12 postanowień

Koniec roku skłania do przemyśleń i podsumowań wydarzeń ze starego roku i robienia postanowień na nowy rok. Zawsze uważałam to za bzdurę i nie bawiłam się w to. Jak coś chciałam zrobić, o czymś marzyłam to i tak zwykle nie udawało mi się to. Więc po co robić jakieś durne postanowienia, żeby za rok stwierdzić, że mi nie wyszło? Niestety, w tym roku dopadło to i mnie. Z nudów naszła mnie refleksja, aby zastanowić się nad mijającym rokiem. Co było dobrego, co było złego, co mi się udało, co mi się nie udało i co chcę osiągnąć w przyszłym roku. Też tak robicie? A wiecie, co wyszło z moich podsumowań? Praca, dom, praca, dom, 3 wypady do kina, 3 wyjścia do teatru, 0 wizyt w operze czy filharmonii, 1 przeczytana książka, 50 złoty wydane w lumpeksie i 5 wizyt u lekarza. Jednym słowem N U D A. Totalny, absolutny brak życia. Mam 37 lat, pracuję w corpo, nawet nie na kierowniczym stanowisku, po pracy wracam do pustego, wynajętego mieszkania, bo oczywiście jestem sama, bez żadnych perspektyw na związek czy rodzinę, czasem obijam się o półki sklepowe, żeby wziąć trochę gotowych produktów do odgrzania w mikrofali, ponieważ na żadne inne kulinarne fantazje zwyczajnie nie mam ochoty, a w weekendy śpię i całymi dniami leżę w łóżku, odreagowując korporacyjny stres i frustrację. I tak rok za rokiem. Ale dosyć tego! W tym roku poczułam płynącą z kosmosu siłę, dzięki której odmienię swoje życie. Zacznę żyć, a nie tylko biernie, bezmyślnie wegetować. Dlatego też zrobiłam 12 postanowień, które sprawią, że zacznę korzystać z życia, poczuję, że żyję, zrobię coś szalonego, a może też i pożytecznego? Zobaczymy jak wyjdzie, ale na razie jestem dobrej myśli, pełna energii, by zmienić swój świat. A wszystkie moje poczynania opiszę Wam tutaj. Może kogoś zainspiruję do tego, aby również wziąć życie w swoje ręce? Kto wie…

STYCZEŃ 2020

Znalezienie 12 wyzwań możliwych do spełnienia wcale nie było proste. Nie mogło to być nic sztampowego, np. „znajdę lepszą pracę”, albo „schudnę”. Jak przez 12 lat nie znalazłam, to pewnie w tym roku też nie znajdę. Tak samo z całą resztą, jak przez tyle lat nie schudłam to pewnie teraz też nie schudnę. Albo jak przez tyle lat nie wzięłam kredytu na własne mieszkanie to wątpię, aby w tym roku mi go dali. To nie mogło być coś z góry spisanego na straty. I jednocześnie musiało być to coś atrakcyjnego, żeby chciało mi się to zrobić. Coś przyjemnego…

Ok, zacznijmy od czegoś łatwego. Sięgając lata świetlne pamięciom wstecz nigdy nie byłam na imprezie karnawałowej. Ani nawet na jakiejkolwiek imprezie w karnawale. Takie imprezy nie są dla mnie. Pełno na nich wylaszczonych niuń, wdzięczących się do napalonych facetów. Z moim szczęściem żaden nawet by na mnie nie spojrzał. Z drugiej strony zawsze chciałam wcisnąć się w błyszczącą, cekinową kieckę, pomalować usta na jakiś odważny kolor, założyć 12 centymetrowe szpilki i wyszaleć się na parkiecie. Jednak nigdy nie miałam na tyle odwagi, by to zrobić. Obawiałam się ośmieszenia i odrzucenia.

Jednak energia z kosmosu kazała mi przerwać złą passę. Najpierw trzeba było znaleźć jakąś fajną imprezę, co nie było trudne. Mieszkam w dużym mieście, więc w czasie karnawału roi się tu od imprez. Wpadło mi w oko kilka ciekawych propozycji. Wieczór jazzowy, wymagane stroje wieczorowe – fajna, ale trochę nudna. Szukałam czegoś, gdzie mogłabym znaleźć ujście nie tylko dla mojej kobiecości, ale też drzemiącej we mnie energii. Kolejne co znalazłam to impreza tematyczna lata 90, konieczne przebranie z tamtych lat. Super pomysł, tym bardziej, że w latach 90 byłam nastolatką, więc doskonale pamiętam dyskoteki z tamtych lat. Britney Spears i Christina Aguilera królowały na listach przebojów, wypuszczając hit za hitem, do których bawiło się miliony dzieciaków takich jak ja. Miałam ochotę na tę imprezę, chociaż błyszcząca, cekinowa sukienka, którą marzyłam, aby włożyć, zupełnie odpadała. Musiałabym ubrać jakieś legginsy w panterkę albo dres ortalionowy, bo takie rzeczy się wtedy nosiło. Poza tym, w piątek, gdy odbywała się ta impreza wypadał mi okres, co nieco psuło moje szyki, dlatego postanowiłam sobie odpuścić. Poza tym znalazłam coś znacznie lepszego i w lepszym terminie.

Tydzień później, w sobotę, bal karnawałowy w stylu 50 twarzy Greya. Nawet nie wiedziałam, że coś takiego robią. Co prawda książek nigdy nie czytałam, nie oglądałam też filmów, więc nie wiedziałam za bardzo o co chodzi, jednak po opisie i fotografiach, reklamujących wydarzenie od razu stwierdziłam, że to coś, czego właśnie szukam. Aby wejść trzeba było zrobić rezerwację i kupić bilet, co też uczyniłam. Na szczęście obudziłam się w porę wcześnie i było jeszcze kilka wolnych miejsc. Co prawda wejściówka nie należała do najtańszych, ale miałam nadzieje, że będzie warto. Po wykonaniu transakcji otrzymałam potwierdzenie wraz ze szczegółowymi informacjami o przebiegu wieczoru i wymaganych strojach. Wszystko zapowiadało się naprawdę dobrze. Cieszyłam się i byłam podekscytowana.

Musiałam jeszcze skombinować jakąś kreację. Moja szafa pozostawiała wiele do życzenia.  Nie było w niej nic, co mogłabym na ten wieczór na siebie włożyć. Nigdy nie przywiązywałam uwagi do tego, co na siebie zakładam. Teraz potrzebowałam czegoś naprawdę ekstra. Dlatego zaraz następnego dnia wybrałam się na zakupy. Nigdy nie lubiłam chodzić po sklepach, przymierzać, stać w kolejkach do kasy czy przymierzalni. Teraz było inaczej. Byłam podekscytowana tym, że idę na zakupy. Miałam konkretny cel, wiedziałam co chcę kupić, nie szwendałam się więc bez sensu po sklepach. Okazało się, że jestem dość wybredna. Obejrzałam mnóstwo sukienek w różnych sklepach, ale to nie było to czego szukałam. Niestety, nie mam idealnej figury 20-latki, zresztą nigdy nie miałam, więc wiele kreacji, które przymierzyłam niestety na mnie nie pasowały. Za wąskie, za ciasne, podkreślające szerokie biodra i brzuch, za długie, za mało błyszczące. Od niechcenia, zrezygnowana weszłam do kolejnego butiku, który zazwyczaj szerokim łukiem omijałam. Ubrania raczej nie dla mnie i w cenach, na które nie mogłam sobie pozwolić. Tym razem szukałam jednak czegoś wyjątkowego i właśnie tam to znalazłam. Ekspedientka pokazała mi kilka sukienek, jednak uwagę przykuła tylko ta jedna, którą przymierzyłam i zdecydowałam się kupić, choć znacznie przekraczała mój budżet. Ale co tam, raz się żyje. Pierwszy i chyba ostatni raz w życiu idę na taki bal, na który i tak już wydałam majątek, żeby się tam w ogóle znaleźć, więc muszę wyglądać olśniewająco. Sukienka była bardzo krótka, w kolorze rose gold, ze złotymi, połyskującymi cekinami i odrobiną stonowanego beżu. Ze względu na to, że błyskotki były naprawdę drobne wyglądała bardzo elegancko, a nie tandetnie. Nie była opinająca, ale ładnie przylegała do ciała, podkreślając kobiece krągłości. Trochę jak koszulka nocna. Miała mocno wycięty dekolt na tyle, że trzeba ją nosić bez stanika i mocno odkryte plecy. Niemalże do pośladków. Trzymała się na cienkich ramiączkach i była bardzo błyszcząca. To mi się podobało najbardziej. Co prawda nie będę mogła w niej skakać po pakiecie, będę musiała się mocno pilnować, by pozostała na swoim miejscu i nigdzie więcej jej już nie założę. Długo mierzyłam ją, bijąc się z myślami. Rozum kazał mi ją odwiesić na wieszak, jednak serce kazało mi ją kupić. I tak też zrobiłam. W drodze powrotnej wstąpiłam jeszcze do sklepu z gadżetami i kupiłam srebrną maskę, wiązaną z tyłu na czarną tasiemkę. To dodało mi na balu tajemniczości.

Zadowolona z zakupów wróciłam do domu i jeszcze kilka razy przymierzyłam kieckę. Za każdym razem wyglądałam olśniewająco i podobałam się sobie. Zobaczyłam, że mogę w czymś wyglądać sexy i kobieco. Teraz już tylko pozostawało mi odliczać dni do wielkiego wydarzenia.

Niestety, nie mogło pójść tak gładko. Kilka dni przed balem zorientowałam się, że mam tylko sukienkę i nic więcej. Ani bielizny, ani butów, ani nic, co mogłabym na siebie założyć, żeby było mi ciepło. Puchowa kurtka raczej do tej sukienki nie pasowała. Tym samym, kolejny raz wylądowałam w galerii. Na szczęście wszystko czego było mi trzeba kupiłam w pierwszej sieciówce, do której weszłam. Biały, długi żakiet, brokatowe sandałki, kopertówka i beżowy płaszczyk. Wydałam kolejną fortunę, ale byłam przygotowana od stóp do głów. Na przygotowania na bal wydałam więcej niż chyba w ciągu ostatnich 5 lat, ale absolutnie się tym nie przejmowałam. Obiecałam sobie, że w tym roku zacznę żyć i tak będzie.

Wreszcie nadszedł upragniony i długo wyczekiwany dzień. Wstałam później niż zwykle, oszczędzając siły na wieczór. Zjadłam pyszny obiad, zamówiony z pobliskiej restauracji. W końcu nie mogłam iść głodna, a jedząc smaczny posiłek dodatkowo zrobiłam sobie przyjemność. O 16 zaczęłam się szykować. Zarezerwowałam sobie trochę czasu, żeby zrobić się na bóstwo. Wzięłam długi, gorący prysznic. Wydepilowałam się i zrobiłam peeling. Potem nabalsamowałam dokładnie całe ciało, balsamem o takim samym zapachu jak perfumy, którymi na koniec obficie się spryskałam. Trzymałam je na specjalne okazje i wreszcie taka nadeszła. Zakręciłam włosy na lokówkę, robiąc delikatne fale i zrobiłam szybki makijaż. Miałam nadzieję, że to wystarczy. Wreszcie przyszła pora na sukienkę. Oczywiście nie miałam bielizny, której nie kupiłam. Przez chwilę przemknęła mi myśl, żeby w ogóle z niej zrezygnować. Skoro i tak nie mogę założyć stanika to po co mi majtki? Zdecydowałam się jednak na jedyną koronkową, prześwitującą parę, jaką znalazłam w szafie. Do tego wreszcie sukienka, sandałki na obcasie, biały żakiet i beżowy płaszczyk. Biżuterię sobie podarowałam, bowiem sukienka i buty były wystarczająco dekoracyjne. Nie chciałam wyglądać jak choinka. Założyłam tylko niewielkie, delikatne, złotopodobne kulki, żeby zakryć czymś dziurki w uszach. Ostatecznego looku dopełniła ogniście czerwona szminka, którą nałożyłam na usta na samym końcu. Kupiłam ją kiedyś w nadziei, że pewnego dnia będę na tyle silną kobietą, aby ją na siebie założyć. Spojrzałam ostatni raz w lustro. Wyglądałam jak milion dolarów. No dobra, może jak 750 tysięcy, bowiem moje piersi bez stanika nie wyglądały zbyt oszałamiająco. Niestety wiek i grawitacja zrobiły swoje, ale i tak wyglądałam super. Jak nie ja. Albo bardziej jak nowa ja. Spakowałam najpotrzebniejsze drobiazgi do kopertówki i zeszłam na dół, gdzie czekała już na mnie taksówka.

Jechaliśmy dobre pół godziny; lokal znajdował się na drugim końcu miasta. Jeszcze w taksówce założyłam maskę, aby wejść do lokalu w pełnym przebraniu. Dobrze, że udało się podjechać pod samo wejście, bowiem sandałki na obcasie i króciutka sukienka, nawet pod żakietem i płaszczykiem, nie były zbyt odpowiednie jak na tę porę roku. Przed klubem był rozłożony czerwony dywan, a wejścia pilnowało dwóch potężnych ochroniarzy. Na szczęście udało mi się wejść bez problemu po okazaniu biletu. Krocząc czerwonym dywanem czułam się jak gwiazda. Tak to wszystko miało właśnie wyglądać.

W środku oddałam rzeczy do szatni i rozejrzałam się po sali. Nie było jeszcze dużo ludzi, choć sporo loży było już zajętych, a wciąż dochodzili nowi. Wszyscy wyglądali bardzo elegancko. Mężczyźni w czarnych garniturach i białych koszulach. Z muchami lub pod krawatem. Kobiety w sukniach długich, wieczorowych i krótkich sukienkach podobnych do mojej. Wiele gości miało maski. Ucieszyłam się, że trafiłam ze strojem w samo sedno. Nie będę odstawać. Z uwagi na to, że nie wykupiłam loży, zostało dla mnie jedynie miejsce przy barze. Podeszłam, wdrapałam się na wysokie, barowe krzesło, położyłam torebkę na barze i zamówiłam Martini z oliwką. Co prawda nie lubiłam oliwek, ale wydawało mi się, że to odpowiedni drink do takiego stroju i takiej imprezy.

Zdążyłam wypić cały, jeszcze przed rozpoczęciem, choć starałam się sączyć powoli. Gdy na scenę wszedł mężczyzna w ciemnej masce i czarnym garniturze, obróciłam się tyłem do baru, żeby lepiej widzieć. Przywitał zgromadzonych gości i przedstawić plan imprezy. Najpierw elegancki wieczór z tańcami towarzyskimi, a w drugiej części wieczoru najlepsze, karnawałowe hity. Ja czekałam oczywiście na tę drugą część. Czekał mnie więc długi, upojny wieczór zanim wyjdę szaleć na parkiet. Ponownie obróciłam się w stronę baru i przywołałam kelnera. Zamówiłam kolejne Martini i zaczęłam obserwację. Muzycy grali zmysłowe melodie. Goście zaczęli bawić się w swoim towarzystwie, plotkując przy drinkach. Na parkiecie nieśmiało pojawiały się pierwsze pary. Z rozmowy kobiet, stojących obok podsłuchałam, że to muzyka z filmów „50 twarzy…”. Mogłam się domyśleć, w końcu to wieczór o takiej tematyce. Atmosfera mogła wydawać się sztywna, ale wszyscy się dobrze bawili. Nawet ja, popijając kolejne Martini. Pochłonięta obserwowaniem przestrzeni wokół mnie, nie zauważyłam, że ktoś mnie obserwuje. Gdy chciałam zamówić kolejny napój, w magiczny sposób zjawił się przy mnie i ubiegł mnie. Dostałam Cosmo, ponieważ jak powiedział, był to drink pity przez główną bohaterkę książek. Nie sądziłam, że faceci zwracają uwagę na takie głupoty. Niemniej jednak grzecznie podziękowałam. Nieco niedbale oparł się o bar. Był bardzo elegancki i szykowny. Nawet nie chcę wiedzieć ile kosztował jego garnitur. Twarz zasłonięta była czarną maską, jednak to, co spod niej wystawało robiło wrażenie. Wysportowana sylwetka, pięknie zarysowany biceps i męskie rysy twarzy. Był to typ mężczyzny, który wielbiły wszystkie kobiety, a tylko nieliczne miały zaszczyt dostąpić, choćby na chwilę, jego towarzystwa. I tak sądziłam, że nie będzie z tego nic więcej prócz wymiany paru zdań przy drinku, postanowiłam się więc zabawić. Odpowiadałam śmiało i odważnie jak niezależna kobieta sukcesu, świadoma swojego seksapilu. Nawet trochę zaczęłam flirtować. Już zapomniałam jak to jest podrywać faceta i właśnie przypomniałam sobie jakie to przyjemne, a nawet zabawne. On również był niezależny i bardzo pewny siebie. Po kilku zdaniach, obrócił się do mnie twarzą i spojrzał w moje oczy. Aż przeszedł mnie dreszcz. Był nieziemsko seksowny i pociągający. Chętnie zabrałabym go do toalety i pokazała mu co potrafi mój język. Aż sama się siebie bałam. Nie wiedziałam skąd we mnie tyle odwagi i nieprzyzwoitości. Może lata nieudolnego seksu lub w ogóle ostatni jego brak zrobiły swoje? A może to ta atmosfera tajemniczości, zmysłowości i „50 twarzy…”? Obojętnie co by to nie było, zadziałało. I bardzo mi się to podobało.

Gdy dokończyłam drinka, wysunął dłoń w moją stronę, ja odruchowo podałam mu swoją i ruszyliśmy na parkiet. Nie miałam pojęcia o tańcu towarzyskim, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Złapał mnie mocno w pasie i przyciągnął do siebie. Poczułam się bezpiecznie w jego objęciach. Chwilę potem płynęliśmy po parkiecie. Pozwoliłam mu się prowadzić i całkiem dobrze nam to wychodziło, chociaż nie umiałam tańczyć. Był dosłownie kilka centymetrów wyższy ode mnie i pachniał naprawdę męsko. Mogłabym przetańczyć z nim całą noc. Muzycy płynnie przechodzili z jednej melodii w inną; odnosiło się wrażenie, że cały czas trwa jeden utwór. Przez cały czas trzymał mnie mocno, blisko swojego ciała i niechętnie wypuszczał. Ja również w jego uścisku czułam się bardzo dobrze. Po kilku rundach wokół sali zaprosił mnie do swojej loży i zamówił drinki. Muzyka była zbyt głośna, aby gawędzić, obserwowałam więc wirujące po parkiecie pary. Mężczyźni prezentowali się elegancko, suknie kobiet wirowały w powietrzu. Na ekranach rozwieszonych po sali wyświetlali teledyski i urywki z filmu. Chyba powinnam obejrzeć chociaż pierwszą część… Zmysłowa muzyka, przystojny facet obok mnie i kilka porcji alkoholu wprowadziły mnie w cudowny stan. Czułam, że mogę wszystko. Chciałam szaleć. Gdybym nie była tak upojona pewnie zastanawiałabym się czemu wcześniej nie chodziłam na takie imprezy.

Cześć pierwsza zbliżała się ku końcowi. Goście udali się do baru i swoich loży, aby skubnąć maleńkie, eleganckie przekąski, udając, że się tym najedli i uzupełnić płyny. Przez moment zrobiło się naprawdę cicho. Udało nam się zamienić kilka słów. Po tych kilku zdaniach wydawał się być ciekawym człowiekiem. Ale ja nie przyszłam tu po to, żeby szukać męża, tylko się bawić.

Podczas przerwy zespół zastąpił DJ, który puszczał bardziej energiczną muzykę. Wreszcie coś do samodzielnego potańczenia, nie tylko w parach. Szybko dopiłam drinka, znacząco zerknęłam w jego stronę i pobiegłam na parkiet. Dałam się ponieść muzyce, nie przejmując się ludźmi dookoła. Byłam w masce, więc nikt mnie nie rozpozna. Mimochodem zerkałam w jego stronę. Przez cały czas mnie obserwował. Postanowiłam się więc zabawić i zaczęłam go kokietować. Wyginać się i tańczyć jak kotka. Seksownie poruszać się, co jakiś czas zmysłowo dotykając swojego ciała. Przesuwając dłonią od szyi, przez dekolt, zahaczając o biust, gładko sunąc po biodrze aż do złączenia ud. Przygryzałam dolną wargę i odchylałam głowę w tył, jak podczas stosunku. Podwijałam nieco i tak już kusą kieckę i kątem oka obserwowałam jego reakcję. Na początku przyglądał mi się ze zdziwieniem, jakby nie wiedział co robię. Potem rozsiadł się wygodnie w swojej loży, ręce rozłożył na oparciu i uważnie obserwował całe show. Mimo, że dookoła było mnóstwo ludzi, tańczyłam tylko dla niego, a on patrzył tylko na mnie. Czułam się niezwykle kobieco, zmysłowo i seksownie. Podobało mi się to jak na mnie patrzy, z adoracją w oczach i sama nie mogłam w to uwierzyć, że byłam do tego zdolna. Pozwolił mi jeszcze trochę pobawić się, dopił swoją whisky i dołączył do mnie na parkiecie. Tańczyliśmy bardzo blisko siebie, ocieraliśmy się swoimi ciałami, czułam zapach jego perfum, jego oddech na swojej szyi i wybrzuszenie w jego spodniach. Wiedziałam, że to z mojego powodu i było mi z tym dobrze. Już dawno żaden facet nie reagował na mnie w ten sposób.

Nagle chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą w stronę wyjścia. Sądziłam, że jedziemy do niego, ale nieoczekiwane skręcił na prowadzące na górę schody. Nie wiedziałam gdzie mnie prowadzi, ale grzecznie podążałam za nim. Było już grubo po dwunastej, byłam zmęczona, spocona, nieźle wstawiona i napalona. Na górze okazało się, że są pokoje. Nie wiedziałam, że jeden z nich wynajął. Zatrzymaliśmy się, przekręcił klucz w drzwiach i weszliśmy do środka. Pokój był elegancki, przestronny i utrzymany w ciemnych kolorach; pasujący do sali na dole. Czerń z dodatkami złota i głębokiej czerwieni sprawiała, że czułam się jak królowa. Po chwili jednak zdałam sobie sprawę, że nie był to zwykły pokój. Rozejrzałam się po wnętrzu. Do łóżka były przytwierdzone pasy na ręce i nogi, obok stał obity zamszem, nieznany mi mebel, nigdy takiego nie widziałam. Czyżby to pokój z 50 twarzy Greya? Opadłam na łóżko, zastanawiając się co teraz będzie. Mój towarzysz podszedł do mnie, nachyli się nade mną i głęboko pocałował. Miałam na niego ochotę, więc odwzajemniam go równie namiętnie. Popchnął mnie lekko do tyłu, abym opadła na łóżko, a on podążył za mną, nie przerywając pocałunku. Po chwili zszedł niżej na dekolt i piersi, do których, w tej sukience, miał dziecinnie łatwy dostęp. Cudownie było znów poczuć męskie dłonie i język na moim biuście. Podnieciło mnie to jeszcze bardziej. Nie chciałam, żeby mnie zdominował, nie chciałam leżeć jak kłoda, zanurzyłam więc dłonie w jego włosach i kierowałem go w odpowiednią stronę, wijąc się i jęcząc pod nim. Schodził coraz niżej, podsunął moją sukienkę wysoko do góry i jednym, szybkim ruchem zerwał ze mnie majtki. Moją jedyną, koronkową, prześwitującą parę. Muszę pamiętać, aby kupić nową. Jednak nie miałam mu za złe. Sama już nie mogłam się doczekać, a on jakby specjalnie przedłużał, dmuchając i całując moje nagie łono. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i jak najszybciej się na niego nadziać. Dźwignęłam się do góry i przewróciłam go na plecy. Był napalony i ciężko oddychał. Wyszarpałam jego koszulę ze spodni, rozpięłam, zrywając przy tym wszystkie guziki i odsunęłam poły na boki, żeby móc patrzeć na jego klatę. Niemalże jednym ruchem ręki odpięłam pasek (sama zdziwiłam się swoją sprawnością, choć mógł to być również akt desperacji) i zsunęłam mu lekko spodnie wraz z bielizną, obnażając członka. Był ładnie zbudowany i prężył się do góry. Naciągnęłam prezerwatywę i natychmiast zniknął we mnie. Byłam tak mokra, że zanurzył się bez problemu. Poczułam ulgę, gdy wreszcie mnie wypełnił. Od razu narzuciłam dość szybkie tempo, zaczęłam posuwać się w górę i w dół i rytmicznie zaciskać pochwę, prężąc się przy tym na jego oczach niczym wytrawna kochanka, którą nie byłam. Zsunęłam ramiączka od sukienki, która opadła aż do pasa i zaczęłam pieścić sutki. Obserwował całe to przedstawienie zamglonym wzrokiem. Nie wiedziałam tylko czy przez alkohol czy też pożądanie. Czułam jego twardego kutasa w sobie i zmierzałam tylko w jednym kierunku. Chwycił mnie za biodra, lekko hamując, jakby nie chciał zbyt szybko dojść, jednak nie dał rady mnie powstrzymać. Też byłam już blisko i nie chciałam zwlekać. Chwyciłam go mocno za poły koszuli, przyspieszyłam i po kilku sekundach byłam już na szczycie. Dołączył do mnie niemalże w tym samym momencie. Po chwili opadłam na niego wykończona, ciężko dysząc. Byłam zadowolona i zrelaksowana. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz ujeżdżałam kogoś tak intensywnie. Zwykle nie chciało mi się wysilać, bo i tak rzadko dochodziłam. Poza tym, nigdy nie miałam w łóżku takiego mężczyzny. Dziś było zupełnie inaczej. Czułam się kimś innym, robiłam rzeczy, na które do tej pory się nie odważyłam i było mi z tym dobrze. Nawet nie wiem kiedy usnęłam.

Obudziłam się obok niego po kilku godzinach. Było jeszcze ciemno, ale impreza chyba się już skończyła, bo nie dochodziły z dołu już żadne dźwięki. Ostrożnie podniosłam się, żeby go nie obudzić i poprawiłam sukienkę. W zasadzie ubrałam tylko buty i byłam gotowa do wyjścia. Na stoliku nocnym zostawiłam mu swój numer telefonu napisany czerwoną szminką na chusteczce. Jak będzie chciał to zadzwoni. Po czym po cichu zabrałam torebkę i wyszłam.

LUTY 2020

Cały czas wracałam pamięcią do balu, na którym byłam. Bardzo mi się podobał, a szczególnie jego zakończenie. Gdy odbierałam rzeczy z szatni, widziałam kilka kurtek i płaszczy, więc nie byliśmy jedynymi, którzy zostali na noc. Cały czas zastanawiałam się nad jego reakcją, gdy się obudził i zobaczył numer telefonu na chusteczce na stole. Minęło już kilka dobrych dni, a nie było żadnego kontaktu z jego strony. Pewnie potraktował mnie jako przygodę na jedną noc i nigdy nie zadzwoni. Jednak nie żałowałam, że dałam mu się skusić.

Została mi po nim mała pamiątka. Brak majtek, które zerwał ze mnie tamtej nocy. Była to jedyna para, którą ewentualnie mogłam założyć na spotkanie z jakimś mężczyzną. Nie to, żebym jakieś planowała, jednak zawsze warto mieć coś takiego w szafie. Wszystkie pozostałe absolutnie się do tego nie nadawały. A więc czekała mnie wizyta w galerii i rozejrzenie się za nowym kompletem.

