Piękna Bestia

Dzień płynął leniwie swoim własnym rytmem. Za oknem siąpił deszcz, w kubku parowała kawa. Poranna konferencja przebiegła pomyślnie, choć spodziewał się po niej czegoś więcej. Koło południa odwiedził go ojciec. Rozsiadł się w skórzanym fotelu, by zakomunikować mu swoją decyzję.

Przyjęliśmy projekt Alexa Younga do realizacji. – powiedział spokojnym tonem.

Świetna wiadomość tato. – odparł.

Chcę, żebyś się nim zajął. – przekazał mu kolejną nowinę.

Jeszcze lepiej. – wyraził swoją aprobatę. Alex Young był trudnym i wymagającym klientem. Od początku miał ochotę i pomysł na ten projekt. Lubił wyzwania. Nigdy też nie zawiódł ojca, ani nie nadszarpną jego zaufania, dlatego był pewien, że gdy ojciec w ogóle zdecyduje się w to wejść, przekaże pałeczkę właśnie jemu. Nie mylił się, jednak nie do końca przewidział taki bieg zdarzeń.

To duży i wymagający projekt. Chcę, żebyś miał kogoś do pomocy. – ciągnął dalej.

–  Myślałem, że mi ufasz. – próbował go podejść, jednak na marne.

Ufam. Gdyby tak nie było, nie przekazałbym Ci tego klienta. Chcę jednak, abyś miał wsparcie. – tłumaczył spokojnie. Był pewien, że syn przyjmie jego propozycję, nawet jeśli na początku będzie kręcił nosem.

Z kim miałbym pracować? – w myślach przebiegł listę najlepszych pracowników, obstawiając swoje typy. Był ciekaw czy pokryją się z decyzją ojca.

Kristy Woods. – zakomunikował, czekając na jego reakcję. Kristy Woods mimo swojego młodego wieku szturmem podbiła rynek. Ukończyła najbardziej prestiżowe uczelnie i miała najlepsze referencje. Kompleksowo poprowadziła kampanię Ryana Russella, zyskując przydomek „Piękna Bestia”. Jej uroda i nienaganna prezencja były niezaprzeczalnym faktem, jednak w branży krążyły plotki o jej trudnym charakterze i jeszcze trudniejszej współpracy z nią. Szefowie chętnie zatrudniali ją ze względu na nieprzeciętne efekty, natomiast cała reszta przeklinała pod nosem. Był ciekawy czy to, co o niej mówią jest prawdą. Była kolejnym wyzwaniem, a on uwielbiał wyzwania.

Dobrze, skoro tego chcesz, niech tak będzie. – zgodził się po chwili namysłu.

Świetnie. W takim razie zaczynacie od poniedziałku. – ojciec rzucił w jego stronę, zbierając się do wyjścia. – Aha, uważaj na nią, ta dziewczyna ma charakterek. – dodał znikając za drzwiami. Uśmiechnął się pod nosem. Ani ojciec ani Kristy Woods nie wiedzieli jednak, że ma swój sposób na takie charakterki.

W poniedziałek ojciec przedstawił mu ją z samego rana. Szara, dopasowana sukienka, podkreślająca wszystkie jej atuty, karminowe, soczyste usta i wysokie czarne szpilki. Wyglądała oszałamiająco, ale bardzo profesjonalnie. Jak silna i niezależna kobieta sukcesu, którą zresztą była. Poczuł jak coś rośnie mu w spodniach. Będzie gorzej aniżeli mógł się spodziewać. Trudno mu będzie utrzymać uwagę i skupienie, gdy będzie paradować przed nim w takich strojach. A może to w tym tkwi siła jej sukcesu? W rozpraszaniu klientów nienaganną i kuszącą aparycją, przez co jedzą jej z ręki? Będzie musiał to sprawdzić.

Mark również zrobił na niej niemałe wrażenie. Przystojny, postawny, w koszuli z podwiniętymi rękawami, pod którymi rysowały się wyrzeźbione bicepsy i wąskim krawacie prezentował się jak rasowy biznesman. Władczy, dominujący i nie znoszący sprzeciwu. Zdała sobie sprawę, że jej oddech nieznacznie przyspieszył. Działo się tak zawsze, gdy ktoś wzbudzał w niej zainteresowanie. Seksualne zainteresowanie. Natychmiast przywołała się do porządku ignorując ciepło między udami. Nie będzie aż tak łatwo jak się spodziewała. Łudziła się, że jego osoba nie będzie jej aż nadto rozpraszać, jednak sama w to chyba tak do końca nie wierzyła.

Przy ojcu była grzeczna i nieco powściągliwa, jednak gdy tylko zniknął za drzwiami, zostawiając ich samych, od razu przeszła do rzeczy.

–  Jutro mamy spotkanie z Youngiem… – zaczęła, rozsiadając się i rozkładając papiery na biurku.

Spokojnie. – nie pozwolił jej dokończyć. – Jutro wszystkiego się dowiemy, a później ostro bierzemy się do pracy. Wszystko mam pod kontrolą. – wyjaśnił jej spokojnym tonem, zanurzając się w lekturze nowego wydania magazynu gospodarczego, nawet na nią nie spoglądając.

Ostro do pracy bierzemy się już od teraz. Musimy przygotować wstępny szkic na jutrzejsze spotkanie… – nie dawała za wygraną.

Widzę, że lubisz na ostro. To dobrze. Ja też. – skomentował z ironicznym uśmiechem. Zabrzmiało mocno dwuznacznie, na tyle, by jej myśli pomknęły w nieco innym kierunku. Sama zdziwiła się jak łatwo udało mu się ją rozproszyć. – Jak chcesz zrobić wstępny szkic, jak nie wiesz na czym najbardziej mu zależy, jakie są jego główne potrzeby? – wyrwał ją z zamyślenia. Postanowiła, że nie da się wyprowadzić z równowagi.

Tak samo jak twój ojciec podjął decyzję o tym, czy wziąć ten projekt czy nie. I mi nie przerywaj. – dodała szybko, widząc jak otwiera usta i nabiera powietrza, aby znów to zrobić. Nie będzie jej tak traktował. Musiała mu pokazać, że ona też się w tym wszystkim liczy. – Jak myślisz na jakiej podstawie podjął decyzję? Young musiał udzielić mu kilku informacji, żeby mógł sobie przekalkulować czy w to wchodzić czy nie. Wystarczyło ruszyć głową i pofatygować się do tatusia. A teraz na tej podstawie bierz się do pracy, bo nie zamierzam za Ciebie odwalać całej roboty. – urwała, kiedy wstał, przeszedł do niej na drugą stronę biurka i oparł się o blat. Nie pytając ujął ją pod brodę, zmusił, aby spojrzała na niego i zbliżył się do niej na tyle blisko, aby poczuć zapach jej perfum.

Chyba coś Ci się dziewczynko troszeczkę pomyliło. – powiedział niemalże wprost w jej usta, powstrzymując się, przed pocałunkiem. Przełknęła głośno. – To ja tu ustalam reguły gry, jakbyś jeszcze nie zauważyła. Nie pozwolę sobą dyrygować jak jakiś żółtodziób. Mam duże doświadczenie i to ja poprowadzę ten projekt. Ty odgrywasz tutaj rolę drugoplanową. Zagrasz wyłącznie, gdy Ci na to pozwolę…

Widać, że tylko doświadczenie masz duże, skoro musisz sobie rekompensować swoje ubytki, traktując ludzi w ten sposób. – wypaliła, zbijając go z tropu. Tym razem to ona mu przerwała. Spojrzała na niego hardo, wyrywając mu swój podbródek z ręki. – Nawet jeśli wstępny szkic będzie do poprawki to i tak pokażemy Youngowi, że dokonał słusznego wyboru, powierzając nam to zlecenie. Nie możemy iść na to spotkanie nieprzygotowani. Nie rozumiem, czemu muszę tłumaczyć Ci tak podstawowe rzeczy. – westchnęła jakby nie miała już siły, zbierając papiery z biurka. – Rób jak uważasz, ale ja nie mam zamiaru położyć tego projektu przez Twoje lenistwo i uważanie się za Bóg wie kogo. – skwitowała, po czym obróciła się na pięcie i wyszła.

