Surowy i wymagajacy

Witam panno Stone. – wymamrotałem, wchodząc do biura. Uwijała się jak w ukropie. W dalszym ciągu walczyła zapewne z analizą potencjalnych inwestorów, którą miała przygotować na wczoraj.

Dzień dobry Panie Wild.

Nie otrzymałem od Pani analizy, o którą prosiłem wczoraj. – burknąłem, kierując się w stronę mojego gabinetu, nawet na nią nie zerkając.

Przepraszam, Panie Wild. Już kończę, dosłownie za dwie minuty będzie miał Pan ją u siebie. – powiedziała zmieszana, nie przerywając walki z papierami.

Zatem oczekuję Pani w gabinecie. – rzuciłem w jej stronę, znikając za drzwiami. Rozsiadłem się w fotelu, oczekując na dokumenty. Po chwili zjawiła się przy mnie, wręczając mi skórzaną teczkę. W szarej ołówkowej spódnicy wyglądała perfekcyjnie.

Analiza dla Pana, Panie Wild. Bardzo przepraszam za opóźnienie, ale… – zaczęła się tłumaczyć, jednak nie pozwoliłem jej skończyć.

Zasłużyła Pani na karę, panno Stone. – przerwałem jej w pół słowa, odrzucając papiery na bok. Nie one mnie interesowały w tej chwili. – Zdaje sobie Pani z tego sprawę? – zapytałem retorycznie. Zakołysała biodrami, a w jej oczach pojawiła się niepewność.

Tak, Panie Wild. – przytaknęła, wbijając wzrok w podłogę. Uwielbiałem, gdy stała skruszona przed moim biurkiem, z opuszczonym wzrokiem.

Doskonale Pani wie, jak nie lubię przesunięć w harmonogramie. – zbeształem ją.

Tak, Panie Wild. – odrzekła.

Proszę do mnie podejść. – poleciłem jej. Chwiejnym krokiem niepewnie zbliżyła się do mnie, obracając się przodem w stronę biurka.

Pochyl się. – powiedziałem. Doskonale wiedziała, co ma zrobić. Powoli oparła się o biurko na łokciach, dłonie układając płasko przed sobą. Jej wypięty tyłek w tej spódnicy prezentował się idealnie. Poczułem, jak mój przyjaciel budzi się do życia.

Podciągnij spódnicę. – zaordynowałem. Westchnęła ciężko i powoli podsunęła szary materiał w górę, aż do pasa, po czym wróciła do ustalonej pozycji. Grzeczna dziewczynka.

Ściągnij majtki. – poleciłem jej. Cicho jęknęła i głośno przełknęła, jednak po chwili jej palce powędrowały w stronę satynowego materiału, lekko przesiąkniętego na środku. Zsuwała je powoli, aż do połowy ud, po czym znów wsparła się na łokciach. Mój penis napęczniał do granic możliwości. Najchętniej bym ją przeleciał, choć wiedziałem, że muszę ją ukarać. Chwilę napawałem się tym widokiem, po czym głośno odsunąłem środkową szufladę. Drgnęła na ten dźwięk. Doskonale wiedziała, co się w niej kryje. Z trudem oderwałem wzrok od jej nagich pośladków, wypiętych tuż przed moim nosem i zerknąłem do wnętrza szuflady. Co my tu mamy? – pomyślałem. Kulki gejszy, klipsy, przepaska na oczy, knebel, kajdanki, korek analny, większy wibrator do pochwy i mała zatyczka analna z silnymi wibracjami. Tak, ta będzie na dziś odpowiednia. – sięgnąłem po nią, z hukiem zamykając szufladę. Spostrzegłem, że panna Stone, ukradkiem zerka na to, co dla niej wybiorę.

Patrz przed siebie! – rozkazałem jej, dając jej jednocześnie porządnego klapsa. Pisnęła i natychmiast obróciła głowę. Włożyłem gadżet do ust, aby go ogrzać i nieco zwilżyć, po czym wstałem i zbliżyłem się w jej stronę.

Wybrałem zatyczkę analną z wibracjami. Myślę, że będzie to odpowiednia kara dla Pani, panno Stone. – wyjąłem ją z ust i oznajmiłem.

Och nie, proszę, tylko nie to. – wyjęczała błagalnym tonem.

Czyżby zamierzała Pani ze mną dyskutować, panno Stone? – zapytałem retorycznie. Dobrze wiedziała, czym by się to dla niej skończyło.

Nie, proszę Pana. – wyjęczała zrezygnowana. Wiedziała, że i tak zrobię, co zechcę. Musnąłem palcem od jej pochwy, aż do drugiej szarki, rozprowadzając wilgoć, po czym zacząłem wsuwać żelowy gadżet do jej słodkiej dupci. Zadrżała, a jej oddech znacząco przyspieszył. Musiałem się nieźle skupić, żeby nie spuścić się w spodnie. W połowie napotkałem na przeszkodę, na co nie omieszkałem zwrócić uwagi.

Czy myśli Pani, że stawianie oporu w czymkolwiek Pani pomoże? – zapytałem ironicznie. Głośno westchnęła, opuściła głowę i rozluźniła mięśnie, wpuszczając intruza do środka. Po chwili cała zatyczka znajdowała się w jej gorącym wnętrzu. Jednym ruchem ustawiłem wibracje na średni poziom. Chciałem, żeby drażniły jej wnętrze, ale jednocześnie niezbyt przeszkadzały pracować. Zakołysała nerwowo biodrami, jakby chciała pozbyć się intruza z jej wnętrza. Niestety, nic z tego.

Wyprostuj się. – poleciłem. Natychmiast mnie posłuchała, ostrożnie podnosząc się z biurka, tak, aby gadżet pozostał na swoim miejscu.

Nie możesz dojść. – szepnąłem jej do ucha, wciągając jej zmysłowy zapach, po czym niechętnie, ale kazałem jej poprawić ubranie. Sam zabrałem się za przeglądanie dokumentów, ukrywając erekcję i udając, że to, co wydarzyło się przed chwilą nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia.

Może Pani wrócić do swoich obowiązków.– wycedziłem, nie odrywając wzroku od papierów. – Co mamy na dziś w harmonogramie? – zapytałem, jakby od niechcenia.

Raport miesięczny. – odpowiedziała grzecznie. Doskonale – pomyślałem. Nie mogłem lepiej trafić. To będzie długi dzień. – uśmiechnąłem się lekko pod nosem, mając nadzieję, że nie zauważyła.

Chyba nie muszę również Pani przypominać, że zostanie Pani dziś w pracy, dopóki Pani nie skończy. Chcę mieć ten raport jeszcze dziś wieczorem. – oznajmiłem, w dalszym ciągu pochylając się nad papierami.

Dobrze, Panie Wild. – odrzekła cicho i skierowała się w stronę drzwi, ostrożnie stawiając każdy krok.

Acha, jeszcze jedno. – zatrzymałem ją w progu.

Tak, Panie Wild?

Poproszę o kawę. – powiedziałem z urzekającym uśmiechem.

*

Skierowałam się ostrożnie w stronę ekspresu, po czym włączyłam guzik. Specjalnie poprosił mnie o kawę, żebym więcej musiała się ruszać. – pomyślałam. I koniecznie dziś musi mieć ten raport. I tak przejrzy go najwcześniej dopiero jutro rano. – moje myśli galopowały. Chwyciłam filiżankę i powoli zaniosłam ją do jego gabinetu. Widziałam jak, patrzy na moje napięte i niezdarne ruchy. Och, nienawidziłam go w takich chwilach.

Pan Wild był surowy i wymagający. Wymagał ode mnie o wiele więcej niż od innych pracowników. Musiałam pracować więcej, dłużej, ciężej niż inni, ale nie miałam mu tego za złe. Wiedziałam, że robi to dla mojego dobra. Dzięki temu więcej wiedziałam, umiałam i byłam lepiej zorganizowana. Dlatego w kryzysowych chwilach, takich jak ta, zaciskałam zęby i pozwalałam mu na to, co uważał za stosowne.

Usiadłam przy biurku, uważając na każdy ruch i otworzyłam bazę z danymi do raportu. Próbowałam skupić się na wyliczeniach, jednak okazało się to trudniejsze niż myślałam. Myśli same odbiegały w stronę źródła wibracji, które znajdowało się w moim tyłku i rozprowadzało przyjemne drżenie po całym ciele. A gdyby tak wyjąć to maleńkie narzędzie tortur i udawać, że ciągle jest we mnie? – przemknęło mi przez myśl. Czy tym razem by się zorientował? Chyba wolałam nie ryzykować.