Przy okazji postanowiłam zrobić przegląd całej szafy. Okazało się, że mam mnóstwo czarnych koszul, t-shirtów i bluzeczek, 2 pary jeansów i kilka powyciąganych swetrów. Szału nie było. Gdyby teraz zadzwonił ten przystojniak z balu i powiedział, że wpada do mnie za 5 minut i porywa mnie na romantyczną kolację ze śniadaniem lub weekend w górach, kompletnie nie miałabym się w co ubrać. Chyba, że w to samo co na bal. Uświadomiłam sobie jak bardzo się zaniedbałam przez ostatnie kilka lat. Brak faceta u boku i frustrująca praca robi swoje. Nie miałam dla kogo się stroić, więc najnowsze trendy w modzie były mi zbędne. Po ostatnich zakupach zauważyłam jednak, że to, co masz na sobie ma ogromne znaczenie. Gdybym na bal karnawałowy poszła w jeansach i t-shircie nie czułabym się tak dobrze, a już z pewnością nie poderwałabym żadnego mężczyzny. Dzięki tej sukience, sandałkach i czerwonej szmince czułam się pewnie i nie gorzej od innych. Dlatego postanowiłam odświeżyć swoją garderobę i natychmiast przejrzałam swoją szafę. Byłam bezlitosna dla wielu ubrań. Wyrzuciłam z szafy te, których od roku nie nosiłam. Jeśli przez rok ich nie ubrałam, to już ich nie ubiorę. Następnie wszystkie te, które były zniszczone lub zużyte. Poszły prawie wszystkie jeansy, koszulki i topy, a także kilka koszul. Kilka rzeczy odłożyłam, bo nigdy ich nie lubiłam nosić i nie wiem co mnie podkusiło, żeby je kupić. To samo zrobiłam ze starymi, znoszonymi trampkami. Tym samym, w mojej szafie została jedna czarna, cienka, półprześwitująca koszula, czarna, krótka spodniczka, czarne kozaczki i ciuchy, które kupiłam ostatnio. Na podłodze natomiast leżała sterta ubrań. Byłam z siebie zadowolona. Idąc za ciosem, przejrzałam też bieliznę w komodzie. Otworzyłam szufladę i spojrzałam na zawartość krytycznym okiem. Wszystkie majtki były bawełniane i mocno zabudowane. Raczej babcine, nie seksowne. I oczywiście żadne nie pasowały do ani jednego stanika. Zastanowiłam się, czy nowa ja będzie w tym chodzić? Po chwili namysłu stanowczo stwierdziłam, że nie, po czym jednym ruchem wyrzuciłam wszystko na podłogę. Będę musiała przyzwyczaić się do chodzenia w stringach. Podobny los spotkał zużyte, pocerowane skarpetki i rajstopy. Po moich porządkach został tylko jeden stanik. Ten, który pasował do porwanych w szale namiętności majtek, więc też go musiałam wyrzucić. Nawet nie miałam co włożyć, żeby iść na zakupy. Wygrzebałam z tej sterty jakiś możliwy komplet i nałożyłam na siebie. Resztę ciuchów spakowałam w foliowe worki i wrzuciłam do kontenera dla ubogich, gdy wychodziłam poszaleć po galerii i uzupełnić zawartość szafy.

Po drodze zdałam sobie sprawę, że nie wiem co kupić. Od zawsze byłam raczej modową analfabetką, choć ostatni raz zachęcił mnie do ponownego spróbowania. Wiedziałam tylko, że nie chcę znów mieć wszystkich ciuchów czarnych, a obawiałam się, że właśnie tak będzie. Trudno zmienić swoje przyzwyczajenia. Postanowiłam jednak zajrzeć, co wujek Google proponuje w tym temacie. Jako pierwszy wyświetlił mi się blog dziewczyny, na którym znalazłam kilka przydatnych wskazówek. Po pierwsze, aby kupować klasyczne kroje i kolory. Dzięki temu można uzyskać wiele różnych kombinacji i wszystko do siebie pasuje. Po drugie, dobrać odpowiedni rozmiar. Nie za duże, ani nie za małe. Wydaje się logiczne, a jednak, jak pisze autorka, wiele z nas nosi ubrania w innym rozmiarze. I dotyczy to wszystkiego od bielizny aż po buty. Po trzecie, nie kupować za dużo. Tylko tyle ile będziemy nosić. Nie potrzebujemy 5 czarnych marynarek, 1 wystarczy. Wydawało się proste. Na dole były podane przykładowe stylizacje. Do pracy, na weekend, na wyjście czy imprezę. I tu już się zaczynało komplikować, ale wpadło mi w oko kilka zestawień, które postanowiłam, że spróbuje wyszukać. Resztę zostawię na potem.

Szwendałam się długo po sklepach, ale sporo rzeczy udało mi się wybrać. Zgodnie ze znalezionymi wcześniej wskazówkami oczywiście. Do domu przytargałam ze sobą 3 pary jeansów, jasne, granatowe i szare (żeby nie było, że znów czarne), biały i czarny, gładki t-shirt i takie same topy, czarny, klasyczny żakiet, białe klasyczne koszule i czerwone szpilki. Do tego szary płaszczyk ze złotymi, zdobionymi guzikami, 2 paczki skarpetek i czarna, klasyczna torebka. Kilka rzeczy, na które nie byłam zdecydowana odłożyłam na później. Zmęczona, acz zadowolona wróciłam do domu.

Oczywiście nie kupiłam bielizny. Zbyt duży wybór, nie wiedziałam czego chcę i nie chciałam brać czegoś, czego nie będę nosiła. I tak musiałam wrócić po jakiś sweter i buty na zimę, więc wtedy też zastanowię się nad bielizną. Na razie byłam zmuszona chodzić w tym, w czym chodziłam do tej pory.

W tygodniu przeglądałam strony internetowe bieliźniarskich sieciówek. Nie chciałam kupować na dziale z bielizną w sklepie z ubraniami. Szukałam więc w sklepach bieliźniarskich i na nic nie mogłam się zdecydować. Moje dywagacje przerwał mms, który dostałam. Na zdjęciu były moje porwane, koronkowe majtki, które miałam na sobie na balu z podpisem:

To chyba Twoje, ale raczej nie nadają się już do noszenia…. Uśmiechnęłam się szeroko pod nosem. Od razu wiedziałam, że to od niego. Musiałam zdobyć się na jakąś kreatywną odpowiedź.

I co my teraz z tym zrobimy? Szybko wystukałam na klawiaturze, zagryzając dolną wargę, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Po chwili usłyszałam znajomy dzwoneczek na telefonie. Serce o mało co nie podeszło mi do gardła. Niemalże drżącym palcem otworzyłam wiadomość.

Jestem Ci winien zakupy. Głosił kolejny sms. Zakupy, w dodatku bielizny, z takim przystojniakiem, to musiałoby być coś. Oczyma wyobraźni widziałam jak zabiera mnie do jakiegoś ekskluzywnego sklepu z drogą bielizną i pozwala wybrać wszystko na co tylko mam ochotę. Następny sms przyszedł nim zdążyłam odpisać.

Jutro, Galeria, 17.00. Po chwili rozległ się jeszcze jeden dzwonek:

Bądź punktualnie. Był stanowczy, co cholernie mi się podobało.

A czy ja mam coś w tej sprawie do powiedzenia? Spytałam retorycznie.

Po prostu przyjdź. odpisał niezwłocznie.

Dobrze, Panie stanowczy. Droczyłam się z nim. Nie mogłam się doczekać jutra.

Pod Galerią zjawiłam się punktualnie, tak jak prosił. On również był na czas. Trochę zajęło nam odnalezienie się. W końcu pierwszy i ostatni raz widzieliśmy się na balu maskowym. W masce prezentował się świetnie, ale bez niej, w wydaniu casualowym, wyglądał równie dobrze. Nie mogłam uwierzyć, że jestem na mieście z takim mężczyzną. Przywitał się i poszliśmy prosto do sklepu z bielizną. Widać był zdecydowany, gdzie mnie zabierze. Pewnie ubiera tam połowę dziewczyn, z którymi miał do czynienia. Starałam się jednak o tym nie myśleć i korzystać z chwili.

Od progu powitała nas miła Pani, która niechybnie wzięła nas za parę, jednak żadne z nas nie sprostowało tej informacji. Zaoferowała swoją pomoc w wyborze jakiegoś kompletu, na co mój towarzysz przystał ochoczo. Poszedł w głąb sklepu i rozsiadł się na sofie w pobliżu przymierzalni, zostawiając mnie samą z ekspedientką. Miał stamtąd dobry widok prawie na cały sklep. Doskonale więc widział co wybieram, przez co ciężko było mi się skupić. Pani zaprezentowała mi kilka biustonoszy. Od delikatnych koronek, w pastelowych kolorach aż po seksowną czerń. Wszystkie były śliczne i kosztowały krocie. Stwierdziłam, że przymierze wszystkie w moim rozmiarze, a potem zdecyduję, który wezmę. Pani zaprosiła mnie do przymierzalni i razem udałyśmy się w stronę, gdzie kilka minut temu zniknął mój znajomy. Szłam z błyskiem w oku, pewnym krokiem. Widziałam jego minę, gdy minęłam go siedzącego na sofie. Puściłam do niego oczko. Moja frywolność i pewność siebie zdecydowanie mu się podobały. Weszłam do przymierzalni, ku mojemu zdziwieniu, razem z ekspedientką. Zasłoniła za sobą zasłonę, szczelnie ukrywając wszystko, co działo się wewnątrz. Pani powiedziała, że profesjonalnie określi rozmiar jaki powinnam nosić. A więc to jest ten cały „brafitting”. Słyszałam o tym i zawsze chciałam skorzystać, jednak zawsze brakowało mi odwagi. Czyżby miało się to dziś zmienić? Pani, widząc moje lekkie zamieszanie, zachęciła mnie do tego, żebym się rozebrała. Cała moja pewność siebie rozpłynęła się w powietrzu. Zdejmując bluzkę poczułam coś dziwnego, a gdy tylko zdjęłam stanik moje sutki natychmiast zesztywniały, zawstydzając mnie do reszty. Pani była jednak bardzo taktowna i zdawała się tego nie widzieć. Szybciutko wymierzyła mnie dokładnie i powiedziała, że przyniesie kilka modeli, o których rozmawiałyśmy wcześniej. Wyszła z przymierzalni, a ja nadal czułam się dziwnie i zupełnie nie rozumiałam czemu.

Po chwili ekspedientka podała mi kilka sztuk bielizny przez uchyloną kotarę, po czym szczelnie ją zasunęła. Miałam dać znać, gdy przymierzę pierwszy model. Powiesiłam pozostałe na złotych haczykach, przytwierdzonych do ściany i włożyłam pierwszy z biustonoszy. Delikatny róż w połączeniu z czarną, naszytą koronką prezentował się seksownie i nieco niewinnie. Był zupełnie inny niż te, które nosiłam do tej pory. Dokładnie przylegał do ciała, ale nigdzie nie cisnął. Materiał był miękki, lecz jednocześnie na tyle wytrzymały, żeby utrzymać moje piersi na miejscu. Otulał je, sprawiając, że czułam się kobieca, seksowna i pewna siebie. Spojrzałam w lustro. Moje piersi prezentowały się obłędnie. Dopiero teraz zauważyłam i poczułam różnicę między tym, co nosiłam a tym, co teraz miałam ma sobie. Chyba powinnam go znienawidzić, że zabrał mnie do tego sklepu, ponieważ nigdy już nie założę zwykłego stanika z sieciówki.

Z zachwytu nad sobą wyrwała mnie Pani, która zaczęła dopytywać czy dobrze leży. Odparłam, że jak ulał, po czym natychmiast Pani zjawiła się wewnątrz kabiny, żeby samodzielnie ocenić to swoim fachowym okiem, odsłaniając przy tym znaczną część kotary. Nie widziałam tego, ale sądzę, że mój towarzysz mógł co nie co dojrzeć, co wywołało samoistny uśmieszek na moich ustach. Według niej również idealnie się prezentował i podtrzymywał moje piersi. Próbowała wybadać czy go kupię, ale ja nie byłam jeszcze zdecydowana. Obejrzałam się dokładnie i postanowiłam przymierzyć kolejny.

Drugi był cielisty, usztywniany, z miękką, koronkową miseczką i dość mocno wyciętymi figami. Bardzo podobne do tych, które zostały zdewastowane podczas balu. Kolor koronki niemalże zlewał się z kolorem mojej skóry, więc wyglądałam jakbym była zupełnie naga. Ekspedientka ponownie odsłoniła kotarę na tyle, abym zobaczyła, że mój znajomy uważnie obserwuje całe przedstawienie. Tym razem już się nie peszyłam. Odważnie oglądałam się w lustrze, udając, że dokładnie sprawdzam czy mi pasuje, kręcąc biodrami i przejeżdżając dłonią po materiale, nieco go kokietując. Zerkałam w odbiciu czy mu się to podoba. Ten komplet najbardziej przypominał mój, który miałam, więc chyba znalazłam swojego faworyta.

W zasadzie w tym miejscu mogłabym zakończyć całe to przymierzanie i wziąć wybrane rzeczy, jednak na tyle spodobało mi się to, że postanowiłam przymierzyć jeszcze kilka. Następny był biały komplecik w kolorowe, rajskie ptaki, z falbanką na ramiączkach. Wesoły i dziewczęcy, dlatego nie byłam do niego zbytnio przekonana, chociaż z drugiej strony widziałam się w nim i przydużym białym sweterku, spędzająca weekend w łóżku.

Kolejny, pudrowy róż z naszytą drobną koronką w kolorze ecri, a zaraz po nim koronkowa bardotka w kolorze ecri z przesłodkimi kokardkami na łączeniu ramiączek z miseczką i takimi samymi na majtkach, w okolicy bioder. Każdy obłędnie wygodny i wyglądający oszałamiająco na moich piersiach. Po przymierzeniu każdego Pani ekspedientka odsłaniała kotarę, aby móc zobaczyć czy rozmiar i krój faktycznie pasuje, przy okazji prezentując moje odbicie w lustrze i mój tyłek mojemu znajomemu.

Mój towarzysz nie poganiał mnie, więc przymierzyłam jeszcze szary biustonosz, dość zabudowany, ale z prześwitującą górną częścią miseczki i diamencikiem na łączeniu między piersiami i takim samym na majtkach. A potem jeszcze bordowy, albo bardziej w kolorze czerwonego wina zapinany z przodu z ozdobnym, koronkowym, grubym pasem wzdłuż kręgosłupa i granatowy z grubej koronki. Każdy nieco inny od poprzedniego i na swój sposób uroczy.

Ostatnim był czarny, koronkowy komplet z paskami na dekolcie. W górnej części miseczki lekko prześwitujący. Paseczki biegły od ramiączka i zbiegały się w łączeniu na mostku. Do tego takie same majtki, z paseczkami, biegnącymi od jednego biodra do drugiego, przecinającymi się pod pępkiem i prześwitującą koronką na pośladkach. Całość prezentowała się kobieco i seksownie. Widząc jak mój towarzysz obserwuje mnie, ponownie uśmiechnęłam się pod nosem i postanowiłam trochę podkręcić atmosferę. Poprosiłam Panią, żeby zostawiła mnie na chwilę samą, żebym mogła zdecydować, który biorę, choć wiedziałam to już od dawna. Chciałam ją spławić.

Gdy już zostałam sama, zaczęłam się dotykać. Przesuwać dłonią wzdłuż szyi, przez piersi, talię, na biodrach skończywszy. Jeszcze raz wróciłam do piersi, żeby trochę dłużej się nimi zająć; podotykać, poczuć koronkę pod palcami, i to, jak twardnieją mi sutki, gdy zerkałam w lustro na mojego towarzysza. Uważnie obserwował każdy mój ruch. Zjechałam dłońmi na biodra, jednocześnie kręcąc nimi seksownie. Widziałam w odbiciu, że mu się podoba. Nagle wstał i niespiesznym krokiem podszedł w moim kierunku. Popchnął mnie delikatnie wgłąb kabiny, wchodząc za mną do środka i zasunął kotarę. Ujął w dłonie moje piersi, całując w szyję. To było naprawdę przyjemne.

Oprzyj się o lustro – wyszeptał mi do ucha. Posłusznie spełniłam jego prośbę. Przejechał dłońmi na moje biodra, powoli po nich przesuwając, przyglądając się przy tym moim pośladkom. Ukucnął za mną i zaczął je całować. Najpierw przez materiał majtek, których szybko się jednak pozbył. Zamknęłam oczy, aby móc skupić się na rozkoszy. Czułam jak robię się coraz bardziej mokra. Nagle przerwał. Czułam jak wstaje. Usłyszałam jak rozpina rozporek i rozrywa foliowe opakowanie z prezerwatywą. Obróciłam głowę lekko do tyłu i przygryzłam wargę, jednak nie otwierałam oczu. Poczułam jak wszedł we mnie szybko i zdecydowanie. Aż zatchnęłam się. Od razu narzucił szybkie tempo. W końcu nie mieliśmy zbyt dużo czasu. Nie pamiętam czy kiedykolwiek ktoś mnie tak rżnął. Czułam wibracje, rozchodzące się po całym ciele. Otworzyłam oczy i w odbiciu patrzyłam jak bierze mnie od tyłu. Ciasna kabina, przyciemnione światło, jego dłonie na moich biodrach, jego kutas w mojej cipce, konieczność zachowania ciszy, nasze odbicie w lustrze i świadomość, że robimy to w miejscu publicznym sprawiły, że doszłam w oka mgnieniu. Orgazm był mniej intensywny, ale i tak sprawił, że nogi się pode mną ugięły. Na szczęście jego silne ramiona powstrzymały mnie przed upadkiem. Poczułam jak opiera się głową o moje plecy i zalewa mnie od środka. Po kilku chwilach wyszedł ze mnie i pomógł mi wstać. Czułam jak sperma cieknie mi po nogach, co również i on zauważył. Mimowolnie roześmiałam się, jednak na tyle by inni tego nie usłyszeli. Wyjął z kieszeni chusteczkę i podał mi ją. Lekko chwiałam się na nogach, więc został ze mną dopóki nie doprowadziłam się do ładu. Wyszliśmy z kabiny osobno, aby nie wzbudzać podejrzeń. Za coś takiego mogliby nas wywalić z tego sklepu z hukiem. Jednak czułam się dziwnie szczęśliwa. Drugi raz zrobiłam coś dla siebie, coś czego nigdy wcześniej bym nie zrobiła i w dodatku coś zabronionego. Chciało mi się chichotać na samą myśl, gdy o tym pomyślałam.

Wszystkie przymierzone komplety mi się podobały i najchętniej wzięłabym wszystkie, ale nie chciałam go naciągać. Zdecydowałam się na cielisty komplecik, z miękką miseczką i wyciętymi figami, jednak obiecałam sobie, że kiedyś wrócę po pozostałe. Pani zapakowała stanik i figi w delikatny pergamin, a całość ładnie ułożyła w kartonowym pudełku i spakowała do papierowej torebki z logiem firmy. Nawet nie wiem kiedy mój znajomy uregulował należność. A może, skoro tak często niszczy bieliznę swoich seksualnych partnerek, ma tu otwarty rachunek? Pani wręczyła mi torebkę i oboje wyszliśmy ze sklepu.

Jesteśmy kwita – odezwałam się do niego, gdy zjeżdżaliśmy ruchomymi schodami w dół. Nic nie powiedział, tylko kiwnął głową. Był bardzo małomówny. – Nie jesteś dziś zbyt rozmowny… –mruknęłam pod nosem.

Wolę działać – odparł, nie spoglądając w moją stronę.

Więc co zamierzasz teraz zrobić? – zapytałam jakby od niechcenia. Nie chciałam, żeby odniósł wrażenie, że go wypytuje.

Odwieźć Cię do domu – odrzekł, prowadząc mnie w stronę swojego samochodu. Otworzył mi drzwi i zaczekał, aż zajmę miejsce pasażera, po czym zatrzasnął je za mną. Przeszedł na drugą stronę i wsiadł od strony kierowcy. Odpalił kluczyk w stacyjce i odjechał z miejsca.

Prawie przez całą drogę oboje milczeliśmy. Nie chciałam go wypytywać, a sam nie podejmował żadnego tematu.

Tylko ten komplet Ci się spodobał? – zapytał nagle, wyrywając mnie z zamyślenia.

Wszystkie były śliczne – odparłam cicho, spoglądając przez boczną szybę.

Więc czemu ich nie wzięliśmy? – ponownie skierował pytanie w moją stronę.

Nie chciałam Cię naciągać. – przyznałam zupełnie szczerze. Uśmiechnął się tylko pod nosem, ale nic nie powiedział. Ciekawa jestem co sobie pomyślał, ale nie chciałam już pytać.

Zawiózł mnie tam, gdzie mu wskazałam. Podziękowałam ładnie za prezent i podwózkę i skierowałam się w stronę domu. Przeskakiwałam po dwa stopnie, nie mogąc doczekać się, aż się w nim znajdę i ubiorę moje nowe cudo.

Gdy dotarłam na miejsce natychmiast zdjęłam bieliznę, którą miałam na sobie i która od razu wylądowała w koszu na śmieci. Od teraz będę chodzić tylko w moim nowym, ślicznym kompleciku. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam go na siebie. Prezentował się bardzo kobieco i wszystkie moje części ciała prezentowały się w nim obłędnie. Byłam zadowolona i wiedziałam już o co jeszcze muszę uzupełnić swoją garderobę.

Dopiero następnego dnia, po południu, po powrocie z pracy, rozmyślając co jeszcze potrzebuje do nowej garderoby, zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam żadnej bielizny na zmianę, a tę w końcu będę musiała wyprać. Ostatni egzemplarz, który nadawał się do noszenia, w przypływie pozakupowej euforii wylądował na śmietniku. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, ponieważ nikogo się nie spodziewałam. Nie miałam ochoty na wizyty. Nawet mojego przystojnego znajomego. Jednak ktoś po drugiej stronie drzwi nie dawał za wygraną. W końcu zwlokłam się z fotela i otworzyłam. Na mojej wycieraczce stał kurier. Upewnił się, że ja to ja i wręczył mi elegancki kartonik. Tak zdziwiona już dawno nie byłam. Zamknęłam drzwi i wróciłam do pokoju, aby odpakować przesyłkę. Gdy otworzyłam ją nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Chyba ktoś znalazł rozwiązanie mojego problemu.

 

MARZEC 2020

Po styczniowym balu, miałam mocne postanowienie nauczyć się tańczyć. Oczywiście chodziło o taniec towarzyski. Doskonale pamiętam owego mężczyznę, z którym wówczas przetańczyłam kilka dobrych utworów. Jego dłonie na moim ciele, zapach perfum i sposób prowadzenia. Doskonale widział co robi, w przeciwieństwie do mnie. Kompletnie nie znam się na tańcu towarzyskim, a następnym razem, o ile taki będzie, chciałabym wiedzieć co się ze mną dzieje. Dlatego też, już wtedy, postanowiłam pójść na taki kurs. Jedyną przeszkodą okazał się brak partnera. Oczywiście, na zajęcia zapewne trzeba przyjść razem, a ja nie miałam skąd go nawet pożyczyć. Sprawiło to, że odwlekałam od siebie tę decyzję. W końcu postanowiłam poprosić o radę Wujka Google. Pomógł mi z wymianą garderoby to i w tym temacie może coś podpowie. Wrzuciłam do przeglądarki hasło i już po chwili przeglądałam wyszukane rezultaty. Pomysłów było kilka: iść na kurs z kolegą lub bratem, zgłosić się na kurs indywidualny, gdzie trenerem będzie mężczyzna i z nim będę tańczyła w parze lub poszukać partnera na jakimś forum (może jakiś facet będzie w takiej samej potrzebie jak ja). Niektóre szkoły organizowały również kursy dla singli (zgłaszają się same kobiety i sami mężczyźni i są łączeni w pary na sali) i to rozwiązanie było dla mnie najlepsze. Jak zwykle Wujek mnie nie zawiódł.

Szkołę tańca miałam upatrzoną już dawno. Na piętrze, nad restauracją. Mijałam ją codziennie jadąc i wracając z pracy. Gdy było już ciemno, zawsze odwracałam głowę do góry i patrzyłam na pary pląsające po parkiecie lub fitness i marzyłam, że kiedyś będę pląsać jak oni.

Po pracy wybrałam się do nich, żeby się zapytać, czy organizują coś takiego. Dziewczyna na recepcji była młoda, szczupła, zgrabna, jak te wszystkie tancerki, i trochę zrobiona. Ale mimo wszystko była ładna. Rozgoniłam myśli i zapytałam o ofertę. Powiedziała, że niestety nie robią takich kursów, ale może wybiorę sobie coś innego. Zrezygnowana powiedziałam, że zależy mi na kursie tańca towarzyskiego. Otworzyła przede mną ulotkę z różnymi tanecznymi propozycjami i zaczęła tłumaczyć. Zumba, dancehall, salsa, lekcje indywidualne… Nie to czego szukałam. A lekcja indywidualna kosztowała tyle co karnet na cały miesiąc. Ewentualnie mogłabym zdecydować się na zumbę, bo też kiedyś o tym myślałam, jednak nie byłam przekonana. Stałam przy tej recepcji i oglądałam ulotkę. Zainteresowała mnie ostatnia pozycja „pole dance” i obrazek kobiety na rurze. Zaintrygowało mnie to i zaczęłam czytać opis. Dziewczyna z recepcji zauważyła i zaczęła opowiadać, że zajęcia te cieszą się dużą popularnością wśród kobiet. Odkrywają zmysłowość, seksapil, dodają pewności siebie… Ja u siebie jedyne co mogła odkryć to brak kondycji i nadwagę. Odparłam, że to chyba nie dla mnie, na co dziewczyna stwierdziła, że te zajęcia są dla każdej kobiety. Zaczęła mnie nakręcać i w końcu udało jej się. Pomyślałam, czemu nie? Skoro odważyłam się iść na bal, pieprzyć się z obcym facetem i odmieniłam swoją szafę (a też sądziłam, że nie umiem i nie jest mi to potrzebne) to nauczyć się tańczyć na rurze nie dam rady? Pewnie, że dam. Na wszelki wypadek, zapytałam, czy jest możliwość zmiany na inne zajęcia, jeśli mi się nie spodoba. Dziewczyna odparła, że tak, więc tym bardziej nic nie ryzykowałam. Zdecydowałam, że będę chodziła co sobotę. I tak nie mam nic do roboty w weekendy. Dziewczyna poprosiła mnie o dokument i zaczęła wypełniać dane w systemie.

Cóż za miła niespodzianka – usłyszałam za swoimi plecami. Niski, męski głos, mężczyzny, który nie znosi sprzeciwu. Aż przeszły mnie po plecach ciarki. Ale chwilka – ja ten głos skądś znałam… Odwróciłam się i przed moimi oczami ukazał się mój znajomy z balu, którego poznałam w styczniu. Co jest? Miesiąc bez niego miesiącem straconym?

Pani właśnie zdecydowała się na kurs pole dance – oznajmiła dziewczyna z recepcji. Bardzo dziękuję. Stałam jak wryta i musiałam naprawdę śmiesznie wyglądać, bo mój znajomy zapytał czy wszystko w porządku. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie słowa, więc przytaknęłam tylko. W tym czasie dziewczyna z recepcji skończyła uzupełniać dane w systemie i poprosiła mnie o potwierdzenie płatności. Wygrzebałam portfel z torebki i przytknęłam kartę do terminalu.

Świetny wybór. Na pewno będziesz zadowolona. – oznajmił mój znajomy, dotykając mnie za ramię, po czym pożegnał się i odszedł. Dziewczyna powiedziała, abym na pierwsze zajęcia wzięła ze sobą sportowy top i majtki lub krótkie spodenki, bo będą potrzebne do ćwiczeń. Przytaknęłam, podziękowałam, wzięłam kartę i oddaliłam się. W drodze do domu zastanawiałam się, co robił tam mój nowy znajomy. W sumie mogłam zapytać tej laski z recepcji, ale w tamtej chwili byłam tak zaskoczona, że nie myślałam racjonalnie. Może jeszcze będzie kiedyś okazja…

Następnego dnia, zaraz po pracy, pojechałam zaopatrzyć się w strój do ćwiczeń. Zostało mi kilka dni, a musiałam skompletować cały zestaw. Te ze sklepów sportowych przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Kroje nie zachwycały, a ceny zwalały z nóg. Nie wydam tyle na ubrania, w których będę się pocić. Widziałam kiedyś w sieciówkach coś podobnego i tam skierowałam swe kroki w drugiej kolejności. Było już znacznie lepiej i tam zaopatrzyłam się w króciutkie, sportowe szorty i 2 modele sportowych topów. Postawiłam na klasyczną czerń i szarość połączoną z pudrowym różem. Co najśmieszniejsze, za wszystko zapłaciłam tyle ile w sklepie sportowym za 1 rzecz. Do kompletu dobrałam sportową torbę, wpakowałam w nią wszystko przy kasie i zadowolona skierowałam się do wyjścia. Po drodze minęłam sklep z butami, gdzie chwyciłam lekkie, wsuwane snikersy i już byłam gotowa na weekend, którego nie mogłam się już doczekać.