Siedział tam dalej oniemiały, nie rozumiejąc co poszło nie tak. Przecież działał na wszystkie kobiety. Czemu ona była wyjątkiem? Nie podejrzewał ją o homoseksualne skłonności. Zaskoczyła go, ale też pokazała, że nie będzie tańczyć tak jak jej zagra tylko dlatego, że jest uwodzicielski i przystojny. Musiał się bardziej postarać. Uśmiechnął się pod nosem. Ta kobieta będzie dla niego o wiele większym wyzwaniem, niż mu się wydawało. A co gorsza, bardzo mu się to podobało.

*

Poranek nie zapowiadał dobrego dnia. Zaspała, nie zjadła śniadania i nie zdążyła umyć włosów. Spryskała je suchym szamponem i ułożyła na lokówce. Wyszła, zapominając laptopa z domu. Na czerwonym zrobiła makijaż, zjechała na stację po kawę i kanapkę. Zaparkowała przed biurem 5 minut przed spotkaniem. W torebce rozległ się dźwięk telefonu.

– Gdzie Ty do kurwy nędzy jesteś? – usłyszała w słuchawce wkurzony głos Marka.

– Też się cieszę, że Cię słyszę. – próbowała go zdeprymować, gramoląc się z auta, z torebką na ramieniu i telefonem przy uchu. – Dochodzę; nie każdemu zajmuje to 3 minuty. – rzuciła do słuchawki.

– Young zaraz tu będzie – usłyszała po drugiej stronie. W tej minucie zauważyła jak wjeżdża na parking. Pomachała mu i postanowiła na niego zaczekać.

– Jakkolwiek to zabrzmi, dochodzi razem ze mną. – rzuciła do słuchawki, po czym rozłączyła się. Droczyła się z nim. Nie wiedział co się dzieje. Czyżby sypiali razem? Przywitała się z Youngiem, po czym razem skierowali się w stronę biura.

Spotkanie poszło jak po maśle. Young jadł im z ręki. Był zachwycony każdym pomysłem. Kristy obiecała przygotować dla niego kilka wizualizacji. Nawet bez laptopa świetnie sobie poradziła. Gdy wyszedł, usiadła zadowolona naprzeciwko Marka, rozsiadając się wygodniej.

– Powinienem Cię za to ukarać. – powiedział, również przyjmując wygodniejszą pozycję. Chciał zbadać jej granice. Wiedzieć jak zareaguje na jego propozycje. Wiedziała, że chodzi mu o dzisiejszy poranek. Poruszyła się nerwowo na krześle. Zaintrygował ją. Z chęcią poddałaby się karze wymierzanej przez niego. Była ciekawa, czy potrafiłby to zrobić.

– W jaki sposób? – zapytała, zakładając nogę na nogę. Postanowiła z nim trochę poflirtować.

– A. Przełożyć Cię przez kolano i spuścić lanie na gołe pośladki.

B. Związać, rozebrać i wychłostać Twoje nagie pośladki.

C. Najpierw wychłostać Twoje nagie pośladki, a potem wypieprzyć Cię między nimi. Którą opcję wybierasz? – zapytał retorycznie, bacznie ją obserwując. Roześmiała się, choć opisy scen, które jej przedstawił odbiły się echem między jej udami.

– Żadną z powyższych. Może powinieneś zastanowić się nad:

A. Pocałowaniem mnie w dupę.

B. Pieprzeniem się.

C. Najpierw pieprzeniem się, a potem spadaniem na drzewo. – odparła wyraźnie rozbawiona. Dogadała mu, ale postanowił kontynuować tę bezsensowną dyskusję.

– Pieprzyć wolałbym Ciebie. – odbił piłeczkę w jej stronę, na co ona pokazała mu środkowy palec. – Ten palec wiesz, gdzie możesz sobie wsadzić? – dodał.

– Z przyjemnością. – odparła, wstając z krzesła i kierując się w stronę drzwi. Skończyła z nim. Zaskoczyła go tą odpowiedzią. Wyobraził ją sobie jak podciąga spódnicę, spuszcza majtki, pochyla się i sięga między pośladki, zanurzając wskazujący palec w szczelinie. Ciężko westchnął. Na samą myśl, jego przyrodzenie zareagowało potężną erekcją, z którą przez najbliższe kilka godzin będzie miał problem. Ta kobieta doprowadzała go do szaleństwa. Tak samo jak on ją. Była zachwycona jego nieskrępowanymi komentarzami i odważnymi tekstami. Z pewnością wiele mógłby jej zaoferować. Miała nadzieje, że uda jej się o tym przekonać przy najbliższej okazji.

I co? Poradziłeś sobie z namiocikiem? – wymamrotała znad papierów, gdy wszedł do jej gabinetu. Zmieszał się. Doskonale wiedział o czym mówi, jednak podejrzewał, że to blef, bowiem nie mogła dostrzec jego erekcji, gdy rozmawiali rano.

A Ty ze wsadzaniem sobie palca w tyłek? – nie pozostał jej dłużny.

Myślę, że więcej razy wsadzałam sobie palec w tyłek niż Ty wsadzałeś swojego fiuta gdziekolwiek. – wypaliła mu, nie przerywając szkicowania.

A ja myślę, że gdyby ktoś wsadzał Ci swojego fiuta gdziekolwiek, nie musiałabyś zaspokajać się palcem w tyłku. – odciął się jej. Jego słowa wyraźnie w nią uderzyły, choć nie dała tego po sobie poznać.

Pierdol się – rzuciła w jego stronę, wyraźnie poirytowana. Poczuł, że trafił w jej czuły punkt.

To właśnie zamierzam, gdy tylko znajdę się sam w swoim gabinecie. – nie dawał za wygraną. Szli łeb w łeb w potyczkach słownych. – W przeciwieństwie do Ciebie, z pierdoleniem nie mam problemu.

Ja też nie mam, w przeciwieństwie do tego, co o tym myślisz. – odparła bez przekonania. Doskonale wiedziała, że prawda jest zupełnie inna. Podszedł do niej, oparł się ręką o oparcie jej fotela, drugą zaś o blat biurka i pochylił się nad nią nisko, wciągając zapach jej włosów.

Szkoda. – wyszeptał jej do ucha. – Chętnie bym Ci w tym pomógł. – dokończył, spoglądając jej przez ramię. Po plecach przeszedł ją dreszcz. Wyobraziła sobie, jak wypina się przed nim, a on klęka za nią i wsuwa się w jej ciasną szparkę, a potem posuwa ją z całej siły, szybko i intensywnie. Poczuła wilgoć i przyjemne pulsowanie między nogami. – Gdy skończysz, podeślij mi aranżacje; chciałbym na nie spojrzeć. – powiedział cichutko, jakby nie chciał jej przeszkadzać, po czym skierował się ku drzwiom.

Dupek. – usłyszał za sobą, jednak nie odpowiedział. Oboje dobrze wiedzieli, że trudno będzie jej się teraz skupić na pracy, jednak postanowiła, że nie da mu tej satysfakcji.

*

Tak jak sądził i tak jak go ostrzegano, współpraca z Kristy Woods nie należała do najłatwiejszych. Wszędzie musiała mieć ostatnie zdanie, a Mark musiał się nieźle postarać, aby przeforsować swoje argumenty. Jej, były logiczne i przemyślane i choć wiedział, że nie będzie łatwo, postanowił zaryzykować.

Co to ma znaczyć?! – Wparowała do jego gabinetu z dzikim, przejmującym jazgotem, rzucając mu na biurko papiery i trzaskając za sobą drzwiami. Trzeci raz w tym tygodniu. Już niemalże się do tego przyzwyczaił, jednak nie mógł pozwolić, aby traktowała go w ten sposób.