Gdy pierwszy raz ukarał mnie w ten sposób zrobiłam to, bo nie wiedziałam jeszcze czym to się kończy. Gdy tylko pogrążył się w pracy, wymknęłam się do łazienki, wyciągnęłam zatyczkę i wrzuciłam ją do torebki w nadziei, że jej nie znajdzie. Na początku pamiętałam, żeby udawać, jak to mi niewygodnie siedzieć i jak bardzo nie mogę skupić się na pracy. Jednak, gdy poprosił mnie, abym przyniosła lunch do jego gabinetu, pobiegłam radośnie, żeby czym prędzej spełnić jego życzenie. Nie dał się oszukać. Gdy wróciłam z jedzeniem, na jego biurku leżała już zatyczka, którą wygrzebał z mojej torebki, a którą to powinnam mieć w pupie. Siedział z groźną miną w swoim fotelu, a ja stałam przed nim ze spuszczonym wzrokiem, nie śmiejąc spojrzeć mu w oczy. Czułam się jak na dywaniku u dyrektora.

– Jest Pani z siebie zadowolona? – zapytał retorycznie.

– Nie, proszę Pana. – odrzekłam nie mając nic na swoje usprawiedliwienie.

– Ja również nie. Zawiodłem się na Pani. – rzekł zrezygnowany. To zabolało mnie najbardziej.

– Będę musiał Panią za to ukarać, panno Stone. – oznajmił. Po plecach przeszedł mnie dreszcz. Lecz zanim cokolwiek zdążyłam pomyśleć usłyszałam z jego ust:

– Proszę położyć się na biurku. – posłusznie zrobiłam, co kazał. Powoli zgięłam się wpół, oparłam głowę na prawym policzku, układając dłonie płasko, po obu stronach głowy. Serce zaczęło galopować, poczułam ukłucie między udami. Czekałam, co nastąpi. Podszedł do mnie od tyłu, chwycił dół sukienki i powoli podwinął ją aż do pasa, odsłaniając cały tyłek. Następnie, wsunął palce pod gumkę majtek i zsunął je aż do kolan. Jęknęłam, gdy uświadomiłam sobie, że stoję z gołym wypiętym tyłkiem przed moim szefem. Poczułam jak coraz bardziej wilgotnieję. Pogładził mnie po pośladkach, jakby od niechcenia, po czym chwycił długą, drewnianą linijkę, leżącą tuż obok mnie. Nie, chyba nie zamierza mnie tym uderzyć. – pomyślałam. Niestety, myliłam się. Dokładnie wycelował w moje pośladki i wymierzył uderzenie. Zatchnęłam się z przerażenia. Po chwili otrzymałam kolejne uderzenie. I kolejne. I jeszcze jedno. Z każdym następnym coraz głośniej jęczałam, aż poleciały mi łzy. To go jednak nie powstrzymało. Wymierzył mi jeszcze kilka mocnych uderzeń. Gdy skończył, pupa boleśnie pulsowała przypominając mi o otrzymanych razach. Myślałam, że na tym moja kara się skończyła. Byłam jednak w błędzie. Gdy odłożył linijkę, przejechał dłonią po moim gorącym tyłku, po czym chwycił zatyczkę i umieścił ją między moimi pośladkami, na swoim miejscu. Nie silił się nawet na delikatność. Podniósł mnie i powiedział:

– Nie marz się i wracaj do pracy. – szybko musiałam się ogarnąć i wrócić do swoich obowiązków. Nie dość, że nie było mi zbyt wygodnie siedzieć to jeszcze wibracje doprowadzały mnie do szaleństwa. Na koniec dnia wyciągnął ze mnie żelowy gadżet, przy okazji podziwiając mój zbity tyłek. Nie miałam zatem ochoty na powtórkę z rozrywki i otrzymanie dodatkowej kary, dlatego zrezygnowałam z głupich pomysłów i wróciłam do wykresów.

Po dwóch godzinach skończyłam słupki i diagramy. Została mi już tylko analiza wyników. Czując burczenie w brzuchu spojrzałam na zegarek. Zrobiło się późno. Musiałam zrezygnować z lunchu, jeśli nie chciałam tu spędzić całej nocy z wibratorem w pupie. Postanowiłam zapchać się ciastkami i kawą. Gdy siedziałam, przyzwyczaiłam się już do ucisku między pośladkami, dlatego gdy wstałam intruz o mały włos nie wypadł ze mnie. Natychmiast zacisnęłam pośladki i udało mi się go utrzymać. Sięgnęłam palcami i poprawiłam go sobie w środku.

Pamiętam jak ostatni raz ze mnie wypadł. Pan Wild ukarał mnie wtedy za brak bielizny w miejscu pracy. Poprzedniej nocy spałam u koleżanki i zapomniałam bielizny na zmianę. Nie założyłam więc majtek. Za karę włożył mi dość spory wibrator głęboko do cipki, ustawiając oczywiście najsilniejsze wibracje. Po trzech godzinach wibrowania byłam już tak mokra i śliska, że niechcący, gdy wstawałam z krzesła, wibrator wyślizgnął się i z hukiem upadł na ziemię. Ponieważ nie miałam majtek, nie miało go co przytrzymać. Pech chciał, że Pan Wild właśnie wrócił z lunchu. Westchnął ciężko, chwycił mnie za ramię i zaciągnął do swojego gabinetu. Usiadł na fotelu i jednym szybkim ruchem przełożył mnie przez kolano. Dostałam kilka klapsów, po czym moja spódnica powędrowała wysoko w górę i zatrzymała się w pasie, a na moją gołą, wypiętą pupę posypał się deszcz mocnych klapsów. Na początku jakoś wytrzymywałam uderzenia, ale z każdym kolejnym stawało się to coraz trudniejsze. Pan Wild nie reagował na moje pojękiwania, błagania, szloch, a nawet wierzganie nogami.

– Jeśli w dalszym ciągu będziesz się tak zachowywać, dostaniesz podwójnie. – ostrzegł mnie, po czym wrócił do wymierzania kary. Moja pupa szybko stała się czerwona i boleśnie pulsowała. Gdy skończył polecił mi, abym na czworakach udała się po wibrator, który w dalszym ciągu leżał na ziemi przy moim biurku i w zębach mu go przyniosła. Posłusznie wykonałam rozkaz, szlochając. Jeszcze nigdy nie czułam się tak upokorzona. Gdy tylko znalazłam się przy nim, chwycił gadżet, ponownie przełożył mnie przez kolano i umieścił go z powrotem w mojej pochwie. Do końca dnia zaciskałam cipkę i uda z całej siły, aby więcej się to już nie powtórzyło. I od tamtej pory zawsze zakładam majtki. Nie tylko dlatego, żeby nie dostać kary, ale również dlatego, żeby moja wilgoć nie poplamiła spódnicy czy sukienki. Wtedy również chronią mnie majtki. A z takim szefem zdarza mi się to całkiem często.

Na koniec dnia byłam wykończona. Zrobienie raportu zajęło mi dwa razy więcej czasu niż zwykle. Kompletnie nie mogłam się skupić. Siłą woli zmuszałam się do tego, jednak co jakiś czas zatyczka dawała o sobie znać. W pewnym momencie myślałam, że dojdę. Gdy poprawiałam się na krześle, zatyczka weszła jeszcze głębiej, wibracje nasiliły się i myślałam, że już nie wytrzymam i eksploduję. Przypomniałam sobie jednak, że Pan Wild nie byłby zadowolony i z pewnością otrzymałabym dodatkową karę. Szybko pomyślałam więc o absolutnie aseksualnych słupkach i wykresach, co pozwoliło mi ochłonąć i odetchnąć z ulgą. O 19 przedstawiłam Panu Wild raport za ubiegły miesiąc. Z zadowoleniem popatrzył na mnie, choć ja minę miałam nietęgą.

– Chodź do mnie. – polecił. Natychmiast wykonałam jego polecenie. Obrócił mnie tyłem do siebie i kazał mi się pochylić. Podsunął mi spódnicę i zsunął majtki, a jego oczom ukazała się niewielkich rozmiarów szparka, wilgotna jak nigdy dotąd. Palcami rozchylił moje pośladki i mocnym szarpnięciem wyciągnął ze mnie analną zatyczkę. Krzyknęłam z bólu i zaskoczenia. On jednak poklepał mnie po gołej pupie i kazał się zbierać. Po całym dniu wibracji tyłek bolał mnie niemiłosiernie, jednak po wyjęciu gadżetu poczułam wyraźną ulgę. Dzień dobiegł końca. Podciągnęłam do reszty przesiąknięte majtki i wygładziłam spódnicę, po czym skierowałam się w stronę wyjścia.