W sobotę stawiłam się o czasie w szkole tańca. Przyszłam kwadrans przed 10, żeby móc się przebrać. Pani na recepcji kazała mi odbić kartę i mogłam iść do szatni. Była bardzo przestronna i czysta. Aż dziw, że to damska szatnia. W takich zawsze pełno walających się ręczników i ciuchów, a przynajmniej tak to sobie wyobrażałam. Wybrałam wolną szafkę i zaczęłam się przebierać. Byłam ciekawa i podekscytowana, a jednocześnie bałam się, że fizycznie nie dam sobie rady. Nigdy wcześniej nie chodziłam na siłownie, więc moja kondycja była w tragicznym stanie. Nie poddawałam się jednak i postanowiłam dać szanse pierwszym zajęciom. Gdy wiązałam buty do szatni weszła grupka kobiet. Może z poprzedniej grupy… Wszystkie szczupłe i bardzo ładne, nawet po wysiłku. Nawet do pięt im nie dorastałam. Zwątpiłam więc, że będę tu pasować.

Niemniej jednak zawiązałam buty, wzięłam butelkę z wodą i skierowałam się do sali. Byłam pierwsza. Przywitałam się z trenerką i rozejrzałam się po wnętrzu. Niczym nie przypominała klubu ze striptizem, a trochę myślałam, że tak będzie. Dziewczyna, prowadząca zajęcia była sympatyczna. Opowiedziałam jej o swoich obawach, a ona uspokoiła mnie. Powiedziała, że to zajęcia dla początkujących, że zaczniemy od podstaw i że przychodzą różne dziewczyny i wszystkie sobie radzą. Miała racje. Po chwili dołączyło do nas jeszcze 4 dziewczyny, albo raczej kobiety, wcale nie chudsze ode mnie. No może trochę. I w końcu zaczęliśmy.

Zajęcia były naprawdę super. Najpierw trochę rozciągania i rozgrzewki, a potem już pierwsze figury na rurze. Na razie bardzo proste, więc bez trudu nadążałam. Wszystko dobrze widziałam w ogromnym lustrze na całą ścianę i w ogóle nie przeszkadzało mi, że wszystko pewnie było widać z ulicy. Godzina mi bardzo szybko minęła i zaraz trzeba było się zawijać pod prysznic, co było nieco krępujące. Obce sobie kobiety, razem pod 1 prysznicem… Czułam się dziwnie; czułam swego rodzaju dyskomfort, ale nie mogłam spocona jechać przez całe miasto. Niewiele myśląc, wzięłam ręcznik i rozebrałam się. Nie znałyśmy się jeszcze, atmosfera więc była dość milcząca. Kątem oka patrzyłam na inne kobiety jak się myją. Dziwnie się poczułam widząc rozebrane, kobiece ciała, jednak było to przyjemne uczucie. Zastanawiałam się, czy i one patrzą na mnie. Zastanawiałam się w jakim kierunku zmierzają moje myśli. Zupełnie tego nie rozumiałam. Przecież nie jestem lesbijką… Dokończyłam szybko prysznic i owinięta ręcznikiem pobiegłam do szatni.

Następnego dnia, gdy tylko otworzyłam oko, wiedziałam, że to nie będzie zwykły dzień. Czy ja poprzedniego dnia mówiłam, że to były super zajęcia? W niedzielę rano zdecydowanie zmieniłam zdanie. Obudziłam się cała połamana. Widać rozgrzewka prowadzona przez trenerkę nie wystarczyła i boleśnie odczułam skutki zaniedbania swojej kondycji przez tyle lat. Całą niedziele przeleżałam zatem w łóżku, czołgając się tylko czasem do kuchni i toalety.

Z tygodnia na tydzień było coraz trudniej. Na kolejnych zajęciach trenerka pokazywała coraz trudniejsze figury i przejścia między nimi. Na razie to wszystko wyglądało jak ćwiczenia gimnastyczne, co za bardzo mi się nie podobało, jednak byłam pewna, że gdyby do tego dołożyć muzykę i przyciemnić światło to wyszedłby sexy układ choreograficzny. Przy okazji zajęć dowiedziałam się, czemu dziewczyny, które tańczą na rurze są rozebrane. Ciekawa jestem czy zgadniecie? Bo zdecydowanie ułatwia to przyczepność. Im bardziej jesteś ubrana, tym ciężej jest Ci utrzymać się na rurze. Po drugie, naprawdę zaczęłam doceniać pracę striptizerek, ponieważ wykonać taki taniec wcale nie jest tak łatwo, jak zdawało mi się na pierwszych zajęciach. Opanować te wszystkie ruchy, jak się złapać, żeby nie zlecieć i nie wybić sobie zębów i jeszcze robić to wszystko z gracją i sexapilem to dopiero sztuka! Po trzecie, po miesiącu treningów wyglądałam jak ofiara przemocy domowej. Byłam tak poobijana i poobcierana od rury, że moje ciało wyglądało jak jeden, wielki siniak. Dobrze, że jest jeszcze na tyle zimno, że chodzę pozakrywana. Albo, że nie wpadłam na pomysł uczenia się tańca na rurze w wakacje. Minęło trochę czasu zanim nauczyłam się tych wszystkich chwytów. A zanim to nastąpiło zdążyłam się nieźle poobijać. Nie wiem, czemu nikt mnie wcześniej o tym nie uprzedził.

Po ostatnich zajęciach z poziomu podstawowego mieliśmy egzamin z tego, czego się nauczyłyśmy. Każda z nas musiała zaprezentować układ. Strasznie się denerwowałam przed swoim występem. Na szczęście występowałam ostatnia. Głupio mi było wykonywać taki taniec przed grupą obcych kobiet, dlatego postanowiłam zapomnieć o nich i wyobraziłam sobie, że tańczę dla mojego znajomego z balu, którego notabene przez te kilka razy w szkole nie widziałam.

Wydaje mi się, że poszło mi całkiem nieźle. Może mogłoby być lepiej, jednak jak na miesiąc treningów i tak byłam z siebie dumna, że umiem cokolwiek. A na pewno nie odstawałam od reszty dziewczyn.

Po moim występie wszystkie dziewczyny szybko rozeszły się do szatni. Ja jeszcze cofnęłam się po wodę, którą zostawiłam przy oknie i wtedy właśnie usłyszałam klaskanie za swoimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego znajomego, klaszczącego i zmierzającego w moją stronę.

Świetnie Ci poszło – pochwalił mnie. Znaczy, że musiał widzieć mój mały pokaz. Zawstydził mnie tym trochę, ale nie dałam tego po sobie poznać.

Widzisz jaka ze mnie pojętna uczennica? – zapytałam kokieteryjnie, upijając łyk wody z butelki. – Zasłużyłam na dobrą ocenę, Panie profesorze? – kontynuowałam, choć nie wiedziałam jaka jest jego rola w tej szkole.

Zdecydowanie na 5 – powiedział, chwytając mnie za biodra i podrzucając do góry. Zaskoczył mnie tym, że aż pisnęłam i odruchowo chwyciłam się za jego szyję. – Chyba, że woli Pani w naturze? – zapytał retorycznie, zbliżając swoje usta do moich na niebezpieczną odległość. Dwa razy nie musiał powtarzać. – Chwyć się rury rękoma – polecił mi, opierając mnie plecami o zimną rurę. Uniosłam ręce do góry i chwyciłam się metalowego drążka. Szarpnął mocniej i jednym ruchem zsunął moje spodenki z majtkami. Uwolnił ze spodni swoją nabrzmiałą już męskość i wyciągnął prezerwatywę z tylniej kieszeni. Zwinnym ruchem naciągnął gumkę i wbił się we mnie. Zrobił to bez żadnego przygotowania; doskonale więc czułam jak każdy centymetr jego męskości rozwiera moje wnętrze. Od razu nadał szybki rytm, mocno przytrzymując mnie za biodra. Nieustannie wpatrywał się w moje oczy, jakby chciał zajrzeć do mojej duszy. Ja wpatrywałam się w jego, chłonąc mocne pchnięcia. Po chwili przywarł twarzą do moich piersi, po czym jedną ręką podciągnął mój top wysoko do góry. Ponownie chwycił mnie za biodra, ustami przywierając do mojego nagiego biustu. Nic więcej mi nie było trzeba. Świadomość, że jestem niemalże naga, posuwa mnie przystojny, napalony facet,  musimy się spieszyć, bo niedługo na salę wchodzi kolejna grupa, robimy to w niemalże publicznym miejscu i to, że praktycznie wszystko było widać z ulicy, sprawiła, że po chwili eksplodowałam. Zacisnęłam dłonie na rurze z całej siły, a mięśnie pochwy na jego penisie. Niemalże w tym samym czasie poczułam wewnątrz znajome ciepło i jego głowę opartą na mojej piersi. Opuścił mnie na dół i dał chwilę na wytchnienie. Oboje dyszeliśmy, wpatrując się w siebie jednocześnie. Gdy oddech powrócił pomógł mi stanąć na miękkich nogach. Ubrałam spodenki i zsunęłam top. Wiedziałam już, że kupię karnet na kolejny miesiąc.

KWIECIEŃ 2020

Kwiecień jest moim ulubionym miesiącem w całym roku, ponieważ to właśnie w kwietniu mam urodziny. Co prawda dopiero pod koniec, jednak już od pierwszych dni myślałam co zorganizować w tym roku. Od dawna nie obchodziłam urodzin i nikogo nie zapraszałam. W tym roku postanowiłam, że musi być inaczej. Chciałam zaskoczyć nie tylko siebie, ale też znajomych.

Nie miałam za bardzo pomysłów, co mogłabym zrobić. Do głowy przychodził mi tylko striptizer, ale nie chciałam iść w tę stronę, bowiem planowałam zaprosić również facetów. Mogliby się poczuć zniesmaczeni. Jak zwykle postanowiłam zapytać o radę Wujka Google. Miał kilka świetnych pomysłów. Imprezowy weekend na Majorce – super, ale nie chciałam aż tyle wydawać, quady – świetne, ale kilka moich koleżanek pewnie nie byłoby zachwyconych, raczej nie przepadają z takimi atrakcjami. Został więc imprezowy autobus lub limuzyna i body sushi. I to było to, o co mi chodziło. Od razu zadzwoniłam i zarezerwowałam auto. Ciekawa byłam co powiedzą moi goście, jak zajadę po nich takim autem, a po wszystkim odwiozę ich do domu. To było proste. Teraz pozostawała kwestia sushi. Ten rodzaj prezentacji zawsze mi się podobał, ale jakoś nigdy nie było okazji. A może były tylko ich nie wykorzystywałam? Tym razem postanowiłam wykorzystać najlepiej jak umiałam. Sushi można było zamówić przez formularz na stronie. Wybrałam odpowiadający mi zestaw. Chociaż nigdy nie jadłam sushi i nie wiedziałam czy mi posmakuje zamówiłam w ciemno. Trzeba było też wybrać płeć modela; czy sushi ma prezentować kobieta czy mężczyzna. Bez wahania wybrałam kobietę, sama nie wiem czemu. Kliknęłam „wyślij” i gotowe. Po chwili zadzwonił jakiś facet, aby potwierdzić zamówienie i omówić szczegóły. Po skończonej rozmowie zamówiłam jeszcze ze sklepu internetowego kilka imprezowych gadżetów. Balony w kształcie 3 i 8, największe jakie tylko były dostępne, talerzyki i kubeczki z napisem „Happy birthday”, girlandę również z takim samym napisem, jakieś serwetki, serpentyny i konfetti. Zamówienie miało przyjść dokładnie dzień przed imprezą. Gdy wszystko było już gotowe mogłam spokojnie oczekiwać na ten dzień.

Oczywiście cały czas chodziłam na pole dance. Kolejny poziom był nieco bardziej skomplikowany, ale jakoś sobie radziłam. W głowie miałam tylko jego, gdy wiłam się na rurze. Przez pozostały, wolny czas wyobrażałam sobie moją imprezę urodzinową. Planowałam wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Z tego wszystkiego zapomniałabym niemal o zaproszeniu gości. Zaproszenia wysłałam w połowie miesiąca. Niestety nie wpadłam na to, żeby zamówić je razem z innymi gadżetami, ale musiałam sobie jakoś poradzić. Utworzyłam wydarzenie na jednym z portali społecznościowych i rozesłałam znajomym. Zaprosiłam tylko tych, z którymi trzymałam się najbliżej, jednak i tak uzbierała się grupka ok. 10 osób. Miałam nadzieje, że pomieszczę ich wszystkich na moim niewielkim metrażu. Nie zapomniałam oczywiście o znajomym z balu. Nie mogło go zabraknąć. Zadzwoniłam i wydusiłam z siebie nieskładnie kilka słów. Na szczęście weekend, kiedy robiłam imprezę miał wolny i zapowiedział swoje przybycie, co ogromnie mnie ucieszyło. Oczywiście wszystkim zapowiedziałam, że po nich przyjadę, co wywołało niemałe zdziwienie, ale szczegółów nikomu nie zdradzałam.

Kilka dni wcześniej zamówiłam jeszcze catering. Niestety moje imaginacje przerosły umiejętności kulinarne i wolałam się nie ośmieszać. Poszłam więc na łatwiznę i zamówiłam kilka przekąsek. Po treningu pojechałam też zrobić zapas alkoholu i w spokoju oczekiwałam na ten dzień.

Wreszcie nadszedł. W piątek odebrałam przesyłkę z gadżetami i od razu postanowiłam porozwieszać balony, girlandę i serpentyny. Przesunęłam stolik i kanapę, aby zrobić więcej miejsca do tańczenia, zabawy i na body sushi. Od razu zrobiło się bardziej imprezowo, a ja poczułam magię tego wyjątkowego dnia. Moje mieszkanie wyglądało prawie jak ze zdjęć z pewnego znanego portalu społecznościowego, z czego ogromnie się cieszyłam.

W sobotę rano pobiegłam na zajęcia z tańca, a zaraz potem prosto do domu, żeby przygotować resztę. Przygotowałam sobie kreacje na wieczór, alkohol i napoje. W ozdobnej misce wyłożyłam cytrusy do drinków. Dwie godziny przed godziną zero przyjechała dziewczyna z sushi wraz z jakąś osobą z obsługi. Była bardzo ładna i zgrabna. Nie mogłam doczekać się, aż zobaczę ją niemalże nagą i będę mogła skosztować z niej przekąski. Poczułam między udami znajome mrowienie, byłam pełna ekscytacji. Dziewczyna zapytała czy może wziąć prysznic, na co od razu przytaknęłam. Miałam ochotę wziąć go razem z nią, albo chociaż popatrzeć. Nie rozumiałam za bardzo moich myśli. Zganiłam się za to i wróciłam do szykowania półmisków i talerzy na catering, który również miał się lada chwila zjawić. Już po chwili modelka opuściła moją łazienkę i poszła przygotowywać się do pokazu. Również wzięłam prysznic przed imprezą i nabalsamowałam swoje ciało perfumowanym kosmetykiem, o takiej samej nucie zapachowej co perfumy, których zamierzałam użyć na dzisiejszy wieczór. Przez ten czas postanowiłam wysuszyć włosy. Gdy tylko balsam się wchłonął, ubrałam wybraną kreację. Dokładnie w tym momencie, usłyszałam dźwięk domofonu. Wybiegłam z łazienki i otworzyłam. Dziewczyny od sushi przestraszyły się, że to goście, a one wciąż niegotowe, lecz uspokoiłam je, że to tylko facet z żarciem. Wszedł na górę i pomógł mi wyłożyć wszystko na talerze i półmiski. Stół z przekąskami prezentował się naprawdę imponująco, jak ze zdjęć z najlepszych magazynów dla bogaczy. Cieszyłam się bardzo, ale zostało mi 20 minut do przyjazdu limuzyny, a musiałam się zrobić na bóstwo. Czym prędzej wróciłam do łazienki i zrobiłam szybki makijaż, zrobiłam kilka fal nową lokówką i obficie spryskałam się perfumami. Przed wyjściem rozstawiłam kubeczki i talerzyki i rozsypałam konfetti. Chwyciłam torebkę i pobiegłam do limuzyny, która czekała już przed wejściem. Zostawiłam dziewczyny od sushi same. Gdy wychodziłam miały już gotowy stół, jednak modelka wciąż była nieprzygotowana. Żałowałam, że nie mogłam zostać i choć zerknąć na nią podczas przygotowań. Znów zbeształam się za takie myśli i podałam kierowcy pierwszy adres, pod który pojechaliśmy. Przygotowałam trasę tak, aby zgarnąć wszystkich po drodze, zatoczyć kółko i wrócić do mnie na domówkę.

Wnętrze limuzyny, podobnie jak cały samochód, robiło wrażenie. Skórzane kanapy, dyskotekowe oświetlenie i barek z przygotowanymi kieliszkami, wypełnionymi złotym płynem z bąbelkami. Poczułam się bardzo wyjątkowo i ekskluzywnie. Rozsiadłam się wygodnie, zdjęłam płaszczyk i wzięłam kieliszek do ręki. Mogłabym się do takich luksusów przyzwyczaić. Z uwagi na wielkość pojazdu i wypełniony barek, kierowca jechał wyjątkowo powoli. Do pierwszego gościa dotarliśmy z małym opóźnieniem. Wychyliłam się z samochodu, zadzwoniłam do koleżanki i pomachałam jej. Już po chwili była na dole, z niemałych rozmiarów torbą z prezentem. Ciekawa byłam co wymyśliła, jednak nie to było teraz najważniejsze. Wsunęłyśmy się do środka i pojechałyśmy pod drugi adres. Wewnątrz, wyściskałyśmy się, złożyła mi życzenia i wręczyła prezent. Był dodatkowo zapakowany, dlatego darowałam sobie oglądanie. Chwilę pogadałyśmy, gdy dosiadła się do nas następna kumpela. Wszystko wyglądało w bardzo podobny sposób – dosiadała się kolejna osoba, wszyscy byli pod wrażeniem jak pięknie wygląda, a ona pod naszym, składała mi życzenia i wręczała prezent. Panowie naprawdę się postarali i wszyscy wyglądali bardzo szykownie. Panie zresztą też.

Na końcu pojechaliśmy po mojego znajomego z balu. Wszyscy byli zdziwieni tym, że poznałam kogoś i zaprosiłam go na urodziny, węszyli romans. Lecz uspokoiłam ich, że to raczej nic wielkiego. Czasem spotkamy się i bzykniemy.

Gdy podjechaliśmy pod jego apartament byłam pod wrażeniem miejsca, w którym mieszkał. Czekał już przed wejściem, nonszalancko oparty o fasadę budynku. Gdy zobaczył auto powoli zaczął zmierzać z naszą stronę. Wyszłam z limuzyny i przywitałam się z nim, po czym oboje wsiedliśmy do środka. Widziałam po koleżankach, że zrobił na nich wrażenie. Przywitał się ze wszystkimi i upił łyk szampana z mojego kieliszka. Zaczęliśmy rozmawiać, w tle leciała muzyka, bąbelki szampana tańczyły w kieliszkach, a my zmierzaliśmy w jednym kierunku.

Rajd po mieście trwał o wiele dłużej niż się spodziewałam, dlatego na miejsce dotarliśmy ze sporym opóźnieniem. Mam nadzieję, że dziewczyna od sushi wciąż czeka na nas w moim mieszkaniu. Zebraliśmy się z auta lekko wstawieni i w imprezowym nastroju. Goście pomogli mi zabrać torby z prezentami, ja wzięłam otwartą butelkę szampana, pomachałam kierowcy i wszyscy poszliśmy na górę.

Władowaliśmy się do mieszkania, robiąc na klatce niemałe zamieszanie. Wszyscy byli pod wrażeniem girlandy i balonów, część zwróciła uwagę na przekąski, a panowie od razu zainteresowali się dziewczyną z sushi. Odpaliłam na wieży ułożoną playlistę i z głośników popłynęła moja własna składanka. Nie musiałam ich do niczego zachęcać, goście sami zajęli się żarciem i napojami.

Impreza przebiegała bardzo swobodnie. Atmosfera była luźna i każdy się dobrze bawił. Z każdym zdążyłam porozmawiać, pośmiać się, potańczyć i zrobić sobie zdjęcie. Wreszcie przyszedł czas na prezenty. Po kolei odpakowywałam każdy i razem oglądaliśmy. Dostałam karty podarunkowe do różnych sklepów, kosz ze słodyczami i alkoholem, książki, jeszcze więcej alkoholu i biżuterię. Wiadomo od kogo. Była przepiękna, aż mi zaparło dech w piersiach. Kolczyki, naszyjnik i bransoletka. Subtelna i elegancka. Od razu zamieniłam swoje kolczyki na nowe i dołożyłam bransoletkę. Chciałam mu się rzucić na szyję i namiętnie pocałować, ale powstrzymałam się. Jeszcze raz podziękowałam za prezenty i wróciliśmy do rozmów i jedzenia. Chłopcy wzięli się za sushi, więc dołączyłam do nich i również postanowiłam spróbować.

Dziewczyna na przygotowanym specjalnie stole prezentowała się niesamowicie atrakcyjnie i apetycznie. Na twarzy miała maskę, która dodawała jej tajemniczości, piersi i łono miała przysłonięte kwiatami, a na jej brzuchu, na liściach, były ułożone kawałki sushi. Panie nie były zbyt zainteresowane taką atrakcją, podeszły raz i poczęstowały się, ale było im chyba niezręcznie jeść z obcej, nagiej kobiety. Miałam wrażenie, że lepiej bawiły się w limuzynie. Panowie natomiast nie mogli utrzymać rąk przy sobie i co chwilę sięgali po kolejny kawałek. Musiałam oczywiście zrobić zdjęcie, zanim zdążyli pochłonąć wszystko do końca. Wymyśliłam, aby brać kawałki samymi zębami, bez użycia rąk, co bardzo im się spodobało. Ja również chwyciłam jeden zębami, a drugi wzięłam normalnie do ręki i zaniosłam mojemu znajomemu wraz z kolejnym kieliszkiem alkoholu. Zjadł prosto z mojej ręki i upił łyk napoju. Chyba nie do końca był fanem takich domowych spędów, ale nie dał tego po sobie poznać. Zamieniliśmy kilka słów, po czym znów zostałam porwana przez jednego ze znajomych do zabawy.

Gdy całe sushi było już pochłonięte, modelka okryła się materiałem rozłożonym na stole i uciekła do łazienki, aby się przebrać. Po chwili zabrała swoje rzeczy, pożegnała się i opuściła imprezę. Czułam niedosyt jej nagiego ciała i jedzenia z niego. Na stole były różne alkohole, również tequila. W połowie lub większości już wypite, dlatego towarzystwo było już mocno rozluźnione i skore do zabawy. Zaproponowałam picie tequili ze mnie, bez użycia rąk oczywiście. Położyłam się, podciągnęłam bluzeczkę do góry, na brzuchu rozsypałam sól, kieliszek włożyłam między biust, a do ust cytrynkę. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem co za moment się wydarzy. Nikt, mimo moich zachęceń, nie odważył się spróbować pierwszy. Na szczęście mój znajomy nie zostawił mnie w potrzebie. Podszedł spokojnym krokiem, pochylił się nade mną, zlizał sól z brzucha, zębami chwycił i wychylił kieliszek, a na koniec ugryzł cytrynę w moich ustach. Przełknął i zawisnął nade mną. Niewielka ilość soku trysnęła z cytryny i spłynęła mi po szyi. Pochylił się i dokładnie zlizał, przyprawiając mnie o dreszcze. Spojrzałam najpierw na niego, potem na resztę. Byli oniemieni, ale widziałam, że im się podoba. Panowie od razu chcieli spróbować, a koleżanki o dziwo, chciały, żeby to z nich spijali. Pierwszą kolejkę wszyscy faceci wypili ze mnie, następne już z innych koleżanek. Wstałam i wytarłam zwilżone miejsca. Dziwnie, ale jednocześnie ciekawie było czuć obce języki na swojej skórze i czyjś oddech tak blisko mojego.

Grubo po północy impreza chyliła się ku końcowi. Wszyscy byli już nieźle upojeni, jedzenie kończyło się. Pojedyncze osoby wychodziły, nie czekając na przyjazd limuzyny. Tylko jedna osoba nie zbierała się do wyjścia. Grzecznie czekał aż wszyscy wyjdą, jakby miał coś jeszcze do załatwienia.

Gdy ostatni gość zamknął drzwi za sobą, zdjęłam szpilki i ległam na kanapę. Mój znajomy dosiadł się do mnie. Ujął moje zmęczone stopy w dłonie i zaczął masować. To było lepsze od orgazmu. Siedział blisko mnie i przyglądał mi się w milczeniu. Byłam zbyt pijana, żeby rozpoczynać kolejną elokwentną rozmowę, jednak również patrzyłam na niego z przyjemnością. Nie wiem ile tak gapiliśmy się na siebie, nie wiem o czym myślał, patrząc się na mnie. Nasze rozmyślania przerwał telefon, że limuzyna już czeka pod blokiem. Oboje poprawiliśmy ubrania, pomógł mi ubrać płaszczyk, wzięłam torebkę i zeszliśmy na dół.

Otworzył mi drzwi i przepuścił przodem. Oboje wsiedliśmy, a samochód ruszył pod wskazany adres. Nie zwlekając, chwycił mnie za kark i przyciągnął do swoich ust. Całował głęboko i namiętnie, pośpiesznie zdejmując płaszcz i podciągając moją bluzkę. Byłam zbyt zmęczona i pijana, aby odczuwać jakąkolwiek ochotę, ale gdy tylko jego usta dotarły do moich piersi poczułam znajome mrowienie w dole brzucha i ciepło między udami. O tak, to było idealne zakończenie tego dnia. Odwzajemniałam jego pocałunki, zaczęłam rozpinać jego koszule i pasek od spodni, a on w tym czasie podciągnął moją spódniczkę wysoko ponad biodra i zsunął majtki. Z piersi zjechał niżej na brzuch, a potem do łona, pokrywając je pocałunkami. Rozłożyłam się na kanapie i rozchyliłam uda, aby miał lepszy dostęp. Przytrzymałam jego głowę przy mojej kobiecości, gdy chciał przerwać i podnieść się do góry, zmuszając go tym samym do kontynuowania pocałunków w tamtym miejscu. Dopiero po chwili, gdy byłam już wystarczająco mokra pozwoliłam mu iść dalej. Wstał i nachylił się nade mną, rzucając mnie na siedzenie i przytrzymując moje dłonie w górze. Chyba mu się nie spodobało to, co zrobiłam. Jedną ręką wyjął przyrodzenie, zębami rozerwał opakowanie z prezerwatywą, które w magiczny sposób pojawiło się w jego dłoniach, wyjął ją i naciągnął na swojego wielkiego kutasa. Musiał na chwilę uwolnić mnie z uścisku, lecz byłam zbyt pijana, aby to wykorzystać. A może nie chciałam tego robić? Podobała mi się jego siła i władczość. Po chwili wbił się we mnie, jednocześnie ponownie przygwożdżając mnie do tapicerki. Od razu nadał szybki rytm. W sumie nie mieliśmy zbyt dużo czasu, więc musieliśmy się streszczać. Uniosłam nogi w górę i podciągnęłam do siebie, aby dorównać mu kroku. Poruszał się szybko i głęboko, a materiał jego spodni ocierał się o moją łechtaczkę, doprowadzając mnie do szaleństwa. Dyszałam coraz szybciej i coraz głośniej. Po jego oczach widziałam, że również jest blisko. W ostatniej chwili przygniótł mnie swoim ciałem i dłonią zasłonił usta. Ułamek sekundy później, spazm orgazmu wstrząsnął moim ciałem, a z klatki piersiowej wyrwał się długi, przeciągły krzyk. Wiłam się pod nim, desperacko zaciskając pochwę, by przedłużyć tę przyjemność. Miałam nadzieję, że jego dłoń i odgłosy ulicy skutecznie go tłumiły tak, aby nie dotarł do kierowcy. W końcu padłam wyczerpana, zdominowana i ledwo przytomna. Jak przez mgłę pamiętam, jak oderwał się ode mnie i wytarł chusteczką moje krocze z nadmiaru wilgoci. Potem kanapa stała się zbyt miękka.