Nie rozumiem, o co Ci chodzi – skłamał, nie odrywając oczu znad magazynu gospodarczego.

Usunąłeś wszystkie moje pomysły. To zupełnie inny projekt! – wrzeszczała, machając rękami. Odłożył magazyn na biurko, złożył dłonie jak do modlitwy i przytknął koniuszki środkowych palców do ust. – I na co się tak tępo gapisz?! – zapytała rozzłoszczona po chwili milczenia. – Nie masz mi nic do powiedzenia?

Zastanawiam się kiedy ostatni raz ktoś Cię porządnie zerżnął – odparł ze stoickim spokojem. Drgnęła na tę myśl. Doskonale wiedziała, że od wieków tego nie robiła. Już nawet zapomniała jak to jest czuć kutasa w sobie. Nie dała jednak za wygraną.

Jak śmiesz… – zaczęła piskliwym głosem, jeszcze bardziej rozsierdzona.

Cierpisz na klasyczny syndrom niedopchnięcia – wyjaśnił rzeczowo, nie pozwalając jej dokończyć. Trzeci raz w tym tygodniu wpadasz do mojego gabinetu robiąc mi awanturę. Kobieta, która jęczy w nocy nie warczy w dzień. A skoro Ty warczysz na mnie już trzeci dzień oznacza to, że bardzo dawno nie jęczałaś w nocy. – Wstał, zdjął marynarkę, rzucając ją niedbale na fotel i przeszedł do niej na drugą stronę biurka. – Nie mogę pozwolić sobie na takie zachowanie. Będę musiał coś z tym zrobić. – kontynuował, podwijając rękawy koszuli do łokci. Udawał, że zastanawia się, choć doskonale wiedział, co chce zrobić.

Ciekawe co?! – prychnęła.

Ukarzę Cię. – W tej chwili pchnął ją na biurko, zginając ją wpół. Próbowała się podnieść, jednak zablokował ją dłonią, przyciskając do blatu. Zaskoczył ją tym tak bardzo, że nie zdążyła w porę zareagować. Zawsze o tym marzyła, jednak już dawno przestała się łudzić, że coś podobnego może się zdarzyć. Niemniej jednak, postanowiła nie odkrywać kart jak bardzo jej się to podoba.

Nawet się nie waż! – krzyknęła w momencie, gdy wymierzył jej pierwszego klapsa. Jej wypięty tyłek w obcisłej spódnicy prezentował się idealnie. Poczuł jak jego przyrodzenie rośnie mu w spodniach. Uderzenie nie było mocne, bardziej ostrzegawcze. Zdała sobie sprawę z tego, że jej szparka staje się wilgotna. Z nadzieją czekała na więcej. Chciała, aby podciągnął jej spódnicę do góry i dał kilka siarczystych klapsów. Potem ściągnął majtki i zlał ją porządnie na gołą pupę. Na samą myśl o tym zrobiło jej się gorąco między udami. On natomiast badał granice na ile mu pozwoli. Najchętniej spuściłby jej lanie na gołą pupę, ale nie był pewny jak zareaguje. Po chwili wymierzył jej drugiego klapsa, tym razem mocniej. Szarpnęła się.

– Bądź grzeczna i leż spokojnie, w przeciwnym razie będę musiał ukarać Cię mocniej. – zapowiedział, dając jej kolejnego klapsa. Jęknęła.

– Nie możesz! – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

– Bo co? – zapytał retorycznie. – Pójdziesz poskarżyć się tatusiowi? A może pokażesz mu swój czerwony, obity tyłek? – przyłożył jej jeszcze raz. Oboje doskonale wiedzieli, że tego nie zrobi. Była zbyt silna i zbyt dumna.

– Oskarżę Cię o molestowanie – wycedziła między kolejnymi uderzeniami. Uśmiechnął się pod nosem.

– Uważaj, bo się przestraszę. – wyszeptał wprost do jej ucha, po czym wymierzył jej kolejne kilka klapsów. Uderzał mocno i metodycznie. Tak jak zawsze tego chciała. Nie zbyt szybko, żeby wytrzymała, ale też nie za wolno, żeby nie przestawało boleć, choć materiał spódnicy i bielizna skutecznie tłumiły doznania. Poczuła, że łagodnieje, przestaje walczyć i się mu poddaje. Chęć ukarania jej na goły tyłek była coraz silniejsza. Przesunął badawczo dłonią po jej udzie, jakby chciał podciągnąć jej spódnicę w górę, jednak powstrzymał się. Wymierzył jej jeszcze kilka klapsów i odpuścił. Uwolnił ją z uścisku, żeby wstała. Ona jednak w dalszym ciągu tkwiła oparta o blat. Była zawiedziona, że to już koniec. Liczyła na coś więcej, a wyszło jak zwykle. Zebrała się w sobie, wstała i wygładziła spódnicę. Policzki miała zaróżowione, oczy rozbiegane, a oddech galopujący. Nawet na niego nie spojrzała, po czym skierowała się w stronę drzwi i wyszła.

Zrozumiał, że nie podobało się jej tak jak jemu. Zastanawiał się jak bardzo przesadził. Wrócił do biurka i próbował skupić się na pracy. Jednak jego myśli wciąż wracały do niej i do tego co się wydarzyło. Ciągle miał przed oczami jej wypiętą pupę, ciche pojękiwanie i odgłos wymierzanych klapsów. Jego nabrzmiały penis nie pomagał mu wrócić do obowiązków. Jakby nie było, mogła oskarżyć go i miałaby rację. Długo bił się z myślami. Nie chciał przyznawać się do błędu, ale nie chciał też, aby ta sytuacja negatywnie odbiła się na jego karierze. Poza tym, trapiły go wyrzuty sumienia, czy oby jej nie skrzywdził. Dlatego też postanowił porozmawiać z nią o tym, co między nimi zaszło i wyjaśnić tę sytuację. Natychmiast wstał, chwycił papiery, które rzuciła mu na biurko i skierował swe kroki w stronę jej gabinetu.

Uchylił lekko drzwi i zamarł. Dojrzał ją z szeroko rozłożonymi nogami, opartymi o lewą stronę narożnego biurka, sięgającą dłonią do złączenia swych ud. Była odwrócona lekko w lewą stronę, jednak na tyle, aby nie zauważyć, że ktoś ją obserwuje. Rozejrzał się po korytarzu, sprawdzając czy nikt nie idzie. O tej porze już mało kto przebywał w biurze, zatem mógł spokojnie oglądać ten przedziwny spektakl. Kristy masowała się najpierw powoli i delikatnie, wyginając się na fotelu, potem coraz szybciej i energiczniej, głośno wciągając powietrze w płuca, mocno ściskając naprzemian piersi. Myślała o tym, jak daje jej klapsy, więcej i mocniej niż w rzeczywistości. Jak bez zbędnych ceregieli rozprawia się z jej ubraniem. Jak karze ją niczym małą niegrzeczną dziewczynkę. Jego oddech również przyspieszył, a kutas boleśnie wbijał mu się w spodnie. Po chwili jej ciało spięło się i eksplodowało pod wpływem orgazmu, a ona wiła się na fotelu głośno pomrukując, po czym opadła zdyszana i wyczerpana. Uchylił drzwi nieco bardziej i stanął w nich, zakładając ręce na piersi i opierając się o framugę.

– Przyjemny masażyk? – zapytał, po chwili z łobuzerskim uśmieszkiem, gdy nieco ochłonęła. Zerwała się, poprawiając ubranie. Nie spodziewała się go tutaj.

– Czego chcesz? – rzuciła ostro w jego stronę, udając, że porządkuje biurko. Policzki miała zarumienione, włosy w lekkim nieładzie i znacząco przyspieszony oddech.

– Przyniosłem papiery, które u mnie zostawiłaś. – wyjaśnił, podchodząc bliżej, choć dobrze wiedział, że przyszedł w innym celu.

– Nie potrzebuje ich. – odparła, w dalszym ciągu nie zwracając na niego uwagi. Mimo to, położył je na szafce obok biurka. Nie była w nastroju na rozmowę, postanowił więc odpuścić sobie wyjaśnianie czegokolwiek.

