Ofiary – Bez zobowiązań, część 2

Autor: Klarysa Ratmajer

Bez zobowiązań, część 2

ofiary

Moment, w którym przyparł ją do ściany, był straszny. Wydawał jej się być czymś groźnym. A jednak Tomek dał radę tym wzbudzić podniecenie na tyle silne, że nie miała ochoty przerywać tego, co właśnie rozpoczął.

– Starsza kobieta, też by mi na to pozwoliła – stwierdził pewny swego. – Tylko frajda byłaby znacznie mniejsza – dopowiedział szeptem wprost do jej ucha. Zaczął zataczać językiem okręgi tuż pod nim, na najbardziej wrażliwym fragmencie szyi.

Zdecydowała się go dotknąć. Przyłożyła swoje dłonie do miejsca nad jego łokciami. Poczuła miękkość koszuli w biało-granatową kratę. Materiał opinał jego muskularne ramiona i zdawał się mieć zaraz na nich rozerwać. Odnosiła wrażenie, że wystarczyłoby, by tylko odrobinę mocniej napiął mięśnie i jakiś szew puściłby bez zbędnych oporów. Do podobnego wniosku doszła, gdy dłonie przełożyła na męskie łopatki, idealnie zarysowane pod tym, zdającym się być za ciasnym, ubraniem.

– To chyba nie ma sensu – powiedziała, nim zamknął jej usta pocałunkiem.

Czytaj dalej „Ofiary – Bez zobowiązań, część 2”

Ofiary – Bez zobowiązań, część 1

Autor: Klarysa Ratmajer

Bez zobowiązań, część 1

ofiary

Margareta postąpiła tak, jak ustaliła z Tomaszem dzień wcześniej. Przyszła do niego z samego rana, by zjeść obiecane tiramisu i wypić mocną, czarną kawę z dużą ilością cukru. To wtedy zauważyła, że Tomek nie słodzi, choć przełyka gęstą breję, krzywiąc się z każdym łykiem. Nie omieszkała zapytać, dlaczego tak właśnie jest.

– Dieta – odpowiedział krótko i niezwykle konkretnie.

– Dieta? – zdziwiła się. Oparła wygodniej o oparcie krzesła i splotła ręce na piersi, jakby wyczekiwała kontynuacji tego tematu.

– Trener nie pozwala – objaśnił.

– Masz trenera?

– Boks to moje życie.

– To się czasami nie kłóci z twoim zawodem? – Zmrużyła oczy i zrobiła minę pełną niewiedzy.

– Jeśli się chce, to wszystko można w życiu pogodzić – powiedział z uśmiechem prawdziwego szczęśliwca. – A przynajmniej warto spróbować – dodał i przy tym nieco sposępniał, zamyślił się.

Czytaj dalej „Ofiary – Bez zobowiązań, część 1”

Miejskie opowieści

Autor: Praca zbiorowa

Umowa małżeńska

miejskieNie lubiłem być okłamywany. Brzydziłem się kłamstwem, zdradą, brakiem lojalności. Wierność była dla mnie sprawą nadrzędną. Wierność sobie, żonie, własnym przekonaniom i poglądom. Magda nieraz żartowała, że przez to jestem jak krowa, która ich nie zmienia. Nawet jeśli miała rację, to nie mogła powoływać się na to, że nie znała moich poglądów przed ślubem. Od zawsze byłem z nią szczery, a w wieczór oświadczyn ubrałem swoje poglądy w słowa i wygłosiłem mowę.

Tak naprawdę, kiedy przedstawiałem Magdzie reguły, jakie będą obowiązywały w naszym małżeństwie, to nie sądziłem, że kiedykolwiek dojdzie do zastosowania wielu z nich. Pomimo tego postawiłem na zupełną szczerość, mając świadomość, że może ją to wystraszyć i sprawić, że odejdzie.

Nigdy nie żałowałem tego, że jej nie okłamałem i że nie przemilczałem niektórych rzeczy, choć skutek mojej wylewności był zupełnie odwrotny od zamierzonego. W zamierzeniach Magda miała się wystraszyć, przez to pilnować, a dzięki temu nigdy mi nie podpaść, a przynajmniej nie na tyle, bym musiał sięgnąć do konkretnych rękoczynów. Niekonkretnych się nie obawiałem. Wymierzenie klapsa czy kilku przychodziło mi z łatwością. Nie towarzyszyło mi przy tym żadne rozczulanie się nad kobietą, przez co nie było konieczności bym walczył sam z sobą na argumenty i przekonywał samego siebie o słuszności takiego postępowania. W przypadku, gdy tych klapsów było więcej i gdy ból, który temu towarzyszył, spokojnie mógł nosić miano kary, zamiast delikatnej przestrogi, pojawiała się też rozterka. Zastanawiałem się wtedy, czy na pewno postępuję słusznie, czy nie ma innej możliwości. Poziom wewnętrznej niepewności rósł wprost proporcjonalnie do wymiaru kary. W sytuacji, kiedy trzeba było sięgnąć narzędzi, bo ręka przestawała wystarczać, na zewnątrz nie okazywałem emocji, wewnętrznie płakałem.

Czytaj dalej „Miejskie opowieści”

Ofiary – Dłonie na dekolcie

Autor: Klarysa Ratmajer

Dłonie na dekolcie

ofiaryWysiadła pod furtką klimatycznej willi, która wielu kojarzyłaby się romantycznie, a jej jedynie z domem wyrwanym z centrum filmowego horroru. Płaczące wierzby i stara fontanna, przedstawiająca lwa ze skrzydłami, z czego jedno było odłamane, przyprawiały ją o gęsią skórkę. Na samym końcu, po przebyciu wąskiej ścieżki, stał biały budynek, którego tynk, w miejscach, w których nie szarzał, to całkiem odpadł.

Margareta weszła za furtkę i ruszyła wąską ścieżką. Brnęła wprost na opierającego się o brudny filar bruneta, który właśnie kończył palić papierosa.

– Okropny nałóg – stwierdziła, zaraz po tym, gdy pofatygował się, by pochylić i musnąć ustami jej aksamitny policzek.

– Ja też się cieszę, że ciebie widzę. – Wyszczerzył zęby w sztucznym uśmiechu, a potem wskazał dłonią dwuskrzydłowe, ciężkie drzwi wejściowe.

Czytaj dalej „Ofiary – Dłonie na dekolcie”

Novus ordo – wydanie specjalne

Autorzy: Klarysa Ratmajer, Pan B.

Novus ordo – WSBruce nie odpuści. Jestem tego pewna. Zawziął się. Zupełnie zmienił myślenie. Biorę więc głęboki oddech. Odwracam. Schylam po dół sukienki. Podnoszę go tak, by nieco zwiniętą suknię trzymać z przodu obiema dłońmi. Zbliżam się do umywalki. Pochylam. Wspieram na niej jedną dłonią. Drugą wciąż podtrzymuję dół sukni przed opadnięciem.

Słyszę kroki za plecami. Staram się nie myśleć o tym co właśnie się odbywa pomiędzy nami, choć biorę w tym udział. Bierny udział. Nie wolno mi zaoponować. Protest nie byłby dobrze widziany. Mógłby przynieść mi tylko wstyd. A nie chcę się wstydzić. Nie chcę, by ktokolwiek wiedział, że właśnie dostaję lanie. Nie zniosłabym takiego upokorzenia.

Czytaj dalej „Novus ordo – wydanie specjalne”