Piękna Bestia, cz.6

Przerwała mu, stanowczo stawiając opór.

– Mark, poradzę sobie. – wyrwała mu poły koszuli z dłoni, szczelnie się zakrywając. Usiadł na skraju łóżka obok niej, dając za wygraną.

– Ok., to chociaż rozbierz się i zaniosę Cię do wanny. – próbował coś ugrać.

– W żadnym wypadku. – zaprotestowała. Brzmiała bardzo serio, więc odpuścił. Wziął ją na ręce i zaniósł do łazienki.

– Daj znać, jak będziesz czegoś potrzebowała. – rzucił na odchodne, lecz nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć zniknął za drzwiami. Powoli rozebrała się i ostrożnie weszła do wanny. Plastry na tyle szczelnie zakrywały jej rany, że nie czuła szczypania. Położyła się, próbując się rozluźnić. Zamknęła oczy, analizując dzisiejszy dzień. Mark był dziś dla niej zupełnie inny – opiekuńczy, uprzejmy, troskliwy. Mogłaby się w nim zadurzyć. Była ciekawa jaki byłby dla niej w łóżku, czy zdołałby ją zaspokoić. Jej myśli mimowolnie popłynęły w tę stronę, sprawiając, że straciła rachubę czasu. Z letargu i zamyślenia wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi, a po chwili pojawiła się w nich głowa Marka.

– Wszystko w porządku? – zapytał, mając nadzieje, że ujrzy co nieco.

– W jak najlepszym – oznajmiła, otulając się szczelnie pianą. Wyglądała słodko i uroczo. Zupełnie inaczej niż Kristy Woods, którą znał. Zawiedziony, zniknął za drzwiami, dając jej jeszcze chwilę. Umyła ciało i włosy, po czym rozejrzała się w poszukiwaniu ręcznika. Z lekkim przerażeniem, ale też rozbawieniem stwierdziła, że nie ma go w jej pobliżu.

– Cholera – wymruczała pod nosem, przypominając sobie, że dwa dni temu zaniosła brudne ręczniki do pralni i nie zdążyła ich jeszcze odebrać. Miała co prawda zapasowe, ale w garderobie, do której nie miała jak się dostać. Co za kuriozalna sytuacja – pomyślała. Westchnęła zrezygnowana, postanawiając poprosić go o pomoc.

– Mark? – zawołała, badając czy jest gdzieś w pobliżu.

– Co się stało? – usłyszała zza drzwi.

– Nie mam ręcznika. – wyjąkała, powstrzymując śmiech. Los mu dziś sprzyjał. Z rozkoszą pobiegł do garderoby i odnalazł ręcznik we wskazanym przez Kristy miejscu. Szybkim, zdecydowanym krokiem wparował do łazienki, rozwijając go przed nią. Skulona w wannie, spojrzała na niego w górę, dając mu do zrozumienia, żeby wyszedł. Zrozumiał.

– Ok., nie będę patrzył. – skłamał, odwracając głowę w przeciwnym kierunku na tyle lekko, że kątem oka miał doskonały widok. Zaczekała chwilę, jakby upewniając się, czy rzeczywiście nie będzie jej podglądał, po czym wstała, oddając się w jego ręce. Była niesamowicie kobieca; krągłe piersi i biodra, wygolony wzgórek i długie, smukłe nogi, zadziałały na jego wyobraźnię, co odbiło się echem w jego spodniach. Oczami wyobraźni widział jak bawi się jej piersiami, a jej nogi oplatają go w pasie. Otulił ją ręcznikiem, zbliżając się do niej na niebezpieczną odległość. Jeszcze nigdy nie był tak blisko niej, lecz ani jej ani jemu absolutnie to nie przeszkadzało. Pod wpływem chwili zarzuciła mu ręce na szyję, przyciskając się piersiami do jego torsu, na co nie pozostał obojętny. Jego kutas jeszcze bardziej naprężył się w spodniach, boleśnie przypominając mu o sobie. Objął ją w pasie, uniósł nieco w górę i postawił przed sobą. Wytarł ją na tyle, na ile pozwalała mu szerokość ręcznika i zaniósł do sypialni. Na szafce nocnej dostrzegła kubek z parującą herbatą. Żaden mężczyzna nie zrobił dla niej jeszcze nigdy herbaty, dlatego tym bardziej ujął ją tym drobnym gestem. Spojrzała na niego pytająco.

– Pomyślałem, że rozgrzejesz się – odpowiedział, podając jej gorący napar. Wolałabym, żebyś to Ty mnie rozgrzał. – pomyślała, ale nie miała odwagi mu tego powiedzieć. Nie chciała, aby wziął ją za napaloną wariatkę. Jej rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Nikogo się przecież nie spodziewała, jednak Mark w jednej sekundzie zerwał się i pobiegł otworzyć. Skorzystała z chwili, aby wskoczyć w coś wygodnego. Ledwie zdążyła wrócić do łóżka, Mark był już z powrotem z wielką niczym talerz anteny satelitarnej pizzą.