*

Tak bardzo jak uwielbiałem ją karać, tak samo bardzo uwielbiałem ją nagradzać. Po przestudiowaniu raportu za ubiegły miesiąc byłem pod wrażeniem. Świetnie skonstruowany, czytelne wykresy i trafne wnioski. Biorąc pod uwagę, iż tworzyła go z wibrującą zatyczką analną w pupie, odwaliła kawał dobrej roboty. Tak jak potrafiłem ją ukarać nawet za drobne przewinienie, tak samo potrafiłem docenić ją za ciężką pracę. W porze lunchu poprosiłem ją do swojego gabinetu. Stanęła po przeciwnej stronie biurka.

– Świetny raport, panno Stone. – pochwaliłem ją. Uśmiechnęła się i zaczerwieniła. Uwielbiałem, gdy spuszczała wzrok.

– Dziękuję, Panie Wild. – wyjąkała.

– Zdecydowanie zasłużyła Pani na nagrodę. – podniosłem się i skierowałem w jej stronę. Podszedłem tak blisko, aż poczułem jej zapach. – Chce Pani ją otrzymać, prawda panno Stone? – zapytałem retorycznie. I tak wiedziałem, że odpowie dokładnie to, co chcę usłyszeć.

– Tak, proszę Pana. – odpowiedziała zmieszana, wciąż spoglądając na podłogę. Delikatnie obróciłem ją przodem w moją stronę, tyłem do biurka. Chwyciłem za podbródek i musnąłem jej wargi moimi. Zadrżała, wydając z siebie cichy pomruk. Och tak, mała. Mrucz. Uwielbiam to. – mówiłem w myślach do siebie, składając na jej ustach mocniejszy pocałunek. Mój przyjaciel w zaskakującym tempie budził się do życia. Opierała się nieco, udając niedostępną. Chwyciłem ją w pasie, mocno przyciągając do siebie i tym samym uzyskując do niej lepszy dostęp. Poczułem na sobie ciepło jej ciała. Zupełnie mi uległa, gdy wpiłem się w jej usta, namiętnie eksplorując ich wnętrze. Poczułem jak całe jej ciało rozluźnia się i oddaje się w moje władanie. Zawsze na początku opierała się, jakby zastanawiała się czy dobrze robi i czy na pewno może mi na to pozwolić, nie narażając na szwank swojej reputacji. Ale ja doskonale wiedziałem jak ją rozbroić. Teraz mogłem zrobić z nią wszystko. Rozpiąłem zamek z tyłu spódnicy, nie przerywając pocałunku, a śliski materiał idealnie zsunął się z jej bioder aż do samej ziemi. Koronkowe majtki i pończochy zaczepione o pas – oto co ujrzałem przed sobą. Mój nabrzmiały kutas boleśnie zaczął wbijać mi się w spodnie. Całując jej szyję, brzuch i biodra zszedłem niżej i klęknąłem przed nią. Wzrokiem wędrowała za mną. Rozpiąłem zapinki pasa do pończoch, po czym chwyciłem zębami brzeg jej majtek i powoli zsunąłem je aż do kostek. Jęknęła czując chłód między udami. Gdy zobaczyłem jej nagą cipkę zrobiło mi się gorąco, a penis o mało co nie wyskoczył ze spodni. Natychmiast zdjąłem marynarkę i krawat, rozpinając górne guziki koszuli i podwijając rękawy do łokci.

– Stań w rozkroku. – wyszeptałem do niej. Natychmiast mnie posłuchała. Jej wewnętrzna strona ud była zbroczona sokami. Była tak podniecona, że w każdej chwili mogła eksplodować. Chciałem jednak poczuć jej wilgoć na swoich wargach. Złożyłem na jej łonie kilka pocałunków, coraz głębiej się zanurzając, jednocześnie masując jej pośladki. W końcu dotarłem do łechtaczki, kilka razy muskając ją językiem. Jęknęła głośno, oparła się o biurko i odrzuciła głowę do tyłu. Nie chciałem, aby doszła. Nie w ten sposób. Wstałem więc i pochyliłem się nad nią. Jednym szybkim ruchem strąciłem wszystko co znajdowało się po prawej stronie biurka, robiąc dla niej miejsce, po czym ostrożnie ułożyłem ją na jego powierzchni. Oplotłem swoje biodra jej nogami. Przez materiał bluzki dostrzegłem przebijające się nabrzmiałe sutki.

– Uwolnijmy je – wyszeptałem, lekko się uśmiechając. Pokiwała przytakująco głową, odwzajemniając mój uśmiech. Była wyraźnie zawstydzona, choć zupełnie nie rozumiałem dlaczego. Nie pierwszy raz widziałem ją nagą, nie pierwszy raz brałem ją na tym biurku. Niemniej jednak podobało mi się jej zawstydzenie. Czułem się jakby każdy nasz kolejnym raz był naszym pierwszym.

Zębami chwytałem guzik po guziku, kolejno je rozpinając. Odsunąłem brzegi śnieżnobiałej koszuli i rozpiąłem haftkę stanika. Zapięcie z przodu, idealnie. ­– pomyślałem. Odsunąłem obie miseczki i ujrzałem jej krągłe piersi i stwardniałe sutki. Liznąłem je kilka razy, o mały włos nie spuszczając się w spodnie. Szybko rozpiąłem pasek i uwolniłem nabrzmiałego członka. Była tak śliska, że bez trudu zanurzyłem się w niej.

– Chwyć się dłońmi krawędzi biurka. – rozkazałem. Natychmiast wykonała moje polecenie. Wyprostowałem się, górując nad nią. Chwyciłem za biodra i pchnąłem mocno kilka razy. Jęknęła głośno, oddychając przez usta, jakby brakowało jej powietrza. Przerwałem na moment, szukając jej aprobaty. Gdy spojrzała na mnie zamglonym pożądaniem wzrokiem, wiedziałem, że jej się podoba. Pchnąłem więc jeszcze raz i kolejny, nadając w końcu szybki rytm, zmierzający w jedną stronę. Gabinet wypełniły jej głośne jęki i szuranie przesuwającego się biurka, a ja nie mogłem oderwać wzroku od jej piersi falujących pode mną wraz z każdym pchnięciem. Po chwili stężała, a ja poczułem mimowolne skurcze na swoim penisie, gdy rozpadała się pode mną. Obracała głowę z boku na bok, mocno trzymając się krawędzi biurka. Widząc ją pogrążoną w spełnieniu natychmiast dołączyłem do niej. Spuściłem się gwałtownym i gorącym strumieniem prosto w jej gorące wnętrze. Poczułem jak schodzi ze mnie napięcie wszystkich poprzednich dni. Potrzebowałem tego. I myślę, że ona też tego potrzebowała. Zawsze wyznawałem zasadę, że dobra pracownica to zaspokojona pracownica. Przez moment leżałem na jej piersi, czekając aż nasze oddechy wrócą do normy. Gdy ochłonęliśmy pomogłem jej podnieść się z biurka. Zsunąłem koszulę i stanik z jej ramion. Spojrzała na mnie pytająco.

– A teraz zrób mi tę przyjemność i uporządkuj mój gabinet. – poprosiłem z urzekającym uśmiechem, przytrzymując ją za brodę. Poprawiłem spodnie i koszulę, doprowadzając się do ładu, przesunąłem biurko na swoje miejsce i rozsiadłem się wygodnie w fotelu, obserwując jak panna Stone, na kolanach w samych pończochach i majtkach zbiera rzeczy rozrzucone po podłodze. Czułem się podwójnie zaspokojony. Gdy doprowadziła mój gabinet do porządku pomogłem jej się ubrać, po czym zniknęła za drzwiami.

*

Tego dnia Pan Wild był w świetnym humorze. Wczorajsze spotkanie przebiegło bardzo dla nas pomyślnie. Tym bardziej mnie to cieszyło i miło było patrzeć na jego rozpromienioną twarz. Nic nie wskazywało na kłopoty, które niebawem nadciągnęły.

Po lunchu Pan Wild wyszedł z gabinetu i skierował się ku regałom, stojącym w pobliżu mojego biurka. Zaczął przeglądać segregatory z dokumentami. Obserwowałam go przez chwilę, widząc jak na jego twarzy maluje się niezrozumienie, gniew i złość. Chwycił kolejny segregator i zaczął nerwowo przeglądać strony. Odwrócił się w moją stronę.