– Często to robisz? – zapytał od niechcenia, nie mogąc powstrzymać uśmieszku. Spojrzała na niego, jakby chciała zrobić mu krzywdę. Gdyby można było zabijać wzrokiem to z pewności już by nie żył.

– Nie Twój zasrany interes – ofukała go. Zaczekała aż zniknie za drzwiami i opadła na biurko. Była zmieszana i zawstydzona tym, że przyłapał ją jak zaspokaja się w biurze. Nigdy tego nie robiła, jednak po serii klapsów, które jej wymierzył wiedziała, że nie wytrzyma do powrotu do domu.

On natomiast nie rozumiał jej sprzecznego zachowania. Sądził, że nie podobało jej się to co zrobił. Zanim doszedł do swojego gabinetu oświeciło go. Bardzo jej się to podobało. Tak bardzo, że nie mogła powstrzymać się, aby zrobić sobie dobrze, a przed nim jedynie udawała, żeby nie zorientował się, jak bardzo jej się to podoba. Ta myśl napawała go optymizmem. Wrócił do biurka żałując, że nie posunął się dalej. Że jej nie posunął… W tym momencie jego nabrzmiały członek przypominał o swoim istnieniu. Z tym też trzeba będzie coś  zrobić. – pomyślał, rozpinając rozporek.

*

Charakter projektu wymagał od nich ścisłej współpracy, jednak każdy dostawał swoją część do wykonania. Odkąd zorientowała się, że Mark zleca jej zdecydowanie zbyt wiele zadań, rozdzielanie pracy wzięła na siebie, wyręczając go w tym. Przynajmniej mogła być pewna, że podział będzie sprawiedliwy. Mark nie zawsze postępował zgodnie z jej wytycznymi i nie raz musiała go korygować. Przychodziła do jego gabinetu, kazała mu włączyć projekt na ekranie i pochylała się, kolejno wskazując mu niedociągnięcia, eksponując wydatny biust jednocześnie.

– Prawie nic tutaj nie poprawiłeś. – wytknęła mu, jeżdżąc palcem po monitorze. – Już sama nie wiem, czy jesteś aż takim leniem czy jesteś aż taki tępy, żeby to zrobić. – dodała.

– Nie pozwalaj sobie, moja panno – ostrzegł ją.

– Bo co? Znowu mnie ukarzesz? – zapytała retorycznie.

– Skoro tego pragniesz… – odparł, wykorzystując sytuację. Jednym zwinnym ruchem, chwycił ją za nadgarstek, pociągnął w swoją stronę i przełożył przez kolano. Jej krótka, czarna sukienka, z falbanką u dołu, ledwie zakrywała jej tyłek. Jej krągła pupa doskonale prezentowała się na jego kolanach i idealnie pasowała mu do ręki. Wymierzył jej pierwszego klapsa. Zatchnęła się, lecz nie zdążyła nic powiedzieć przed kolejnym uderzeniem. Karał ją odważniej niż ostatnio, wiedząc, że podoba jej się taka zabawa. Wymierzał nieco mocniejsze uderzenia w trochę szybszym tempie. Starał się podwijać falbankę, żeby klapsy spadały wprost na jej skórę. Po chwili zaczęła cicho pojękiwać i szybciej oddychać. Czuła jak wilgotnieje między udami. W myślach błagała go, żeby nie przerywał.

– Czy teraz będziesz dla mnie grzeczna? – zapytał badawczo. Miał ochotę na więcej i liczył na to, że jej pyskata buźka go nie zawiedzie.

– Nie mam najmniejszego zamiaru, dupku. – odburknęła. Uśmiechnął się łobuzersko pod nosem, racząc ją kolejnym uderzeniem. Postanowił karać ją tak długo, jak długo będzie chciała. Jak długo będzie krnąbrna i uparta. Po kilku kolejnych klapsach zaczęła skrycie jęczeć i wyginać się. Próbowała ukryć jak bardzo jej się to podoba, jednak bezskutecznie.

– Ohhhhh – wyrwało jej się w pewnym momencie. Uśmiechnął się sam do siebie, dając jej kolejnego klapsa.

– A teraz będziesz dla mnie miła? – ponownie zapytał.

– Nie – odparła, na co wymierzył jej mocne uderzenie. Zatchnęła się.

– Uprzejma?

– Nigdy – próbowała dyskutować, na co dostała siarczystego klapsa. Odruchowo sięgnęła dłonią w tył, próbując zakryć pośladki. Zablokował jej rękę na plecach.

– Dobra? Koleżeńska? Sympatyczna? – wyliczał, po każdym słowie przykładając jej solidnie po tyłku.

– Zastanowię się! – wrzasnęła wreszcie, sprawiając, że jego ręka zawisła w powietrzu. Uwolnił ją z uścisku i pomógł wstać. Była zziajana i rumiana na policzkach. Kąciki jej ust unosiły się w lekkim uśmieszku. Spuściła oczy w dół, próbując ukryć jak bardzo jest zadowolona, radosna, szczęśliwa.

– Muszę wrócić do siebie po kolejne zestawienie. Jak wrócę wszystko ma być zrobione. – poleciła mu, rzucając się pędem w stronę drzwi.

Ani myślał robić tego, co mu kazała. I tak nie mógłby się na niczym skupić. Na niczym innym aniżeli jego nabrzmiały w spodniach kutas. Szybkim krokiem ruszył za nią.

Wpadła do pokoju, zatrzaskując się w łazience. Dotarł tam chwile później. Stanął pod jej drzwiami, uważnie nasłuchując. W pośpiechu zdjęła majtki o mały włos ich nie rozrywając i dotknęła się. Potarła delikatnie koniuszek łechtaczki, czując wyraźną ulgę. Oparła się plecami o drzwi, odrzucając głowę do tyłu i stanęła w rozkroku, torując sobie dostęp. Pocierała się szybko i intensywnie, mocno przyciskając palec do małego wzniesienia. Jęki rozkoszy raz po raz wyrywały się jej z piersi. Poddała się ekstazie, nie próbując ich nawet powstrzymać. Słysząc jej odgłosy, odruchowo rozpiął spodnie i uwolnił z nich przyrodzenie. Ujął je w dłoń, łagodnie pocierając w górę i w dół. Gdy coraz głośniej jęczała, coraz szybciej się posuwał. Opierali się dokładnie w tym samym miejscu, po dwóch przeciwnych stronach drzwi. Oboje zamknęli oczy, czując, że są już blisko. Chciała jeszcze raz poczuć jego klapsy na swojej pupie. W przypływie emocji, odchyliła dłoń do tyłu i z całej siły uderzyła się szybko w nagie pośladki, a kąciki jej ust uniosły się w szerokim uśmiechu. Wystarczyły trzy razy, żeby eksplodowała, a on, słysząc jak sama się karze, szybko ją dogonił. Oboje doszli w tym samym momencie. Ona z głośnym okrzykiem, on tłumiąc w sobie jęk. Oboje rozkoszowali się uczuciem spełnienia, które przyjemnie rozchodziło się po całym ciele. Oboje czuli się jakby uprawiali ostry, szybki seks. Po wszystkim osunęła się bezwładnie na podłogę, oddech miała urwany, serce dudniło jej w piersi. Minęła dłuższa chwila zanim doszła do siebie. On też ledwo utrzymywał ciążące mu ciało, wspierając się o framugę. Uważnie nasłuchiwał głosów z środka, przeciągając chwilę, kiedy opuści jej gabinet. Gdy wróciły jej zmysły wstała, obmyła miejsca, do niedawna jeszcze pulsujące z rozkoszy i poprawiła ubranie i włosy. Zanim wyszła z łazienki, zdążył zniknąć.

