oparłam się dłońmi o jego ramiona, aby móc jeszcze szybciej się na nim poruszać i po kilku chwilach ponownie eksplodowałam. Odrzuciłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy, aby jeszcze wyraźniej czuć, jak zaciskam się na jego kutasie. Jęczałam głośno, ocierając się o niego jeszcze kilka razy, przedłużając tym samym swój orgazm. Po wszystkim opadłam zmęczona w jego ramiona.

Pozwolił mi chwilę odpocząć, po czym pomógł mi wstać, poprawił strój, w kieszeni chowając zużytą prezerwatywę i skierował się do wyjścia. Podążyłam za nim zupełnie naga, otwierając mu drzwi. Byłam zdyszana, nogi miałam jak z waty, czułam wypieki na policzkach. Na pożegnanie rzucił jeszcze to swoje nieśmiertelne: „ho ho ho… Merry Christmas”, po czym zniknął za drzwiami.

warning1Zamknęłam za nim i przekręciłam klucz. Nikogo więcej się nie spodziewałam i nikogo więcej nie było mi dziś trzeba. Byłam zmęczona i obolała, ale zaspokojona. Mój prezent wyglądał dokładnie tak, jak tego chciałam. Nie miałam już siły nawet na kąpiel. Zgasiłam światła i skierowałam się wprost do łóżka.

Te święta z pewnością zapamiętam na długi czas.

Podobieństwo osób i zdarzeń jest przypadkowe.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

12 myśli w temacie “Wypożyczalnia Świętych Mikołajów

  1. Ciasteczkowy Potwór

    KIlka lat przed pandemią. Pracowałem w szklanym budynku. Dostanie się do tamtej firmy było koszmarnie trudne. Podczas wieloetapowej rekrutacji poznałem pewną koleżankę. Dobrze nam się rozmawiało. Zapraszaliśmy się do firmowej kuchni na kawę. Byliśmy na firmowych wyjściach sportowych. Zawsze mieliśmy sobie dużo do powiedzenia. Flirt trwał w najlepsze. Ona chciała abyśmy się poznali lepiej. Mnie coś blokowało aby wykonać ten krok. Postawiłem śmiałą tezę, że tak atrakcyjna kobieta raczej nie zagrzeje w ramionach jednego mężczyzny zbyt długo. Cykl miłosny koleżanki przerwał fakt, że była w ciąży. Ostatni bohater awansował z kochanka na męża.

    Polubione przez 1 osoba

    • romacarlos

      Widzę, że ostatnio namiętnie studiujesz mój blog, bardzo mnie to cieszy 😄 Mam nadzieję, że podoba Ci się to co czytasz 😉

      Co do Twojej tezy to zauważyłam, że wielu mężczyzn myśli w ten sposób, że jest dla mnie za ładna/za dobra i później wychodzi tak, że Ci przystojni i wartościowi są z co najwyżej przeciętnymi kobietami, a te atrakcyjne zostają same i mają problem ze znalezieniem drugiej połówki. Dobrze, że w przypadku Twojej koleżanki było inaczej 😉

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s