Obudziłam się zupełnie naga w miękkiej, pachnącej pościeli, w obcym łóżku, w obcym domu. Na szczęście był przy mnie. Przywitał mnie łagodnym tonem, zapachem męskiego żelu pod prysznic i świeżo zaparzonej kawy. Zapytał jak spałam, głaszcząc mnie po włosach i po policzku.

Dobrze. – odparłam. – Jak się tu znalazłam? – zapytałam. Wyjaśnił, że zasnęłam w samochodzie. Nie mógł pozwolić na to, abym wracała sama z kierowcą w takim stanie. Wziął mnie więc na ręce i zaniósł do swojego domu. Takich urodzin nawet sobie nie wyobrażałam. Limuzyna, body sushi, impreza, morze alkoholu, prezenty, seks na tylnym siedzeniu, poranek w świeżej pościeli i śniadanie do łóżka. Muszę przyznać, że w te urodziny naprawdę zaszalałam i z pewnością zapamiętam je do końca życia.

MAJ 2020

Moje urodziny w kwietniu zrobiły furorę. Znajomi, których zaprosiłam mówili o tym jeszcze przez długi czas. Mi jednak najbardziej utkwiła w głowie półnaga dziewczyna leżąca na stole w moim domu, osłonięta jedynie, apetycznie wyglądającym sushi. Nie mogłam wyrzucić tego widoku z głowy, za każdym razem zastanawiając się jakby było, gdybym ją dotknęła. Byłam coraz śmielsza w swoich fantazjach. Tak jak z początku było to dla mnie dziwne, że moją głowę zaprzątają fantazje z kobietami, tak teraz już byłam pewna, że chcę spróbować je zrealizować. Po 2 miesiącach chodzenia na pole dance zauważyłam też, że moja sylwetka zmieniła się i zrobiłam się bardziej smukła, co tylko dodatkowo mnie zmotywowało. Zdecydowanie lepiej czułam się w swoim ciele i dodawało mi to pewności siebie.

Zastanawiałam się, jak to zrobić. Gdzie znaleźć dziewczynę chętną na takie igraszki? Najprostszym rozwiązaniem byłaby prostytutka, jednak coś mnie przed tym pomysłem skutecznie powstrzymywało. Pozostawał jedynie Internet lub jakiś klub dla osób homoseksualnych. Nie wiedziałam, gdzie taki znajdę w pobliżu czy sąsiednich miastach, czy w ogóle taki jest, dlatego postanowiłam skorzystać z Internetu.

Okazało się to wcale nie takie proste. Znalezienie samego forum czy jakiegoś czatu dla tego typu osób zajęło mi naprawdę sporo czasu. W końcu znalazłam coś, co wydało mi się odpowiednie, jednak nie byłam przekonana czy uda mi się tam kogoś znaleźć. Kogoś, z kim nawiązałabym nić porozumienia i chciała spróbować. No nic, pozostawało czekać na wiadomości i weryfikować potencjalne kandydatki. Ja też co jakiś czas zaczepiałam kogoś, kto wydawał mi się sensowny, jednak wiele prób okazało się bezskutecznych. Mimo wszystko nie poddawałam się. Najwyżej nic z tego nie wyjdzie.

W tak zwanym międzyczasie fantazje nie opuszczały mnie, a wręcz przybierały na sile. Moje pomysły przestały mi wystarczać, szukałam więc inspiracji na krótkich filmikach dostępnych w Internecie. Jeśli chcecie wiedzieć to tak, czasem oglądam porno i się tego nie wstydzę. To znaczy, nie żebym się też tym chwaliła, ale nie ma się co oszukiwać. Każdy z nas to robi. Cały dzień czekałam na to, aż wrócę do domu, wezmę prysznic, wskoczę w wygodniejsze ciuchy i odpalę kompa. Zawsze byłam ciekawa co nowego znajdę. Wyszukiwałam ciekawy dla mnie filmik, oglądałam z szeroko otwartymi ustami i lekko przyspieszonym oddechem, po czym byłam już tak rozbudzona, że musiałam sobie ulżyć. Po pewnym czasie palec przestał wystarczać. Postanowiłam więc rozejrzeć się za jakimiś substytutami.

Wiem, że najłatwiej byłoby wykręcić numer do mojego znajomego z balu i umówić się z nim na szybkie bzykanko, jednak nie chciałam go w to angażować. Nie umiałabym fantazjować o seksie z kobietą, podczas stosunku z facetem. Poza tym, to byłoby trochę nie fair wobec do niego. Dlatego w tej kwestii, postanowiłam polegać tylko na sobie.

W sklepie internetowym przejrzałam dostępny asortyment. Niektóre rzeczy naprawdę mnie zdziwiły, inne rozbawiły. Obejrzałam tylko wybrane kategorie, pozostałe z filmami, strojami czy dmuchanymi lalkami zupełnie pominęłam. Z wibratorów zdecydowałam się na klasycznego króliczka, czyli wibrator wraz ze stymulatorem łechtaczki. Jeśli oglądaliście „Seks w wielkim mieście” z pewnością wiecie, o czym mówię. Zaciekawiła mnie też nakładka na palec z wypustkami i zestaw zatyczek analnych. Co prawda nigdy nie miałam takich zapędów, ale widziałam na jednym filmiku jak dziewczyny zabawiały się ze sobą w taki sposób i zapragnęłam tego spróbować. Poza tym, miały cudowne, kobiece kolory i wyglądały przesłodko. Pozostawał jeden problem. Choć to dziwne, nigdy nie miałam tego typu zabawek i nie potrafiłam sobie wyobrazić wielkości i materiałów, z jakich zostały stworzone. Mogłam kupić w ciemno, ale mogłam też wybrać się do sex shopu w moim mieście. Nigdy w nim nie byłam i byłam ciekawa jak wygląda w środku. Choćby z tego względu postanowiłam się tam wybrać.

Wstąpiłam w drodze powrotnej po zajęciach tańca w sobotę. Zmierzając na miejsce, czułam dziwną ekscytację i mrowienie między udami. Zupełnie jakbym miała zrobić coś zakazanego. Gdy dotarłam na miejsce, serce o mało co nie wyskoczyło mi z piersi. Ukradkiem rozglądałam się czy nikogo nie ma w pobliżu, wchodząc do środka. Sama nie wiem, czemu tak zareagowałam. Jestem przecież dorosła, mam 38 lat, a kupowanie w sex shopie nie jest nielegalne. Dziwiłam się sama sobie. Pociągnęłam wielkie, ciężkie drzwi i weszłam do środka za wielką, ciężką, czerwoną kotarę, która oddzielała świat seksu od reszty. Wewnątrz panował lekki półmrok, a dzwoneczek przy drzwiach, dał znać ekspedientce, że ma nowego gościa. Wyszła zza kontuaru i podeszła w moją stronę. Spotkałyśmy się w pół drogi. Była całkiem zgrabna i zadbana, wydawało się, że po 40. Mogłabym z nią wcielić w życie moje fantazje… Cieszyłam się, że była to kobieta; z mężczyzną chyba byłoby mi ciężej się dogadać. Powiedziałam jej czego poszukuję, a ona zaprowadziła mnie do lady i pokazała kilka zabawek, o które mi chodziło. Położyła przede mną kilka wibratorów z końcówkami do stymulacji łechtaczki. Jedne wyglądały jak członki ufo, więc od razu je odrzuciłam. Wśród nich był ten, który upatrzyłam w Internecie. Biało-różowy z uszkami króliczka, między które wkłada się łechtaczkę. Od razu na niego wskazałam i zapytałam jeszcze o inne zabawki. Wszystkie, które chciałam były dostępne. Zarówno gumowa nakładka na palec, jak i zestaw zatyczek analnych. Wszystkie dokładnie obejrzałam, czy nie są zbyt duże i czy są wykonane z przyjemnego dla skóry materiału, podczas gdy Pani Ekspedientka opowiadała mi o nich i demonstrowała siłę wibracji i użycie. Gdy upewniłam się, że tak właśnie jest, zdecydowałam się na wszystko. Pani schowała pozostałe zabawki i spakowała mi wybrane sztuki. Gdy nabijała moje zakupy na kasę wypatrzyłam jeszcze jeden fajny, kobiecy gadżet. Poprosiłam, aby pokazała mi jeszcze ten model. Był to niewielkich rozmiarów wibrator w kształcie kobiecej szminki. Na pierwszy rzut oka niczym nie odróżniał się od zwykłej pomadki. No, może był ciut większy, ale nieznacznie. Zainteresował mnie jego wygląd, bowiem spokojnie można go było nosić w torebce i nikt nie poznałby, że to wibrator. Pani oczywiście włożyła baterie i pokazała siłę i różne tryby wibracji. Byłam ciekawa odczuć jakie będzie dawał podczas używania i również zdecydowałam się go dołożyć do zamówienia. Pani spakowała wszystko w elegancką torebkę, niczym nie zdradzającą zawartości, zapłaciłam, pożegnałam się i wyszłam ze sklepu. Zabrakło mi odwagi, aby zapytać czy nie chciałaby się ze mną zabawić, ale nie traciłam nadziei, że kiedyś mi się to uda. Jak nie z nią to z inną. Byłam zadowolona z zakupów i miłej obsługi i cieszyłam się, że tu przyszłam. Nawet nie zauważyłam jak wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Byłam tak zaaferowana zakupami, że kompletnie go nie zauważyłam, wychodząc ze sklepu. Co za wstyd! Jakież było moje kolejne zdziwienie, gdy okazało się, że był to mój znajomy z balu! O żesz Ty! Nawet przed sex shopem muszę na niego wpadać?! Na szczęście złapał mnie i przytrzymał tak, bym od tego zderzenia nie upadła. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym runęła na ziemię, a zawartość torby z zakupami wysypała się na chodnik. Gdy upewnił się, że stabilnie stoję, puścił mnie. Ledwie zdołałam z siebie wydukać jakiekolwiek przywitanie i skromne przeprosiny. Spojrzał na mnie i utwierdził w przekonaniu, że nic się nie stało. Widział natomiast skąd wychodzę i pewnie domyślał się, po co tam poszłam. Nie jest głupi. Taktownie nic jednak nie powiedział, szybko się pożegnaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. O rany, co za dzień!

Czym prędzej pędziłam prosto do domu, aby w spokoju przetestować nowe zabawki. Zjadłam pyszny obiad, wzięłam długą, pachnącą kąpiel, umyłam przy okazji wszystkie nowe zabawki, wskoczyłam w wygodne, domowe ciuchy i udałam się prosto do łóżka. Na laptopie odpaliłam kilka filmików z pieszczotami kobiet i oglądałam z zaciekawieniem, śledząc reakcje mojego ciała. Naprężone sutki, przyspieszony oddech i mokre majtki szybko dały mi znać, że wystarczy już tego oglądania, że jestem gotowa do działania.

Zamknęłam laptopa i odłożyłam na bok. Podciągnęłam bluzę do góry i dotknęłam piersi. Odrzuciłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy, wyobrażając sobie, że dotyka mnie inna kobieta, tak jak na filmie. Podrażniłam sutki palcami, ale szybko przeszłam do gumowej nakładki, będąc ciekawa nowych doznań. Wsunęłam palec wskazujący prawej dłoni w zabawkę i potarłam stwardniały sutek. Jęknęłam, czując chropowate wypustki. Przejechałam jeszcze raz. Oj, można tym doprowadzić do szaleństwa. Doskonała zabawka na rozgrzewkę lub urozmaicenie gry wstępnej. Można regulować natężenie doznań, pocierając delikatniej lub mocniej. Byłam ciekawa, czy pocierając odpowiednio mocno i długo sprawiłabym sobie ból. Postanowiłam to sprawdzić następnym razem. Spragniona silniejszych doznań, zdjęłam majtki, sięgnęłam niżej, do łechtaczki i potarłam ją. Wygięłam się jak kotka i głośno jęknęłam, czując drażniące wypustki w tak wrażliwym i rozgrzanym miejscu. Potarłam się kilka razy, jednak stwierdziłam, że od tego nie dojdę. Szybko zamieniłam gumową nakładkę na mojego nowego „króliczka”. Wepchnęłam go głęboko w siebie, mój magiczny guziczek wsuwając między uszka i uruchomiłam go. Było to niezwykle przyjemne uczucie, które mówiło mi, żebym nie przerywała i jak najszybciej zmierzała do końca. Nie było to oczywiście to samo co męski członek, ciepły i gruby, jednak o wiele lepsze niż sam palec. Dodatkowo, stymulacja łechtaczki sprawiała, że akcja postępowała naprawdę szybko i była bardzo przyjemna. Przerwałam na chwilę, zdjęłam ciuchy, które jeszcze miałam na sobie i położyłam się wygodnie na plecach z szeroko rozłożonymi nogami. Wsuwałam i wysuwałam wibrator jak oszalała, wyobrażając sobie, że robi to inna kobieta, która za wszelką cenę pragnie doprowadzić mnie do orgazmu. Już sama myśl, że leżę zupełnie naga i otwarta przed inną kobietą, doprowadzała mnie do szaleństwa. Nie musiałam zbyt długo czekać na spektakularny finish. Przytrzymałam mocno wibrator w odpowiednim miejscu, gdy zalewała mnie fala rozkoszy, co jeszcze przedłużyło orgazm. Był silniejszy niż z mężczyzną, chyba za sprawą dodatkowej stymulacji łechtaczki, która podczas stosunku z mężczyzną nie zawsze jest możliwa. Leżałam na łóżku zadowolona i usatysfakcjonowana. Aż roześmiałam się sama do siebie. Teraz już wiedziałam, czemu kobiety tak kochają wibratory. Chyba też dołączę do tego grona.

W tym momencie usłyszałam piknięcie w telefonie, zwiastujące przyjście smsa. Sięgnęłam ręką, przekręciłam się na lewy bok i przeczytałam wiadomość.

„Przyjemny masażyk”? pisał mój znajomy z balu. Zerwałam się na łóżku, nieco przykrywając kołdrą, jakby mnie ktoś nakrył. Skąd wiedział, że przed chwilą skończyłam? Poczułam się, jakbym była obserwowana. Byłam wyluzowana, w dobrym humorze, postanowiłam więc trochę z nim poflirtować.

„A co? Zazdrosny?” – wystukałam szybko na klawiaturze i nacisnęłam „wyślij”. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.

„Trzeba było powiedzieć, że sam seks Ci nie wystarcza albo jestem kiepskim kochankiem…” – nie przypuszczałam, że tak pomyśli. A nie chciałam, aby tak myślał. Musiałam więc szybko naprostować sprawę.

„To nie tak, jak myślisz. Seks z Tobą jest naprawdę cudowny, ale ostatnio mam ochotę na coś innego. Jeszcze nikomu o tym nie mówiłam, chcę być z Tobą szczera i mam nadzieję, że między nami nic się nie zmieni. Od pewnego czasu fantazjuję o kobietach. Nie to, żebym zmieniła orientację, nic z tych rzeczy. Jestem po prostu ciekawa jak to by było z kobietą. Niestety, na razie brak perspektyw, dlatego postanowiłam odwiedzić sex shop…” – napisałam szczerze. Liczyłam na to, że to doceni.

„Poszukaj w Internecie” – odpisał po dłuższej chwili.

„Szukałam, ale nikt się nie trafił. Wszystkie laski, które piszą są chętne, doświadczone i napalone, a ja szukam bardziej kogoś podobnego do mnie. Nadal czekam…” Nic już nie odpisał. Miałam nadzieję, że dobrze to zinterpretował, jako jednorazową przygodę, a nie diametralną zmianę i utratę zainteresowania nim. Mimo, iż nie byliśmy razem, fajnie było się z nim czasem spotkać i pobzykać. I za nic na świecie nie chciałam z tego rezygnować.

CZERWIEC 2020

Czerwcowe dni płynęły leniwie w blasku gorącego słońca. Wyciągnęłabym z szafy letnie sukienki, ale żadnych nie posiadałam. Była to kolejna świetna okazja do pobuszowania po sklepach, z czego z przyjemnością skorzystałam. W pierwszy wolny weekend wybrałam się na zakupy, w poszukiwaniu nowej, letniej garderoby. Wybrałam kilka rzeczy już w pierwszym sklepie i pełna ekscytacji pobiegłam do przymierzalni. Ku mojemu zdziwieniu wszystkie okazały się zbyt duże. Poprosiłam ekspedientkę o mniejsze rozmiary, o których do tej pory mogłam jedynie pomarzyć i o dziwo okazały się dobre. Nie mogłam w to uwierzyć. Niczego przecież nie zmieniałam w swojej diecie. Jedynie co, to cały czas chodziłam na taniec i może od tego poprawiła mi się sylwetka. Na pewno od tego, ale nie sądziłam, że aż tak. W nowych, letnich sukienkach wyglądałam świetnie. Nie wiem dlaczego nigdy wcześniej ich nie nosiłam. Tzn. wiem. Nigdy nie przywiązywałam do tego uwagi. Ale od pewnego czasu to zmieniam. Skompletowałam już zimową i wiosenną garderobę i bardzo podobała mi się moja nowa odsłona. Byłam tak podekscytowana, że niewiele myśląc, cyknęłam fotkę z przymierzalni i wysłałam do mojego znajomego z balu. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Po minucie odesłał aprobatę mojego nowego wyglądu. A po kolejnej, przyszedł następny sms. Odczytałam przesłany przez niego numer telefonu i imię dziewczyny, ale w pierwszej chwili nie zrozumiałam o co chodzi.

„Chciałaś spróbować z kobietą” – wyjaśnił w kolejnej wiadomości. Aż serce mi mocniej zabiło i podskoczyło mi do gardła. Czyżby moje fantazje miały się spełnić? Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, w końcu nie znałam tej dziewczyny, ale wówczas nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Schowałam telefon do kieszeni i spokojnie dokończyłam zakupy.

Zapomniałam o tej wiadomości. Dopiero, gdy w domu sięgnęłam po telefon, przypomniałam sobie o niej. Jeszcze raz spojrzałam na numer. A jeśli się wygłupię? Ośmieszę? Niemniej jednak, im dłużej o tym myślałam, tym bardziej czułam, że muszę spróbować. W końcu, po długich rozmyślaniach, zdobyłam się na odwagę, żeby do niej napisać. Uznałam, że sms będzie najlepszym rozwiązaniem.

„Cześć, dostałam Twój numer od mojego znajomego…” – wystukałam na klawiaturze i szybko nacisnęłam „wyślij” zanim zdążyłam się rozmyślić. Serce waliło mi jak oszalałe, zastanawiałam się, czy dobrze robię. Po krótkiej chwili usłyszałam znajome piknięcie w telefonie. Byłam ciekawa, więc szybko odczytałam wiadomość.

„Cześć, wiem, zastanawiałam się czy napiszesz…” – brzmiała treść sms’a.

„Postanowiłam spróbować…” – odpisałam szybko.

„Cieszę się. Chciałabym Cię poznać.” – głosiła treść następnej wiadomości.

„Koniecznie…” – odparłam. Wymieniłyśmy jeszcze kilka sms’ów i umówiłyśmy się u mnie w domu na drinka.

Byłam ciekawa jakie będzie to spotkanie. Nie zakładałam, że wydarzy się coś więcej, raczej sądziłam, że poznamy się, pogadamy, popijemy, jednak sprawy potoczyły się zupełnie inaczej.

Punktualnie zjawiła się przed moimi drzwiami. Otworzyłam i zaprosiłam ją do środka. Serce jeszcze chyba nigdy nie waliło mi tak, jak wtedy. Była dość podobna do mnie. Szatynka, mojego wzrostu, trochę młodsza i nieco szczuplejsza ode mnie. Ot, normalna dziewczyna, niczym nie wyróżniająca się z tłumu. Była idealna. Gestem dłoni zaprosiłam ją do mojego skromnego mieszkanka.

Usiadła na kanapie, a ja przyniosłam jej wcześniej przygotowanego drinka. Na początku atmosfera była nieco napięta, jednak alkohol zrobił swoje. Już po paru minutach rozmawiałyśmy tak, jakbyśmy się znały całe wieki. Była bardzo radosną i chyba nieco nieśmiałą dziewczyną. Cały czas uśmiechała się i co chwilę spuszczała wzrok. Najpierw rozmawiałyśmy ogólnie o życiu, lecz po kilku drinkach zeszłyśmy na inne tematy.

Robiłaś to już kiedyś z kobietą? – zapytała nieśmiało. Również lekko zawstydzona, przecząco pokręciłam głową. – Czemu chcesz spróbować? – dopytywała.

– Sama nie wiem… – odparłam zgodnie z prawdą. – Po prostu od jakiegoś czasu zaczęłam zwracać większą uwagę nie tylko na mężczyzn, ale i na kobiety i moje fantazje pomknęły w tę stronę. – przyznałam otwarcie. – A Ty? – odwdzięczyłam się tym samym pytaniem.

– Jestem bi. – przyznała, wbijając wzrok w ziemię. Chyba trochę zaskoczyła mnie tym wyznaniem, ale absolutnie mi to nie przeszkadzało. Przysunęła się nieco bliżej i delikatnie pogłaskała mnie po ręce. Od razu przeszły mnie dreszcze, ale to nie było to samo co z facetem. Odwzajemniłam jej gest, co również nieco ją ośmieliło. Usiadła wygodniej i odgarnęła mi włosy z twarzy. Czułam się odrobinę skrępowana, uświadamiając sobie, dokąd zmierzamy. Z facetem jest to o wiele prostsze. Zauważyła to, powoli przysunęła swoją dłoń bliżej, delikatnie dotykając mojej piersi. Zamknęłam oczy i lekko zakołysałam się. Czułam w złączeniu ud, jak coraz bardziej się podniecam. Wykorzystała moment, gdy miałam zamknięte oczy i musnęła mnie swoimi wargami. Było to dziwne, delikatne i intrygujące zarazem. Otworzyłam z powrotem oczy i spojrzałam na nią. Była naprawdę blisko. Uśmiechnęła się do mnie i wyszeptała do ucha:

– Może wykąpiemy się razem? – zaproponowała. Chyba jednak nie była, aż tak nieśmiała, na jaką wyglądała. Mój znajomy chyba wiedział co robi, dając mi jej numer. Doskonale wiedziała o co chodzi i czego potrzebuję. Wstała i wzięła mnie za rękę. Skierowała się w stronę drzwi do łazienki, po czym wciągnęła mnie do środka. Nie zamknęła drzwi, co jeszcze bardziej na mnie zadziałało. Jakby miał nas ktoś obserwować. Wlałam do wanny trochę płynu i odkręciłam wodę. Zbliżyła się do mnie, uniosła moje ręce w górę i powoli zdjęła mi bluzkę. To samo uczyniłam z jej odzieniem. Ułożyła moje ręce na biodrach i kolejny raz musnęła mnie swoimi wargami. Tym razem odwzajemniłam jej pocałunek, jednak nie dotknęłam jej językiem. Odsunęła się nieco i uśmiechnęła się do mnie. Wzajemnie zdjęłyśmy sobie jeansy. Dzieliła nas już tylko bielizna. Zachęciła mnie do tego, abym pomogła się jej pozbyć. Sięgnęłam z tyłu do zapięcia stanika i jednym ruchem rozpięłam haftki. W końcu mam w tym wprawę, robię to codziennie. Zdjęła stanik i spuściła wzrok na dół, nieco onieśmielona. Miała ładne, kształtne, niezbyt duże piersi, brązowe otoczki i twarde sutki. Cała ta sytuacja musiała ją podniecać tak samo jak mnie, a ja stawałam się coraz bardziej odważna. Uklęknęłam, sięgnęłam za gumkę jej majtek i powoli zsunęłam je w dół, celebrując tę chwilę. Zakołysała biodrami, gdy odsłoniłam jej muszelkę. Nie mogłam oderwać od niej wzroku. Gładka, wydepilowana, ukryta między udami. Stała przede mną zupełnie naga, wyglądała uroczo i niewinnie. Wyciągnęła do mnie dłoń i pomogła mi wstać, po czym to samo uczyniła z moją bielizną. Bardzo się wstydziłam, gdy odsłaniała kolejne, intymne partie mojego ciała. Aż w końcu obie byłyśmy zupełnie nagie. Obróciła się i zakręciła wodę, która zdążyła już napłynąć do wanny, po czym chwyciła mnie za rękę, weszła do ciepłej, pachnącej wody i ułożyła się wygodnie. Przytrzymała mnie i również znalazłam się w wannie, po przeciwnej stronie. Leżałyśmy długą chwilę, przykryte pachnącą pianą i w milczeniu obserwowałyśmy się. Moje ciało dotykało jej ciała i nie mogłam doczekać się, gdy będę mogła jej dotknąć i poczuję pod palcami jej gładką skórę. Gdy woda nieco ostygła, uklęknęła na środku wanny, między moimi ugiętymi nogami i po raz kolejny pocałowała mnie. Na początku tak delikatnie jak za poprzednimi razami, lecz później nieco głębiej, wsuwając mi język do środka i dotykając mojego. To było dziwne, zupełnie inne niż pocałunki z mężczyzną, ale bardzo chciałam poczuć to jeszcze raz, dlatego sama też zainicjowałam kolejny pocałunek. Uśmiechnęła się przez złączone z moimi wargi i ujęła moją pierś. Zadrżałam lekko. Dziwnie było czuć na swoim ciele małą, delikatną, kobiecą dłoń, lecz z każdą chwilą coraz bardziej przyzwyczajałam się do niej. Oboje byłyśmy coraz bardziej odważne i coraz śmielej eksplorowałyśmy swoje ciała.

Po kąpieli dokładnie wytarłyśmy się wzajemnie i wróciłyśmy na kanapę. Tym razem rozłożyłam ją i wyciągnęłam pościel. Ułożyłyśmy się wygodnie i powoli pieściłyśmy nawzajem swoje ciała. Śmielej przesuwałyśmy dłońmi wzdłuż bioder i ocierałyśmy się o siebie. Nikt nas nie gonił i nie spieszyło nam się do penetracji. To właśnie odróżniało ten stosunek od stosunku z mężczyzną. Dokładnie chciałyśmy rozgrzać nasze ciała, przed kulminacją. W pewnej chwili pomyślałam, że mogłybyśmy spróbować przy użyciu zabawek, co od razu zaproponowałam. Dziewczyna zgodziła się bez wahania. Sięgnęłam do komody i wyjęłam wszystko co miałam. Oglądałyśmy razem każdą po kolei i myślałyśmy nad zastosowaniem. W końcu wróciłyśmy do pieszczot, wzajemnie całując swoje piersi i przygryzając sutki. Kobiecy język i dotyk jest o wiele bardziej delikatny od męskiego, co bardzo mi się podobało. Wreszcie dowiedziałam się jak to jest dotykać czyjeś piersi i jak one smakują. Wraz z tym, wstyd i nieśmiałość, która towarzyszyła mi na początku, zupełnie zniknęły. Obie śmiało pieściłyśmy swoje ciała z góry do dołu, jednak nie dotykając muszelki. Chciałyśmy dać sobie jak najwięcej czułości i przyjemności i wcale nie musiałyśmy tego sobie mówić. To było oczywiste.