– Pomieszała Pani dokumenty. – powiedział zrezygnowany, jakby nie miał już do mnie siły. Gdy jego słowa dotarły do mnie, popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. To nie mogła być prawda. Nigdy mi się to przecież nie zdarzyło. Podeszłam do niego, żeby zobaczyć, o co chodzi. Gdy przeleciałam kilka stron wszystko stało się jasne. O kurwa! – pomyślałam. Dokumenty faktycznie były wymieszane. Wróciłam pamięcią do dnia, gdy je układałam. Pan Wild zaraz po przyjściu do pracy włożył we mnie kulki gejszy. Wiedział, że tego dnia będę sporo biegała po firmie z tymi dokumentami, aby wszystko skompletować. Przy każdym kroku kulki ocierały się o ścianki mojej pochwy. Każdy, nawet najmniejszy ruch wprawiał je w drżenie, które roznosiło się po całym podbrzuszu. Poza tym, przez cały dzień z całych sił ściskałam mięśnie, by utrzymać je na swoim miejscu. Po południu, gdy zabierałam się za porządkowanie dokumentów, byłam już rozedrgana do granic możliwości, a moje myśli krążyły wyłącznie wokół Pana Wild i tego co mógłby ze mną zrobić, gdy wyjmie je ze mnie i zobaczy jaka jestem wilgotna. Najprawdopodobniej z uwagi na brak koncentracji powkładałam papiery jak leci, nie zważając na daty i kontrahentów. Nie można było nic znaleźć bez przeglądania wszystkiego. Przełknęłam głośno ślinę i nerwowo zakołysałam biodrami, uświadamiając sobie jak bardzo narozrabiałam. Pan Wild na pewno mnie ukarze – pomyślałam, wpatrując się w papiery. Nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy, a w sercu poczułam lęk.

– Czy ma Pani coś na swoje usprawiedliwienie? – zapytał podenerwowany, świdrując mnie spojrzeniem. Nawet jakbym miała, Pan Wild nienawidził takich wymówek.

– Nie, proszę Pana. – wydukałam po cichu. Kazał mi przytrzymać segregator z pomieszanymi dokumentami, który trzymał w ręce i zaraz dołożył kolejny, który był do poprawy. Wziął się za przeglądanie następnego, jednak po chwili odłożył go na półkę, stwierdzając najwidoczniej, że wszystko z nim w porządku. Kolejny, który przejrzał również był właściwie poukładany. Przejął ode mnie stertę papierów i chwycił mnie mocno za ramię.

– Zapraszam do mojego gabinetu, panno Stone. – wycedził przez zaciśnięte zęby, ciągnąc mnie w stronę swojego biura. Zatrzasnął drzwi i rzucił dokumenty na biurko. Oparł się o blat z rękami założonymi na piersi, spoglądając na mnie gniewnym wzrokiem. Czekałam na jego komendy, jednak nie odezwał się do mnie ani słowem. Gdy podniosłam lekko wzrok na jego twarz, dotarło do mnie, że czeka, aż się rozbiorę. Po plecach przeszedł mnie dreszcz. Nie chcąc zdenerwować go bardziej sięgnęłam do zapięcia spódnicy i rozpięłam zamek, a ubranie momentalnie znalazło się na podłodze. Ten sam los podzieliły lekko wilgotne już majtki. Obnażając się poczułam bolesne ukłucie między nogami i kolejną falę zalewającej mnie wilgoci. Rozbieranie zawsze tak na mnie działało, a już szczególnie, gdy uświadamiałam sobie kontrast między ubranym szefem a mną. Choć bardzo się wstydziłam nie wolno mi było się zasłaniać. Mogłaby mnie za to spotkać dodatkowa kara. Pan Wild chwilę patrzył na moje nagie łono, po czym kazał mi się odwrócić. Grzecznie wykonałam jego polecenie. Bez słowa chwycił mnie za ramię, usiadł na kanapie i pociągnął mnie za sobą, zwinnym ruchem przekładając przez kolano. Moja goła pupa znalazła się idealnie wypięta pod jego ręką. Usłyszałam jak serce dudni mi w piersi, a oddech znacząco przyspiesza. W tym samym momencie poczułam mocnego klapsa, który z głośnym plaśnięciem spadł na mój pośladek. A zaraz potem następnego i jeszcze jednego. Na początku nie były zbyt mocne, jednak gdy tylko moja pupa rozgrzała się i zaczerwieniła, znacząco przybrały na sile. Całe moje ciało poruszało się w rytm spadających uderzeń. Choć starałam się leżeć cicho, jęki i okrzyki raz po raz wyrywały się z mojej piersi. Z całej siły zaciskałam palce na lśniącej skórze kanapy, aby przypadkiem nie zasłonić pupy przed kolejną serią uderzeń. Z czasem jęki przerodziły się w szloch, a z każdym klapsem przeszywał mnie piekący ból. Pan Wild bił mnie dłużej niż zazwyczaj. Błagałam go i zaklinałam w myślach, aby już skończył. Gdy myślałam, że już więcej nie wytrzymam, klapsy ustały. Moja pupa z pewnością była mocno czerwona i czułam jak boleśnie pulsowała. Pan Wild chwycił mnie za ramiona i pomógł mi wstać. Wstydziłam się i nie chciałam, żeby patrzył na moją zapłakaną buzię, ale nie miałam jak ukryć twarzy.

– Ręce do góry. – rozkazał. Uniosłam je natychmiast, nie podnosząc wzroku. Ku mojemu zaskoczeniu, jednym szybkim ruchem Pan Wild ściągnął przez głowę moją bluzkę razem z miękkim, koronkowym stanikiem. Stanęłam przed nim całkiem naga. Tym bardziej czułam swój gorący, pulsujący tyłek. Po chwili Pan Wild wyjął 3 niewielkie klipsy z kieszeni swoich spodni. Ujął mój sutek, kręcąc nim między palcami, żeby stwardniał jeszcze bardziej, po czym uszczypnął go klipsem. Jęknęłam i lekko zakołysałam się, czując ucisk. W taki sam sposób zniewolił mój drugi sutek. Na końcu usiadł na skórzanej kanapie, rozchylił palcami moje wargi, odsłaniając łechtaczkę i również tam zapiął małego klipsa. Zasłoniłam twarz rękoma, nie mogąc już tego znieść. Gdy skończył wziął mnie za rękę i poprowadził do biurka. Stałam naga, obolała i zawstydzona do granic możliwości, patrząc jak rozsypuje zawartość segregatorów po pokoju.

– A teraz pozbierasz i ułożysz dokumenty tak, jak powinnaś to zrobić od początku. Gdy skończysz dostaniesz jeszcze jedno lanie. Twoja kara się jeszcze nie skończyła. – zwrócił się do mnie.

– Tak jest, proszę Pana. – odparłam natychmiast, rzucając się czym prędzej na kolana do porządkowania dokumentacji. Najbardziej przerażała mnie myśl, że otrzymam jeszcze jedną porcję klapsów. Z bezradności żałośnie zaszlochałam. Mimo tego, że byłam naga, zniewolona klipsami i z obitym tyłkiem z całych sił starałam się skoncentrować na pracy. Wolałam nawet nie myśleć, co by było, gdybym po raz kolejny się pomyliła. Co jakiś czas moje skupienie rozpraszał pulsujący ból pupy, sutków, łechtaczki, cipki i Pan Wild, który co jakiś czas zerkał na mnie. Robiąc porządek uspokoiłam się nieco i ochłonęłam. Gdy skończyłam, sprawdziłam wszystko jeszcze raz dokładnie.

– Poproszę o dokumenty Collinsa z ostatniego półrocza. – Pan Wild spojrzał na mnie wyczekująco. To pewnie od nich wszystko się zaczęło. Potrzebował ich, a jak nie mógł ich znaleźć zauważył bałagan w papierach. Natychmiast odnalazłam to, o co prosił i już miałam mu podać, gdy usłyszałam:

– Przynieś mi je w zębach. – Zamarłam, na dźwięk tych słów, a w oczach stanęły mi łzy. Łudziłam się jednak, że gdy to zrobię odpuści mi jeszcze jedno lanie. Ujęłam dokumenty w usta, usiłując nie zmoczyć ich językiem i poczołgałam się na czworakach w jego stronę. Jeszcze nigdy nie czułam się tak upokorzona. Gdy tylko wziął je ode mnie, chwycił mnie za ramiona i pociągnął do góry, po raz kolejny przekładając mnie przez kolano. Och nie, proszę, nie wytrzymam już więcej. – pomyślałam, ale było już za późno. Klapsy sypały się jeden po drugim naprzemiennie w oba pośladki. Tym razem było mi trudniej je znieść. Pupa bolała mnie jeszcze po ostatnim laniu. Jeszcze nigdy nie dostałam dwóch pod rząd, nawet dzień po dniu. Pan Wild zawsze zwlekał, aż moja pupa wydobrzeje. Wierciłam się i jęczałam w rytm uderzeń. W pewnym momencie spontanicznie moja ręka sama powędrowała w stronę pośladków, próbując je przysłonić. Nie przeszkodziło to jednak w niczym Panu Wild, który chwycił mój nadgarstek i przytrzymał mocno na plecach. Klapsy bolały mnie już tak bardzo, że zaczęłam krzyczeć, a łzy ciekły mi ciurkiem po policzkach. Gdy byłam już wycieńczona, Pan Wild skończył i pomógł mi się podnieść. Moja pupa była purpurowa. Jutro na pewno będę miała siniaki. – pomyślałam. Jedyne o czym teraz marzyłam to wykąpać się i obłożyć rozgrzany, obolały tyłek mokrym ręcznikiem, jednak bałam się, że Pan Wild będzie kazał mi zostać dłużej i odrobić stracony na poprawki czas. Nie byłam pewna, czy dałabym radę. Pan Wild uwolnił moje sutki i łechtaczkę z klipsów, delikatnie rozmasował uszczypnięte miejsca, zawstydzając mnie do reszty, pomógł mi się ubrać i odesłał do domu.

