Szkolenie II

Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Znacie już pewnie naszą historię. Roma bezczelnie wszystko opisała, a co więcej opublikowała, nie szczędząc pikantnych szczegółów. Wszystko byłoby dobrze i obeszłoby się bez echa, gdybyśmy przypadkiem w sieci nie natknęli się na jej wnikliwe opowiadanie i nie rozpoznali w nim siebie i tego, co się nam przytrafiło. Tak więc w ramach słodkiej zemsty, wracamy raz jeszcze pamięcią do tamtych wydarzeń. Znacie już wersję Romy, teraz czas na naszą.

Razem z kilkoma pracownikami firmy zostaliśmy wydelegowani na szkolenie. Wiadomo, że słyną one z kilku obowiązkowych punktów programu: nudnych wykładów i niezapomnianych przygód tuż po nich. A ta z pewnością do takich należała. Gdy tylko dowiedzieliśmy się kto jedzie razem z nami, od samego początku cieszyliśmy się na ten wyjazd. Tak jak Roma, poprzestaniemy na inicjałach. T. – pracuś. Niesamowity sztywniak i służbista, ale ma jedną poważną zaletę, za którą go kochamy – słabą głowę. Zawsze szybko udaje się nam go upić, a po pijaku jest zdolny zrobić wszystko. A. – lizodup. Włazi w tyłek wszystkim w firmie, przez co nie jest za bardzo lubiany i wszyscy się z niego śmieją, ale jego zaletą jest to, że gdy powie mu się, że szef byłby zadowolony, jest w stanie zrobić wszystko. O. – to biurowa laska. Idealne wymiary, duży biust i zero zahamowań. Chyba każdy w firmie ją już przeleciał, a przynajmniej ja. Wiadomo, że gdy ona jechała na szkolenie nie mogło być nudno. N. – to żeński odpowiednik T. i A. razem wziętych. To typowy przykład kujonki z liceum. Zawsze ogarnięta, poinformowana i nigdy nie nawala. To pracownik idealny. W relacjach damsko męskich nieśmiała i zahukana szara myszka, ale potrafi wiele z siebie dać (wiem to z doświadczenia). No i Roma oczywiście. Kiedyś biurowe pośmiewisko, ale odkąd wzięła się za siebie, powala wszystkich na kolana. Zmieniła nie tylko wygląd, ale stała się też bardziej towarzyska, uśmiechnięta, seksowna i doskonale wie jak wykorzystać swój wizualny potencjał, chociaż udaje, że wcale tak nie jest. Była kolejna na mojej liście. Do kompletu nasza trójka najlepszych kumpli, znających się jak łyse konie. Jak to napisała nasza szanowna koleżanka typowy ogier, modowy elegancik i połączenie misia z inteligentem. Swoją drogą nie przypuszczaliśmy, że ma o nas takie zdanie.

Jechaliśmy własnymi autami, przyjeżdżaliśmy więc o różnych porach. Na parkingu spotkaliśmy Romę i razem udaliśmy się do hotelu, gdzie jak się okazało czekała na nas  niespodzianka. Mieliśmy zarezerwowane dwie trójki i jedną dwójkę. Kryzysowa sytuacja w hotelu skutkowała tym, że zostały dwie dwójki i apartament. Jako że nasze koleżanki i koledzy ubiegli nas i zajęli dwie ostatnie dwójki, dla naszej czwórki został już tylko apartament. Nie było mi to za bardzo na rękę, bo wiedziałem, że to popsuje moje erotyczne podboje, ale z drugiej strony miałem nadzieje, że uda mi się namówić do tego Romę, więc nie robiliśmy problemów.