*

Przyszedł do pracy nieco wcześniej niż zwykle. Zależało mu, aby już być, zanim Kristy się zjawi. Taki mały, psychologiczny pstryczek w nos, jakoby bardziej przykładał się do ich wspólnego projektu. Rzucił teczkę na biurko, miał jeszcze chwilę zanim Kristy pojawi się i zacznie doprowadzać go do szału. Wyszedł z gabinetu i stanął przy balustradzie, mając doskonały widok na główny holl i patio przed wejściem. Przez chwilę obserwował kamieniarzy, układających nową kostkę przed frontowymi drzwiami. Pojedyncze kostki leżały porozrzucane i trzeba było między nimi lawirować zanim dotarło się do siedziby. Przez myśl przebiegło mu, jak Kristy leci pędem do biura i pada jak kłoda, potykając się o stary bruk. Uśmiechnął się pod nosem. Miałaby za swoje, może spokorniałaby trochę. – pomyślał. Zerknął na zegarek. Kristy powinna być tutaj 2 minuty temu. Nigdy się nie spóźniała. Gdy podniósł wzrok zobaczył jak niemalże biegnie, rozmawiając z kimś przez telefon. Była zdenerwowana. Nie wiedział tylko czy z powodu swojego spóźnienia, czy też coś się stało. Instynktownie zaczął powoli schodzić po schodach, aby się z nią przywitać. I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, spełnił się scenariusz, który przyszedł mu do głowy minutę temu. Kristy w swym szaleńczym pędzie do biura lekceważy oznaczenia ustawione przez kamieniarzy, potyka się o porozrzucane kostki i pada na kolana na świeżo ułożony bruk. Telefon wypada jej z ręki i ląduje tuż przed drzwiami. Natychmiast rzucił się w jej stronę, zbiegając po schodach. Podniósł telefon, chowając go do kieszeni i pomógł się jej podnieść. Zauważył rozdarte kolana i bezsilność w jej oczach. Skóra paliła ją, a w głowie niemalże zakręciło jej się od upadku. Z trudem łapała oddech. Niewiele myśląc wziął ją na ręce i wniósł do budynku.

– Nic mi nie jest. Mogę sama iść. Poradzę sobie. – oponowała, jednak pozostał nieugięty.

– Oczywiście, że sobie poradzisz, bo jesteś silną, niezależną kobietą. Ale choć raz pozwól sobie pomóc. – powiedział, niosąc ją do swojego gabinetu. Postanowiła się poddać i nie walczyć z nim. I tak nie miała na to siły. Nogi i dłonie były obite i piekące. Czuła się słabo, jakby miała odpłynąć. Oparła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Kopnięciem otworzył drzwi i w taki sam sposób zatrzasnął je za sobą. Posadził ją na sofie, klękając przed nią. Spojrzał na zdarte kolana, a następnie przeniósł wzrok na nią.

– Muszę je zdjąć. – powiedział, wskazując na rozdarte rajstopy. Wahała się chwilę, ale podsunęła powoli spódnicę wysoko do góry, odsłaniając koronkowe majtki w złączeniu ud i tasiemki pończoch. Jego oddech przyspieszył, a krew szybciej zaczęła krążyć w jego żyłach. Nie wiedział, że je nosi. Na niej to zdarzenie również odbiło się echem. Wiedziała, że mimo jej usilnych starań i tak zdołał dostrzec bieliznę, którą miała na sobie. Pomógł jej odpiąć pończochy, muskając ją delikatnie palcami po udach i zdjął je powoli odklejając je od ciała. Zaczęła drżeć, sama nie wiedząc, czy ze względu na upadek czy też pod wpływem jego dotyku. Odrzucił pończochy na bok i udał się po apteczkę do łazienki. Ukryła twarz w dłoniach, czując, że zaraz zemdleje. Pod powiekami zebrały się nieproszone łzy.

– Dobrze się czujesz? – zapytał, wyłaniając się z łazienki, obejmując ją ramieniem. Pokręciła głową.

– Słabo mi. Chyba zaraz zemdleję. – wyszeptała.

– Połóż się. – powiedział, pomagając jej się ułożyć. Spostrzegł jej szkliste oczy. Miała gulę w gardle. Pierwszy raz widział ją w takim stanie. Wyglądała jak mała dziewczynka, która zaraz miała się rozpłakać.

– Wszystko dobrze. Wszystko będzie dobrze. Zajmę się Tobą. Chcę, żebyś wiedziała, że nawet jeśli zemdlejesz będziesz bezpieczna. – uspokoił ją. Ostrożnie przemył zadrapania i zakleił plastrami. Obróciła się na bok, układając w wygodniejszej pozycji. Pierwszy raz aż tak odsłoniła się przed nim. Miała nadzieje, że okaże się gentelmanem i nie wykorzysta tego. Walczyła sama z sobą, jednak przegrała tę nierówną walkę. Zamknęła oczy, tylko na chwilę, żeby przestały piec, po czym jak dziecko zasnęła.

Sen dobrze jej zrobił, czuła się znacznie lepiej. Gdy znów otworzyła oczy wciąż był obok niej. Tylko przez mocne, popołudniowe promienie słońca, wpadające do środka gabinetu, zorientowała się, że minęło znacznie więcej niż chwila. Zerwała się, przypominając sobie, ile mieli dziś do zrobienia.

– Spokojnie, nie panikuj. – powiedział łagodnym tonem, kładąc ją z powrotem.

– Jest już późno, a mamy tyle do zrobienia… – wyszeptała. Zaschło jej w gardle i z trudem wydobywała z siebie słowa.

– Wszystko jest już zrobione. – oznajmił, sięgając po szklankę wody i podając jej, aby się napiła.

– Jak to? – zdziwiła się. Czyżby ten leniwiec, za którego go uważała odwalił wszystko za nią?

– Popracowałem jak spałaś. Spotkania zaliczone, poprawki naniesione według Twoich wskazówek, raport wysłany do ojca. Powiedział, żebyś jutro wzięła wolne. Możesz być ze mnie dumna. – dokończył sarkastycznie, szczerząc zęby w uśmiechu.

– Jestem – powiedziała cichutko, całkiem serio. Patrzyła na niego inaczej niż zazwyczaj. Jej harde, pełne zawzięcia spojrzenie ustąpiło miejsca łagodnemu i czystemu, pełnemu wdzięczności za okazaną pomoc.

– Odwiozę Cię do domu. Musisz odpocząć. – zaproponował, na co bezgłośnie przystała. Zniósł ją do auta i przypiął pasami. Sam zajął miejsce kierowcy i przekręcił kluczyk. Jechał ostrożnie; tak, aby czuła się z nim bezpiecznie. Po kilkunastu minutach dotarli na miejsce. Mimo jej zapewnień, że wszystko jest już w porządku i może sama wejść na górę, nie dał za wygraną i wniósł ją na trzecie piętro. Postawił ją przed drzwiami i zaczekał, aż otworzy drzwi.

– Wejdziesz na chwilę? – zapytała, zapraszając go do środka, zanim jeszcze zdołała rozprawić się z zamkiem. Nie chciała być teraz sama. Chciała, aby z nią został. Uśmiechnął się, jakby poczuł wyraźną ulgę. Też nie chciał jej zostawiać, jednak nie chciał się wpraszać lub narzucać. Gdy tylko otworzyła drzwi, znów uniósł ją w górę i wniósł do domu, kopnięciem zamykając je za sobą.

– Gdzie Pani sobie życzy? – zapytał żartobliwie.

– Nie wierzę, że pyta się mnie Pan o zdanie. – odpowiedziała z przekąsem. Nie czekając, aż się namyśli, rozejrzał się po pomieszczeniu. Spora otwarta przestrzeń, urządzona ze smakiem. Elegancka i nowoczesna. Widać było, że urządzała ją profesjonalistka. W głębi ujrzał dwie pary drzwi, po czym skierował się w ich stronę. Otworzył pierwsze i od razu wycofał się.

– Ups, gabinet. – skwitował zabawnie, wprawiając ją w chichot. Otworzył drugie drzwi i wszedł z nią do środka. Tym razem trafił do sypialni. Ułożył ją na wielkim łożu, rozglądając się za łazienką. Po lewej stronie znów dostrzegł dwie pary drzwi. Nacisnął klamkę bliżej okna i zajrzał do środka.