*

– Witam, panno Stone. – rzuciłem, gdy przekroczyłem próg biura.

– Dzień dobry, Panie Wild. – powitała mnie z uśmiechem. Miała na sobie cielistą sukienkę, która doskonale podkreślała jej krągłości. Zawsze wyglądała w niej oszałamiająco. Lubiłem, gdy ją ubierała, bowiem kolorem pasowała do jej karnacji, przez co wydawało się, że jest naga. Ale nie dziś. Mieliśmy dziś zaplanowane 2 spotkania pod rząd z zagranicznymi gośćmi i nie chciałem, by ktokolwiek inny widział ją w tym ubiorze. Od samego rana podniosła mi ciśnienie, czego nie omieszkałem jej wypomnieć przy najbliższej okazji.

– Za 5 minut mamy spotkanie w sali konferencyjnej, Panie Wild. – oznajmiła uprzejmie, spoglądając w kalendarz. Spojrzałem na zegarek. Jechałem tu zbyt długo przez te cholerne korki. Przed spotkaniem nie zdążę już jej upomnieć. Westchnąłem ciężko i zaklinałem wszystkich w duchu, żeby nikt na nią nie patrzył, bo za siebie nie ręczyłem.

Spotkania wlokły się niemiłosiernie, a ja co jakiś czas dostrzegałem ukradkowe spojrzenia w stronę panny Stone i jej dopasowanej sukienki. Ona widać była mocno zainteresowana omawianymi kwestiami i zdawała się nie zauważać swojego wpływu na otoczenie. Powinienem zatrzymać ją w biurze. – pomyślałem. Z każdym zauważonym spojrzeniem na nią złościłem się coraz bardziej. Gdy wróciliśmy do biura natychmiast wezwałem ją do swojego gabinetu. Stanęła jak zwykle po przeciwnej stronie biurka. Spojrzałem na nią groźnie. Zawstydziła się i spuściła wzrok. Podszedłem do niej wolnym krokiem i stanąłem blisko, tuż za jej plecami. Pochyliłem się lekko w jej stronę i zapytałem:

– Czy wie Pani, po co tu Panią wezwałem?

– Nie, proszę Pana. – odrzekła. Oczywiście, że nie wiedziała.

– Czemu do cholery ubrałaś dziś tę sukienkę? – zapytałem, powstrzymując się, aby nie wybuchnąć. Wydała się zaskoczona. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie czekając na jej tłumaczenia, próbowałem odgadnąć jej intencje.

– Żeby mnie wkurzyć?

– Nie, proszę Pana.

Żeby mnie sprowokować?

– Nie, proszę Pana. – wydukała zdenerwowana.

– Żebym patrzał jak inni ślinią się na Twój widok?

– Oczywiście, że nie. – denerwowała się coraz bardziej. Obszedłem ją dookoła, obmyślając, w jaki sposób mógłbym ją dziś ukarać.

– Nie będzie jej Pani nosić. – oznajmiłem, po czym odpiąłem suwak, a sukienka płynnie opadła na podłogę. Została w samej bieliźnie. Cieliste koronki sprawiały wrażenie jakby była naga. Spuściła głowę i niemal natychmiast pojawił się na jej twarzy rumieniec. Jednak ja nie zamierzałem na tym poprzestać. Chciała wyglądać jakby była naga? To teraz będzie. – pomyślałem gniewnie, opierając się tyłem o biurko tuż przed nią. Mało tego, sama to zrobi.

– Zdejmij stanik. – rozkazałem. Poraziło ją. Wyglądała jakby dostała w twarz. Chyba się tego nie spodziewała. Uważnie obserwowałem jak jej oddech przyspiesza i nerwowo porusza biodrami. Na samą myśl, że zobaczę jej jędrne cycki zrobiło jej się mokro. Długo zwlekała z wykonaniem mojego polecenia; dopiero po moim ponagleniu sięgnęła do haftki i rozpięła ją, pozwalając by koronka opadła, odsłaniając jej wypukłości.

– Teraz majtki. – oznajmiłem tonem nie znoszącym sprzeciwu. Przełknęła głośno ślinę i lekko zadrżała. Dopiero po chwili sięgnęła za gumkę i powoli zsuwała je przez całą długość nóg, aż do kostek, mocno się przy tym wypinając i odsłaniając swoją intymność. Na moje polecenie w ten sam sposób pozbyła się samonośnych pończoch. Podziwiałem to przedstawienie oniemiały z wrażenia z pokaźnym wybrzuszeniem w spodniach. W końcu stała przede mną całkiem naga. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Głowę i wzrok miała spuszczone, a jej twarz zaszła purpurą. Wyglądała niewinnie i uroczo. Podniosłem się z biurka i stanąłem u jej boku.

– Oprzyj dłonie płasko na biurku. – poinstruowałem ją. Pochyliła się jak kazałem. Pupa była idealnie wypięta, by łatwo było w nią wycelować, jednak skóra nie była zbyt napięta, co chroniło ją przed ewentualnymi pęknięciami. Taksowałem ją pożądliwie koncentrując się na zwisających piersiach, zakończonych stwardniałymi sutkami. Po chwili skierowałem się do szafy na płaszcze i garnitury, przebiegłem wzrokiem dostępne narzędzia – pejcz, szpicrutę i wybrałem drewnianą laskę. Zatrzasnąłem drzwi szafy z hukiem i obróciłem się w jej stronę. Stanąłem u jej boku, dobierając odpowiednią pozycję i przejechałem laską po jej pośladkach, przygotowując ją na pierwsze uderzenie. Oboje wiedzieliśmy, że będzie bolało. Wymierzyłem uderzenie jednocześnie w oba pośladki. Zatchnęła się z przerażenia. Po chwili uderzyłem jeszcze raz. Po chwili kolejny. Uderzałem powoli i metodycznie. Po każdym jęczała, później krzyczała, aż w końcu rozpłakała się. Ja jednak byłem nieugięty. Wymierzałem kolejne razy, choć jej słodka dupcia była już mocno czerwona i widać było pręgi po lasce. Uderzałem coraz wolniej, robiąc coraz dłuższe przerwy, aby mogła znieść karę do końca. Po ostatnim razie odłożyłem laskę na swoje miejsce, a ją odstawiłem do kąta.

– Zapleć dłonie na karku. – poleciłem, co uczyniła natychmiast. Zostawiłem ją samą, nagą, upokorzoną, zapłakaną i z obolałym tyłkiem, a sam wróciłem do swoich obowiązków. Przez dłuższy czas mojej pracy towarzyszył mi jej głośny szloch, aż w końcu umilkła. Gdy skończyłem artykuł o nowych technologiach w biznesie podszedłem do niej, zdjąłem jej dłonie z karku i dotknąłem tyłka. Był gorący i pulsujący. Skrzywiła się. Rozmasowałem go chwilę, po czym odesłałem ją do swoich zadań. Prędko pozbierała swoje rzeczy z podłogi i tuląc je do siebie, naga zniknęła za drzwiami. Do końca dnia miała problem z siedzeniem. Następnego ranka, gdy od progu zobaczyłem jej zbolałą minę, zlitowałem się nad nią. Gdy przyniosła mi dokumenty do podpisu, zatrzymałem ją, kazałem odsłonić pupę i posmarowałem ją chłodzącą maścią. I tak byłem pewien, że zapamięta tę lekcję na długo.

*

Od rana uwijałam się jak w ukropie. Mieliśmy dziś ważne spotkanie, od którego wiele zależało i musiałam przygotować prezentację, wydruki, a jakby tego było mało dopilnować przygotowanie sali konferencyjnej i przekąsek. Zdążyłam ze wszystkim chwilę przed spotkaniem. Rozłożyłam się na krześle, wykorzystując ostatnie minuty na relaks. Jakieś 7 minut później, kroczyłam za Panem Wildem dzierżąc w dłoni notebooka. Moim głównym zadaniem było zaraportowanie o przebiegu spotkania, dlatego też postanowiłam wszystko skrzętnie notować. Pan Wild uprzejmie przywitał wszystkich gości, wymienił uściski i rozpoczął spotkanie krótkim przemówieniem.