Po południu mieliśmy pierwsze wykłady. Przyznajemy rację Romie, że były wyjątkowo nudne. W takiej sytuacji nasza trójka radziła sobie obgadując innych, grając w „z kim przespałbyś się, gdybyś musiał wybrać” i planując wieczór. Po konferencji, szczerze powiedziawszy, mieliśmy zamiar zejść na drinka, ale gdy zobaczyliśmy, że zostaliśmy sami w pokoju, postanowiliśmy oddać się miłej lekturze, a później zejść do baru. W wyszukiwarce znaleźliśmy cudowne opowiadanie, dokładnie takie jak lubimy i straciliśmy poczucie czasu. Każdy wers przyprawiał nas o dreszcze podniecenia, a nasze przyrodzenia stawały się coraz prężniejsze. Po chwili za naszymi plecami usłyszeliśmy dziki śmiech. Odwróciliśmy się w popłochu i naszym oczom ukazała się Roma zataczająca się i płacząca ze śmiechu. Byliśmy tak pochłonięci lekturą, że nie usłyszeliśmy nawet jak wróciła. Szybko zamknęliśmy klapę laptopa, ale sądząc po jej reakcji, to doskonale wiedziała, co czytaliśmy. Czuliśmy się okropnie zażenowani tą całą sytuacją. Nikt poza naszą trójką i paroma byłymi „przyjaciółkami” nie wiedział o naszych upodobaniach. A już na pewno nikt z biura. Trochę się tego wstydziliśmy. To była pilnie strzeżona tajemnica. Aż to tamtego wieczora. Byliśmy tak zawstydzeni i skonsternowani, że nie mogliśmy nic zrobić. Siedzieliśmy tam jak wryci i patrzyliśmy jak nasza szanowna koleżanka turla się ze śmiechu. Ale musimy przyznać, że Roma zachowała się bardzo przyzwoicie. Opanowała się i jakby nigdy nic poszła do siebie. Przekraczając próg swojego pokoju, rzuciła jeszcze przez ramię, że może nam pokazać kilka fajnych opowiadań i nie tylko, po czym zniknęła za drzwiami.

Długo dochodziliśmy do siebie przy mocnych trunkach, chociaż wstyd i zakłopotanie pozostały. Siedząc w barze, nie mogliśmy sobie darować, że byliśmy tak głupi i nieostrożni i daliśmy się przyłapać jak nastolatki. Ale Roma kupiła nas swoją dość dwuznaczną propozycją. Nigdy nie sądziliśmy, że taka z niej niegrzeczna dziewczynka. Byliśmy mocno zaintrygowani nie tylko tym, co chciała nam pokazać, ale również tym, skąd zna takie strony, jednak nie podejrzewaliśmy, że temat ten interesuje ją tak samo jak nas. Do pokoju wróciliśmy dość późno, lekko podchmieleni i nabuzowani. Jak najciszej wślizgnęliśmy się do apartamentu, by nie obudzić naszej koleżanki, która jak się później okazało jeszcze wtedy nie spała, oddając się cielesnym uciechom. Szczęściara! Mogła rozładować napięcie, podczas gdy nasza trójka świrowała z podniecenia przez cały następny dzień. Nie mogąc zasnąć obmyśliliśmy nasz podstępny plan nakłonienia jej do zabawy w doktora. Jeszcze żadna z naszych byłych „przyjaciółek” nie zgodziła się na nią, więc nie łudziliśmy się, że Roma się zgodzi. Gdyby jednak okazało się, że kręci ją to samo co nas, moglibyśmy zaproponować jakąś niewinną grę. Problemem było to, jak to zaaranżować. Czy każdy z nas po kolei miałby ją dokładnie i dogłębnie przebadać na osobności czy zrobić to wspólnie we trzech, czy pozbyć się towarzystwa i samemu zgarnąć całą nagrodę? Mała orgietka była dla nas bardzo kusząca, ale nie nastawialiśmy się, żeby się zbytnio nie rozczarować. Nim ustaliliśmy, w którym momencie i w jaki sposób jej to zaproponować, posnęliśmy, odpływając w świat naszych niespełnionych marzeń. Myśleliśmy, że był to plan innowacyjny i wykazaliśmy się daleko posuniętą odwagą w swoich fantazjach, jednak jak się później okazało, Roma planowała dokładnie to samo, pełna identycznych obaw jak my.