– Garderoba – oznajmił, unosząc znacząco brwi do góry, czym znów ją rozśmieszył. Pomyślał, że tak właśnie mogłaby wyglądać ich codzienność. Bez kłótni i walki o dominację. Choć musiał przyznać, że ich dyskusje miały swój urok. Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Pod oknem stała całkiem spora wanna, którą bez wahania napełnił wodą i pachnącą pianą.

– Chodź, wykąpiemy się. – zakomunikował, pomagając jej usiąść.

– Jak to wykąpiemy się? – zapytała zdezorientowana.

– Pomogę Ci się wykąpać. Odświeżona poczujesz się lepiej. – wyjaśnił, podczas gdy już rozpinał guziki jej bluzki. Przerwała mu, stanowczo stawiając opór.

– Mark, poradzę sobie. – wyrwała mu poły koszuli z dłoni, szczelnie się zakrywając. Usiadł na skraju łóżka obok niej, dając za wygraną.

– Ok., to chociaż rozbierz się i zaniosę Cię do wanny. – próbował coś ugrać.

– W żadnym wypadku. – zaprotestowała. Brzmiała bardzo serio, więc odpuścił. Wziął ją na ręce i zaniósł do łazienki.

– Daj znać, jak będziesz czegoś potrzebowała. – rzucił na odchodne, lecz nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć zniknął za drzwiami. Powoli rozebrała się i ostrożnie weszła do wanny. Plastry na tyle szczelnie zakrywały jej rany, że nie czuła szczypania. Położyła się, próbując się rozluźnić. Zamknęła oczy, analizując dzisiejszy dzień. Mark był dziś dla niej zupełnie inny – opiekuńczy, uprzejmy, troskliwy. Mogłaby się w nim zadurzyć. Była ciekawa jaki byłby dla niej w łóżku, czy zdołałby ją zaspokoić. Jej myśli mimowolnie popłynęły w tę stronę, sprawiając, że straciła rachubę czasu. Z letargu i zamyślenia wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi, a po chwili pojawiła się w nich głowa Marka.

– Wszystko w porządku? – zapytał, mając nadzieje, że ujrzy co nieco.

– W jak najlepszym – oznajmiła, otulając się szczelnie pianą. Wyglądała słodko i uroczo. Zupełnie inaczej niż Kristy Woods, którą znał. Zawiedziony, zniknął za drzwiami, dając jej jeszcze chwilę. Umyła ciało i włosy, po czym rozejrzała się w poszukiwaniu ręcznika. Z lekkim przerażeniem, ale też rozbawieniem stwierdziła, że nie ma go w jej pobliżu.

– Cholera – wymruczała pod nosem, przypominając sobie, że dwa dni temu zaniosła brudne ręczniki do pralni i nie zdążyła ich jeszcze odebrać. Miała co prawda zapasowe, ale w garderobie, do której nie miała jak się dostać. Co za kuriozalna sytuacja – pomyślała. Westchnęła zrezygnowana, postanawiając poprosić go o pomoc.

– Mark? – zawołała, badając czy jest gdzieś w pobliżu.

– Co się stało? – usłyszała zza drzwi.

– Nie mam ręcznika. – wyjąkała, powstrzymując śmiech. Los mu dziś sprzyjał. Z rozkoszą pobiegł do garderoby i odnalazł ręcznik we wskazanym przez Kristy miejscu. Szybkim, zdecydowanym krokiem wparował do łazienki, rozwijając go przed nią. Skulona w wannie, spojrzała na niego w górę, dając mu do zrozumienia, żeby wyszedł. Zrozumiał.

– Ok., nie będę patrzył. – skłamał, odwracając głowę w przeciwnym kierunku na tyle lekko, że kątem oka miał doskonały widok. Zaczekała chwilę, jakby upewniając się, czy rzeczywiście nie będzie jej podglądał, po czym wstała, oddając się w jego ręce. Była niesamowicie kobieca; krągłe piersi i biodra, wygolony wzgórek i długie, smukłe nogi, zadziałały na jego wyobraźnię, co odbiło się echem w jego spodniach. Oczami wyobraźni widział jak bawi się jej piersiami, a jej nogi oplatają go w pasie. Otulił ją ręcznikiem, zbliżając się do niej na niebezpieczną odległość. Jeszcze nigdy nie był tak blisko niej, lecz ani jej ani jemu absolutnie to nie przeszkadzało. Pod wpływem chwili zarzuciła mu ręce na szyję, przyciskając się piersiami do jego torsu, na co nie pozostał obojętny. Jego kutas jeszcze bardziej naprężył się w spodniach, boleśnie przypominając mu o sobie. Objął ją w pasie, uniósł nieco w górę i postawił przed sobą. Wytarł ją na tyle, na ile pozwalała mu szerokość ręcznika i zaniósł do sypialni. Na szafce nocnej dostrzegła kubek z parującą herbatą. Żaden mężczyzna nie zrobił dla niej jeszcze nigdy herbaty, dlatego tym bardziej ujął ją tym drobnym gestem. Spojrzała na niego pytająco.

– Pomyślałem, że rozgrzejesz się – odpowiedział, podając jej gorący napar. Wolałabym, żebyś to Ty mnie rozgrzał. – pomyślała, ale nie miała odwagi mu tego powiedzieć. Nie chciała, aby wziął ją za napaloną wariatkę. Jej rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Nikogo się przecież nie spodziewała, jednak Mark w jednej sekundzie zerwał się i pobiegł otworzyć. Skorzystała z chwili, aby wskoczyć w coś wygodnego. Ledwie zdążyła wrócić do łóżka, Mark był już z powrotem z wielką niczym talerz anteny satelitarnej pizzą.

– Pomyślałem, że będziesz głodna; nic dziś nie jadłaś. – oznajmił, stawiając karton tuż przed nią.

– Umieram z głodu. – odparła, otwierając pudełko. – W górnej szafce po prawej stronie jest czerwone wino i kieliszki. – wskazała mu, odrywając kawałek, nie czekając na niego. Z prędkością światła znalazł się ponownie w sypialni, dzierżąc w ręce butelkę i szkło. Bez pytania wepchnął się do jej łóżka i rozlał trunek. Przesunęła się, robiąc mu miejsce, oblizując palce po zjedzonym kawałku.

– Smakuje Ci? – zapytał, podając jej kieliszek.

– Pyszna. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłam pizzę.

– To co, wypijmy na zgodę. – zaproponował, unosząc kieliszek w górę.

– Zgoda – odparła, trącając swoim kieliszkiem jego. Zjedli kilka porcji, obficie popijając winem. Gdy skończyła, padła mu w ramiona, wtulając się w niego. Była wstawiona i oboje dobrze o tym wiedzieli. Objął ją i przytulił do siebie. Po chwili oderwała się od niego i przekręciła, opierając głowę o jego ramię. Przez dłuższą chwilę leżeli w milczeniu, aż w końcu zebrał się w sobie i zapytał:

– Czemu jesteś taką…

– … zimną, wyrachowaną suką? – dokończyła za niego. Zaskoczyła go tak dosadnym stwierdzeniem.

– Czemu tak mówisz? – oburzył się.

– Nazywam rzeczy po imieniu. – odparła z absolutną szczerością. – Nienawidzę facetów. – oznajmiła po chwili.

– Kto i co Ci zrobił? Znajdę go i mu nastukam. – dociekał żartując, ale ona mówiła całkiem poważnie.

– Ogólnie są beznadziejni. – Nie chciała mu o tym opowiadać, ale zbyt duża porcja wina rozwiązała jej język. – Po pierwsze, traktują mnie jak ozdobę, a nie jak partnera, co doprowadza mnie do furii. Biorąc udział w projektach myślą, że to oni będą mózgiem całej operacji, a ja będę tylko ładnie wyglądać przy ich boku na spotkaniach, śmiać się z ich kretyńskich dowcipów i uwodzić kontrahentów. Dlatego muszę być twarda i bezkompromisowa. Od razu przejmuję ster i pokazuję kto tu rządzi. – urwała, upijając kolejny łyk wina. Wiedział, że miała rację. Zresztą sam na początku ją tak traktował.