– … dlatego właśnie dzisiejszą prezentację poprowadzi panna Stone. – byłam tak skupiona na notowaniu, że dopiero gdy przeczytałam, że to ja mam poprowadzić prezentację dotarło do mnie, co powiedział przed chwilą Pan Wild. Spojrzałam na niego pytająco. Musiałam mieć oczy jak pięć złotych, ponieważ Pan Wild wyszeptał do mnie:

– Doskonale znasz ten temat, robiłaś prezentację, poradzisz sobie. – motywował mnie. O co mu chodzi? – pomyślałam. – Na pewno chce mnie dziś ukarać i szuka pretekstu. No to mu się udało. Nigdy mu tego nie wybaczę. – To jedyne, co przychodziło mi do głowy. Z zamyślenia wyrwał mnie jego głos:

Zaczynajmy, panno Stone. ­– Nie mając czasu do namysłu, wstałam i odpaliłam PowerPointa. Omówiłam po kolei każdy ze slajdów, dodatkowo powołując się na wyniki badań, efekty, jakie osiągnęła konkurencja przy użyciu danego profilu i zalecenia znanych autorytetów. Na początku byłam spięta, ale gdy tylko zobaczyłam jak dobrze mi idzie, rozluźniłam się i wkręciłam. Znałam ten temat od podszewki, mogłabym go omawiać godzinami. Gdy skończyłam byłam z siebie dumna, podekscytowana, ale też wypompowana. Dalszą część spotkania poprowadził Pan Wild, ale to i tak ja odwaliła najważniejszą robotę.

– Świetna robota, panno Stone. – pochwalił mnie Pan Wild, zamykając drzwi sali konferencyjnej za ostatnim gościem. Zarumieniłam się na te słowa i uśmiechnęłam się do siebie. Uwielbiałam, gdy mnie komplementował. Podszedł do mnie od tyłu, gdy uwijałam się sprzątając po spotkaniu i złapał za biodra w momencie, gdy pochylałam się nad stołem. Przylgnął do mnie swoją męskością, która pęczniała mu w spodniach. Poczułam przyjemny dreszcz podniecenia ogarniający moje ciało. Pochylił się, odłożył filiżanki, które miałam w dłoni i pociągnął mnie do siebie. Wpadłam w jego objęcie, przywarłam piersiami do jego torsu, a od pocałunku dzieliły nas milimetry. Spojrzał głęboko w moje oczy, onieśmielając mnie. Oboje dobrze wiedzieliśmy, co wisiało w powietrzu.

– Zasłużyła Pani na nagrodę. Zapraszam do mojego gabinetu, panno Stone. – wyszeptał w moje usta. Tam jednak nie dotarliśmy. Gdy tylko zatrzasnął drzwi do biura, przywarł do moich ust, namiętnie je eksplorując. Pospiesznie rozpiął moją koszulę i wyjął piersi z miseczek stanika, darując sobie rozpinanie. Poluzował krawat i wyszarpał pasek ze spodni. Rozpiął rozporek i uwolnił swojego nabrzmiałego członka. Nie przerywając pocałunku podciągnął mi spódnicę na biodra i jednym szarpnięciem rozdarł moje majtki. Zalała mnie kolejna fala podniecenia. Jęknęłam, gdy poczułam chłodne powietrze na swojej rozgrzanej cipce. Nagle złapał mnie za pośladki, podrzucił w górę, oplatając sobie pas moimi nogami i przyparł do drzwi. Objęłam go rękami, aby utrzymać równowagę. Jęknęłam po raz kolejny, gdy mocnym pchnięciem wtargnął do mojego śliskiego wnętrza. Chwycił mnie dłonią za tył głowy, aby nie obijała się o drzwi, przytrzymał ją torując sobie drogę do mojego języka, a ja podskakiwałam na jego penisie w rytm jego uderzeń. Pieprzył mnie mocno, szybko i niecierpliwie, namiętnie całując. Mój oddech galopował, a po całym ciele rozchodziły się przyjemne dreszcze. Dyszałam i jęczałam w jego usta na zmianę dopóki nie doszłam. Zakrył moje usta dłonią, aby stłumić mój krzyk rozkoszy. Moja cipka rytmicznie zaciskała się na nim, a on wytrysnął we mnie gorącym strumieniem. Wtulił się w moją szyję, próbując odzyskać siły. Powoli nasze oddechy wyrównały się i wróciły nam zmysły. Podniósł głowę i oparł się czołem o moje. Oczy miał zamknięte. Moje za to były ogromne jak spodki. Mimo, że przed chwilą mnie przeleciał, czułam niedosyt. Biłam się z myślami, czy poprosić go o więcej.

– Jeszcze. – wyszeptałam w końcu, cały czas obejmując go rękami. Otworzył oczy i spojrzał na mnie, jakbym mówiła po chińsku. – Poproszę, jeszcze raz, Panie Wild. – powtórzyłam cicho, w nadziei, że tym razem do niego dotrze. Przełknął głośno, świdrując mnie spojrzeniem.

– Jeszcze? – pokiwałam głową.

Szybko? – zapytał.

– Tak.

– Mocno?

– Tak. – wyjęczałam błagalnie, zamykając oczy, nie mogąc doczekać się, aż znów go w sobie poczuję. Chwycił mnie wyżej i pokrył moje piersi pocałunkami. Oparłam głowę o drzwi, czując jak moje ciało budzi się. Pan Wild całował, lizał i ssał moje sutki, czasem je przygryzając. Mój oddech przyspieszał; zalało mnie na nowo podniecenie. Po chwili znów był gotowy. Bez słowa wbił się we mnie szybko i mocno, wyrywając mnie z przyjemnego letargu. Od początku nadał szybki rytm. Przyciągnął mnie za włosy do swoich ust, ponownie się w nich zatapiając. Teraz wszystko było intensywniejsze. Pocałunki, dotyk, jego pchnięcia. Znał mnie dobrze, za każdym razem trafiał w moje czułe miejsca, popychając mnie w stronę orgazmu. Pieprzył nie tylko moją cipkę, ale i usta. Świadomość tego sprawiła, że rozpadłam się pod nim na milion drobnych kawałeczków. Spełnienie ogarnęło całe moje ciało, podczas gdy on dalej dźgał mnie nieustannie, pragnąc mnie dogonić. Zamknął oczy i po trzecim pchnięciu również szczytował, gwałtownie się we mnie spuszczając. Po wszystkim czułam się wykończona, zaspokojona i doskonale zerżnięta. Dochodziliśmy do siebie wtulając się przy drzwiach, tak jak przed chwilą się pieprzyliśmy. Przyjemnie było czuć jego gorący oddech na moich piersiach. Przyjemnie było patrzeć jak wraca do sił. A jednak mu to wybaczę. – pomyślałam, uśmiechając się pod nosem.

*

Tamtego dnia wkroczyłem do biura z hukiem otwierając drzwi. Zwykle przed sobą zastawałem znajomy widok – pannę Stone pracującą w szaleńczym tempie, aby ze wszystkim zdążyć. Jednak nie dziś. Biurko, krzesło i komputer wskazywały na to, że jeszcze nie dotarła. Spojrzałem na zegarek; była punkt 9. Nie każe jej przychodzić wcześniej, ale mogłaby się nie spóźniać. – pomyślałem. Zdjąłem płaszcz, wieszając go w szafie, rzuciłem teczkę na biurko w swoim gabinecie i rozsiadłem się wygodnie na jej krześle. Obróciłem się przodem do okna i postanowiłem tutaj na nią zaczekać.

Dokładnie 3 minuty później wbiegła do biura głośno dysząc i rozbierając się w biegu. Obserwowałem jej odbicie w oknie. Wydawało się, że była tak zajęta preparowaniem, że wcale się nie spóźniła, że w ogóle mnie nie zauważyła. Dopiero gdy obróciłem się na krześle w jej stronę, zdała sobie sprawę z tego, że jej się to nie uda. Zatrzymała się w pół kroku, wpatrując się we mnie wielkimi oczami i głośno przełknęła.

– Panie Wild… – przerwała w pół słowa; głos uwiązł jej w gardle.

– Spóźniła się Pani, panno Stone. – nie omieszkałem zauważyć. Spuściła głowę i wzrok, robiąc skruszoną minę.

– Przepraszam, Panie Wild. – powiedziała cichutko, nie podnosząc oczu.

– Wie Pani jak bardzo tego nie lubię? – zapytałem retorycznie.

– Tak, Panie Wild. – odparła niemalże szeptem nie zmieniając swojej pozycji.

– Więc doskonale Pani również wie, że będę musiał wyciągnąć konsekwencje. – Zadrżała i cicho jęknęła. Nie czekając aż zacznie się tłumaczyć i błagać mnie o litość zaprosiłem ją do mojego gabinetu.