Kolejny dzień wykładów był równie nudny co poprzedni, a my dodatkowo nie mogliśmy się na niczym skupić, pamięcią wciąż wracając do ubiegłego wieczoru. Roma siedziała naprzeciwko nas, po drugiej stronie stołu, a my co jakiś czas ukradkiem zerkaliśmy na jej kształtny biust. Wydawała się być nieobecna i byliśmy pewni, że myśli dokładnie o tym samym co my. Co pewien czas spoglądała w naszą stronę, znacząco się uśmiechając. W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że ma na nas haka. Że w każdej chwili może owe poufne informacje wykorzystać na swoją korzyść lub z zemsty rozsiać plotki po całej firmie, czyniąc z nas biurowe pośmiewiska. Na samą myśl o tym przeszedł mnie zimny dreszcz. Powróciłem myślami do naszych nocnych fantazji, które teraz nabrały dodatkowego sensu. Nie tylko były spełnieniem naszych marzeń, ale także zabezpieczały nas na wszelki wypadek. Gdybyśmy wciągnęli ją do naszej gry, czulibyśmy się o wiele bezpieczniejsi. Przecież nie będzie plotkować o czymś, co sama robiła. Dlatego, jako niepisany, samozwańczy lider naszej trójki, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Wyrwałem kartkę z notesu i napisałem dla niej wiadomość, pytając czy zachowa dla siebie to, co widziała wczoraj. Gdy liścik dotarł do niej zobaczyłem, że jest zaskoczona. Nie spodziewała się żadnej korespondencji, jednak po chwili konsternacji odpisała i karteczka wróciła z zapewnieniem, że ma zamiar zatrzymać wszystko tylko dla siebie. Odetchnęliśmy z ulgą. Od zawsze wiedzieliśmy, że równa z niej babka, choć teraz wiemy, że powinniśmy zapytać, czy nie będzie tego nigdzie, w jakikolwiek formie publikować. Intrygowały nas jednak wciąż strony, o których wspominała. Postanowiłem więc zapytać ją o to w następnym liściku. Gdy karteczka wróciła tym razem to my byliśmy zaskoczeni i skonsternowani odpowiedzią, że może nam je zaprezentować dzisiejszego wieczoru. Spodobała nam się jej odwaga i frywolność, więc postanowiliśmy spróbować. W odpowiedzi, że się zgadzamy puściłem do niej oczko i z upragnieniem czekaliśmy na koniec szkolenia.

Wieczorem udaliśmy się do naszego apartamentu, niby razem, niby osobno, żeby nie wzbudzać podejrzeń kolegów, udając że będzie to zwykły wieczór. Jednak każde z nas doskonale wiedziało, że tak nie będzie. Nie wiedzieliśmy tylko jak daleko sprawy zajdą i jak daleko możemy się posunąć, żeby nie spłoszyć koleżanki. Szybki prysznic, wygodne ciuchy i wreszcie spotkanie we wspólnej części apartamentu. O dziwo zaczęliśmy od rozmowy. Roma zapytała czemu interesuje nas ten temat i jak to wszystko się zaczęło. Myślę, że nam wszystkim dobrze zrobiła ta rozgrzewka. Zaufaliśmy sobie nawzajem i otworzyliśmy się tak, by bez skrępowania rozmawiać, czytać i oglądać. Opowiedzieliśmy jej o swojej przygodzie z zabawą w doktora. O dziwo nie skrępowało nas to tak bardzo, jak się spodziewaliśmy. Roma podeszła do całej sprawy zupełnie profesjonalnie; nie śmiała się, nie robiła głupich aluzji i nie zadawała durnych pytań. Słuchała nas uważnie, a strony, które nam pokazała były naprawdę interesujące. Nie sądziliśmy, że