– A po drugie? – dociekał dalej.

– A po drugie, nie umieją mnie zaspokoić. – powiedziała prosto z mostu. – Myślą, że dojdę od samego patrzenia na penisa. Za szybko dochodzą, a ja potrzebuję więcej czasu. Poza tym, żaden nigdy nie zaproponował, że dokończy w inny sposób, żebym też mogła dojść. Ani się słowem nie zająknęli, pieprzeni egoiści. Jak on już doszedł to ja nie muszę. – wyrzuciła z siebie. Rozumiał jej frustrację. Wtedy w biurze powiedział, że cierpi na syndrom niedopchnięcia, żeby jej dopiec, a okazało się to prawdą.

– Wiem, że nie jest ze mną łatwo. Mam swoje upodobania i preferencje. Wiem, że nie każdy jest w stanie w ten sposób się ze mną bawić. Ale gdyby się choć trochę bardziej postarali byłoby znacznie lepiej. – tłumaczyła.

– Jakie są Twoje upodobania i preferencje, że trzeba być mistrzem seksu, żeby Cię zaspokoić? – rzucił sarkastycznie. Westchnęła.

– Najpierw lubię powoli i delikatnie, a potem szybko i ostro. Faceci nie potrafią tego zrozumieć. Albo przez cały czas są delikatni, co mnie zaczyna nudzić albo od razu biorą mnie ostro, co sprawia mi ból. I nie jestem później w stanie dojść. – dokończyła smutno. Chłonął każde jej słowo, utrwalając je w pamięci. – Poza tym, lubię różne zabawki erotyczne, klapsy. Jeden gość od razu mi powiedział, że nie chce mu się w to bawić, bo to za dużo zachodu, a on chce tylko poruchać i iść spać. Palant. – zamilkła na chwilę. –­ Klapsów też nie potrafią dawać; albo zbyt szybko i mocno, co boli, a nie podnieca albo zbyt delikatnie i za wolno, jakby bali się mnie dotknąć. Nikt nie potrafił mnie porządnie ukarać… Oprócz Ciebie. – dodała. Poczuł rozpierającą jego pierś dumę, na samą myśl tamtego dnia uśmiechając się lekko pod nosem.

– Miałaś kiedykolwiek udany seks? – zapytał dociekliwie. Przecząco pokręciła głową. Biedna dziewczynka. – pomyślał. Gdyby on był na jej miejscu też pewnie chodziłby podminowany.

– Tylko gdy sama się pieszczę. – dodała bezwstydnie. – Sama najlepiej wiem, jak doprowadzić się do orgazmu. To dlatego nie mam faceta. Nie jest mi on do niczego potrzebny.

– Jest Ci potrzebny, nie oszukuj się. Chcesz się przytulać, chodzić w jego ciuchach i randkować w piątkowe wieczory. Każda chce. – Wiedziała, że ma rację. Bardzo chciała. – Musisz tylko trafić na kogoś odpowiedniego. – dodał.

– Ty jesteś odpowiedni? – zapytała zanim zdążyła o tym pomyśleć. Spojrzał głęboko w jej oczy i  ujął ją za policzek.

– Chcesz się o tym przekonać? – odparł, łobuzersko uśmiechając się pod nosem. Bez namysłu pokiwała głową, nie przerywając kontaktu wzrokowego. – Teraz? – ponownie przytaknęła. Mając zielone światło przywarł do jej ust, głaszcząc ją po policzku. Najpierw łagodnie badał jej wnętrze językiem i pieścił wargi, by po chwili łapczywie i zachłannie eksplorować wnętrze jej ust. Oddała mu się całkowicie, nie stawiając żadnego oporu. Oderwał się od niej dopiero, gdy oboje z trudem łapali oddech. Płynnym ruchem zszedł niżej, na szyję, obojczyki i dekolt. Pokrył je obficie pocałunkami, z rzadka lekko kąsając jej skórę. Ignorował to, że delikatnie wierciła się pod nim, chłonąc pieszczoty, które jej daje. Coraz mocniej przygważdżał ją na łóżka, odważnie posuwając się naprzód. Zsunął zębami cienkie ramionka satynowej koszulki, która ledwie okrywała jej piersi. Pocałunkami torował sobie ścieżkę miłości wprost do jej kobiecości. Puścił jej ręce, unieruchomione nad głową i podwinął koszulkę od dołu tak, że stanowiła tylko wąski pasek, zakrywający jej sutki. Pieścił jej brzuch, dłonią przesuwając po jej krągłościach. Zajęczała, gdy dotarł do linii satynowych, króciutkich spodenek, ledwie zakrywających jej pupę, lekko zsuwając je w dół zębami, coraz bardziej zbliżając się do jej kobiecości. Wsunął dłoń między jej uda, kciukiem badając cipkę. Była gorąca, miękka, a jej soki zmoczyły spodenki. Była wystarczająco gotowa na niego. Jednym płynnym ruchem uniósł jej biodra w górę i zsunął bieliznę, aż do samych kostek. Skopała ją, odrzucając na bok. Zgiął jej nogi w kolanach, otwierając ją przed sobą. Przez chwilę sycił oczy widokiem jej śliskiej od podniecenia szparki, po czym wycałował jej wzgórek i wewnętrzną stronę ud. Wspiął się wyżej, całkowicie odsłaniając piersi. Zanurzył w niej dwa palce, masując przednią ściankę pochwy, liżąc i przygryzając jej sutki jednocześnie. Jej piersi były miękkie i delikatne; kontrastowały z twardymi sutkami. Wiła się z każdym kolejnym ruchem, jęcząc coraz głośniej, unosząc biodra w jego stronę. Wyginała się, niczym napalona kotka, prosząc go o więcej. Gdy dłoń miał mokrą od jej podniecenia, oderwał się od niej, zdjął koszulę, odrzucając ją niedbale na ziemię. Jego męskość napęczniała mu w spodniach do granic możliwości. Rozpiął je, chcąc sobie choć trochę ulżyć. Próbowała go dotknąć, jednak zatrzymał jej rękę w pół drogi, przewidując jej ruch.

– Nie tym razem, moja panno. – powiedział władczo. Doskonale wiedział, że gdyby jej na to pozwolił, skończyłby tryskając na jej piersi. Miał inne plany na ten wieczór. Głośno wciągnęła powietrze, cofając dłoń. Poklepał się po kieszeniach spodni, szukając prezerwatywy. Był pewien, że w szafce nocnej miała całe pudełko, jednak nie chciał wyjść na nieprzygotowanego.

– Zaraz wracam, zaczekaj tu na mnie. – wyszeptał, całując ją w wargi. Zatrzymała go, chwytając za rękę.

– Biorę pigułki. – oznajmiła, jakby czytając mu w myślach. Nie chciała tracić ani minuty. Pragnęła poczuć go w sobie.

– Wejdź we mnie. – poprosiła. Natychmiast spełnił jej życzenie. Rozgościł się między jej rozwartymi nogami, uwolnił swą męskość i naparł na jej szczelinę. Z łatwością znalazł się w środku. Jęknęła, czując go w sobie. Tak dawno, żaden mężczyzna w niej nie był, że prawie zapomniała jakie to uczucie. Przygwoździł jej dłonie nad głową, powoli się w niej poruszając, dając jej czas, aby przyzwyczaiła się do jego obecności. Leżała spokojnie, uważnie się mu przyglądając; jakby czekała na więcej.

– Zbyt delikatnie? – zapytał.

