Ofiary – Bez zobowiązań, część 2

Autor: Klarysa Ratmajer

Bez zobowiązań, część 2

ofiary

Moment, w którym przyparł ją do ściany, był straszny. Wydawał jej się być czymś groźnym. A jednak Tomek dał radę tym wzbudzić podniecenie na tyle silne, że nie miała ochoty przerywać tego, co właśnie rozpoczął.

– Starsza kobieta, też by mi na to pozwoliła – stwierdził pewny swego. – Tylko frajda byłaby znacznie mniejsza – dopowiedział szeptem wprost do jej ucha. Zaczął zataczać językiem okręgi tuż pod nim, na najbardziej wrażliwym fragmencie szyi.

Zdecydowała się go dotknąć. Przyłożyła swoje dłonie do miejsca nad jego łokciami. Poczuła miękkość koszuli w biało-granatową kratę. Materiał opinał jego muskularne ramiona i zdawał się mieć zaraz na nich rozerwać. Odnosiła wrażenie, że wystarczyłoby, by tylko odrobinę mocniej napiął mięśnie i jakiś szew puściłby bez zbędnych oporów. Do podobnego wniosku doszła, gdy dłonie przełożyła na męskie łopatki, idealnie zarysowane pod tym, zdającym się być za ciasnym, ubraniem.

– To chyba nie ma sensu – powiedziała, nim zamknął jej usta pocałunkiem.

Całował w taki sposób, w jaki ona tego nie znosiła. Język wnikał za głęboko, a jego właściciel zdawał się kierować przy tym czystym egoizmem. Coś jednak sprawiło, że ciekawa była tego, co może wydarzyć się później, dlatego nie przerwała tych katuszy i nie starała się nauczyć swojego nowego kochanka delikatności. Zresztą, nadmiernej delikatności też nie byłaby w stanie znieść, a przynajmniej wtedy tak jej się wydawało.

Pierwsza dobrała się do jego koszuli, ale udało jej się odpiąć tylko jeden z guzików. Skończyło się bowiem na mocnym smagnięciu po dłoniach i ostro wypowiedzianym: zostaw.

Nim Margareta ogarnęła to, co Tomasz mówi, jak to brzmi, co robi, to on już trzymał jej nadgarstki w stalowym uścisku i przyciskał do ściany nad głową. Jego pocałunki, o ile to jeszcze było możliwe, nabrały na intensywności i także na agresji.

Zdaniem Margarety w Tomku było bardzo dużo agresji i to takiej, której samo słowo agresja nie określało, ale ona w myślach używała właśnie tego, bo nic bardziej trafnego nie przychodziło jej do głowy. Ta agresja była dziwna, bo opierała się na specyficznym rodzaju przemocy, na takim, który nie przekraczał granic, wyczuwał bariery i nie forsował ich.

Tomek był zdyszany. Zmęczyły go same pocałunki i siła jaką wkładał w utrzymanie przy ścianie rąk dziewczyny. Walczyła z nim. Może nie było to pełne opieranie się, ale dłonie chciała uwolnić. Sądziła, że on tego oczekuje, że właśnie takiej walki łaknie.

Działała na niego. Jej gesty, mimika twarzy, delikatne szarpnięcia, by móc na moment o czymś zadecydować, podniecały go i skutkowały tak jak najlepszy z afrodyzjaków.

Oboje zdawali się zakochać w tej szarpaninie albo przynajmniej na krótki moment byli ją w stanie ukochać na tyle, by starać się na różne sposoby przedłużać tę zahaczającą o brutalizm grę wstępną.

W końcu wylądowali na kanapie. On ciągle był w nienagannym ubraniu, jedynie z jednym rozpiętym guzikiem przy koszuli. Natomiast jej rzeczy były bardzo wymięte, aż w końcu nie było ich na niej wcale. Spotkały się z podłogą.

Tomek rozpiął pasek, który miał przy spodniach i nie wydobywając go ze szlufek, zechciał dokończyć dzieła. Zakończył na rozpięciu guzików przy dżinsach. Margareta powstrzymała go przed wprowadzeniem penisa do pochwy. Położyła jedną dłoń na jego klatce piersiowej. Wcześniej czyniła różne gesty, które nie były w stanie go zatrzymać, ale ten jeden miał inny wymiar. Sprawiał, że Tomasz wiedział, że musi przestać i na chwilę skupić uwagę na jej oczach, a nie na nagim, niemal idealnym biuście.

– Czego chcesz? – spytał nieuprzejmie, jakby tylko niepotrzebnie przedłużała.

Dostrzegł w turkusowej barwie brak urazy. Margareta nie wyglądała w jego oczach na osobę, która miałaby zaraz prawić mu kazania, oczekiwać delikatności i wymagać, by był milszy. Miał rację, bo nie w jej planach było stawać się nauczycielką od dobrych manier.

– Bez zobowiązań – wypowiedziała zdyszanym głosem, takim, jakby właśnie brali udział w maratonie i mieli za sobą co najmniej ósmą milę.

Pokiwał głową, najpierw czyniąc to jakby w zwolnionym tempie, a potem już bardziej ochoczo.

– Jasne – wyszeptał przez lekko skrzywione usta i powrócił do tego, co ona przerwała, czyli do nagłego, szybkiego wtargnięcia w jej wnętrze.

– Nie żartuję! – krzyknęła. Zamknęła oczy, bo jego wejście ją zaskoczyło. – Nie chcę byś po tym, czegoś oczekiwał – wytłumaczyła, zmuszając samą siebie do opanowania emocji i wyrównania oddechu.

– Nie będę – zapewnił ostro i zaczął się poruszać.

_______

warningFragment pochodzi z książki pt. „Ofiary”. Dziewiętnastoletnia Margareta ma poczucie, że znajduje się w hermetycznej pułapce. Na dodatek uważa, że nie została do niej zwabiona. Stwierdza, że weszła do tej klatki na własne życzenie. Zdaniem Margarety ludzie są ofiarami własnych działań. Myślami powraca więc do swoich poczynań z przeszłości; do pierwszego, przypadkowego spotkania z obecnym partnerem i do relacji opartej na sponsoringu, która niegdyś łączyła ją z żonatym mężczyzną. A w tle pobrzmiewa echo wielkiej tragedii, której Margareta wciąż czuje się winna.

Link do oferty promocyjnej:

http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/SMTgxOA%3D%3D/ofiary.html?title=Ofiary

Ebook dostępny również w Empiku: https://www.empik.com/ofiary-ratmajer-klarysa,p1276266446,ebooki-i-mp3-p 

Gdybyście mieli ochotę na zakup, to serdecznie zapraszamy. Mamy nadzieję, że powyższy fragment zaintrygował Was i czekacie na więcej, bowiem niebawem pojawią się kolejne. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o tej pozycji 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s