tak dobrze wie o czym mówimy. Podniecenie rosło z minuty na minutę, a my coraz bardziej się rozkręcaliśmy. Staliśmy się odważniejsi, wypytaliśmy ją o jej doświadczenia; właściwie o to, o co zawsze chcieliśmy zapytać swoje kobiety, ale one nigdy nie chciały nam wyjawić tych szczegółów. Roma nie miała z tym problemów. Bez oporów opowiedziała nam o swoich odczuciach podczas badań lekarskich, o wstydzie i o tym przez kogo woli być badana. Rozmawialiśmy swobodnie, bez skrępowania, jak czworo dorosłych ludzi, którzy rozmawiają o seksie, jak o czymś co jest zupełnie normalne i dobrze wszystkim znane. Powiedziała, że nigdy nie doświadczyła negatywnych emocji związanych z badaniami, a wstyd przed lekarzem jest dla niej nawet podniecający. Wtedy skapnęliśmy się, że wie w czym rzecz i nie myliliśmy się. Nigdy nie sądziliśmy, że któryś z nas mógłby być z nią, ale teraz dla wszystkich stała się wymarzoną partnerką idealną – nie tylko bystrą, inteligentną i uroczą, ale też cholernie seksowną i spełniającą nasze fantazje. Wszyscy byliśmy już dostatecznie rozgrzani, że jeszcze chwila a eksplodowalibyśmy niczym fajerwerki na sylwestra. Z trudem opanowywaliśmy emocje. I właśnie wtedy pomyślałem, że raz kozie śmierć. Ja, jako niepisany, samozwańczy lider naszej trójki, postanowiłem nieśmiało zaproponować, że moglibyśmy spełnić nasze marzenia. Roma wydawała się być zaskoczona tą propozycją i myśleliśmy, że jednak się nie zgodzi, ale ku naszemu zdziwieniu i próbach nakłonienia jej do tego, stało się wprost przeciwnie. Zgodziła się pod jednym warunkiem – nie będziemy uprawiać seksu. Niewiele myśląc przystaliśmy na jej propozycję. Sam fakt, że się zgodziła i to że miały się spełnić nasze najskrytsze marzenia był decydujący. Już nie zależało nam aż tak bardzo na seksie, co na samej zabawie. Radość mieszała się z podnieceniem i wszyscy nie mogliśmy się doczekać tego, co za chwilę miało się wydarzyć. Ustaliliśmy, że będzie naszą pacjentką, a gabinet będzie w jej sypialni i że wszyscy trzej będziemy brali udział w zabawie jednocześnie. Zaskoczyła nas tym. Myśleliśmy, że będzie wolała być badana przez każdego po kolei, jednak ona zdecydowała inaczej, czym doprowadziła nas niemal do wrzenia. Zamknęliśmy się w jej sypialni, aby wszystko przygotować i wejść w role. Wtedy zaczęła się panika. Chociaż milion razy widzieliśmy to na filmach, kompletnie nie wiedzieliśmy co mamy robić. Bezskutecznie próbowaliśmy ustalić kto co robi, co mówi, kto zaczyna, a kto kończy, od czego zaczynamy, co następuje po sobie po kolei. Czasu było mało i nim cokolwiek ustaliliśmy, rozległo się pukanie do drzwi. Trzeba było improwizować. Spojrzałem na twarze kolegów, na których malowało się przerażenie. Musiałem więc przejąć pałeczkę i niczym prawdziwy doktor zaprosić pacjentkę na badanie. Roma doskonale weszła w swoją rolę. Zaskoczona zapytała gdzie jest jej pani doktor. Nie byliśmy przygotowani na taki obrót sprawy. Na filmach nigdy tego nie było. Szybko musiałem coś wymyślić. Jedyne co przyszło mi do głowy to, że musiała pilnie wyjść. Wiedziałem, że nie mogę