– Troszeczkę. – odparła z rozbrajającą szczerością. Chciała więcej. I mocniej. Wysunął się z niej i jednym szybkim ruchem przekręcił na brzuch. Uniósł jej biodra wysoko w górę, zmuszając, by klęknęła. Ręce unieruchomił władczo na jej plecach, ściągając mocno w swoją stronę i wbił się w nią ponownie. Od razu nadał szybki rytm, posuwistymi ruchami masując jej wnętrze. Jego penis szczelnie wypełniał jej kobiecość, ocierając się o wszystkie ścianki jednocześnie. Poczuła dziwne wibracje w podbrzuszu, których nie znała do tej pory. Jej oddech galopował, serce biło jak oszalałe, w głowie lekko zakręciło się. Chciała przerwać, jednak nie była w stanie wydobyć z siebie ani słowa. Przedziwne uczucie zaczęło rozchodzić się po całym ciele, nogi zrobiły się miękkie, piersi ocierały się o pościel, drażniąc sutki. Zdała sobie sprawę, że jest na krawędzi. Chciała walczyć z tym, aby przedłużyć błogie uczucie, wypełniające jej ciało, jednak nie udało jej się powstrzymać. Doszła, głośno krzycząc w poduszkę, mocno zaciskając się na jego kutasie, co i jego doprowadziło na szczyt. Spuścił się w nią gwałtownie, aż do ostatniej kropli, po czym opuścił jej wnętrze. Drżała na całym ciele, nie mogąc złapać tchu. Ułożył ją na prawym boku, zaczekał, aż nieco dojdzie do siebie, gładząc ją czule po głowie, po czym udał się pod prysznic.

Gdy się ocknęła nie było go przy niej. Podniosła się, rozglądając po pokoju. W ciemności nigdzie nie dostrzegła jego ubrań, w łazience było zgaszone światło.

– Mark? – krzyknęła rozpaczliwie. Niemalże natychmiast zjawił się zupełnie nagi, z butelką wody w dłoni. Wsunął się pod kołdrę, kładąc obok niej. Odetchnęła z ulgą. – Myślałam, że poszedłeś. – wydusiła z siebie, wtulając się w niego. Pachniał świeżo, żelem pod prysznic.

– Głupia. – prychnął. – Jak mogłaś pomyśleć, że mógłbym cię zostawić? – zapytał retorycznie, odgarniając jej kosmyk z twarzy. – Bo inni tak robili, prawda? – odpowiedział sam sobie. Pokiwała głową. Objął ją jeszcze mocniej. Musiał sprawić, żeby czuła się przy nim bezpiecznie.

– Było cudownie, wiesz? – pochwaliła go cichutko. Chciał wiedzieć, jak jej było, jednak nie chciał, by sądziła, że oczekuje pochwał, nawet jeśli było kiepsko. Dlatego ucieszył się, gdy sama rozwiała jego wątpliwości. – Myślałam, że tylko ja potrafię doprowadzić się do takiego orgazmu. – powiedziała leniwie z zamkniętymi oczami. Jego zapach, ciepło jego ciała i duże, silne dłonie, głaszczące jej ciało, utuliły ją łagodnie do snu.

*

Projekt powoli zbliżał się ku końcowi. Dopracowywali go między jednym a drugim pieprzeniem. Sprzeczali się, po czym godzili się na jego biurku, na jej biurku, pod jego biurkiem, na skórzanej sofie w jego gabinecie i w damskiej toalecie. Odkąd sypiali ze sobą, była pogodna i spokojna, bardziej cierpliwa i mniej opryskliwa. W dalszym ciągu pozostawała silna i niezależna, ale również zaspokojona. Udało mu się ujarzmić bestię, którą miała w środku. Jednak nie zamierzał na tym poprzestawać.

Gdy oddali projekt oboje odetchnęli. Z barku w swoim gabinecie wyjął szampana, rozlał do kieliszków i wręczył jej jeden z nich. Trącili się nimi w niemym toaście i upili łyk. Spojrzał na zegarek. Mieli pół godziny zanim kurier dotrze z kwiatami dla niej. Postanowił je jak najlepiej wykorzystać.

– Zmieniłaś obraz w głównym holu. – wypomniał jej. – I żyrandole w restauracji. – dodał, bacznie ją obserwując. Wiedziała, że się z nią droczy. Nigdy nie czepiał się o takie szczegóły. – Nie powiedziałaś mi o tym. – Spuściła wzrok, udając, że czuje się winna.

– I co Ty z tym teraz zrobisz? – zapytała retorycznie. Oboje doskonale wiedzieli, co się za chwilę stanie. Wstał i podszedł do niej. Pomógł jej wstać i przyciągnął ją tak blisko siebie jak tylko się dało. Oparł się o biurko i pochylił lekko w jej stronę. Zetknęli się czołami.

– Jak zwykle Cię ukarze. – wyszeptał, wpatrując się w jej oczy. Uśmiechnęła się lekko i nieśmiało spuściła wzrok, a jej oddech przyspieszył. Jego dłonie powędrowały do zapięcia jej spódnicy, z którym sprawnie się rozprawił i już po chwili materiał gładko opadł wzdłuż jej długich, smukłych nóg, aż do samych kostek. Wyszła z niego, a on powoli podwinął jej halkę wysoko do góry i szybko przełożył przez kolano. Rozpiął paski, które z tyłu przytrzymywały jej pończochy i spuścił majtki do połowy ud. Nigdy jeszcze nie karał jej na gołe pośladki, tym bardziej czuła jak z sekundy na sekundę robi się jeszcze bardziej mokra.

Wymierzył jej pierwszego klapsa. Zatchnęła się, ale też uśmiechnęła szeroko sama do siebie. Uwielbiała to uczucie, gdy leżała wypięta na jego kolanach, a jego duża, ciepła dłoń rozgrzewała jej pupę. Kolejne klapsy spadały na jej tyłek w szybszym tempie, powodując przyjemne szczypanie. Po chwili zaczęła jęczeć, przyjmując w całości to, co jej dawał. Ból mieszał się z przyjemnością, mocno zaciskała dłonie na błyszczącym blacie, aby wytrzymać do końca. Ufała mu. Wiedziała, że da jej tylko tyle, ile zdołała przyjąć. Skończył, gdy jej pupa była gorąca, w całości mocno zarumieniona i przyjemnie pulsująca. Przyciągnął ją do siebie i położył na stole. Zgiął jej nogi w kolanach, zdjął majtki i otworzył przed sobą. Była zdyszana i lekko skołowana. Rozpiął pasek i uwolnił swoją męskość. Naprowadził ją na jej śliską cipkę i z łatwością wsunął się do środka. Powoli zaczął się w niej poruszać, a ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Gdy rozluźniła się i zaakceptowała jego obecność w sobie, oderwał się od niej, wyprostował i przyspieszył. Pchał ją szybko i mocno tak jak lubiła i dokładnie tak jak tego potrzebowała. Objęła go nogami w pasie, pochłaniając go w całości. Przyjemne uczucie wypełnienia i znajome wibracje w podbrzuszu, rozchodzące się po chwili po całym ciele doprowadziły ją na szczyt. Pochylił się nad nią nisko tak, by w jego szyi mogła stłumić okrzyki rozkoszy. Spazmy jej kobiecości, rytmicznie zaciskające się ciasno wokół jego męskości i jego popchnęły w stronę rozkoszy. Wytrysnął w nią gwałtownie, wtulając się w jej piersi, pozostając tak, dopóki obojgu nie wróciły zmysły. warning1Gdy zupełnie opadł  wysunął się z niej i pomógł jej wstać. Podał jej spódnicę i bieliznę, pomagając przypiąć tasiemki do pończoch. W chwili, gdy zapięła zamek, rozległo się pukanie do drzwi. W powietrzu wciąż unosił się zapach spermy i podniecenia, jednak nie dbał o to. Zapiął rozporek i otworzył. Kurier był jak zwykle punktualny. Przyjął od niego pokaźnych rozmiarów bukiet i wręczył go jej. Przypieczętowali sukces szampanem, seksem, pocałunkiem i bukietem czerwonych róż. Był to ich pierwszy, ale z pewnością nie ostatni.

 

Podobieństwo osób i zdarzeń jest przypadkowe.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s