Wszedłem chwilę po niej. Stała już na swoim miejscu przed moim biurkiem. Głowę i wzrok wciąż miała spuszczone, dłonie splecione z tyłu, nerwowo bawiła się palcami. Z niecierpliwością oczekiwała na karę. Zatrzasnąłem drzwi i podszedłem bliżej, wciągając głośno zapach jej perfum. Doskonale wiedziałem jak ją ukarzę. Dawno nie stosowałem tej kary, ale teraz nadarzyła się ku temu okazja. Przez moment biłem się z myślami, czy nie będzie dla niej zbyt surowa za 3 minutowe przewinienie, ale odgoniłem myśli, stwierdzając że na dłużej ją zapamięta. Stanąłem blisko naprzeciwko niej i powoli rozpiąłem guziki jej szarej, jedwabnej bluzki. Odgarnąłem jej brzegi i moim oczom ukazały się dwa pełne wzniesienia, szybko unoszące się w rytm oddechu, skrywane przez koronkową bieliznę. Chodźcie do mnie, moje maleństwa. – pomyślałem. Ująłem delikatnie lewą pierś i wyciągnąłem ją z miękkiej miseczki. To samo uczyniłem z prawą. Jęknęła, rumieniąc się wstydliwie. Jej sutki momentalnie stwardniały, a na dekolcie pojawiła się gęsia skórka, choć w pokoju wcale nie było zimno. Poczułem jak twardnieję. Przesunąłem dłonią po jej udzie, od kolana aż po biodro, zadzierając jednocześnie spódnicę wysoko w górę. Następnie chwyciłem za gumkę cienkiej koronki skrywającej jej intymność i zsunąłem ją, aż do kostek. Przygotowałem ją sobie. Jęknęła przeciągle, gdy ściągałem jej bieliznę z pupy i zauważyłem zmoczoną, środkową część majtek. Musiała się podniecić, gdy obnażyłem jej piersi. Ja natomiast nie mogłem pozostać obojętny na jej nagie łono. Obszedłem ją z groźnym wyrazem twarzy, podziwiając swoje dzieło. Uwielbiałem podziwiać jej kształty. Już od dawna zastanawiałem się czy obowiązkowym dla niej strojem w pracy nie powinien być brak stroju. Zupełnie nie przeszkadzałoby mi, gdyby uwijała się przy mnie zupełnie naga. Zbliżyłem się do szuflady biurka i wyjąłem z niej niewielkich rozmiarów pudełeczko, dwa płatki do demakijażu i mokrą chusteczkę. Po chwili znów byłem przy niej. Stanąłem naprzeciwko niej, opierając się o biurko. Odkręciłem wieczko i nabrałem na palec niewielką ilość maści. Chciałem, żeby na to wszystko patrzyła.

– Och nie, tylko nie to! Błagam Pana! – wykrzyczała błagalnym tonem, a w jej oczach pojawiły się łzy.

– Nie zamierzam z Panią o tym dyskutować. – powiedziałem stanowczo.

– Wypchnij piersi. – zaordynowałem po chwili. Zbyt długo czekałem na wykonanie mojego polecenia. Chwyciłem mocno jej buzię i zmusiłem, aby na mnie spojrzała. Natychmiast wyprostowała plecy i ręce w łokciach, wypychając biust w moją stronę. Dostrzegłem jak jej piersi lekko zakołysały się pod wypływem wymuszonego ruchu. Poczułem jak mój nabrzmiały penis napiera mi boleśnie na spodnie. Zbliżyłem się i rozsmarowałem maść na jej prawym sutku. Zamknęła oczy i ciężko westchnęła, szybko oddychając przez usta, jakby nie mogła złapać oddechu. To samo uczyniłem z drugim sutkiem. Głos drżał jej, gdy wydobywała z siebie nieartykułowane jęki bólu, jednak nie cofnęła piersi. Ponownie nabrałem na palec nieco maści i naniosłem ją na oba płatki, które przyczepiłem do jej twardych sutków i zaciągnąłem miseczki stanika. Tym sposobem maść nie wytrze się w bieliznę i będzie działać przez cały dzień. Krzyknęła. Gdy zapinałem guziczki jej bluzki, żałośnie zaszlochała.

– Wiem, że to nie jest przyjemne, ale musisz wytrzymać. – przyznałem, sięgając po chusteczkę. – Stań w rozkroku. – poleciłem. Niemalże zaszlochała, zdając sobie sprawę z tego, co ją czeka, jednak posłusznie rozchyliła uda. Spojrzała na mnie załzawionymi oczyma.

– Szerzej. – poinstruowałem ją. Rozstawiła nogi na tyle, na ile pozwalały jej majtki na kostkach. Sięgnąłem do jej intymności i dokładnie wytarłem ją z oznak podniecenia. Wilgoć zniwelowałaby działanie maści, a tego nie chciałem. Gdy była już sucha, ponownie nabrałem na palec maść i dotknąłem jej łechtaczki, patrząc jej przy tym w oczy. Drgnęła, zacisnęła oczy, po policzkach spłynęły jej łzy, a z jej piersi wyrwał się okrzyk bólu. Krzyknęła, gdy potarłem jej łechtaczkę, rozsmarowując maść po całości. Po chwili ponownie sięgnąłem, smarując jej wargi i okolice szparki. Załkała, a nogi trzęsły jej się ze strachu. Obszedłem ją i stanąłem z tyłu. Musnąłem jej szczelinę, rozprowadzając maść między pośladkami. Głośno zaszlochała, kręcąc pupą. Wystarczy. – pomyślałem. Pomogłem jej zaciągnąć majtki i poprawić spódnicę.

– A teraz do roboty, moja panno. – pogłaskałem jej policzek, spoglądając w załzawione oczy.

*

Zaraz po wyjściu z gabinetu Pana Wilda pobiegłam do łazienki. Nie, nie żeby wytrzeć sobie to, co mi nasmarował. Nie miałabym na tyle odwagi. Po to, żeby doprowadzić się do ładu – umyć buzię i przypudrować nos. Musiałam ukryć to, co przed chwilą zaszło.

Gdy wróciłam do biurka, odpaliłam komputer i sprawdziłam harmonogram dnia. Odetchnęłam z ulgą, stwierdzając, że nie było na dziś umówionych spotkań. Nie dałabym rady w nich uczestniczyć. Sutki, cipka i druga szparka swędziały mnie niemiłosiernie po zastosowaniu maści. Próbowałam się podrapać wiercąc się na krześle, co nie przynosiło zbytniej ulgi. Czułam każde posmarowane miejsce, nie mogąc skupić się na pracy.

Jak dotąd Pan Wild karał mnie w ten sposób wyłącznie za fizyczną niesubordynację. Dlatego tym bardziej nie spodziewałam się, że zrobi to teraz. Pamiętam jak pierwszy raz ukarał mnie w ten sposób. Przyłapał mnie jak naga dotykałam swojej szparki. Leżałam w łóżku, rozluźniłam się i zamknęłam oczy. Nie zauważyłam, gdy stanął za uchylonymi drzwiami. Na początku, gdy byliśmy razem ostrzegł mnie, że nie wolno mi tego robić, że tylko on może dawać mi przyjemność i doprowadzać do orgazmów, jednak o tym, jak bardzo tego nie lubił, boleśnie przekonałam się, dopiero wtedy, gdy za karę posmarował moje wrażliwe miejsca tym swędzącym specyfikiem. Żebym nie drapała owych miejsc, zakleił mi sutki i łechtaczkę niewielkimi plasterkami. Nie byłam jednak w stanie się powstrzymać. W akcie desperacji sięgnęłam ręką i potarłam swędzące miejsce. Natychmiast to zauważył i podarował mi siarczystego klapsa w pupę. Pisnęłam z zaskoczenia. Pan Wild pociągnął mnie za rękę do sypialni, rozebrał do naga i rozciągnął na łóżku, po czym związał mi ręce i nogi tak, żebym nie mogła nimi ruszać. Byłam zupełnie bezradna, skrępowana i upokorzona. Jedyne co mi pozostawało to żałośnie szlochać. Po kilku godzinach uwolnił mnie, zdjął plasterki i obmył sutki i łechtaczkę. Dopiero wtedy poczułam ulgę i przysięgłam sobie, że już nigdy więcej tego nie zrobię.