wdawać się w szczegóły, bo mnie to zgubi. Zacznę się mieszać i wyjdę na dukającego głupka. A przecież miałem być profesjonalnym lekarzem i miałem zamiar się tego trzymać. Spokojnym tonem powiedziałem, że nie ma się czego obawiać i że doskonale się nią zajmiemy. Pałeczka była moja i nie zamierzałem jej oddawać. Od razu, nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć i popchnąć grę w inną stronę, przystąpiliśmy do wnikliwego wywiadu lekarskiego. Pytaliśmy co tylko przychodziło nam do głowy – jak się czuje, czy coś jej dolega, czy coś ją boli. Wkrótce pomysły na pytania się skończyły, a my chcieliśmy jak najszybciej przejść do rzeczy. Poprosiłem więc, żeby rozebrała się do badania. Przez chwilę jakby zamarła. Zauważyłem, że gra wstydliwą i zmieszaną i wtedy zobaczyłem w niej prawdziwą pacjentkę, a ja poczułem się jak prawdziwy lekarz. Zapytałem z troską w głosie, czy coś się stało. Domyśliliśmy się, że chodzi o wstyd i zacząłem ją uspokajać, tłumacząc, że nie ma się czego wstydzić, bowiem wszyscy trzej jesteśmy doświadczonymi profesjonalistami. Baliśmy się, że może przerwać zabawę, czego bardzo byśmy nie chcieli, dlatego bez wahania zaproponowałem, żeby przygotowała się do badania w łazience i dałem jej swoją koszulkę, żeby nie musiała paradować nago przed obcymi facetami. B. i M. nie pomagali mi za bardzo; trzymali język za zębami bacznie obserwując bieg wydarzeń, za co ich nieźle obtańcowałem, gdy tylko Roma zniknęła za drzwiami. Powiedziałem im, że muszą być odważniejsi i nie bać się jej dotknąć. Nie mogliśmy jej dać do zrozumienia, że którykolwiek z nas wstydzi się czy jest zażenowany i nie chce się już bawić. To popsułoby całą grę. Po mojej stanowczej reprymendzie chłopaki obiecali wziąć się w garść. Romy nie było dłuższą chwilę i już zaczęliśmy się obawiać, że uciekła albo że wyjdzie ubrana i wycofa się, jednak po chwili cierpliwości naszym oczom ukazał się cudowny widok – Roma, ubrana w moją koszulkę, stojąca w otwartych drzwiach łazienki, gotowa do badania. Wyglądała bardzo niewinnie i jednocześnie bardzo seksownie. Poczuliśmy potężne erekcje i nagły przypływ adrenaliny, która uderzyła nam do głowy. Teraz nie było mowy o żadnym wycofywaniu się; w przypływie podniecenia i odwagi mogliśmy zrobić wszystko. Poinstruowałem ją szybko jak ma się ułożyć. Obstąpiliśmy ją ze wszystkich stron, a ja postanowiłem rozpocząć badanie. Tak jak na filmach od góry. Żałowałem tylko że nie mieliśmy stetoskopu – osłuchanie naszej pacjentki byłoby bardzo pobudzające. Postanowiłem więc zrobić kolejny krok i zbadać jej piersi. Roma głośno przełknęła ślinę i uważnie obserwowała każdy mój ruch swoimi wielkimi, brązowymi oczami. Chwyciłem za koszulkę i już miałem podnieść ją wysoko w górę, odsłaniając jej wszystkie wdzięki, gdy chwyciła mnie za rękę i stanowczo ją zatrzymała. O nie, to już koniec. – pomyślałem z przerażeniem, ale szalejąca w moim ciele adrenalina nie pozwoliła mi się poddać. Uspokoiłem ją najbardziej czule i troskliwie jak tylko umiałem, a ona puściła moją rękę i pozwoliła dokończyć. Pomyślałem: jak ja bym się