W końcu i na to przyszedł czas. Gdy leżałam na plecach, powoli dłonią zjechała po moim brzuchu i sięgnęła do złączenia ud. Aż zatchnęłam się, czując jej dotyk w tym miejscu. Uważnie badała moje ciało i reakcje na swoje poczynania. Ostrożnie palcem gładziła moje wargi, zahaczając o łechtaczkę i torując sobie drogę do mojej pochwy, aż w końcu zanurzyła we mnie dwa palce. Były o wiele cieńsze niż męskie palce, które niekiedy eksplorowały moje wnętrze. I tu akurat wolałam czuć męskie dłonie. Po chwili wysunęła je i zjechała niżej do drugiej dziurki i również zanurzyła w niej palec. Nie bolało, a nawet było przyjemnie, co zaskoczyło mnie. Gdy wysunęła ze mnie palec, sięgnęła po jedną z zatyczek i wsunęła ją we mnie. Dziwnie było czuć wypełniającą mnie silikonową zabawkę. Położyła się obok i wskazała na drugi korek. Domyśliłam się, że mam uczynić to samo. Sięgnęłam zatem do złączenia jej ud, pieszcząc jej kobiecość palcami, po czym delikatnie zanurzyłam w niej jeden z nich. Pierwszy raz poczułam strukturę i żar kobiecego wnętrza. Byłam zdumiona i przestało dziwić mnie, czemu facetom jest tam tak dobrze. Przez chwilę pieściłam jej wnętrze palcami, wsuwając i wysuwając, po czym zjechałam niżej i zanurzyłam palec w drugiej dziurce. Była zdecydowanie inna od poprzedniej, bardziej gładka, lecz równie gorąca. Z niechęcią opuszczałam jej wnętrze i ostrożnie wkładałam gumową zabawkę. Zanim zdążyła się przekręcić, dotknęłam jej łechtaczki i zaczęłam pieścić. Kręcić małe kółeczka i delikatnie masować, płatki. Byłam ciekawa jak smakuje, więc nachyliłam się i przejechałam językiem. Poczułam delikatną skórę, a moja przyjaciółka wygięła się i jęknęła przeciągle. Bawiłam się chwilę w ten sposób, po czym wsunęłam w nią z powrotem dwa palce i zaczęłam je coraz szybciej wsuwać i wysuwać. Dziewczyna wiła się pod moimi ruchami, co tylko ośmieliło mnie jeszcze bardziej. Sięgnęłam po wibrator, wsunęłam w nią i doprowadziłam do orgazmu. To było piękne patrzeć jak dochodzi, widzieć jak jej cipka rytmicznie zaciska się na gumowym kutasie, słuchać jak krzyczy z rozkoszy.

Położyłam się obok niej, sięgnęłam dłonią do swojej łechtaczki i zaczęłam rytmicznie pocierać ją, żeby nie ostygnąć. Gdy po chwili ochłonęła po orgazmie i zobaczyła to, natychmiast przejęła pałeczkę, doprowadzając mnie do rozkoszy. Byłam dobrze rozgrzana, więc wiele mi nie brakowało. Gdy czułam jej język na moich sutkach i gumowe dildo wewnątrz mnie, widziałam jak naga unosi się nade mną tak, jak dziewczyny na filmach, doszłam w mgnieniu oka.

Nie za bardzo pamiętam, co działo się dalej. Ostatnie co pamiętam to mój jęk, przyspieszony oddech, pulsującą cipkę i to jak obracam się na bok, a ona przykrywa mnie kołdrą.

Gdy się obudziłam rano, wciąż była obok. Nie wyszła i nie uciekła jak niektórzy faceci. Dzięki temu mogłyśmy spędzić miły poranek. Wykąpałyśmy się, już każda osobno, zjadłyśmy razem pyszne śniadanie, a potem wspominałyśmy poprzedni wieczór i nasze doznania. Było koło 12 jak opuściła moje mieszkanie.

LIPIEC 2020

Jeszcze długo fantazjowałam o tym co wydarzyło się kilka dni temu. Sama nie mogłam w to uwierzyć. Zastanawiałam się czy nie napisać podziękowań mojemu znajomemu. W końcu bez niego to by się nie udało. Niemniej jednak ubiegł mnie, składając propozycję nie do odrzucenia:

– W lipcu wyjeżdżam, będzie mi miło, jeśli zechcesz mi towarzyszyć. – Oh, nie pamiętam już kiedy ostatni raz gdzieś byłam. Perspektywa spędzenia kilku dni, czy nawet weekendu z nim była niemiłosiernie kusząca, dlatego, nie wiele myśląc, od razu zgodziłam się.

– Mi też będzie bardzo miło Ci towarzyszyć. – odpisałam pospiesznie.

– Świetnie, jedzie z nami też Twoja nowa przyjaciółka, słyszałem, że zbliżyłyście się do siebie. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko… – zdziwiłam się, że ją również zabiera ze sobą. Zaczęło nurtować mnie, kim dla niego jest ta dziewczyna, ale nie ośmieliłam się zapytać. Nie przeszkadzało mi to, że jedzie z nami. Być może będzie jeszcze okazja, aby się trochę pobawić.

– Pewnie, że nie. Bardzo miła dziewczyna. Z przyjemnością spędzę czas w Waszym towarzystwie. – odpisałam najuprzejmiej jak umiałam. Dopiero, gdy wysłałam wiadomość przez myśl przemknęło mi, że oni jadą razem jako para, a ja na doczepkę. Po chwili zastanowienia, stwierdziłam, że nie jest taki i nie zrobiłby mi tego, więc szybko pozbyłam się takich myśli i już cieszyłam się na wyjazd.

W pracy udało mi się załatwić dłuższe wolne. W końcu od kilku lat, jak tam pracuje, nie brałam urlopu, chyba, że pojedyncze dni. Teraz sobie odbije za te wszystkie lata.

Czas do wyjazdu minął w mgnieniu oka. Zdążyłam jeszcze zaopatrzyć się w kilka letnich niezbędnych rzeczy i dodatków. W dzień wyjazdu przyjechał po mnie i pomógł mi z walizką, po czym pojechaliśmy prosto na lotnisko. Nasza przyjaciółka już tam czekała. Wszyscy razem przeszliśmy kontrolę i wpakowaliśmy się do samolotu do Francji. On po środku i dwie dziewczyny po jego obu stronach. Zaraz po starcie wznieśliśmy toast, zaproponowanym przez stewardessę szampanem. Tak zawsze sobie wyobrażałam moje rajskie wakacje i w końcu doczekałam się.

Podróż nie trwała długo. Na Riwierze Francuskiej wylądowaliśmy wczesnym popołudniem. Z samolotu przesiedliśmy się do samochodu, który zawiózł nas do wynajętej willi pod miastem. Byłam pod wrażeniem ilości pokoi, łazienek, kina domowego i wspaniałego tarasu z basenem. Mój znajomy naprawdę się postarał, abyśmy wszyscy spędzili te wakacje w super komfortowych warunkach. Po przyjeździe, rozpakowaliśmy się i wzięliśmy prysznic.

Na łóżku w mojej sypialni czekał na mnie ślicznie zapakowany prezent. Nie miałam pojęcia co to takiego, więc tym bardziej musiałam go natychmiast otworzyć. W kartonowym pudełku, w cieniutkim pergaminie, ukryte były stroje kąpielowe. Jednoczęściowy do pływania, mocno wycięte bikini, wiązane na sznureczkach oraz klasyczna góra z odpinanymi ramiączkami i majtki z wysokim stanem do kompletu. Z pewnością się przydadzą. Zachwycona patrzyłam na rozłożoną na łóżku zawartość. Dobrze, że nieco schudłam, bo wcześniej nie było mowy, abym coś takiego na siebie założyła.

Nagle poczułam, że ktoś mnie obserwuje. W drzwiach do mojej sypialni stała moja przyjaciółka.

– Też dostałaś stroje? – Pokiwałam głową. – Musisz przyznać, że umie zadbać o kobietę. – Zdecydowanie przyznałam jej rację. – Chodź, pokażę Ci swoje. – zaproponowała, na co ochoczo się zgodziłam. Te, które dostała były bardzo podobne do moich, jednoczęściowy, sznurowane bikini i czarny, sportowy top z finezyjnym wycięciem na barku i majtki z wysokim stanem. Z pewnością chciał, abyśmy obie pięknie dla niego wyglądały.

Gdy obie z przyjaciółką zeszłyśmy na dół, lunch już był na stole. Musiał zamówić, gdy my odświeżałyśmy się po podróży. Postanowiliśmy zjeść na tarasie, z przepięknym widokiem na Lazurowe Wybrzeże. Ogromna markiza chroniła nas przed gorącymi promieniami słońca. Czułam, że mogłabym tu zostać na zawsze. Lunch był pyszny, choć nigdy nie przepadałam za owocami morza. Tutaj jednak smakują one zupełnie inaczej.

– To co? Może moje Panie przymierzyły by swoje nowe kostiumy? – zaproponował po lunchu, upijając spory łyk mocno schłodzonego wina. Oczywiście nie śmiałyśmy odmówić. Od razu pobiegłyśmy na górę i przyodziałyśmy sprezentowane stroje. Ja zdecydowałam się na ostatni z klasycznym biustonoszem i majtkami z wysokim stanem, do tego ubrałam słomkowy kapelusz i białą plażową narzutkę, którą kupiłam przed wyjazdem. Moja przyjaciółka natomiast na sznurowane bikini, włosy zaś spięła do góry. Gdy ponownie pojawiłyśmy się na dole obsypał nas komplementami i podał specjalnie dla nas przygotowane drinki. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie i oparłam głowę o jego ramię, podziwiając piękną panoramę, sącząc napój i obserwując wygrzewającą się na słońcu przyjaciółkę. Objął mnie ramieniem. Również wydawał się być zrelaksowany. Było to naprawdę miłe zakończenie cudownego dnia.

*

Kolejne dni płynęły leniwie. Spaliśmy do późna, jedliśmy śniadanie w łóżku lub szliśmy zjeść do restauracji. Potem wracaliśmy do łóżka, opalałyśmy się nad brzegiem basenu lub bawiliśmy się w wodzie. Kilka razy byliśmy też na plaży i zwiedzić pobliskie miasto. Po południu lunch i powrót do leniuchowania, a wieczorem kolacja w restauracji lub na tarasie. Najbardziej lubiłam opalać się nad basenem i patrzeć jak to samo czyni moja przyjaciółka. Mogłyśmy wtedy zdjąć kostiumy i chwytać słońce zupełnie nagie. Lubiłam patrzeć na jej gołe ciało i fantazjować o tym, co mogłabym z nią robić. Mojemu znajomemu również bardzo się to podobało. Dwie zupełnie nagie dziewczyny, na które mógł patrzeć dowoli. I nie tylko patrzeć. Cały czas traktował nas na równi tak, aby żadna z nas nie czuła się gorsza. Dlatego nie było mi przykro, gdy widziałam, jak się całują lub dotykają, a nawet lubiłam na to patrzeć.

On również lubił na nas patrzeć. Któregoś popołudnia zaproponował, żebyśmy popieściły się trochę, na co przystałyśmy z rozkoszą. Willa była osłonięta od ludzkich oczu i stała na uboczu, więc mogliśmy zostać na tarasie. Moja przyjaciółka zbliżyła się i musnęła moje wargi swoimi, na co ja odpowiedziałam nieco bardziej zdecydowanie. Przytrzymałam jej podbródek i wpiłam się w jej słodkie usteczka. Odwdzięczyła mi się tym samym. Wzajemnie rozwiązałyśmy sobie sznureczki od bikini i pozwoliłyśmy, by skrawki materiału łagodnie opały na dół, odsłaniając nasze gorące ciała. Ona była na górze, ja zaś na dole. Zaczęła ocierać się o mnie całym swoim nagim ciałem, czym i siebie i mnie doprowadzała do szaleństwa. Swoimi piersiami ocierała się o moje, udem rozgrzewała moje krocze. Kątem oka widziałam jak mój znajomy nas obserwuje, sącząc mohito. Próbowałam go do nas zwabić, żeby się przyłączył, jednak odparł, że chce popatrzeć. Po chwili zamieniłyśmy się pozycjami. Teraz to ja byłam na górze, ocierając się o nią. Masowałam jej przód, po czym kazałam się jej obrócić na brzuch i tak samo ocierałam się o jej pupę i plecy. Nie spieszyłyśmy się. Chciałyśmy, by ten pokaz trwał.

W końcu moja przyjaciółka przekręciła się na górę, chwyciła moją dłoń, odseparowała dwa palce, usiadła na mnie okrakiem i opuściła się na nie, wchłaniając je do środka, po czym zaczęła je intensywnie ujeżdżać. Nachyliła się, a jej piersi falowały nade mną. Chwyciłam jeden z sutków w zęby i powoli ssałam, wolną dłonią pieszcząc drugą pierś. Zamknęła oczy i rozkoszowała się każdym bodźcem. Gdy nieco zwolniła na chwilę, przekręciłam palce i dołożyłam trzeci. Teraz wypełniałam ją po brzegi. Czując to, znów przyspieszyła, a ja pieściłam jej piersi, by pomóc jej dotrzeć na szczyt. Nie musiałam zbyt długo czekać. Po paru chwilach zaczęła jęczeć, a ja poczułam jak zaciska się na moich palcach. Cudownie było patrzeć jak na jej twarzy maluje się błogi wyraz rozkoszy.

Zeszła ze mnie i położyła się obok, ciężko dysząc. Moje palce lepiły się od jej podniecenia. Pozwoliłam jej ochłonąć, w tym czasie masując mokrą muszelkę. Spojrzałam na mojego znajomego, który nie spuszczał z nas wzroku. Bezceremonialnie patrzył się na mnie, jak się dotykam. Postanowiłam go trochę podrażnić i robiłam to, patrząc prosto w jego oczy. Jakby nikogo oprócz nas tam nie było, jakbym robiła to tylko dla niego. Świadomość, że patrzy na mnie podczas pieszczot potęgowała podniecenie. Gdyby nie moja przyjaciółka pewnie za chwilę doszłabym pieszcząc się sama. Jednak chwyciła mnie za rękę i zmusiła, abym zawisła nad nią. Sama przygotowała dwa palce, rozsunęła moje nogi i wepchnęła je głęboko we mnie. Zaczęłam poruszać się tak, jak ona, ujeżdżając je. Nie było to to samo uczucie co przy ujeżdżaniu faceta, ale również podniecające. Dodatkowo, wolną dłonią masowała moje piersi i rolowała w palcach sutki. Wszystko to sprawiło, że po chwili doszłam. Wygięłam się jak kotka do tyłu i jęczałam z rozkoszy, chcąc, by ten orgazm trwał jak najdłużej. Chyba najbardziej podniecające w tym wszystkim było to, że na nas patrzył. Gdy skończyłam szczytować, położyłam się obok i przytuliłam do niej. Jeszcze chwila musiała minąć, nim mój oddech uspokoił się. Gdy spojrzałam na niego, uśmiechał się, a ja dostrzegłam w jego oczach jak bardzo mu się podobało.

– Dziękuję Kochane za ten wspaniały pokaz. – podszedł do nas i powiedział, całując każdą z nas prosto w usta. – Pójdę zrobić Wam drinki, zasłużyłyście na nie.

My w tym czasie poszłyśmy się odświeżyć, a gdy wróciłyśmy, czekały już na nas chłodne napoje. Resztę popołudnia i wieczór spędziliśmy w basenie.

*

Dni mijały jeden za drugim, spędzone na baraszkowaniu i słodkim lenistwie. W końcu przyszedł koniec mojego urlopu i musiałam wracać do pracy. Jednak za namową mojego znajomego i przyjaciółki zadzwoniłam do szefowej i przedłużyłam sobie wolne. Dzięki temu mogłam zostać jeszcze kilka dni i wrócić razem z przyjaciółką do kraju.

Pewnego dnia, po kolacji, mój znajomy oznajmił nam, że mamy się spakować. To miała być ostatnia noc w tym miejscu, a pozostałą część wakacji mieliśmy spędzić na jachcie, na który mieliśmy wyruszyć z samego rana. Posłusznie udałyśmy się na górę i pozbierałyśmy swoje rzeczy. Nie chciałam opuszczać tego miejsca, czułam się tu dobrze i wiedziałam, że będę za nim tęsknić, jednak pobyt na jachcie wydawał się kuszący, tym bardziej, że nigdy na żadnym nie byłam. Wiedziałam, że będzie równie fajnie jak tu. Ostatnią noc spędziliśmy na tarasie, podziwiając nocną panoramę miasta, a szum fal łagodnie kołysał nas do snu.

Wyruszyliśmy z samego rana. Po drodze zatrzymaliśmy się na śniadanie w portowej knajpce, po czym udaliśmy się prosto na pokład. Jacht robił wrażenie. Duży, nowoczesny i luksusowy, błyszczał w słońcu jak na amerykańskich filmach. Mój znajomy wskoczył pierwszy, wziął od nas bagaże i podając silną, męską dłoń, pomógł nam wejść na pokład. Porzucając bagaże, oprowadził nas po statku. Pokazał sypialnie na dolnym pokładzie, strefę dzienną z aneksem kuchennym i jadalnią na górnym pokładzie, jacuzzi i miejsce do opalania na zewnątrz. Poznał nas też z załogą, która dowodziła jednostką i która będzie się nami zajmować podczas rejsu. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego miejsca i cieszyłam się, że spędzimy tu kilka dni. Za tydzień mieliśmy dopłynąć do Nicei, gdzie razem z przyjaciółką miałam lot powrotny do Polski. Te ostatnie kilka dni błogiej laby chciałam wykorzystać jak najlepiej.

Poszliśmy rozpakować swoje rzeczy w kajutach, po czym wyszliśmy na zewnętrzną strefę relaksu i rozsiedliśmy się wygodnie na kanapach. W tym czasie kapitan ruszył i powoli zaczęliśmy odpływać od brzegu. Cudownie było patrzeć na oddalający się ląd, kąpiąc się w blasku porannego słońca. Lekki wiaterek przyjemnie chłodził nasze ciała. Obie wtuliłyśmy się w niego i przez chwile trwaliśmy tak w bezruchu. Po chwili obsługa przyniosła mocno schłodzonego szampana, którym wnieśliśmy toast za nasze wakacje.

*

Pewnego dnia się nudziliśmy. Byliśmy już trochę na morzu, pogoda tego dnia nie dopisywała, dlatego postanowiliśmy zostać w łóżku. We trójkę zajęliśmy łoże mojego znajomego, ponieważ było największe i w dodatku okrągłe. Zjedliśmy śniadanie i oglądaliśmy telewizję. W pewnym momencie jego dłoń zaczęła wędrować po moim ciele. Jego dotyk był powolny, delikatny, jakby od niechcenia. Udałam, że nie zwracam na to uwagi i nie przerywałam oglądania. Kątem oka zauważyłam jak dotyka również naszą przyjaciółkę, a ona sięga po jego dłoń i kładzie ją sobie na piersiach, każąc mu je pieścić. Na to nie mogłam już pozostać obojętna. Zaczęłam ocierać się nogą o jego nogę, na co od razu zareagował. Chyba zrozumiał, że obie jesteśmy chętne na małe baraszkowanie. Dlatego wstał i kazał nam zając się sobą. Sam usiadł z boku i przyglądał się wszystkiemu dokładnie.

Nie musiał nam mówić, co mamy robić. Doskonale wiedziałyśmy jak zająć się sobą. Całowanie piersi, ssanie sutków, gładzenie bioder i pośladków. Najpierw ja byłam na dole, potem się zamieniłyśmy. Po chwili dołączył do nas nasz znajomy. Sądziłam, że pozostanie bierny, jak ostatnim razem, jednak dziś miał najwidoczniej inne plany. Złapał mnie niezbyt mocno za włosy, przytrzymał i głęboko pocałował. To samo uczynił po chwili z naszą przyjaciółką. Ona zaś chwyciła jego mocno nabrzmiałe już przyrodzenie i wzięła je głęboko w usta. Ssała go, gdy my się całowaliśmy. Po chwili wysunął się z jej ust i położył się na plecach na środku łóżka. Chwycił ją za biodra i naprowadził na swoją twarz, przywierając do niej wargami. Oparła się na kolanach, przymknęła oczy, a z jej piersi wyrwał się jęk rozkoszy. Gdy przyzwyczaiła się nieco do jego dotyku, wskazała mi, abym nadziała się na jego nabrzmiałe przyrodzenie. Sięgnęłam do szafki nocnej po prezerwatywę, rozerwałam opakowanie, nasunęłam na jego członka, po czym wchłonęłam go w siebie. Czułam go bardzo wyraźnie. Powoli zaczęłam poruszać się w górę i w dół, opuszczać się na niego. Moja przyjaciółka w tym czasie pieściła moje piersi. Ja również dotknęłam jej, utrzymując równowagę. Całowałyśmy się, będąc zarazem pieszczone przez tego samego mężczyznę.

W końcu oderwała się ode mnie i sięgnęła dłonią do swojej łechtaczki, dodatkowo się pobudzając. Ja z kolei oparłam się o jego biodra i przyspieszyłam. Ujeżdżałam go tak szybko jak tylko mogłam. Głośne jęki wypełniły pokój. Każdy dochodził w swoim tempie. Najpierw moja przyjaciółka, a gdy opadła wykończona na łóżko, mój znajomy chwycił mnie za biodra i mocno mnie do siebie przyciskał. Poczułam jego męską moc. Wystarczyły trzy pchnięcia, bym również osiągnęła orgazm. Gdy zaciskałam się na nim, poczułam jak zalewa mnie od środka. Po chwili, całą trójką leżeliśmy obok siebie, odpoczywając po igraszkach. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że zaliczę klasyczny trójkąt to nigdy bym mu nie uwierzyła. Atrakcji na ten miesiąc mi zdecydowanie wystarczyło.

*

Innym razem postanowiłyśmy trochę się z nim podroczyć. Schowałyśmy mu telefon. Gdy wrócił, zaczął go intensywnie szukać.

Widziałyście gdzieś mój telefon? – zapytał, przeszukując blat stołu. Zgodnie, z grobowymi minami odparłyśmy, że nie.

A gdzie ostatni raz go miałeś? – zapytałam, przełykając kęs.

Tutaj właśnie, a przynajmniej tak mi się wydaje… – odrzekł, nie przerywając poszukiwań.

Może zostawiłeś go w sypialni? – moja przyjaciółka próbowała zachować pozory.

Pójdę sprawdzić… – odrzekł, udając się w stronę swojej kajuty. W tym czasie planowałyśmy zwrócić zgubę tak, aby w końcu ją znalazł. Jednak zamiast pójść sprawdzić do kajuty, cofnął się i przyłapał nas, jak podkładałyśmy mu urządzenie.

Mam Was! – krzyknął zza naszych pleców, aż mało nie zeszłyśmy na zawał. – A więc to tak… – wrócił do nas i kazał nam wstać, jednej i drugiej. – Zapraszam do sypialni. – polecił nam. Posłusznie zeszłyśmy na dolny pokład, nie wiedząc czego mamy się spodziewać. A przynajmniej ja. Wszedł za nami i zamknął drzwi. Chwycił moją przyjaciółkę za ramie, sam usiadł na łóżku, a ją jednym, szybkim ruchem przełożył przez kolano.

–  Nie wiesz jeszcze jak kończą się takie zabawy, dlatego będziesz druga. – zwrócił się do mnie. – Ty za to doskonale powinnaś to wiedzieć. – powiedział do mojej przyjaciółki, dając jej jednocześnie porządnego klapsa w tyłek. Stałam, jak wryta, nie wiedząc co mam zrobić i uważnie obserwowałam bieg wydarzeń. Dał jej jeszcze dwa klapsy, po czym chwycił za gumkę majtek kostiumu kąpielowego i zsunął je aż do kolan, obnażając jej zgrabny tyłeczek. Między udami poczułam mrowienie, głośno przełknęłam. Kolejne klapsy posypały się na jej tyłek. Wydawały się całkiem mocne, czasem z jej piersi wyrwał się okrzyk bólu, jednak dzielnie je wytrzymywała. Skończył po kilku minutach, które zdawały się trwać wieczność. Kazał się jej podnieść i stanąć obok mnie. Gdy tylko się poruszyła, majtki od kostiumu opadły gładko po nogach aż do kostek. W takim stanie przeszła kilka kroków i zajęła wskazane miejsce. Jej pupa była mocno czerwona. Skinieniem dłoni przywołał mnie do siebie. Ruszyłam niepewnie, wolnym krokiem. Gdy tylko mógł mnie dosięgnąć, chwycił mnie za dłoń i przyciągnął do siebie, przekładając przez kolano tak, jak przed chwilą moją przyjaciółkę.

Nie możesz tego zrobić… – próbowałam protestować.

Oczywiście, że mogę. Zachowujecie się jak niegrzeczne dziewczynki i tak właśnie zostaniecie ukarane. – wyjaśnił, jednocześnie przykładając mi w tyłek. Krzyknęłam z przerażenia. Dostałam trzy razy przez majtki tak, jak moja przyjaciółka, po czym sprawił, że płynnie opadły w dół, tak samo jak w jej przypadku. Poczułam wstyd, że oboje widzą mnie w takiej sytuacji. Cały czas miałam doskonały widok na półnagą przyjaciółkę, stojącą tuż przede mną, ze spuszczonymi majtkami. Choć to dziwne, poczułam jak robię się mokra. W tym momencie moje rozmyślania przerwał kolejny klaps, tym razem na gołe pośladki. Był wyraźniejszy niż poprzednie. Kolejny raz krzyknęłam i szarpnęłam się, próbując się uwolnić. Jego uścisk był jednak zdecydowanie silniejszy i na nic zdały się moje protesty. Zrozumiałam, że muszę znieść karę, co okazało się niezwykle trudne. Klapsy raz za razem spadały na mój tyłek, a ja mogłam jedynie krzyczeć i wierzgać nogami jak mała dziewczynka. Wydaje mi się, że otrzymałam mniej klapsów niż moja przyjaciółka, jednak i tak pupa bolała niemiłosiernie. Gdy skończył, pomógł mi się podnieść i odesłał na swoje miejsce. Nie zniosłam tego tak dzielnie jak ona, co było powodem mojego wstydu. Byłam ciekawa czy zrobiłam się czerwona na buzi i w jakim stanie jest moja pupa. Podreptałam z majtkami na kostkach i stanęłam obok niej.

Niestety okazało się, że to nie koniec. Następnie polecił nam uklęknąć obok siebie na łóżku i wypiąć tyłki. Chwilę chodził koło nas, podwyższając napięcie, aż w końcu podszedł do mojej przyjaciółki i dał jej jeszcze jednego klapsa. Później przeszedł do mnie i również przyłożył mi w tyłek. Kazał szerzej rozsunąć nogi, co niezgrabnie uczyniłyśmy. Samo oczekiwanie w takiej pozycji, wzmagało podniecenie.

Widzę, że się Wam podobało. – stwierdził. W jego głosie dało się słyszeć uśmiech. – Zatem musimy coś z tym zrobić. Nie mogę zostawić Was w takim stanie. – oznajmił. Przez chwilę szeleścił jakimś papierkiem, po czym chwycił mnie za biodra i szybkim ruchem wszedł we mnie. Głęboko. Zatchnęłam się, gdy poczułam go w sobie. Od razu nadał szybkie tempo. Wibracje, powodowane pchnięciami, przechodziły całe moje ciało, biust falował w szaleńczym rytmie. Wcześniejsze podniecenie, ocieranie się o mój obolały tyłek i świadomość, że pieprzy mnie przy naszej przyjaciółce sprawiła, że po kilku minutach eksplodowałam. Moje ciało przeszył potężny orgazm, krzyczałam z całych sił. Już dawno, nie czułam czegoś takiego. Ległam zdyszana na łóżku, kątem oka widząc jak opuszcza moje rozgrzane wnętrze, zmienia gumkę i łapie za biodra naszą koleżankę, wypełniając jej cipkę. Jak przez mgłę pamiętam jak zerżnął ją przy mnie i jej pojedyncze jęki. Zaraz potem na chwilę odpłynęłam.

Obudziłam się u jego boku, po drugiej stronie odpoczywała nasza przyjaciółka.

Długo spałam? – zapytałam, przeciągając się i przecierając oczy.

Jakieś pół godzinki. – odparł szeptem. Taka drzemka w ciągu dnia dobrze mi zrobiła.

Pójdę się odświeżyć. – powiedziała nasza przyjaciółka. – Przepraszam na chwilę. – wstała z łóżka i kokieteryjnie kręcąc tyłkiem podążyła w stronę łazienki, aż w końcu zniknęła za drzwiami.