Drugi raz zostałam ukarana w ten sposób po wyskoku na firmowej imprezie. Naprawdę dobrze się bawiłam i nieco przesadziłam z alkoholem. Wiem, że powinnam się pilnować, bo po większej ilości tego trunku staję się nieobliczalna. Tamtej nocy jednak pozwoliłam sobie na zbyt wiele, co boleśnie odczułam następnego dnia. Czując szum alkoholu w głowie zaciągnęłam koleżankę do swojego biura. Było ciemno i nikogo nie było w pobliżu. A przynajmniej tak myślałam. Zaczęłyśmy się całować, a ona włożyła mi dłoń w bieliznę. Położyłam się na biurku i podciągnęłam nieco sukienkę, żeby ułatwić jej dostęp. W tym momencie w drzwiach swojego gabinetu stanął Pan Wild. Gdyby wzrokiem mógł zabijać, to już by było po mnie. Przez ułamek sekundy przyglądał nam się, po czym odepchnął moją koleżankę, chwycił mnie za ramię i czym prędzej wyprowadził mnie stamtąd. Dla mnie impreza się w tym momencie skończyła. Zawiózł mnie do domu i położył do łóżka, bo i tak już byłam ledwie przytomna.

Nazajutrz natomiast poniosłam konsekwencje owego wybryku. Pan Wild kazał mi się rozebrać do naga, ułożyć na szezlongu i szeroko rozłożyć nogi w górze. Gdy przybrałam wskazaną pozycję, sięgnął po szpicrutę i smagnął mnie między nogami. Zadrżałam i krzyknęłam z przerażenia. Pan Wild chłostał mnie raz po raz dopóki moja szparka nie zaczerwieniła się i nie zaczęła boleśnie pulsować, od czasu do czasu smagając mnie również po piersiach. Moje okrzyki nie robiły na nim większego wrażenia. Smagał porządnie, sprawnie operując szpicrutą. Aby wytrzymać musiałam zacisnąć dłonie na kostkach, żeby nie złączyć ud lub nie zakryć nimi cipki. Gdy skończył z trudem łapałam oddech. On natomiast wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko i nabrał na palec trochę maści. Błagałam go, aby tego nie robił, jednak pozostał nieugięty. Porządnie nasmarował mi całe piersi, obolałą szparkę i szczelinę między pośladkami grubą warstwą. Ból i swędzenie były nie do wytrzymania. Poza tym, jako że był to weekend, musiałam chodzić cały dzień nago, aby ubranie nie wytarło specyfiku.  Czułam się upokorzona i zawstydzona pod wzrokiem Pana Wilda, który nie krępował się na mnie patrzeć. Obita cipka w połączeniu z maścią dawała dziwne uczucie pieczenia. W pewnym momencie świąd i pieczenie stały się tak intensywne, że myślałam, że się zsikam. Nawet Pan Wild to zauważył i zapytał, o co chodzi. Nie chciałam mu o tym mówić, za bardzo się wstydziłam. Jednak pod naciskiem jego pytań musiałam się przyznać, choć nie przyszło mi to łatwo. Gdy mówiłam o tym, musiałam się podniecić i mimowolnie rozluźnić mięśnie, a stróżka moczu wydostała się na zewnątrz. Natychmiast przerażona zacisnęłam cipkę. Pan Wild uważnie przyglądał się, jak kropelki spływają mi po wewnętrznej stronie uda, aż do stóp. Myślałam, że Pan Wild się wścieknie i dodatkowo mnie ukarze. On jednak kazał mi tylko wytrzeć mokrą linię na nodze i nie ważyć się robić siku.

Staniesz w kącie, przodem do mnie z rękami założonymi na głowę, żebym miał Cię na oku. – powiedział. Natychmiast wykonałam jego polecenie i starałam się wstrzymywać. Było to jednak bardzo trudne, bowiem wilgoć wypełniająca moją szparkę potęgowała potrzebę oddania moczu. W pewnym momencie nie wytrzymałam i popuściłam. Nie mogłam w to uwierzyć, ale zsikałam się na jego oczach. Żałośnie zaszlochałam i spłonęłam rumieńcem. Pan Wild patrzył aż skończę, podszedł do mnie i przetrzepał mi tyłek. Teraz bolała mnie nie tylko cipka ale też pupa. Polecił mi natychmiast posprzątać i przynieść sobie wilgotne chusteczki. Gdy skończyłam, wytarł mnie i posmarował moją szparkę jeszcze raz. Odwrócił mnie tyłem do siebie i porządnie nasmarował również pośladki. Do wieczora stałam naga w kącie, a on bez skrępowania wodził wzrokiem po moim ciele. Dopiero następnego dnia pozwolił mi się umyć, jednak wysmagana cipka boleśnie dawała o sobie znać jeszcze przez kilka dni. To była ważna lekcja, którą pamiętam do tej pory.

Dzień dłużył mi się niemiłosiernie. Godzina za godziną. Pan Wild zlecił mi tego dnia naprawdę sporo zadań – kolejny etap projektu Collinsa, propozycja ofertowa dla Team Leader, przygotowanie umów dla Maxima, wysłanie podziękowań kurierem na Florydę, rezerwacja Spa na przyszły weekend i raport z poczynań nowych spółek giełdowych. Co jakiś czas zaglądał do mnie, żeby sprawdzić jak sobie radzę i czy przypadkiem się nie drapię. Przez cały czas ciało swędziało mnie okropnie, a każdy ruch tylko potęgował nieprzyjemne odczucia. Chciało mi się wyć. Zdarzyło mi się z bezsilności zaszlochać cicho, jednak zaraz potem brałam się w garść i wracałam do swoich obowiązków. Odetchnęłam z ulgą, gdy zegar wybił 17. Odczekałam 3 minuty i zapytałam się Pana Wilda czy mogę już iść. Gdy tylko mi pozwolił, złapałam płaszcz i rzuciłam się w stronę wyjścia.

*

Wyszedłem kilka minut po niej. Wsiadłem do auta i pojechałem okrężną drogą, zahaczając o tajską restaurację. Wziąłem jedzenie na wynos i skierowałem się prosto do domu. Wszedłem do ciemnego korytarza, nasłuchując, gdzie może się znajdować. Nie usłyszawszy nawet najmniejszego szelestu zacząłem szukać jej po mieszkaniu. Znalazłem ją w sypialni. Leżała skulona w kłębek, cicho pochlipując. Odwiesiłem płaszcz, zdjąłem marynarkę, usiadłem na brzegu łóżka i pogłaskałem ją po głowie. Spojrzała na mnie zamglonymi oczami. Otarłem jej łzę.

– Chodź, wykąpiemy Cię. – powiedziałem cicho. Pomogłem jej wstać i zaprowadziłem do łazienki. Podczas gdy ciepła woda szybkim strumieniem lała się do wanny, zdjąłem z niej każdą część garderoby, pozostawiając ją zupełnie nagą. Spuściła wzrok i zarumieniła się. Zawsze to robiła, gdy ją rozbierałem. Nie rozumiałem, dlaczego wciąż się przy mnie wstydzi, choć widziałem ją nagą już milion razy, jednak bardzo mi się to podobało. Naga w kłębiących się oparach wyglądała zjawiskowo; jak nimfa. Zauważyłem, że miejsca, które rano posmarowałem jej maścią były zaczerwienione. Pomogłem jej wejść do wanny i wygodnie się ułożyć. Klęknąłem przy niej i polewałem jej ciało ciepłą wodą. Delikatnie obmyłem posmarowane miejsca, do końca ścierając specyfik. Dotykanie jej ciała sprawiło mi wiele radości; miałem nadzieję, że jej również. Obserwowałem jak powoli rozluźnia się i odpręża. Umyłem ją, zmywając z niej cały trud dzisiejszego dnia i szczelnie owinąłem ręcznikiem. W łóżku zjedliśmy kolację, którą kupiłem, a ja z radością patrzyłem jak rozpogadza się.

– Boli? – zapytałem, gdy skończyliśmy jeść. Pokiwała lekko głową, uciekając wzrokiem.

– Zaraz coś na to poradzimy. – powiedziałem, gładząc ją po policzku. Zdjąłem ręcznik i rozciągnąłem ją zupełnie nagą na całej długości łóżka. Usiadłem na brzegu i pochyliłem się nad nią. Lekkimi pocałunkami pokryłem jej piersi. Jej sutki natychmiast stwardniały, jednak starała się leżeć spokojnie. Co jakiś czas wyginała się lekko i cicho warning1mruczała, czym dawała mi do zrozumienia jak bardzo jej się to podoba. Gdy wylizałem jej cycuszki, zjechałem niżej i rozłożyłem jej nogi szeroko, torując sobie drogę do jej słodkiej szparki. Liznąłem jej łechtaczkę kilka razy, z przyjemnością patrząc jak chłonie to, co jej daję. Pieściłem językiem jej delikatną skórę wokół wąskiego otworu, co jakiś czas zanurzając się głębiej. To samo uczyniłem z jej pupą i dziurką między jej pośladkami. Z każdym kolejnym pocałunkiem była coraz bardziej rozanielona i coraz bardziej zdawała się odpływać. Całowałem ją tak długo, póki nie zasnęła.

Podobieństwo osób i zdarzeń jest przypadkowe.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s