czuł, będąc na jej miejscu? Pewnie też bym się wstydził i chciałbym, żeby ktoś niezwykle delikatnie się ze mną obchodził. Dlatego postanowiłem, że zrobię wszystko, żeby pomóc jej pokonać wstyd. Spojrzałem głęboko w jej ciemne oczy i nie przerywając kontaktu wzrokowego, powoli i delikatnie unosiłem koszulkę w górę, odsłaniając jej seksowne ciało. Po chwili była kompletnie naga. Koledzy bezceremonialnie lustrowali ją wzrokiem, nie mogąc się nasycić jej pięknem, ale ja nie chciałem jej zawstydzać. Nie odrywając wzroku od jej twarzy, ująłem jej nadgarstki i podałem je B., który je przytrzymał. Tak na wszelki wypadek, gdyby chciała się zasłonić. Dopiero po chwili spojrzałem na jej nagie ciało – pełne piersi, płaski brzuszek i perfekcyjnie wydepilowana myszka. Leżała przede mną naga, niewinna i bezbronna. Myślałem, że zaraz eksploduję. Zapragnąłem jej jak jeszcze nigdy dotąd. Niczym profesjonalny lekarz poprosiłem, żeby się rozluźniła i ostrożnie dotknąłem jej piersi. Lekko drgnęła i cichutko jęknęła. Musiałem być opanowany, chociaż serce biło mi jak szalone. Jej pierś doskonale pasowała do mojej dłoni. Badałem ją dokładnie, kawałek po kawałku, chcąc, by ta chwila trwała wiecznie. Chciałem czuć jej delikatną, aksamitną skórę jak najdłużej. Widziałem, że sprawiam jej wiele radości, na co wskazywało mimowolne drżenie jej ciała i twarde jak skała sutki. W pewnym momencie ująłem jednego z nich w palce i stanowczo ścisnąłem. Wiele razy widziałem jak lekarz wykonywał tę czynność, sprawdzając czy nie wydobywa się z piersi jakaś wydzielina. Jęknęła, a jej tętno stanowczo przyspieszyło. Poczułem, że mogłem przesadzić, ale nie przerwałem badania. Po chwili zająłem się jej drugą piersią dokładnie w ten sam sposób. Cieszyłem się w tamtej chwili, że kobiety mają po dwie piersi, co równało się podwójnej przyjemności. Gdy skończyłem znacząco spojrzałem na kolegów, dając im do zrozumienia, że teraz ich kolej. Modliłem się w duchu, żeby tego nie spieprzyli i zdaje się, że wysłuchano moich próśb, bowiem trochę ku mojemu zdziwieniu M. bardzo profesjonalnie przejął ode mnie pałeczkę i powtórzył to samo badanie. Jego odczucia były bardzo podobne do moich – gładka, delikatna skóra, miękkie piersi i twarde, sterczące sutki. Jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji tak dobrze się z nimi zaznajomić. M. tak się rozochocił w badaniu, że nie zważając na B. przeszedł do kolejnego etapu i zaczął badać jej brzuch. Miękki i płaski, z małym pępkiem w kształcie łezki. Przyznaje, że starał się być bardzo delikatny, tak by nie zadać jej nawet najmniejszego bólu. Trochę byłem na niego zły za to co zrobił, bo przecież to ja byłem liderem naszego zespołu i to ja miałem inicjować kolejne etapy, jednak widok jej kobiecego ciała i erotyzm naszej zabawy nie pozwalały mi o tym myśleć. Oddałem się w pełni tej jakże spontanicznej grze. Po dłuższej chwili badania M. skończył, a na jego miejsce szykował się już B. Nie dał się teraz wyrolować z kolejki, chociaż myślałem, że uda mi się go przechytrzyć. Bez większych emocji badał jej brzuszek i jak