Nie możesz zostać jeszcze trochę? – zapytał, gdy zostaliśmy sami, gładząc mój policzek.

Muszę wracać do pracy. I tak już wydłużyłam urlop… – odpowiedziałam z bólem serca, patrząc głęboko w jego oczy. Bardzo chciałam zostać, ale wiedziałam, że ta sielanka nie może trwać zbyt długo. Jeszcze za bardzo się przyzwyczaję i co będzie?

*

Tak oto, z przygodami, ale dopłynęliśmy do wybrzeży Nicei. Był koniec miesiąca i zalogowałam się na swoje konto w banku, aby sprawdzić czy przelew z wypłatą już przyszedł. Gdy miałam już dostęp do sieci, postanowiłam sprawdzić jeszcze pocztę. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam pierwszego z góry maila z tytułem „wypowiedzenie”. To było niemożliwe! NIEMOŻLIWE!!! Pospiesznie otworzyłam wiadomość, której treść głosiła tylko, że rozwiązanie umowy następuje za porozumieniem stron z końcem bieżącego miesiąca, a oryginał dokumentu zostanie wysłany do mnie pocztą. Nic z tego nie rozumiałam. Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedzieli? Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do mojej szefowej, nie zważając na koszty. Odebrała po trzecim sygnale. Poprosiłam ją o wyjaśnienie.

Potrzebujemy ludzi, którzy będą tu pracować, a nie cały miesiąc są nieobecni. – powiedziała tylko. Zaniemówiłam. Nie mogłam wydusić z siebie słowa.

 – Rozumiem. – odrzekłam niemalże szeptem, po czym rozłączyłam się. Łzy same napłynęły mi do oczu. A więc tak. Gdy zapierdalałam kilka lat z wywieszonym jęzorem to było dobrze. A jak teraz po latach wzięłam sobie wolne to nagle jestem niepotrzebna. Do dupy z taką pracą i z taką firmą. Praca marzeń to nie była. Jedyne co mnie naprawdę martwiło to to, że zostałam bez stałego źródła finansowego. Miałam oszczędności, które pozwoliłyby mi na przeżycie kilku miesięcy, jednak bałam się, że szybko stopnieją i zostanę na lodzie.

Moje rozmyślania przerwał mój znajomy, wchodząc do kajuty:

Musimy już iść, jeśli nie chcecie spóźnić się na samolot. – oznajmił. Automatycznie odwróciłam wzrok w stronę drzwi, sprawdzając kto zakłóca mój spokój. Od razu zauważył moje szklane oczy i zaschnięte na policzkach łzy. Wszedł do środka, zamykając drzwi za sobą i usiadł obok mnie. Nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem. Przyciągnął mnie do siebie, żebym mogła się do niego przytulić, sam natomiast gładził mnie po włosach. Gdy nieco uspokoiłam się, odwiódł mnie od siebie i ujął twarz w dłonie.

To teraz możesz zostać dłużej. – powiedział, ocierając kciukiem spływającą po policzku łzę. Chciałam zaprotestować, ale nie dał mi takiej szansy. Wytarł moją twarz z resztek łez i smutku.

Chodź, odprowadzimy ją na samolot, nie może się spóźnić. – powiedział, chwycił mnie za rękę i pociągnął w kierunku wyjścia.

SIERPIEŃ 2020

Nieustannie wracałam myślami do tego, co się wydarzyło. Nie mogłam myśleć o niczym innym, a wakacje i wyjazd przestały mnie cieszyć. Złapałam przygnębiający, melancholijny nastrój. Od razu zauważył i próbował temu zaradzić. Podszedł do mnie od tyłu i delikatnie objął za ramiona tak, jakby chciał je rozmasować.

– Spięta jesteś ostatnio – wyszeptał mi do ucha. Miał rację, choć byłam tak zajęta myślami, że nie zauważyłam. Zamknęłam oczy i pozwoliłam mu się pocałować w szyję. Obrócił mnie w swoją stronę, wziął za rękę i zaprowadził do łazienki, gdzie czekała już na nas pachnąca kąpiel. Odkąd zostaliśmy sami, bardzo o mnie dbał. Tym razem również zadbał o świeże kwiaty, truskawki i szampana. Od rana staliśmy w porcie, dostarczyli więc nowy zapas. Było już po południu; pomyślałam, że w tak upalny dzień kąpiel dobrze mi zrobi. Bez zastanowienia rozwiązałam bikini i weszłam do wanny. Woda była idealna na taki upał. Po chwili dołączył do mnie. Usiadłam, podkuliłam nogi i objęłam je rękoma, głowę opierając na kolanach. Wciąż byłam w swoim świecie. Nagle poczułam jak bierze mnie za rękę, przekręca i przyciąga mnie do siebie. Poddałam się; oparłam się o jego tors plecami, głowę położyłam na ramieniu. Kazał mi wziąć głęboki oddech i oddychać powoli, co posłusznie wykonałam. Zamknęłam oczy, by jeszcze bardziej się odprężyć. Poczułam jak łódź ruszyła i powoli zaczęła odpływać, ale nie obchodziło mnie to za bardzo. Byłam pewna, że on doskonale wie, co się dzieje.

Nie wiem ile leżeliśmy w wannie. Zupełnie straciłam rachubę czasu. Ale nie spieszyliśmy się. Cały czas głaskał mnie, obejmował i polewał wodą. Muskał moje ciało wargami; ramiona, szyję, kark. Zamknęłam oczy i oddałam się w jego ręce. Poddałam się jego pieszczotom. Potem umył mnie i spłukał, a na końcu wytarł moje mokre ciało ogromnym, miękkim i pachnącym ręcznikiem. Byłam mu wdzięczna za to wszystko co dla mnie robił. Ja nie miałam siły nawet na to, aby mu się odwdzięczyć.

Owinął mnie nim, wziął za rękę i zaprowadził na górny pokład. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie zwykle opalałam się. Tym razem jednak był tam nieznany mi dotąd mężczyzna, który krzątał się przy dość wysokim, pokrytym prześcieradłem stole. Był postawny i miał pięknie wyrzeźbione ciało, które skrywał pod opiętą koszulką. Nie rozumiałam co to ma znaczyć. Szybko mi wyjaśnił.

– Pan zadba o to, żebyś zrelaksowała się. – powiedział. – Nie myśl o niczym i odpręż się. – wyszeptał i pocałował mnie w czoło. Mężczyzna skończył przygotowania i podszedł do nas.

– Witam, jestem Martin, jestem masażystą i dziś zadbam o Panią. – powiedział po angielsku. Wszystko jasne. Skinieniem ręki zaprosił mnie do stołu. Podeszłam, a on pomógł mi się ułożyć. Dopiero potem zdjął ręcznik i polał moje ciało oliwką. Mój znajomy natomiast zajął miejsce na fotelu tak, aby mieć doskonały widok na mnie i masażystę. Pomału sączył drinka, obserwując cały pokaz.

Masaż był bardzo przyjemny. Nigdy nie byłam na żadnym, ale gdybym wiedziała, że to takie przyjemne, na pewno wybrałabym się wcześniej. I teraz, gdy już wiem, z pewnością jeszcze kiedyś się wybiorę. Tylko najpierw muszę znaleźć pracę i odzyskać równowagę życiową, a potem myśleć o przyjemnościach.

Masażysta najpierw rozprowadził oliwkę po całych ramionach i plecach. Miał duże i miękkie dłonie, którymi obejmował prawie całe moje ramiona. Przesuwał nimi płynnie z góry do dołu, przejeżdżając blisko piersi, jednak nie zahaczył o nie ani razu. Całymi dłońmi opływał moje pośladki i biodra. W ogóle nie czułam skrępowania tym, że dotyka mnie obcy mężczyzna. A nawet to, że mój znajomy patrzy na mnie, gdy inny mężczyzna mnie dotyka, trochę mnie podniecało.

Najbardziej miałam spięte ramiona i łydki. Bolało mnie, gdy rozmasowywał te miejsca. Pewnie również to zauważył, ponieważ tym partiom ciała poświęcił najwięcej czasu. Miałam nadzieję, że po takim masażu, nieznośne uczucie kłucia w karku, które czasem mi towarzyszyło, zniknie.

Gdy skończył masować tył, osłonił mnie ręcznikiem i kazał się przekręcić na plecy. Zakrył jedynie newralgiczne miejsca i zaczął masować dekolt, ręce, brzuch i uda. Jego wprawne ręce podjeżdżały naprawdę blisko cipki, jednak nigdy nie musnął choćby.

Masaż trwał pewnie z godzinę, może z półtorej, lecz mi wydawało się, jakby trwał całe popołudnie. Przyjemny wietrzyk chłodził moje ciało. Na chwilę choć trochę zapomniałam o wszystkich moich problemach. Byłam wdzięczna mojemu znajomemu, że zafundował mi taką atrakcję.

Usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Otworzyłam oczy, obróciłam głowę w bok i zauważyłam, że mój znajomy nie siedział już na fotelu. Nagle poczułam na sobie czyjeś dłonie. Zerwałam się, jednak uspokoił mnie. Znów poczułam się bezpiecznie wiedząc, że to on. Najpierw powoli i delikatnie głaskał całe moje ciało, sunąc dłońmi z góry do dołu. Gdzieniegdzie składał delikatne pocałunki. Nie krępował się dotykać mojej cipki, przez co powoli mnie rozbudzał. W końcu rozsunął moje nogi i przejechał palcem po szparce. Zadrżałam i po chwili poczułam jego palce wewnątrz mnie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się kochaliśmy. Albo chociaż pieściliśmy. Chyba jeszcze przed tym, jak odczytałam tego pieprzonego maila. Przez to wszystko zupełnie straciłam zainteresowanie seksem. Poruszał nimi wewnątrz mnie, coraz bardziej mnie rozbudzając, aż w końcu zaczął pieprzyć mnie coraz szybciej. Moje ciało reagowało na każde jego posunięcie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Dłonią, dotknęłam jego ramienia, chcąc by wszedł we mnie, jednak odmówił.

– To dla Twojej przyjemności – nachylił się nade mną i wyszeptał, nie przerywając masowania. Rozluźniłam się i wszystkie myśli skierowałam na jego pieszczoty. Mój oddech przyspieszał coraz bardziej. Sięgnęłam dłonią do mojej łechtaczki, intensywnie ją pocierając. On natomiast, odsunął ręcznik i odkrył moje piersi. Nie wiele trzeba mi było. Na szczyt dotarłam w mgnieniu oka i zupełnie nie obchodziło mnie czy ktoś na nas patrzy. Wyginałam się jak kotka i cicho jęczałam. Miło było znów poczuć to uczucie w dole brzucha, rozchodzące się po całym Twoim ciele. A on nie wyjął ze mnie palców aż do ostatniego spazmu, pozwalając mi rozkoszować się jak najdłużej. Po wszystkim byłam przyjemnie zmęczona i całkowicie rozluźniona. Ostatnie co pamiętam to to, że znów płynęliśmy w stronę portu.

*

Ocknęłam się, gdy znów byliśmy na morzu. Nie wiem ile spałam. Obudziłam się na sofach na zewnętrznym tarasie, gdzie zwykle relaksowaliśmy się podczas upałów. Musiał mnie przenieść, gdy spałam. Sam siedział obok na fotelu i patrzył na mnie jak śpię.

Na moment zapomniałam o swoich problemach, jednak świadomość ta wróciła jak bumerang ze zdwojoną siłą, malując się na mojej twarzy. Od razu to zauważył.

Martwisz się? – podszedł i ułożył się obok mnie, odgarniając mi włosy z twarzy. Pokiwałam tylko głową. – Przecież znajdziesz nową pracę – ciągnął dalej.

– Wiem. Tylko kiedy? – głośno myślałam. – Nie mam pomysłu, co chciałabym robić… Poza tym, za co będę żyć przez ten czas? Gdzie będę mieszkać? – spojrzałam mu w oczy.

– Podoba Ci się Twoje mieszkanie? Jesteś do niego przywiązana? Chciałabyś w nim zostać? – dopytywał. Nie wiedziałam co kombinuje. Mieszkanie nie zwalało z nóg, ale dla mnie samej było wystarczające, chociaż przydałby się remont i nowe meble.

– Właśnie. To możesz przeprowadzić się do mnie. – zaproponował. Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie sądziłam, że się odważy.

– Nie, no coś Ty… Nie mogę – oponowałam.

– Możesz. – zaprzeczył moim słowom. – Postanowione. – zdecydował za mnie i obrócił się zadowolony na plecy, zakładając ręce za głowę. Uniosłam się na łokciu i nachyliłam się w jego stronę.

– Nie mogę Cię tak wykorzystywać. Wakacje, teraz mieszkanie… – upierałam się przy swoim.

– Albo przeprowadzasz się do mnie albo kupię Ci mieszkanie. Wybieraj. – nie dawał za wygraną. Nawet na mnie nie spojrzał. Nie mogłam dopuścić do tego, żeby kupił mi mieszkanie. Nigdy nie byłabym w stanie go spłacić. A jeśli o tym wspomniał to sądzę, że byłby do tego zdolny. Dlatego nie mogłam ryzykować.

– Dobrze. Przeprowadzę się do Ciebie. Ale tylko dopóki czegoś nie znajdę i nie stanę na nogi. – wyraźnie zaznaczyłam. Uśmiechnął się pod nosem. Chyba miał inny plan, ale już o to nie pytałam.

– Pracować też możesz u mnie. – Myślałam, że to koniec głupich pomysłów na dziś. Lecz zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, uprzedził mnie: – Widziałem jak tańczysz. Masz talent. Mogłabyś ukończyć kurs instruktorski i prowadzić zajęcia na niższych poziomach. – patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami. Nigdy nie przypuszczałabym, że mogłabym coś takiego robić. Sama dopiero co zaczęłam się uczyć tańczyć, a już miałabym uczyć innych.

– Daj spokój. Ze mnie taki instruktor jak z koziego tyłka trąbka. – postanowiłam obrócić to wszystko w żart.

– Umiesz tańczyć. Samo prowadzenie zajęć nie jest trudne. Byłabyś świetna. – przekonywał. Nie byłam pewna. To zupełnie co innego, aniżeli to, co do tej pory robiłam. Położyłam się na plecy, wpatrując się w błękitne, bezchmurne niebo. Myślałam o tym, co powiedział, ale nie umiałam w sobie znaleźć tyle odwagi, aby się zdecydować.

 

 WRZESIEŃ 2020

Z Riwiery wróciliśmy zaledwie kilka dni przed końcem miesiąca. Wykorzystaliśmy wakacje do ostatniej chwili. Miałam niewiele czasu, aby spakować się i opuścić wynajmowane mieszkanie. Na szczęście mam też niewiele rzeczy, a mój znajomy pomógł mi z pakowaniem i transportem. Wszystko ogarnęliśmy w ciągu jednego dnia.

Czułam się dziwnie wchodząc z walizkami do jego mieszkania. Po ostatnich wydarzeniach opuściła mnie cała pewność siebie. Nie pasowałam do luksusowej przestrzeni.

Zaniósł moje walizki do sypialni. Podążyłam za nim niosąc mniejsze torby. Odstawił je do garderoby, a ja usiadłam na skraju łóżka.

– Rozchmurz się. – ukucnął naprzeciwko mnie i ujął mnie pod brodę. – Mam nadzieję, że Ci się tu podoba. – zagaił. Uśmiechnęłam się kpiąco.

– Oczywiście, że tak. Jest pięknie. Tylko ja tu nie pasuję… – wymruczałam pod nosem.

– Też jesteś piękna, pasujesz więc tu jak ulał. – próbował mnie pocieszyć. – Nie poznaję Cię. Gdzie podziała się ta przebojowa, pewna siebie kobieta, którą poznałem na balu?

– Rozpłynęła się… Denerwuję się tym wszystkim… – przyznałam.

– Widzę… – wyszeptał pod nosem. – Wiem czego Ci trzeba. – oznajmił. Zniknął na chwilę za winklem, po czym usłyszałam szum płynącej wody. Gdy wrócił po mnie był już bez koszuli. Przyjemnie było zobaczyć jego nagi tors, wydawał się jeszcze bardziej męski niż zwykle. Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę łazienki. Była już nagrzana od gorącej wody płynącej do ogromnej wanny. Zakręcił ją. Bez słowa, bezceremonialnie rozebrał mnie do naga, po czym sam pozbył się pozostałej garderoby i wszedł do wanny. Umiejscowił mnie między swoimi nogami i przyciągnął do siebie. Całował spięty kark. Zamknęłam oczy i oddychałam głęboko, co pomogło mi się rozluźnić. Nie wiem ile tak leżeliśmy i nie obchodziło mnie to za bardzo. Było mi błogo i przyjemnie. Poczułam jak czule pokrywa moje ciało pachnącą pianą, a następnie spłukuje. To samo uczynił z moimi włosami, delikatnie masując skórę głowy. Rzeczywiście tego mi było trzeba. Nie, nie kąpieli. Czułości, delikatności, ciepła.

Na koniec dokładnie osuszył moje ciało i zaprowadził do łóżka. Oboje wskoczyliśmy pod kołdrę, a ja wtuliłam się w jego nagi tors. Czułam jak dłońmi przesuwa po moim ciele, badając każdą krągłość. Po chwili położył mnie na plecach i zawisł nade mną, nie przerywając głaskania. Nachylił się i zaczął całować moją szyję.

– Jesteś zjawiskowa – wyszeptał. – Powinnaś to uwiecznić.

Zaczęłam o tym myśleć. Od początku roku zrzuciłam kilkanaście zbędnych kilogramów, a moja figura wyglądała teraz znacznie lepiej niż kiedykolwiek. On uwielbiał seks ze mną i moje ciało, o czym przypominał mi na każdym kroku. To mogłaby być dla niego miła niespodzianka, gdyby mógł na mnie patrzeć kiedy tylko będzie miał na to ochotę, dla mnie zaś pamiątka, gdy będę już nieatrakcyjna i stara. A na to zdawałam się nie mieć zbyt wiele czasu. Podsunął mi świetny pomysł, jednak nie pozwolił mi dokończyć. Jego pieszczoty stały się tak intensywne, że nie mogłam o niczym innym myśleć. Oddałam się mu, ciałem i umysłem, i pozwoliłam na wszystko, na co tylko miał ochotę.

Wróciłam do moich rozmyślań, gdy zostałam sama. Następnego dnia rano, wyszedł do pracy, a ja jako bezrobotna utrzymanka, po rozpakowaniu się i zadomowieniu w jego garderobie nie miałam nic szczególnego do roboty. Chwyciłam więc jego tablet i zaczęłam poszukiwania fotografa, który uwieczniłby moje piękno. Przeglądając kolejne portfolia zauważyłam, że wiele modelek ma tatuaże, które przepięknie zdobią ich ciała. To zdecydowanie coś dla odważnych kobiet. Może najpierw ozdobić w ten sposób swoje ciało, a potem to uwiecznić?

Z poszukiwań fotografa przerzuciłam się na szukanie tatuatora. Przejrzałam kilka stron, ale najbardziej spodobały mi się prace jednej dziewczyny. Były delikatne i kobiece. Bez wahania podjęłam decyzję i napisałam do niej, by umówić się na spotkanie.

Odpisała po kilkunastu minutach i ustaliłyśmy termin. Na razie, żeby ustalić szczegóły, jednak i tak byłam podekscytowana. Nie mogłam doczekać się, kiedy zobaczę swój projekt. Dlatego kolejne dni spędziłam na szukaniu inspiracji. To musiało być coś kobiecego i seksownego. Zostanie przecież ze mną do końca życia.

O umówionej porze stawiłam się na spotkanie. Studio było czyste i zadbane, co dobrze wróżyło. Dziewczyna od razu podeszła do mnie i zaprosiła do oddzielnego pokoju, w którym mogłyśmy spokojnie porozmawiać. Była niska i filigranowa, z niebywałym talentem. Wypytała mnie o wszystko dokładnie – w jakim miejscu chcę mieć tatuaż, co ma przedstawiać, czy ma coś symbolizować… Nie byłam jeszcze zdecydowana na konkretny rysunek, więc mocno liczyłam na jej pomoc. Powiedziałam, że chciałabym niewielkie arcydzieło, w mało widocznym dla świata miejscu, które ma symbolizować kobiecość. Opowiedziałam też o tatuażach, które przeglądałam i które elementy mi się podobały. Przez całą naszą rozmowę bazgrała coś na skrawku papieru. Pokazała mi dopiero na koniec spotkania. Okazało się, że przez cały czas kreśliła dla mnie projekt, składający się z elementów, o których wspominałam. Gdy mi go pokazała byłam zachwycona. Kwiat okalany łańcuszkami i koralikami. Nie było lepszego symbolu kobiecości niż kwiat. Nie spodziewałam się, że całość może być taka ładna. Doskonale ujęła to co było dla mnie ważne, czyli kobiecość i zmysłowość. Zawierał wszystko co już gdzieś widziałam, ale jednocześnie był oryginalny, taki mój. Teraz już wiedziałam, że muszę mieć to cudo. Bez wahania umówiłam się na najbliższy termin.

Wracałam do domu podekscytowana. Dzięki nowemu celowi trochę odżyłam i zapomniałam o troskach. Mój znajomy też zauważył, że jestem bardziej chętna do łóżkowych igraszek, jednak postanowiłam mu nic nie mówić, dopóki tatuaż nie będzie na moim ciele. Chciałam, żeby zobaczył go jako pierwszy.

Dni szybko mijały i w końcu nadszedł ten, kiedy miałam zrealizować swój kolejny challenge. Od rana byłam podekscytowana, ale też wystraszona. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nakłuwanie ciała musi cholernie boleć. Czułam się trochę jak przed pierwszą wizytą u lekarza. Młoda, niedoświadczona, ciekawa jak to wszystko będzie wyglądać, ale jednocześnie pełna obaw i strachu. To wszystko jednak nie powstrzymało mnie przed pójściem do studia. Najwyżej zemdleję, albo będę krzyczeć z bólu jak przy porodzie.

Gdy przyszłam, wszystko było już gotowe. Dziewczyna, z którą rozmawiałam kilka dni wcześniej przyjęła mnie z uśmiechem. Pokazała mi, gdzie mogę położyć płaszcz i torbę, po czym kazała mi zdjąć stanik i położyć się na stole. Zdziwiłam się, czemu aż tak muszę się rozbierać. Zauważyła moje zmieszanie i od razu wszystko wytłumaczyła:

– Chciałaś tatuaż w niewidocznym dla innych miejscu, symbol kobiecości i zmysłowości. Projekt, który mamy zrobić jest bardzo intymny, a kształt kwiatu doskonale wpisuje się w miejsce na mostku, między piersiami… – wyjaśniła przykładając mi wyciętą kartkę w okolicach biustu. Absolutnie się z nią zgadzałam, dlatego bez wahania zdjęłam stanik i rzuciłam go w stronę płaszcza. Dobrze, że ubrałam zwykły T-shirt i jeansy. Położyłam się na plecach podciągając koszulkę jak najwyżej do góry, tak, by odsłonić cały mostek, jednocześnie nie odsłaniając całych piersi. Zdawało mi się, że w moim kroku dzieje się coś dziwnego, jednak nie byłam pewna czy to obnażenie, śliczna tatuatorka czy może stres związany z przewidywanym bólem. Nie byłam pewna, jak zachowają się moje sutki. Czy przypadkiem nie stwardnieją i będą przebijać przez cienki materiał, dlatego kurczowo przytrzymywałam bluzkę, dłońmi zasłaniając jednocześnie piersi. Dziewczyna uśmiechnęła się.

– Możesz podnieść ją wyżej. Będzie Ci wygodniej i na pewno nie ubrudzi się. – namawiała mnie, jednak pozostałam nieugięta. Zabezpieczyła brzeg bluzki papierowym ręcznikiem, przyłożyła rysunek do mojego ciała, dokładnie przycisnęła ze wszystkich stron, po czym oderwała kartkę. Szablon idealnie odbił się na moim ciele, między dwoma krągłościami. Spojrzałam w dół i zobaczyłam malunek. Wyglądał zjawiskowo. Dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam. Oparłam głowę z powrotem na stole i czekałam na dalszy bieg wydarzeń.

Dziewczyna przygotowywała maszynkę i tusze. Obleciał mnie strach, że ból może być ponad moje siły. To bardzo delikatne miejsce. Nie chciałam wyjść na panikarę, ale nie wiedziałam czy wytrzymam. Oczami wyobraźni widziałam jak drobne igły wbijają się w moją cienką skórę, a palący ból przeszywa moje ciało. Sprawiało to, że miałam ochotę uciec, jednak było za późno.

Wszystko było już gotowe. Dziewczyna na swoje chude palce naciągnęła rękawiczki, usiadła wygodnie, nachylając się nade mną, chwyciła w dłoń pewnie maszynkę i przystąpiła do dzieła. Uprzedziła mnie, że gdyby mnie bardzo bolało to mam powiedzieć. Zamknęłam oczy, gdy usłyszałam dźwięk włączonej maszynki, a po chwili poczułam, jakby ktoś ciął moje ciało żyletką. Ku mojemu zdziwieniu po 3 sekundach dziewczyna przerwała i przetarła to miejsce wilgotną szmatką, co zdecydowanie przyniosło ulgę. Po chwili znów przejechała trochę po wyrysowanej linii, po czym przetarła zranione miejsce. Przekonałam się jak to w rzeczywistości wygląda. Krótkie pociągnięcia i wytarcie nadmiaru tuszu sprawiły, że tatuowanie wcale było takie straszne, a ból o wiele mniejszy niż się spodziewałam. Nie wiedziałam, czemu Ci wszyscy ludzie na filmach czy w telewizji tak wyginają się i jęczą z bólu. Skurcze menstruacyjne o wiele bardziej potrafią dać się we znaki.

Tatuaż był mały i niezbyt skomplikowany, cała procedura nie trwała więc zbyt długo. Nie musiałam robić żadnej przerwy, ale po wszystkim czułam, że mam spocone dłonie. Dziewczyna przyniosła mi lusterko, żebym mogła zobaczyć efekt. Był fantastyczny, wyglądał przepięknie. Byłam bardzo zadowolona i dumna z siebie, że wytrzymałam. Tatuatorka zabezpieczyła folią rysunek, powiedziała jak mam o niego dbać w najbliższych dniach i że mam przyjść jeśli działoby się coś niepokojącego. Gdy wstałam i przejrzałam się w lustrze nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Efekt był powalający, a rysunek na moim ciele dodawał mi uroku i seksapilu. Gdybym mogła skakałabym ze szczęścia pod sufit.

Szybko zaciągnęłam koszulkę, darując już sobie stanik, uściskałam dziewczynę, uiściłam należność i zniknęłam za drzwiami. Przed wejściem naciągnęłam na siebie płaszcz, by ukryć brak stanika i udałam się do domu.

Mojemu znajomemu chciałam pokazać dopiero, gdy wszystko się zagoi, ale nic nie dało się przed nim ukryć. Miejsce było zaczerwienione, ale nie bolało. Chciałam po prostu odpocząć, dlatego powiedziałam, że jestem zmęczona, bo mam okres, ale nie dał się na to nabrać. Doskonale wiedział, że nie mam (hmmm, nie sądziłam, że mi liczy…). Dlatego podciągnęłam bluzkę do góry i pokazałam mu zafoliowane jeszcze miejsce. Dopiero teraz czułam napięcie z powodu tego, jak zareaguje. Wcześniej zupełnie o tym nie myślałam. Zrobiłam to dla siebie, a ja byłam zachwycona i bardzo mi się to podobało. Na szczęście nie był przeciwny. Znalazł dla siebie pozytywne strony.

– Teraz będziesz musiała chodzić bez stanika, dopóki się nie zagoi. – głośno myślał, podziwiając namalowane na moim ciele dzieło. Miał racje, o staniku w najbliższym czasie nie było mowy. Powinnam nawet chodzić bez koszulki, aby jak najmniej zakrywać to miejsce, wtedy szybciej się zagoi. Obiecałam mu to, każdego dnia jak będzie wracał z pracy. On zaś obiecał mi pomoc w pielęgnacji.

