Surowy i wymagający, cz.5

– Witam, panno Stone. – rzuciłem, gdy przekroczyłem próg biura.

– Dzień dobry, Panie Wild. – powitała mnie z uśmiechem. Miała na sobie cielistą sukienkę, która doskonale podkreślała jej krągłości. Zawsze wyglądała w niej oszałamiająco. Lubiłem, gdy ją ubierała, bowiem kolorem pasowała do jej karnacji, przez co wydawało się, że jest naga. Ale nie dziś. Mieliśmy dziś zaplanowane 2 spotkania pod rząd z zagranicznymi gośćmi i nie chciałem, by ktokolwiek inny widział ją w tym ubiorze. Od samego rana podniosła mi ciśnienie, czego nie omieszkałem jej wypomnieć przy najbliższej okazji. Czytaj dalej „Surowy i wymagający, cz.5”

Reklama

Surowy i wymagający, cz.2

Skierowałam się ostrożnie w stronę ekspresu, po czym włączyłam guzik. Specjalnie poprosił mnie o kawę, żebym więcej musiała się ruszać. – pomyślałam. I koniecznie dziś musi mieć ten raport. I tak przejrzy go najwcześniej dopiero jutro rano. – moje myśli galopowały. Chwyciłam filiżankę i powoli zaniosłam ją do jego gabinetu. Widziałam jak, patrzy na moje napięte i niezdarne ruchy. Och, nienawidziłam go w takich chwilach. Czytaj dalej „Surowy i wymagający, cz.2”

Sanatorium, cz.3

Gdy skończył, poprosił bym usiadła na fotelu ginekologicznym. Nigdy wcześniej nie byłam na nim badana, więc nie wiedziałam jak mam się ułożyć. Pielęgniarka pomogła mi się na niego wdrapać i włożyła nogi w strzemiona. Nigdy wcześniej nie były tak szeroko rozłożone i nigdy wcześniej nikt tak dokładnie nie widział mojej pipuszki. Lekarz podszedł do mnie w gumowych rękawiczkach i dokładnie obejrzał moje intymne miejsca. Gdy włożył palce do środka zabolało mnie tak mocno, że chciałam wstać. Lekarz powstrzymał mnie i kazał pielęgniarce mnie przytrzymać. Nie miałam już wtedy wyjścia i musiałam znieść to badanie. Równie bolesne było badanie odbytu. Lekarz świdrował grubym paluchem we wszystkie strony, czasem uciskając brzuch. Nie mieli za grosz współczucia. Dziwili się tylko czemu się tak drę. Po wszystkim pielęgniarka dała mi nieco za dużą koszulinę, którą szybko okryłam nagie ciało, cicho pochlipując. Lekarz wypełnił kartę i zalecił standardową terapię, po czym pielęgniarka zaprowadziła mnie do sali. Były tam trzy łóżka, dwa już zajęte przez młode dziewczyny. Moje stało po środku. Okazało się, że też tego samego dnia przyjechały do sanatorium, też mają takie same problemy jak ja i też lekarz zalecił im taką samą terapię. Jednak żadna z nas nie wiedziała co się za tym kryje. Przekonałyśmy się o tym boleśnie już następnego dnia. Czytaj dalej „Sanatorium, cz.3”

Mr G., cz.6

Patrycja

W środę sytuacja powtórzyła się. Ponownie chciałem, aby zsikała się dla mnie, ale miała z tym duże trudności.

– Wiesz, że moja cierpliwość też ma swoje granice. – powiedziałem. – Gdy się skończy, przełożę Cię przez biurko i zleję Cię tak, że zsikasz się z bólu. – ostrzegłem ją, po czym zająłem swoje stałe miejsce, które pozwalało mi na szczegółową obserwację uległej. Jej oczy zaszkliły się od łez, a ciało zadygotało ze strachu. Dobrze wiedziała, że nie żartuję. Po 2,5 godzinie moja cierpliwość się skończyła. A może chciałem, żeby się skończyła? W końcu ile można czekać? To nie może być aż takie trudne! Jest do tego odpowiednia sytuacja i miejsce, poza tym każą Ci to zrobić, więc spełniasz po prostu czyjeś polecenie. Czytaj dalej „Mr G., cz.6”

Mr G., cz.4

 *

Patrycja

W kolejnym tygodniu zjawiła się jak zwykle. Uwielbiałem patrzeć jak się dla mnie rozbiera. Choć robiła to nie pierwszy raz, zawsze była rumiana i zawstydzona. Wiedziałem, że podniecą ją to tak samo jak mnie. Gdy stała na środku pokoju, naga z rękoma splecionymi na głowie, czekająca na moje rozkazy, wstałem i zacząłem krążyć wokół niej, podziwiając jej alabastrowe ciało. Czytaj dalej „Mr G., cz.4”

Mr G., cz.2

Patrycja

W poniedziałek, punktualnie o 11.00 rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłem i wpuściłem ją do środka.

Stań na czerwonej linii pośrodku pokoju. – poleciłem jej surowym tonem. Posłusznie wykonała moje polecenie. Zająłem swoje stałe miejsce na fotelu. Przez chwilę milczałem i wnikliwie obserwowałem jej reakcje. Stała posłusznie z rękami wzdłuż ciała, spuszczoną głową i wzrokiem utkwionym w podłogę. Oddychała miarowo, choć miała przyspieszone tętno. Denerwowała się czy była aż tak podniecona? Czy może jedno i drugie? Mimo spuszczonej głowy, można było dostrzec jej poważny wyraz twarzy. Po chwili przerwałem tą niezręczną ciszę i wydałem jej pierwsze polecenie. Czytaj dalej „Mr G., cz.2”