szybko zaczął tak równie szybko skończył. Był chyba najbardziej stremowany z nas wszystkich, ale świetnie dawał sobie radę. Pomyślałem, że wystarczy już molestowania brzucha i że nareszcie będę mógł zająć się jej niewinnie wyglądającą myszką i dotknąć jej jako pierwszy, ale niestety M. wcisnął się znów na strategiczną pozycję. Teraz naprawdę mnie rozjuszył. Już chciałem go odepchnąć i powiedzieć: stary, nie rozpędzaj się, teraz moja kolej, ale się powstrzymałem. Z trudem, ale jednak. M. chwycił Romę za kostki, zgiął jej nogi w kolanach i szeroko rozłożył, otwierając bramę rozkoszy. Właśnie na to czekaliśmy. Roma jęknęła głośno, a jej oddech znów przyspieszył. Była tak podniecona, że jej myszka, aż lśniła od soczków. W jej oczach zobaczyliśmy lęk. Nie chciałem odkrywać się przed kolegami, ale w duszy mówiłem do niej czule: cichutko, aniołku, nie bój się, będę bardzo delikatny, zaraz będzie po wszystkim. Poczułem wtedy, że muszę dotknąć ją pierwszy i niewiele zważając na innych, zrobiłem to, delikatnie rozchylając wargi. Przytrzymałem je i z duszą na ramieniu ostrożnie zanurzyłem w niej swój palec. Bałem się, że sprawie jej zbyt duży ból, a ona wkurzy się i zakończy zabawę, z tyłu głowy jednak miałem naszą rozmowę i jej stwierdzenie, że badania ginekologiczne nie są bolesne. Postanowiłem spróbować, bacznie ją obserwując, by w razie potrzeby w porę się wycofać. Zanurzyłem w niej dwa palce i delikatnie zacząłem masować. Poczułem jej dość ciasne, gorące i wilgotne wnętrze, ledwo powstrzymując się od orgazmu. Roma pojękiwała i lekko wiła się na łóżku. Wierzyłem, że to nie z bólu, a z podniecenia, ale M. na wszelki wypadek czule do niej mówił. Gdzieś kiedyś czytaliśmy, że to bardzo pomaga znieść krępujące i niekomfortowe badania, więc wykorzystaliśmy tę wiedzę w praktyce. Badałem jej wnętrze długo i dokładnie, nie chcąc z niej wychodzić, jednak wiedziałem, że koledzy też chcą poczuć to co ja, więc po chwili skończyłem i odsunąłem się na bok. Gdy B. miał rozpoczynać badanie jej wilgotnej myszki, Roma głośno wypuściła powietrze i poprosiła przerwę. Wyglądała na wymęczoną. Leżała nieruchomo, ledwie przytomna. Wszystkich przeszedł zimny dreszcz. Myśleliśmy, że przesadziliśmy, że zrobiliśmy jej krzywdę. Była gorąca, a jej oddech był głośny i niespokojny. Zapytaliśmy, czy dobrze się czuje. Gdy pokiwała głową, lekko uśmiechając się kamień spadł nam z serca. Podejrzewałem, że albo jest już naprawdę zmęczona albo była blisko. Po chwili uspokoiła się i B. zanurzył w niej swój palec. Leżała spokojnie, nie zdradzając żadnych oznak bólu, jednak gdy wsunął w nią drugi palec nagle krzyknęła i skrzywiła się. Przestraszyłem się w duchu, ale M. był bliżej i zajął się nią. Widziałem jej ściągnięte brwi, duże oczy i zmarszczone czoło, widziałem jak walczy z bólem, próbując wytrzymać, widziałem jak M. uspokaja ją, słyszałem jej ciche jęki i musiałem jej pomóc. Instruowałem B. jak ma wykonywać badanie, żeby było bardziej dla niej znośne, jednak sądząc po jej reakcji, na nic zdawały się moje rady. Szybko skończył, a naszą pacjentką zajął się