Tamtego dnia po raz pierwszy od długiego czasu zasnęłam wtulona w niego i szczęśliwa.

PAŹDZIERNIK 2020

Tatuaż zagoił się bardzo szybko i nie było żadnych powikłań. Przez 2 tygodnie, ku zadowoleniu mojego współlokatora, przy każdej możliwej okazji chodziłam bez koszulki i biustonosza. Oczywiście każda lub prawie każda taka sytuacja kończyła w łóżku, ku naszej wspólnej uciesze. Ostatnie tygodnie to był naprawdę gorący okres. Teraz przyszedł czas na kolejne postanowienie, które miałam zrobić dla siebie, ale i dla niego. W końcu to on podsunął mi ten pomysł.

Poszukiwania fotografa zaczęłam już w poprzednim miesiącu, jednak zarzuciłam je na rzecz tatuażu. Teraz wróciłam do przeglądania profili i portfolii, aby wybrać kogoś, kto jak najlepiej odda piękno mojego ciała. Dosyć szybko zdecydowałam się na panią fotograf. Wykonane przez nią zdjęcia zamieszczone na stronie były kobiece i seksowne, ale nie wulgarne i wyzywające. Poza tym większość fotografii była wykonana w studiu na białym bądź czarnym tle. On jako jedyna robiła zdjęcia w pomieszczeniach, przez co wyglądały bardzo naturalnie. Jakby postacie na fotografiach były przyłapane podczas różnych czynności, a nie specjalnie pozowały. Dlatego zdecydowałam się właśnie na nią. Nie odebrała mojego telefonu, więc napisałam do niej maila z prośbą o kontakt. Byłam ciekawa czy odpisze i jak to wszystko będzie wyglądało.

Oddzwoniła wieczorem. Nie chciałam, żeby mój znajomy wiedział co kombinuję (w końcu to miała być dla niego niespodzianka), dlatego udałam się do innego pokoju, aby w spokoju z nią porozmawiać. Powiedziałam na czym mi zależy, na co przystała bez problemu. Zaproponowała, że wynajmie jakieś ładne mieszkanie na naszą sesję. Niestety wolne terminy miała dopiero w listopadzie. O nie! Czy to oznaczało, że w październiku nie uda mi się zrealizować żadnego wyzwania? Zgodziłam się na pierwszy wolny termin i nieco zrezygnowana odłożyłam słuchawkę. Musiałam to jeszcze raz przemyśleć.

Wróciłam do znajomego, który kończył kolację.

Myślałaś o pracy u mnie? – zapytał z innej beczki. Ja byłam myślami zupełnie gdzie indziej.

–  Pomyślę o kursie od nowego roku. Na razie poszukam czegoś innego. – wymruczałam pod nosem, dłubiąc w talerzu.

Możesz zaczepić się na recepcji. Dziewczyna wyjeżdża za granicę i od nas odchodzi. A jak zrobisz kurs zaczniesz prowadzić zajęcia. Co Ty na to? – zapytał. Na wszystko miał rozwiązanie.

Dobrze. – zgodziłam się, nie chcąc robić mu przykrości. W końcu w dalszym ciągu korzystałam z jego gościnności. Poza tym, wyjście do ludzi na pewno dobrze mi zrobi.

Od poniedziałku poszłam pierwszy dzień do nowej pracy. Dziewczyny ze szkoły tańca pokazały mi system, w którym wprowadza się klientów i sprzedaje się karnety. Praca nie była trudna i opierała się na kontakcie z klientem, co mi odpowiadało. A przede wszystkim nie była stresująca, jak ta poprzednia. Chociaż po tak długiej przerwie, ciężko było wbić się w rytm. W końcu ostatni raz w pracy byłam przed wakacjami. Cieszyłam się, że wyszłam do ludzi, bo siedzenie w domu już mnie dobijało. Ile można czytać, oglądać filmów i gotować? A najważniejsze, znów będę samodzielna i niezależna finansowo.

Między obsługą kolejnych klientów odbierałam telefony i odpisywałam na maile. Oferta szkoły nie była trudna do nauczenia. Cieszyłam się, gdy mogłam coś doradzić lub przekonałam klienta do przedłużenia karnetu na następny miesiąc. Dni mijały, a ja powoli odzyskiwałam równowagę i pogodę ducha.

Wieczorami przeglądałam oferty innych fotografów. Może będą mieć krótsze terminy i uda mi się zrobić sesję jeszcze w tym miesiącu. Niestety, żadne zdjęcia nie podobały mi się tak, jak tamtej kobiety. Zrezygnowana odpuściłam i postanowiłam zaczekać na swój termin.

Zaskoczył mnie telefon od niej. Tego dnia było urwanie głowy z połączeniami. Wszyscy dzwonili zapytać o zajęcia, trenerów, kolejne poziomy zaawansowania, ceny i rabaty dla stałych klientów. Nie nadążałam z odbieraniem telefonów. Nie zauważyłam nawet, kiedy odebrałam swój prywatny, oczywiście słowami: „Dzień dobry, z tej strony studio tańca, w czym mogę pomóc?” Dopiero po chwili zorientowałam się, że to nie klient, a fotografka. Zwolnił jej się termin w ten weekend i dzwoniła zapytać, czy możemy się umówić szybciej. Pamiętała, że bardzo mi zależało. Ogromnie ucieszyłam się i zgodziłam bez wahania. Obawiała się tylko, że nie znajdzie żadnego lokum w tak krótkim czasie. Ten weekend był idealny, ponieważ mój znajomy wyjeżdżał w piątek po południu i wracał dopiero w niedzielę wieczorem. Co prawda miałam jechać z nim, ale bez problemu wyłgam się i zostanę w domu. Zaproponowałam, żeby sesję zrobić w jego apartamencie, który do tego celu nadawał się idealnie. Pani fotograf ucieszyła się z takiego rozwiązania i powiedziała mi szybko jak się przygotować – seksowna bielizna, rajstopy lub pończochy, buty na wysokim obcasie, szlafrok, kosmetyki do makijażu i inne kobiece gadżety, które będę chciała wykorzystać. Nie było problemu, gdyż wszystko miałam w domu pod ręką. Obie zadowolone umówiłyśmy się na sobotę.

Tego dnia wyczekiwałam najbardziej. Dni do weekendu wlokły się niesamowicie powoli. Odżyłam, wróciła mi energia i chęć do życia. Mojemu kochankowi powiedziałam, że to zasługa pracy u niego w firmie. Ucieszył się i chyba mi uwierzył. W piątek wieczorem wyjechał, a ja odliczałam godziny do mojego spotkania.

Fotografka zjawiła się punktualnie o umówionej godzinie. Dość wysoka, szczuplutka blondynka, z krótką, drapieżną fryzurą. Wyglądała jak kobieta sukcesu, brakowało jej tylko na ustach czerwonej szminki. Przyszła obładowana sprzętem do fotografowania, ale też starymi kobiecymi magazynami, które jak powiedziała, mogą się przydać. Umówiłyśmy się rano, bo nie wiedziałyśmy dokładnie ile nam zejdzie.

Rozpakowała się i obejrzała mieszkanie pod kątem sesji. Przyznała potem, że ma potencjał. Ja w tym czasie zaparzyłam nam kawę. Podczas gdy powoli ją sączyłyśmy, opowiedziałam jej jakie zdjęcia mi się podobają i na jakich ujęciach mi zależy. Pytała, czemu zdecydowałam się na taką sesję i czemu wybrałam właśnie ją. Opowiedziałam jej historię tego pomysłu i moje inspiracje. Rozmawiałyśmy jakbyśmy się znały wieki. Dzięki temu rozluźniłam się i przestałam trochę o tym myśleć.

Wreszcie przyszedł czas na pierwsze ujęcia. Zaproponowała, żebyśmy zostały w kuchni i tutaj zrobiły kilka. Miałam pójść przebrać się w coś seksownego. Założyłam czarną, koronkową bieliznę i czarny, satynowy szlafroczek, również wykończony koronką. Włosy rozpuściłam i lekko podkręciłam jeszcze przed jej przyjściem. Podkreśliłam jeszcze usta czerwoną pomadką, łudząc się, że doda mi to pewności siebie i wróciłam do niej do kuchni. Wypakowała już i rozstawiła swój sprzęt, a trochę tego było. Poczułam się jak gwiazda na planie prawdziwej, profesjonalnej sesji okładkowej. Trochę zaczęłam się denerwować, czy dam radę rozebrać się przed obcą kobietą i zapozować. Do tej pory myślałam, że to dziecinnie proste, ale teraz zaczęłam mieć wątpliwości. Zauważyła moją niepewność i pokierowała mną na początku. Powiedziała, żebym usiadła na blacie, oparła się z tyłu ręką, wzięła filiżankę z kawą i udawała, że piję. Miałam nie zwracać na nią uwagi, zachowywać się naturalnie, jakbym była sama. Wzięłam pod uwagę jej sugestie, wskoczyłam na blat, założyłam nogę na nogę i oparłam się z tyłu. W tej chwili usłyszałam pierwsze pstryknięcia aparatu, padły pierwsze ujęcia, a ja poczułam się jak gwiazda filmowa. Byłam trochę spięta, ale mimo wszystko starałam się zachowywać naturalnie. Półnaga piłam kawę w swojej kuchni, jak co rano. Co jakiś czas do mnie mówiła i podpowiadała kolejne ujęcia. Miałam obrócić głowę w lewą stronę, a filiżankę opuścić nieco w prawą, jakby miała mi zaraz wypaść. Podała mi jakiś magazyn kobiecy, który miałam przeglądać przy porannej kawie. Po kilku ujęciach pokazała mi na aparacie pierwsze zdjęcia. Powiedziała, że mimo, że jestem stremowana, wyszły dobrze i jest zadowolona. Ja też byłam, widząc siebie w takich pozach. Wyglądałam, jakby ktoś przyłapał mnie rano w negliżu. Jak dziewczyna z plakatu lub reklamy jakiejś ekskluzywnej marki. Fotografka kazała mi wrócić do pozy i teraz wyobrazić sobie, że jestem sam na sam ze swoim ukochanym. Że patrzy na mnie, a ja go kokietuję. Wczułam się w rolę, a moje spojrzenie stało się z niewinnego i nieco zamyślonego, bardziej seksowne. Piłam kawę kusząc mojego wyimaginowanego mężczyznę, przygryzałam nieco wargę i spuszczałam wzrok. Skupiłam się na historii w mojej wyobraźni, a stres ustąpił miejsca dobrej zabawie.

 – Odchyl nieco połę szlafroka – usłyszałam z ust fotografki, co natychmiast wykonałam. Śliski materiał spadł, odsłaniając nagie ramię. Obróciłam głowę w jego stronę i strzeliłam spojrzeniem w kierunku aparatu. Migawka strzelała jak szalona, a fotografka chwaliła mnie z każdym ujęciem, co ośmielało mnie do odważniejszych poz.

W końcu odłożyła aparat i spytała czy mam wodę gazowaną. Oczywiście, że była w lodówce. Poprosiła też o wysoki kieliszek do szampana. Nalała wody do kieliszka i wręczyła mi. Teraz miałam udawać rozbieraną randkę, miałam być wesoła, lekko wstawiona, roześmiana. Próbowałam jak najlepiej wczuć się w nową rolę, a fotografka zaczęła robić kolejne zdjęcia. Po kilku ujęciach, podeszła i rozwiązała mi szlafrok, odsłaniając moje ciało i bieliznę, którą miałam pod spodem, po czym znów sięgnęła po aparat. Ponownie przerwała po kilku ujęciach. Wciąż jej czegoś brakowało. Próbowałam coś zaproponować. Po chwili namysłu zapytała czy mam jakąś biżuterię. Może naszyjnik. Pewnie, że miałam. Pobiegłam do sypialni, żeby coś przynieść. Z całej szkatułki śliczności wygrzebała długi naszyjnik z pereł i kazała mi go założyć. Wróciłam na blat, chwyciłam kieliszek i udawałam, że się śmieję. Wyobrażałam sobie różne śmieszne sytuacje. Teraz była zadowolona z ujęć. Po chwili podeszła do mnie i pokazała mi kilka fotek. To było dokładnie to czego chciałam. Zdjęcia w kuchni wyszły świetnie. Zaproponowała więc zmianę scenerii.

Przeniosłyśmy się do garderoby. Tam, Pani fotograf kazała mi usiąść przy toaletce, zdjąć naszyjnik i udawać, że się maluję czy poprawiam makijaż. Chwyciłam więc za duży puchaty pędzel i przypudrowałam nosek. Podeszła i kazała mi porozstawiać kosmetyki i perfumy na toaletce, żeby nie była taka pusta. Sama przyniosła stertę kobiecych magazynów, które ułożyła w zgrabny stos. Faktycznie teraz wyglądało znacznie bardziej realistycznie niż taki pusty blat z dwoma kosmetykami. Ponownie obróciłam się w stronę lustra i przeciągnęłam pędzlem po twarzy.

A teraz spojrzyj w lustro tak, jakby Twój mężczyzna przyłapał Cię na szykowaniu się, a Ty chciałabyś mu powiedzieć „zobacz jaka jestem zniewalająca”. – Od razu wiedziałam o co jej chodzi i zrobiłam dokładnie to co powiedziała przed chwilą. Po kilku pstryknięciach zsunęłam połę szlafroka z ramienia i rozochocona wygięłam się do lustra, patrząc się w odbicie za moimi plecami. Tak wczułam się w rolę, że obróciłam się przez ramię i zagryzłam wargę, patrząc się prosto w obiektyw. Z jej ust wydobył się okrzyk zadowolenia. Wiedziałam, że wyszło pięknie. Pstryknęła jeszcze kilka fotek z różnych pozycji i poprosiła mnie, żebym przeszła do szafy i przeglądała ubrania, jakbym szukała kreacji na wieczorne wyjście. Kazała mi też zdjąć szlafrok i zostać w samej bieliźnie. Bez namysłu, zsunęłam materiał i rzuciłam go na obitą welurem ławkę. Zanim aparat znów poszedł w ruch, zapytała czy nie mam pod ręką jakichś pończoch. Oczywiście, że miałam. Wyjęłam z szuflady, razem z pasem i ubrałam. Założyłam też czarne szpilki. Ta stylizacja o wiele bardziej przypadła jej do gustu. Podeszłam do szafy i zaczęłam przeglądać ubrania, przesuwając dłonią po wierzchu kolorowych materiałów. Byłam bardzo niezdecydowana. Skrzyżowałam nogi, aby podkreślić atuty mojej kobiecej figury, gdy zastanawiałam się nad kolejną kreacją. Po chwili i kilkunastu ujęciach, fotografka wymyśliła następną scenę, którą chciała uwiecznić. Tym razem poprosiła mnie, abym zdjęła stanik i otworzyła szufladę z bielizną. Jakby ktoś mnie przyłapał jak wyjmuję biustonosz z szuflady, ale jeszcze nie zdążyłam go ubrać. Miałam zagrać zaskoczoną tym, że ktoś przyłapał mnie półnagą. Zrobiło mi się ciepło między nogami, gdy to wszystko sobie wyobraziłam, ale bardzo mi się takie ujęcie podobało. Nie tracąc czasu i chcąc nieco ukryć swoje zmieszanie, otworzyłam szufladę, stanęłam nad nią i rozpięłam z tyłu stanik, który spadł do szuflady. Poczułam jak moje serce przyspiesza. Modliłam się tylko, żeby fotografka tego nie usłyszała.

Świetnie, a teraz spojrzyj na mnie. – powiedziała, a ja odwróciłam wzrok w jej stronę, udając przerażenie, że ktoś nakrył mnie bez biustonosza. A może nawet nie musiałam udawać?

 Super, unieś trochę stanik do góry, jakbyś chciała założyć ramiączka. – usłyszałam kolejne polecenie, które natychmiast wykonywałam. Błysk aparatu raz po raz rozświetlał garderobę. Po chwili skończyła i pozwoliła mi się ubrać. Podeszła do mnie i pokazała mi kilka ujęć. Były świetne, a ja naprawdę wyglądałam na nich na zaskoczoną. Nawet nie sądziłam, że taka ze mnie aktorka. Fotografka zaproponowała teraz, żebym zdjęła pończochy, usiadła na ławce obitej welurem i powoli naciągała je na nogi. Ubrałam stanik i przeniosłam się na wskazane miejsce. Zsunęłam pończochy z nóg po to, by po chwili znów je naciągnąć. Powoli i kokieteryjnie, jak na filmach. Uniosłam jedną nogę do góry, naciągnęłam cieniutki materiał na stopę, a potem powoli ku górze. Fotografka kazała mi co jakiś czas zatrzymywać się i patrzeć prosto w jej obiektyw, a potem znów spoglądać w dół na pończochy. Zdejmowałam i zakładałam pończochy kilka razy, a ona robiła różne ujęcia z różnych perspektyw. Gdy skończyłyśmy to ujęcie, przeniosłyśmy się do sypialni.

Kobieta kazała mi położyć się na środku łóżka i wygiąć się w seksownej pozycji. Sama stanęła nade mną i robiła ujęcia z góry. Starałam się jak mogłam, zmieniałam ułożenia dłoni i nóg, wypychałam biodra na lewo i prawo, motywowana jej słowami, żebym pokazała, jaka jestem seksowna i piękna. Następnie poprosiła mnie, żebym założyła sam szlafrok, usiadła na piętach, bokiem do niej i spojrzała na nią. Pstryknęła kilka fotek, po czym powiedziała, żebym zsunęła szlafrok i odsłoniła ramiona. Ponownie spojrzałam na nią, a ona wciąż robiła kolejne ujęcia. Po chwili zaproponowała, żebym zdjęła szlafrok i zasłoniła piersi rękoma. Zsunęłam cienki materiał jeszcze niżej i skrzyżowałam ręce na piersiach. Po kilku ujęciach, usiadałam do niej tyłem i obróciłam głowę w stronę obiektywu. Była zachwycona moją inicjatywą.

Ok, myślę, że jesteś gotowa na więcej. – powiedziała, odkładając aparat. Powiedziała, że chciałaby, żebym była teraz zupełnie naga. Ułożyłam się na środku łóżka, jak na pierwszych zdjęciach, a ona robiła zdjęcia z góry tak, jak wcześniej. Tyle, że wtedy miałam na sobie bieliznę, a teraz byłam zupełnie naga. Przerwała na chwilę i przyniosła biżuterie z garderoby. Kazała mi ją na siebie ubrać. Tylko. Wróciłam do pozy, a ona do robienia zdjęć.

–  Dziewczyno! Pokaż jaka jesteś seksowna i piękna! – dopingowała mnie. Po kilku fleszach aparatu było po wszystkim. Zarzuciłam na siebie szlafrok, żeby nieco się okryć.

Jesteśmy w domu same? – zapytała, odkładając aparat. Kiwnęłam głową, zawiązując szlafrok. Chciała zrobić jeszcze dwa ujęcia w salonie. Z mojej szkatułki z biżuterią wyjęła gruby, błyszczący, krótki naszyjnik, pierścionek z dużym oczkiem oraz bogato zdobione kolczyki. Poprosiła, abym to wszystko na siebie ubrała i zaciągnęła mnie do salonu. Powiedziała, żebym zdjęła szlafrok i położyć się bokiem na kanapie, opierając głowę na ręce. Tak, jak główna bohaterka Titanica. Rozwiązałam pasek, a cienki materiał łagodnie opadł na podłogę. Ułożyłam się jak kazała, a ona zrobiła kilka fotek. Następnie poprosiła, abym położyła się głową w dół, a nogi oparła o oparcie. Ułożyłam głowę na siedzeniu, włosy zwisały poza sofą, nogi zaś uniosłam góry, prostopadle do pozostałej części ciała. Po kilku pstryknięciach aparatem było po wszystkim.

Ubrałam się, a fotografka pokazała mi zrobione zdjęcia. Byłam zachwycona. Na ostatnich wyglądałam jak kobieta z wyższych sfer, pozująca do pamiątkowego obrazu lub dziewczyna z kalendarza dla mężczyzn. Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. A zdjęcia, które mi pokazywała były surowe, nieobrobione. Dobre wnętrze, rekwizyty i piękna modelka – powiedziała, że nie będzie dużo pracy przy obróbce.

Zeszło nam dość długo. Gdy pożegnałyśmy się i zamknęłam drzwi za fotografką było późne popołudnie. Nie chciało mi się gotować, tym bardziej że byłam sama. Ubrałam tylko szlafrok, zamówiłam pizzę i odpaliłam film.

To był bardzo udany dzień. Poczułam się piękna, seksowna, pewna siebie. Myślałam, że będzie to dużo trudniejsze, szczególnie, gdy byłam zupełnie naga, ale nie myślenie o tym i nie patrzenie na swoje nagie ciało, a skupienie się na roli pomogło. Miałam szczęście, że wybrałam też świetną fotografkę, która doskonale wiedziała czego oczekuję i pomagała mi podczas sesji. Nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę ostateczne efekty.

Na koniec miesiąca przysłała mi gotowe zdjęcia. Część była w kolorze, część czarno-białe. Były cudowne, dlatego zdecydowałam się wziąć wszystkie. Wiem, że to rozrzutność, ale nie umiałam się zdecydować tylko na kilka. Poza tym, na taką sesję decyduje się raz w życiu. Nie mogłam oderwać od nich oczu i byłam strasznie ciekawa co powie na nie mój znajomy. Byłam pewna, że mu się spodobają. I chyba wpadłam na pomysł, jak mu je zaprezentować.

LISTOPAD 2020

Wybrałam kilka ujęć, które pasowały do wnętrza, wywołałam je i oprawiłam w ramki. Prezentowały się jak z najlepszych life stylowych magazynów. Powiesiłam je na taśmę samoprzylepną w garderobie i nad łóżkiem w sypialni. Nic oczywiście mu nie powiedziałam. Byłam ciekawa kiedy zauważy i jaka będzie jego reakcja.

Gdy wrócił, przywitałam go czule i chodziłam za nim krok w krok, czekając, aż zauważy zmiany. Po wejściu do sypialni, jak zwykle rzucił marynarkę na fotel, buty zdjął po drodze do łazienki i poszedł się wykąpać. Myślałam, że nic nie zauważył, jednak po chwili cofnął się i spojrzał nad łóżko, a potem obrócił głowę w moją stronę. Jego mina wyrażała podziw i zdumienie jednocześnie. Podszedł do mnie i objął mnie w pasie.

Zacne dzieło, proszę Pani. – skomplementował moje zdjęcie.

Podoba Ci się? – droczyłam się z nim. Zamruczał, całując mnie w szyję. – A ja Ci się podobam? – nie dawałam mu spokoju.

Ty zawsze mi się podobasz. – odparł, nie odrywając ust od mojego obojczyka.

Oh, ale na zdjęciu… – niecierpliwiłam się. Odwiódł mnie od siebie, przyjrzał mi się badawczo, po czym podszedł do łóżka. Wpatrywał się w zdjęcie przez chwilę, jakby nie mógł uwierzyć własnym oczom. Chyba nie sądził, że powieszę jakąś modelkę nad łóżkiem. Podeszłam do niego i objęłam go od tyłu, przytulając się do jego pleców. Obrócił się w moją stronę, odgarnął mi włosy z twarzy i powiedział, głaszcząc po policzku:

Nie przypuszczałem… Nie sądziłem… Wyglądasz zjawiskowo… Jesteś zjawiskowa… – Uśmiechnęłam się, słysząc jego słowa. – Dlatego mówiłem Ci, że powinnaś zrobić sobie takie zdjęcia…

Ale nie sądziłeś, że je zrobię…? – Kiwnął głową. Ha! Zaskoczyłam go, a teraz jeszcze moje zdjęcie będzie wisieć nad jego łóżkiem.

Rozbudziłaś mnie, moja droga. Teraz będę musiał Cię przelecieć… – oznajmił i nie czekając na moją odpowiedź, wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Też miałam na niego ochotę, dlatego darowaliśmy sobie zbędne ceregiele. Od razu zaczęliśmy się namiętnie całować, zachłannie eksplorując wnętrza swoich ust. Już wtedy poczułam, jak robię się mokra. Szybko rozebraliśmy się nawzajem i wskoczyliśmy pod prysznic. Woda spływała po naszych ciałach, sprawiając, że coraz bardziej lepiły się do siebie. Miałam ochotę, aby wziął mnie szybko i ostro, dlatego gdy poczułam, że już jestem gotowa, obróciłam się tyłem do niego i wypięłam się w jego stronę, opierając się nisko o ścianę i kafelki. Nie musiałam długo czekać. Od razu chwycił mnie władczo za biodra i wszedł we mnie. Poczułam go głęboko i wyraźnie. Jego pchnięcia od początku były szybkie, a w mojej głowie zrodziła się fantazja, która w krótkim czasie doprowadziła mnie do orgazmu. Jęczałam głośno, zdając sobie sprawę z tego, że jesteśmy zupełnie sami. Wiedziałam, że lubi to i dodatkowo go to podnieca. Moje całe ciało trzęsło się tak, że ledwo byłam w stanie ustać. Gdy kończyłam szczytować, poczułam, że zalewa mnie od środka, a po chwili lepka maź zaczyna ściekać po moich udach. Byłam zdyszana i zaspokojona.

Pomógł mi wstać i umył moje ciało i włosy. Wyszliśmy spod prysznica razem. Owinął się ręcznikiem wokół pasa, a mnie dokładnie osuszył.

Teraz pójdziesz i ubierzesz się dla mnie tak, jak na tym zdjęciu nad łóżkiem. Chcę na Ciebie patrzeć, gdy będę jadł kolację. – wyszeptał mi wprost do ucha, a ja poczułam, że jeśli tak dalej pójdzie to na jednym razie pod prysznicem się nie skończy. Pobiegłam do garderoby, aby spełnić jego życzenie.

Przyszedł do mnie, gdy się szykowałam. Od razu zauważył też zdjęcia, które powiesiłam na ścianie między szafami. Tym razem już nie miał wątpliwości, że to ja.

Dużo masz jeszcze takich zdjęć? – zapytał retorycznie.

Wystarczająco, żeby mógł Pan oglądać w każdym miesiącu inne. – odparłam, nakładając czerwoną szminkę na usta. Ubrał się, ucałował mnie w czubek głowy i poszedł odgrzać jedzenie. Ja w tym czasie narzuciłam na siebie biżuterię i buty na wysokim obcasie i podążyłam tuż za nim.

Gdy weszłam do salonu, zupełnie naga, ubrana jedynie w błyskotki i buty na obcasie znów poczułam znajome ciepło między udami. Właśnie wyjmował talerz z piekarnika i niósł go do stołu. Usiadł naprzeciwko mnie i upił łyk czerwonego wina, czekając aż ułożę się na sofie tuż przed nim. Kontrast między nami, nim ubranym, a mną zupełnie nagą sprawił, że zawstydziłam się jak młoda, niedoświadczona dziewczyna, a moje sutki naprężyły się. Położyłam się na plecach, głową w dół, nogi wyprostowałam, uniosłam do góry i oparłam o oparcie sofy, ręce zaś rozłożyłam na boki dokładnie tak, jak na zdjęciu. Patrzyłam na niego do góry nogami. Przez chwilę delektował się tym widokiem, uśmiechając się łobuzersko pod nosem, po czym przystąpił do konsumpcji. Jadł powoli, przeżuwając niewielkie kęsy, jakby chciał przeciągać tę chwilę w nieskończoność.

Gdy skończył, kazał mi zostać w tej pozycji. Napawał się tym widokiem, a ja byłam coraz bardziej podniecona. Zaczął ze mną flirtować, mówił, jak bardzo go podniecam i że będzie musiał coś z tym zrobić. Doskonale wiedziałam co ma na myśli. Podszedł do mnie, rozpiął spodnie i wyjął swoje nabrzmiałe przyrodzenie, bezceremonialnie wpychając mi je do gardła. Byłam go wyjątkowo spragniona, dlatego z przyjemnością mu obciągałam, sama dodatkowo się przy tym podniecając. Po chwili przerwał, chwycił mnie za nogi, obrócił mnie w swoją stronę i szeroko je rozłożył. Jęknęłam, widząc jak bardzo otwarta leżę przed nim. Uklęknął jedną nogą na sofie i wszedł we mnie. Wpychał się, przytrzymując moje nogi na swoich biodrach. Pieściłam swoje piersi, aby szybciej dojść. Czułam się jak kochanka, która wpadła na szybki numerek do swojego szefa. Ja dla jego przyjemności rozebrałam się do naga, a on w pracy nie miał na to czasu. Gdy był już blisko, chwycił moje dłonie i przyparł je do sofy nad moją głową, podpierając się i już po chwili oboje szczytowaliśmy.