M. Roma uspokoiła się i odprężyła. Chyba najbardziej podobało jej się jego badanie. Zapytał ją czy czuje ból. Cicho wyszeptała, że nie i znów zamknęła oczy, całkowicie nam się poddając. Adrenalina przemawiała przez M. i już po chwili zaczął masować jej drugą dziurkę, delikatnie wsuwając palec do środka. Roma jęknęła głośno i wzdrygnęła się. Chyba nie była na to przygotowana, ale całkowicie nam zaufała. Po chwili zauważyliśmy, że sprawia jej to niesamowitą przyjemność. Jęczała głośno i wiła się na łóżku pod każdym ruchem M. Wiedziałem, że jest już bliska spełnienia, a to właśnie ja chciałem ją doprowadzić na sam szczyt. Niewiele myśląc, wsunąłem w jej myszkę palce i intensywnie zacząłem masować jej gorące wnętrze. Cudownie było czuć jak zaciska się na moich palcach. B. i M. zajęli się jej piersiami, pieszcząc, liżąc i przygryzając. Roma niemal krzyczała z rozkoszy, wijąc się niczym obłąkana. Po chwili potężny orgazm ogarnął jej ciało, wznosząc ją na sam szczyt cielesnej rozkoszy, a z jej piersi wyrwał się donośny krzyk. Zamarliśmy na chwilę nie wiedząc czy nie dzieje się jej coś złego. Pierwszy raz byliśmy świadkami tak długiego i silnego orgazmu. Krzyczała tak głośno, a my baliśmy się, że ktoś może ją usłyszeć, dlatego B. zakrył jej usta dłonią, nieco ją wyciszając. Po chwili uspokoiła się i opadła bezwładnie, jakby straciła przytomność, choć jej ciało jeszcze długo drgało z rozkoszy. Poczekaliśmy chwilę, aż jej oddech wyrówna się i ułożyliśmy ją grzecznie do snu. Nawet gdyby nie zasnęła tak szybko, wiedzieliśmy, że była wykończona naszymi zabawami i nie mielibyśmy serca prosić ją o cokolwiek więcej. Każdy z nas zdawał sobie jednak sprawę z tego, że zabawa w doktora i nasza seksowna pacjentka niesamowicie podziałały na nasze męskie wyobraźnie i że nie będzie mowy o tym, żebyśmy jakby nigdy nic zasnęli. Wszyscy wiedzieliśmy, że potrzebujemy chwili prywatności, a nawet i dwie, aby rozładować napięcie, dlatego niewiele myśląc rozbiegliśmy się w seksualnym szale po apartamencie i zajęliśmy się swoimi sprawami. Nasze orgazmy były równie silne jak jej, choć nie poprzestaliśmy na jednym (a przynajmniej ja). To była niesamowita noc, którą zapamiętaliśmy na długo.

Rano ogarnęliśmy się i zeszliśmy na śniadanie. Roma jeszcze spała i nie chcieliśmy jej budzić, jednak chwilę później dołączyła do nas. Była zawstydzona wydarzeniami ubiegłej nocy, ale tak samo jak ona wtedy, gdy przyłapała nas na czytaniu opowiadań zachowała się w porządku wobec nas, tak teraz my byliśmy jej to dłużni. warning1Wytłumaczyliśmy jej, że to, co nam zafundowała było wspaniałe i że jesteśmy jej za to niezmiernie wdzięczni. W końcu spełniła nasze marzenia o zabawie w doktora. Chociaż była to tylko jedna noc i choć minęło już trochę czasu, do tej pory żyje to ciągle w nas i ciągle w fantazjach do tego wracamy. Cały czas obmyślamy plan jak powtórzyć naszą szaloną przygodę.  I choć ze szkolenia nie wiemy nic, to wyjazd uważamy za udany.

K., B. i M., 2013

Podobieństwo osób i zdarzeń jest przypadkowe.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s