Gdy ochłonęliśmy nieco, schował swoje przyrodzenie i usiadł na sofie, a ja przekręciłam się i ułożyłam głowę na jego kolanach. Zdjął marynarkę i okrył mnie. Nigdy chyba nie byłam tak uległa jak dziś i cholernie mi się to podobało.

* * *

Od tamtego czasu weekendy spędzaliśmy w łóżku. Pewnego dnia, po jednym z numerków, powiedział, że trzeba wstawać. Zaskoczył mnie, bowiem nie planowałam żadnego wyjścia, żadnych gości, ani też nie wiedziałam, że on coś planuje. Jednak posłusznie zwlokłam się z łóżka i podreptałam pod prysznic, nieco się odświeżyć. Gdy wyszłam, zapytałam, dokąd zamierza mnie zabrać.

Niespodzianka – wyszeptał mi do ucha.

Nie będę wiedziała, w co się ubrać… – nie dałam się tak łatwo zbyć.

Przygotowałem Ci kreację. – zaskoczył mnie po raz kolejny. Poszłam do garderoby, gdzie czekała na mnie śliczna sukienka, wzorowana na latach ’20, z błyskotkami i frędzlami, w kolorze rose gold. Ubrałam więc cielistą bieliznę, ze stringami, naciągnęłam cieliste pończochy i włożyłam na siebie przygotowaną kreację i buty w tym samym kolorze. Dobrałam delikatną biżuterię, która uzupełniła strój. Sukienka była tak zdobna, że nie potrzebowałam wielkich naszyjników i długich kolczyków. Podsuszyłam włosy i nałożyłam delikatny makijaż. Mój znajomy (chociaż nie wiem, czy nie powinnam powiedzieć kochanek albo chłopak…?) wybrał garnitur dla siebie i ubrał się w sypialni, żeby mi nie przeszkadzać. Przyszedł, gdy już skończyłam. Wyjął z szuflady opaskę z błyskotkami, którą założył mi na włosy i pasującą do stroju malutką torebkę na łańcuszku. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, narzuciłam na siebie kremowy płaszczyk i razem skierowaliśmy się do wyjścia.

Przez całą drogę w samochodzie zastanawiałam się dokąd jedziemy. Byliśmy wystylizowani na lata ’20 i gdyby nie to, że był dopiero listopad to pomyślałabym, że jedziemy na bal karnawałowy. Próbowałam go wypytać, ale nie dał się podejść. Po kilkunastu minutach jazdy wylądowaliśmy w centrum. Wysiadł z auta i otworzył przede mną drzwi, po czym zaprowadził mnie za rękę do starej kamienicy. Zeszliśmy po schodkach jakby do piwnicy, gdzie mieścił się lokal. Przed wejściem czekał ochroniarz, który wpuszczał do środka. Ukłonił się nam na przywitanie i otworzył drzwi. Mój znajomy musiał być stałym bywalcem, skoro od tak go wpuszczali.

Od progu buchnęło w nas ciepło. Zdjęliśmy okrycia, zostawiając je w szatni. Mój znajomy wziął mnie za rękę i poprowadził na salę, gdzie przed wielką sceną znajdowały się stoliki. Na każdym obrus i mała lampka. Lokal wyglądał jak klub jazzowy. Usiedliśmy przy wskazanym stoliku, mój znajomy odsunął mi krzesło, zachowywał się jak prawdziwy gentelman, a ja czułam się jak księżniczka. Zamówił dla nas po lampce wina.

Spodoba Ci się – pochylił się w moją stronę i wyszeptał. Wznieśliśmy toast za naszą znajomość, żeby kwitła tak, jak do tej pory. Upiłam łyk wina, ale smakowało jakoś dziwnie. Inaczej niż zwykle. Nie miałam na nie ochoty, więc zamówiłam wodę z cytryną i lodem dla siebie. Sala zaczęła wypełniać się gośćmi. Po chwili przyciemniono światła i na sali zapanowała przyjemna, klimatyczna atmosfera. Na scenę wyszedł elegancki, przystojny mężczyzna zapowiadając to, co za chwilę miało się zadziać na scenie. Jeszcze bardziej zaczęło mnie zastanawiać to miejsce. Gdy tu weszliśmy pomyślałam, że przyjechaliśmy na drinka, a potem pojedziemy pewnie na kolację. Teraz, gdy mężczyzna prowadzi prolog na scenie, wygląda na przedstawienie teatralne, jednak miejsce zupełnie nie przypomina i nie pasuje na teatr. Coraz bardziej byłam zaintrygowana i postanowiłam cierpliwie zaczekać na bieg wydarzeń. Widziałam, że mój znajomy kątem oka obserwuje mnie i moje reakcje na to, co się dzieje. Uśmiechał się łobuzersko pod nosem, widząc moją dezorientację. Gdy mężczyzna kończył, zaczęła grać muzyka, a gdy schodził ze sceny kurtyna zaczęła unosić się do góry, światła rozbłysły się, a na scenie za kurtyną było ustawionych kilkanaście kobiet w niezwykle zdobnej bieliźnie, z piórkami i cyrkoniami, które zaczęło tańczyć przygotowaną choreografię w rytm muzyki, która grała już chwilę. Dziewczyny były piękne, zgrabne, rozebrane, na wysokich obcasach. Miały bogato zdobioną bieliznę, łańcuszki, bogatą biżuterię i burzę włosów na głowie. Śpiewały i tańczyły w rytm jazzowej muzyki, którą grał zespół złożony z kilku muzyków, ustawionych z boku sceny. Kobiety dały niezły show, popisywały się swoimi wdziękami, emanowały zmysłowością i seksem. Rozejrzałam się po sali; przy stolikach siedzieli zarówno mężczyźni, jak i kobiety, przy niektórych stolikach siedziały same kobiety w większym gronie lub sami mężczyźni pojedyńczo, przy niektórych zaś, pary takie, jak my. Przekrój wiekowy też był różny, ale raczej bez 20-letnich smarkaczy. Dorośli ludzie, którzy potrafili docenić muzykę, show i trunki serwowane w lokalu. Zorientowałam się, że jesteśmy na burlesque. Nie przypuszczałam nawet, że w mieście, w którym mieszkam znajduje się taki lokal, jednak byłam zachwycona pierwszym występem i gdy tylko się skończył, dziewczyny ukłoniły się, a z sali padły gromkie brawa. Kobiety rozbiegły się, by ustąpić miejsca równie pięknej, powabnej i zdolnej koleżance, która miała wykonać następny numer.

Całe show było niezwykle barwne i efektowne. Mnóstwo przepięknych dziewczyn, w skąpych strojach, czasem nawet bez biustonosza, z samymi naklejkami na sutki, dużo błysku, fantastyczna muzyka, choreografia i gra świateł. Dziewczyny wymieniały się na scenie, raz występowały kilka razem, raz samodzielnie. Były zmysłowe, seksowne i kusiły ze sceny widownie. Wszystko było zrobione ze smakiem, bez wulgarności i przesady. Każdy występ był utrzymany w jednej stylistyce, przez co całe show było spójne, jednak każdy był wyjątkowy i różnił się szczegółami od poprzedniego.

Patrzyłam na mojego znajomego, który oglądał show z zaciekawieniem.

Byłeś tu już kiedyś? – zapytałam w przerwie. Kiwnął głową.

Nie raz. – odparł. – Lubię piękne kobiety. – dodał. Skinął na kelnera, żeby podał kolejne kieliszki wina. Nie miałam ochoty, więc ponownie wzięłam dla siebie wodę z cytryną i lodem. Mój znajomy patrzył się na mnie jak na wariatkę, ponieważ nigdy nie odmawiam kieliszka, ale tym razem miałam ochotę tylko na wodę.

Druga połowa przedstawienia była równie dobra jak pierwsza. Dziewczęta wiły się w tańcu i na rurach. Moje myśli popłynęły w stronę fantazji, z nimi w rolach głównych. Myślałam o seksie z nimi, ale też o trójkącie z moim znajomym. Chciałam, żeby patrzył na mnie jak pieszczę się z którąś z tych ponętnych dziewcząt. W końcu, z podniecenia, nie mogłam się już skupić na show. Chciałam, żeby się już skończyło, by jak najszybciej znaleźć się w domu i oddać się mojemu kochankowi.

Moje prośby zostały wysłuchane, bowiem po trzech utworach, mężczyzna, który zapowiadał show, wyszedł i ogłosił koniec spektaklu. Widownia nagrodziła kobiety brawami i bisem, po czym większość z gości zaczęła opuszczać lokal.

Szepnęłam mojemu znajomemu, że musimy wracać do domu, po czym wstał i wyszliśmy. Podjechał po nas samochód, a mój znajomy otworzył drzwi przede mną. Wpakowałam się do środka, na tylnie siedzenie, a za mną mój towarzysz.

Źle się dziś czujesz? – zapytał, gdy tylko ruszyliśmy.

Nie. Dlaczego? – odparłam zdziwiona.

Nie piłaś… – wyjaśnił.

Nie dobre było to wino, nie smakowało mi. – powiedziałam, zgodnie z prawdą. Było ohydne.

Było takie jak zwykle. – mój znajomy nie dał się zbyć. Nabrał jakichś dziwnych podejrzeń, ale ja nie wiedziałam o co mu chodzi.

Gdzie teraz jedziemy? – zmieniłam temat.

Chciałem zabrać Cię na kolację. – odpowiedział. Nie miałam ochoty na restauracje. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Powiedziałam mu o tym i zaproponowałam, żebyśmy zamówili jakieś jedzenie na wynos.

Chętnie zjadłabym w łóżku, zaraz po tym jak mnie zaspokoisz. – powiedziałam uwodzicielsko, niczym laska z przedstawienia. Uśmiechnął się pod nosem i wykręcił numer. – Tylko zamów za godzinę. Albo półtorej. I coś o wyrazistym smaku, z przyprawami, ale nie za ostre. – poprosiłam, żeby wziął to pod uwagę przy składaniu zamówienia. Miałam ochotę na coś wytrawnego. Gdy tylko odłożył telefon, przysunęłam się bliżej niego i zaczęłam szeptać mu do ucha, co chciałabym z nim zrobić, sama się przy tym podniecając.

Gdzie ja jeszcze nie uprawiałam seksu…? – głośno myślałam, kokietując go.

Chyba wiem, gdzie jeszcze tego nie robiliśmy. – droczył się ze mną.

Więc chyba to idealny moment, co myślisz? – zapytałam retorycznie, głaszcząc go paluszkiem po obrysie żuchwy. Już czułam, jak jego trzydniowy zarost przyjemnie będzie drapał moje piersi, gdy będzie je pieścił i nie mogłam się już tego doczekać.

Gdy dotarliśmy na miejsce, a drzwi windy zasunęły się, niemal rzuciliśmy się na siebie, jak w filmie, rozszarpując ubranie. Nie było czasu, bo musieliśmy to zrobić zanim winda dotrze na górę, więc odsłoniliśmy jedynie najistotniejsze części ciała. Podsadził mnie do góry i nadział na swoją męskość. Jęknęłam, gdy poczułam go w sobie, a on jęknął niemal w tym samym momencie, gdy znalazł się we mnie. Przyparł mnie do ściany, a ja objęłam jego biodra nogami, przytrzymał mnie  jedną ręką, drugą zaś odsłonił cały biust. Posuwał mnie szybko i energicznie, zanurzając głowę w moich piersiach i całując tak, jak o tym marzyłam. Drapał tak, jak to sobie wyobrażałam, a myśl, że na każdym piętrze winda może stanąć i ktoś może wejść i zobaczyć jak się pieprzymy doprowadzała mnie do szaleństwa. Po przedstawieniu i uwodzeniu w samochodzie byłam tak rozgrzana, że doszłam na przedostatnim piętrze. Dosłownie po chwili dołączył do mnie. Zdążyliśmy złapać oddech i poprawić ubranie zanim winda dotarła na samą górę, a drzwi rozsunęły się wprost do jego apartamentu.

Po szybkim numerku w windzie czułam niedosyt. Zanim dowieźli naszą zamówioną kolację zdążyliśmy kochać się jeszcze raz i wziąć prysznic. Tym razem wypięłam się na łóżku, a on wziął mnie od tyłu. Ostatnio bardzo podnieca mnie ta pozycja, sama nie wiem czemu. Zjedliśmy w łóżku, oglądając film, na jednej z platform. To był naprawdę miły wieczór i bardzo intrygująca niespodzianka. Po cichu liczyłam, że nie będzie ostatnia.

GRUDZIEŃ 2020                                         

Ostatnie przedstawienie, na które mnie zabrał naprawdę mi się podobało. Dlatego ucieszyłam się, jak powiedział, że wychodzimy w Mikołajki. Wybrał dla mnie sukienkę z mojej garderoby, gdy brałam prysznic. Czerwoną, dopasowaną mini. Ubrałam pod nią czarną, koronkową bieliznę i pończochy. Sam również ubrał garnitur. Oboje wyglądaliśmy bardzo elegancko, w sam raz na kolejne show. Gdy wsiedliśmy do auta, byłam pewna, że zmierzamy do lokalu burlesque. Jednak zawiózł mnie zupełnie gdzie indziej.

Wysiedliśmy gdzieś na końcu świata. Daleko za miastem. Nie znałam tej okolicy i nie zapuszczałam się tu nigdy, jednak z nim czułam się bezpiecznie. Wjechaliśmy na posesję i zaparkowaliśmy przed starym dworkiem. Na podjeździe było całkiem sporo samochodów, a budynek prezentował się okazale. Odnowiona fasada, schody, zadbany ogród i fontanna przed wejściem. Jak na amerykańskich filmach. Otworzył przede mną drzwi i pomógł mi wysiąść z auta.

Do środka prowadziły okazałe schody, wyściełane czerwonym dywanem. Bogato urządzone wnętrze sprawiało, że można było poczuć się jak w pałacu. Połączenie czerni, czerwieni i złota było niezwykle eleganckie, ale dodawało również temu miejscu nutkę tajemniczości. Zostawiliśmy płaszcze w szatni i skierowaliśmy się w stronę dużej sali. Kiedyś musiała być to sala balowa, dziś mieściła się tam restauracja. Zajęliśmy miejsce przy wskazanym przez kelnera stoliku. Było całkiem sporo ludzi, prawie każdy stolik był zajęty. Pary były ubrane w eleganckie, wieczorowe kreacje, przyciemnione światło dodawało intymności. Można było spokojnie porozmawiać, a nawet poflirtować. Już wiem, czemu mnie tu zabrał; to idealne miejsce na randkę.

Kelner po chwili przyniósł wybrany przez niego posiłek. Przystawka była pyszna, choć jej rozmiar pozostawiał wiele do życzenia. Miałam nadzieję, że danie główne będzie co najmniej normalnych rozmiarów, ponieważ byłam bardzo głodna. Moją uwagę w karcie zwróciły koktajle, dlatego skusiłam się na jeden. Oczywiście bezalkoholowy. Od ostatniej przygody z winem, mdliło mnie na samą myśl o alkoholu. Czy to starość? Może już wystarczająco się w życiu napiłam…?

Danie główne było smaczne, ale nie najadłam się nim zbytnio. Wystarczyło jeszcze na deser – płonące lody. Był gorący jak ja w czerwonej sukience tego wieczoru. Z przyjemnością skonsumowałam go – miałam ochotę na słodkie. Przez całą kolację, zaczepiałam mojego znajomego, stopą odzianą jedynie w cienką pończoszkę. Wiedziałam, że doprowadzam go tym do szaleństwa. On zaś między posiłkami kładł dłoń na moim udzie i podjeżdżał wysoko niemalże do linii majtek, co bardzo mnie podniecało. Również to, że kelner lub któryś z gości może to zobaczyć.

Fajna restauracja. – powiedziałam. Naprawdę mi się podobało. – Taka ekskluzywna. – Ujął mą dłoń i przyciągnął do swoich warg. Bawił się nimi na mojej ręce.

To nie restauracja – zaprzeczył. – To wyjątkowe miejsce. – poprawił mnie.

Jak to? – dociekałam. Zaintrygował mnie. Byłam ciekawa tego miejsca.

To Dom Rozkoszy – odrzekł, choć niewiele mi to mówiło. Moja mina mówiła chyba sama za siebie. – Można się tu spotkać, zjeść kolacje tak, jak my to zrobiliśmy przed chwilą, wypić drinka, popatrzeć jak inne pary uprawiają seks, znaleźć sobie partnera/partnerkę/parę na wieczór lub oddać się komuś z kim się przyszło, albo pozwolić innym popatrzeć jak uprawia się miłość… Możliwości jest wiele…  – wyjaśnił. Znów zaskoczył mnie, a myślałam, że już niczym nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Słyszałam o takich miejscach, ale nie sądziłam, że gdziekolwiek istnieją. A już na pewno nie przypuszczałam, że będą gdzieś niedaleko miejsca, w którym mieszkam.

Rozumiem, że bywałeś tu już kiedyś… – zapytałam retorycznie.

Kiedyś regularnie. To lepsze niż burdel – szczerze odpowiedział. Mogłam się tego po nim spodziewać.

A więc teraz będziemy się kochać? – zapytałam retorycznie, przybliżając się do niego, aby inni goście nie słyszeli.

Jeśli ma Pani ochotę… – odparł również zbliżając się do mnie. Uśmiechnęłam się tylko zawadiacko pod nosem. Na to pytanie chyba nie musiałam odpowiadać. – Chciałabyś popatrzeć jak to robią inni, zrobić to w odosobnieniu czy pozwolisz, żeby inni patrzyli na nas? A może zaprosimy kogoś do naszej zabawy? – zapytał. Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią, ponieważ wybór wbrew pozorom, nie był łatwy. Zrobić to w odosobnieniu – robimy tak zawsze, więc nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, a skoro jesteśmy w takim miejscu, warto to wykorzystać.

Chciałabym popatrzeć, a potem pozwolić patrzeć innym. – Odparłam po chwili namysłu. Myśl, że ktoś obserwuje nas podczas tak intymnego aktu bardzo mnie ostatnio podniecała. Uśmiechnął się pod nosem. Odsunął swoje krzesło, wstał i podał mi swoją dłoń. Pomógł mi wstać od stołu i zaprowadził mnie za rękę ogromnymi, bogato zdobionymi schodami na górę.

Piętro wyglądało zupełnie inaczej niż parter. Było dużo bardziej tajemnicze i intrygujące. Na korytarzu porozstawiane były ogromne pufy, na których pary w różnych konfiguracjach pieściły się i uprawiały seks. Przeszliśmy obok kilku, od których nie mogłam oderwać wzroku. Patrzyłam się bezwstydnie na nagie piersi kobiet, chociaż wiem, że nie powinnam. Było to jednak silniejsze ode mnie. I pierwszy raz widziałam coś takiego.

Nagle skręcił w lewo i weszliśmy w inny korytarz, w którym pokoje miały przeszkloną ścianę zewnętrzną. Dzięki temu, można było z korytarza zobaczyć to, co działo się wewnątrz. Mój znajomy zwolnił i razem ze mną zaczął przyglądać się kochającym się parom.

W pierwszym pokoju, jakiś młody, jurny, do połowy rozebrany mężczyzna energicznie posuwał jakąś laskę, która krzyczała w niebogłosy. Nie było to zbyt ekscytujące, raczej jak scena z taniego porno, dlatego przeszliśmy dalej. W drugim pokoju podstarzały playboy, wciąż uważający się za przystojniaka, rżnął młodziutką dziewczynę. Na początku był ubrany, natomiast ją rozebrał całą do naga. Potem coś do niej mówił, a ona stała ze spuszczoną głową, po czym przełożył ją przez kolano i zaczął dawać klapsy. Ta scena bardzo mnie podnieciła i poczułam, jak kolejna porcja ciepła rozchodzi się między moimi udami. Przygryzłam wargę i obserwowałam z zaciekawieniem. Po chwili wokół nas zebrało się kilka osób, również obserwujących to wydarzenie. Starszy mężczyzna surowo karał swoją partnerkę tak, że jej pośladki po chwili były czerwone. Wtedy kazał jej zmienić pozycję – stanąć, oprzeć się o szezlong, na którym przed chwilą siedział i szeroko rozstawić nogi. Dziewczyna odwróciła głowę i patrzyła, jak ściąga ze spodni pas, składa na pół i wymierza cios w jej śliczne pośladki. Przyłożył kilka mocnych pasów, które zostawiły ślady na jej pupie, po czym kazał jej jedną nogą uklęknąć na szezlongu, wyprostować się, sam rozebrał się do skarpet i zanurzył się w niej od tyłu. Chwycił ją obiema dłońmi za jędrne piersi i mocno przyciągnął do siebie, cały czas sapiąc jej do ucha. Tego było już za wiele, dlatego odwróciłam się i podeszłam do innej witryny. Mój znajomy podążył za mną. Tam para uprawiała zwykły, klasyczny seks, cały czas przytulając się, głaszcząc, całując się, szepcząc do siebie. Było to piękne uniesienie. Patrzyliśmy na nich chwilę, po czym stwierdziłam, że mam dość i sama chciałabym spróbować. Dyskretnie dałam znać mojemu znajomemu, który pociągnął mnie za rękę.

Przeszliśmy kilka pokoi, aż w końcu znaleźliśmy wolny dla siebie. Było to ekscytujące uczucie mieć świadomość, że za ścianą pewnie za chwilę zbierze się gromadka osób z drinkami w rękach, które będą na nas patrzeć. Od strony pokoju nie było widać, co dzieje się na korytarzu. W miejscu szyby było ogromne lustro, w którym można było obserwować siebie podczas zbliżenia. Mój znajomy obrócił mnie w swoją stronę i zaczął pieścić moją szyję. Szybko rozpiął moją kieckę z tyłu, zdjął ramiączka i zsunął ją do pasa, pocałunkami zjeżdżając coraz niżej. Po chwili rozpiął stanik i rzucił go na podłogę. Jęknęłam głośno, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że ktoś na korytarzu, po drugiej stronie, może teraz widzieć moje piersi w całej okazałości. Klęknął przede mną, a ja poczułam jego język na moich sutkach i wargi okalające brodawki. Podczas pieszczot, przytrzymywał moje piersi w dłoniach, by mieć do nich lepszy dostęp. Czułam, że moje majtki są już zupełnie przesiąknięte. Po chwili zjechał niżej i wycałował mój brzuch, do linii sukienki. Wtedy pomogłam mu wstać i zdjęłam jego marynarkę, krawat i koszulę. Uwielbiałam patrzeć na jego tors i ocierać się o niego swoimi piersiami. Sięgnął dłońmi pod sukienkę i zdjął moje przemoczone do reszty majtki. Rzucił je na podłogę obok stanika i podsunął gładki materiał wysoko aż do pasa, odkrywając moją pupę i łono. Świadomość, że obcy ludzie widzą mnie w takiej pozycji dodatkowo mnie nakręcała. Podrzucił mnie do góry i oparł plecami o ścianę. Oplotłam nogami jego biodra, a on gładko wszedł we mnie. Wtedy zaczął się we mnie poruszać. Powoli i zmysłowo, cały czas patrząc mi w oczy. Przygniótł mnie mocno do ściany, moje piersi ocierały się o niego tak, jak lubię, wchodził we mnie głęboko. Byliśmy w tej chwili sam na sam, zjednoczeni od środka, mimo iż za lustrem mogły kłębić się tłumy.

Po kilku pchnięciach zaczął do mnie mówić, co podniecało mnie jeszcze bardziej i z każdym krokiem popychało mnie ku rozkoszy. Niestety nie udało mi się nad tym zapanować i, nie czekając na niego, doszłam. Objęłam go rękami za szyję, żeby się przytrzymać i zamknęłam oczy. Miałam nadzieję, że po chwili zdoła do mnie dołączyć, jednak niestety nie poczułam wytrysku w sobie. Uniósł mnie i przeniósł na szezlong. Położył się i usadził mnie na sobie. Wiedziałam, czego ode mnie oczekuje. W amoku zaczęłam rytmicznie poruszać się. Najpierw powoli, a gdy nieco oprzytomniałam, coraz szybciej. Zdjęłam przez głowę kawałek materiału, który tkwił na mym pasie. Teraz byłam zupełnie naga. Dla niego. Ujął mnie za biodra, poruszając nimi w odpowiednim rytmie, cały czas patrząc mi w oczy. Przygryzłam wargę i wsunęłam dłonie we włosy. Dłońmi bawiłam się swoimi włosami, piersiami, głaskałam szyję. Lubił na mnie patrzeć, gdy kochaliśmy się na jeźdźca. Chciałam być dla niego jak najbardziej seksowna. W końcu sięgnęłam do swojej łechtaczki i zaczęłam pocierać. Drugą dłonią masowałam sutki i piersi. Nie sądziłam, że drugi raz tego wieczoru uda mi się podniecić. Pozwolił mi pobawić się trochę, napawając się tym widokiem, po czym stwierdził, że czas kończyć. Chwycił mnie mocno za biodra i zaczął się intensywnie poruszać wewnątrz mnie. Podniecenie natychmiast skoczyło. Uniósł się nieco i ujął mój sutek wargami. Zaczął pieścić językiem piersi. Przyciągnęłam go do siebie, żeby miał lepszy dostęp. Jego pocałunki i przygryzanie, moje pieszczoty łechtaczki i jego przyrodzenie we mnie sprawiły, że doszłam drugi raz w tak krótkim czasie. On również po chwili do mnie dołączył. Po wszystkim opadliśmy zmęczeni i zdyszani.

Gdy nieco oprzytomniałam, wytarł mnie chusteczką i pomógł mi się ubrać. Zastanawiałam się, ile osób nas obserwowało, ale gdy wyszliśmy nie było już nikogo przed naszym pokojem. Być może nie przyciągnęliśmy niczyjej uwagi? Ujął mnie za rękę i poprowadził do wyjścia.

Byłam głodna, zmęczona i senna. Przysnęłam w samochodzie na jego ramieniu. Zdążyłam jeszcze wymruczeć coś o jedzeniu, więc zatrzymaliśmy się po drodze w drivie. Spałaszowałam z apetytem zamówiony zestaw. Nie jadłam czegoś takiego od wieków, zapomniałam już jakie to dobre. Mój znajomy patrzył ze zdziwieniem jak wsuwam kanapkę i frytki po jego wykwintnej kolacji. Po takim seksie – cóż się dziwić? To był naprawdę udany wieczór i miałam nadzieję, że niebawem znów wrócimy do tego klubu.

* * *

EPILOG

warning1Ten rok był dla mnie wyjątkowo intensywny. A wszystko za sprawą jednego, noworocznego postanowienia. Dzięki temu poznałam swojego znajomego (a raczej narzeczonego, powinnam powiedzieć…), odmieniłam siebie i swoją garderobę, nauczyłam się tańczyć na rurze i pokochałam siebie i swoje ciało, wyprawiłam huczne urodziny i jadłam z nagiej kobiety, spełniłam swoje fantazje, kupiłam kilka erotycznych zabawek, przespałam się z kobietą, spędziłam niezapomniane wakacje, doświadczyłam zabawy w trójkącie i byłam masowana przez przystojnego Martina, zmieniłam mieszkanie i pracę, zrobiłam sobie tatuaż i rozbieraną sesję zdjęciową, obejrzałam spektakl burlesque i byłam w erotycznym, tajemniczym klubie. Zaczęłam żyć.

To był rok pełen wrażeń i z pewnością na długo zostanie w mojej pamięci. A w następnym czeka mnie kolejne wyzwanie. To najważniejsze w życiu.

Zostanę mamą…

Podobieństwo osób i zdarzeń jest przypadkowe.
Wszelkie prawa zastrzeżone.