– Pomyślałem, że będziesz głodna; nic dziś nie jadłaś. – oznajmił, stawiając karton tuż przed nią.

– Umieram z głodu. – odparła, otwierając pudełko. – W górnej szafce po prawej stronie jest czerwone wino i kieliszki. – wskazała mu, odrywając kawałek, nie czekając na niego. Z prędkością światła znalazł się ponownie w sypialni, dzierżąc w ręce butelkę i szkło. Bez pytania wepchnął się do jej łóżka i rozlał trunek. Przesunęła się, robiąc mu miejsce, oblizując palce po zjedzonym kawałku.

– Smakuje Ci? – zapytał, podając jej kieliszek.

– Pyszna. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłam pizzę.

– To co, wypijmy na zgodę. – zaproponował, unosząc kieliszek w górę.

– Zgoda – odparła, trącając swoim kieliszkiem jego. Zjedli kilka porcji, obficie popijając winem. Gdy skończyła, padła mu w ramiona, wtulając się w niego. Była wstawiona i oboje dobrze o tym wiedzieli. Objął ją i przytulił do siebie. Po chwili oderwała się od niego i przekręciła, opierając głowę o jego ramię. Przez dłuższą chwilę leżeli w milczeniu, aż w końcu zebrał się w sobie i zapytał:

– Czemu jesteś taką…

– … zimną, wyrachowaną suką? – dokończyła za niego. Zaskoczyła go tak dosadnym stwierdzeniem.

– Czemu tak mówisz? – oburzył się.

– Nazywam rzeczy po imieniu. – odparła z absolutną szczerością. – Nienawidzę facetów. – oznajmiła po chwili.

– Kto i co Ci zrobił? Znajdę go i mu nastukam. – dociekał żartując, ale ona mówiła całkiem poważnie.

– Ogólnie są beznadziejni. – Nie chciała mu o tym opowiadać, ale zbyt duża porcja wina rozwiązała jej język. – Po pierwsze, traktują mnie jak ozdobę, a nie jak partnera, co doprowadza mnie do furii. Biorąc udział w projektach myślą, że to oni będą mózgiem całej operacji, a ja będę tylko ładnie wyglądać przy ich boku na spotkaniach, śmiać się z ich kretyńskich dowcipów i uwodzić kontrahentów. Dlatego muszę być twarda i bezkompromisowa. Od razu przejmuję ster i pokazuję kto tu rządzi. – urwała, upijając kolejny łyk wina. Wiedział, że miała rację. Zresztą sam na początku ją tak traktował.

– A po drugie? – dociekał dalej.

– A po drugie, nie umieją mnie zaspokoić. – powiedziała prosto z mostu. – Myślą, że dojdę od samego patrzenia na penisa. Za szybko dochodzą, a ja potrzebuję więcej czasu. Poza tym, żaden nigdy nie zaproponował, że dokończy w inny sposób, żebym też mogła dojść. Ani się słowem nie zająknęli, pieprzeni egoiści. Jak on już doszedł to ja nie muszę. – wyrzuciła z siebie. Rozumiał jej frustrację. Wtedy w biurze powiedział, że cierpi na syndrom niedopchnięcia, żeby jej dopiec, a okazało się to prawdą.

– Wiem, że nie jest ze mną łatwo. Mam swoje upodobania i preferencje. Wiem, że nie każdy jest w stanie w ten sposób się ze mną bawić. Ale gdyby się choć trochę bardziej postarali byłoby znacznie lepiej. – tłumaczyła.

– Jakie są Twoje upodobania i preferencje, że trzeba być mistrzem seksu, żeby Cię zaspokoić? – rzucił sarkastycznie. Westchnęła.

– Najpierw lubię powoli i delikatnie, a potem szybko i ostro. Faceci nie potrafią tego zrozumieć. Albo przez cały czas są delikatni, co mnie zaczyna nudzić albo od razu biorą mnie ostro, co sprawia mi ból. I nie jestem później w stanie dojść. – dokończyła smutno. Chłonął każde jej słowo, utrwalając je w pamięci. – Poza tym, lubię różne zabawki erotyczne, klapsy. Jeden gość od razu mi powiedział, że nie chce mu się w to bawić, bo to za dużo zachodu, a on chce tylko poruchać i iść spać. Palant. – zamilkła na chwilę. –­ Klapsów też nie potrafią dawać; albo zbyt szybko i mocno, co boli, a nie podnieca albo zbyt delikatnie i za wolno, jakby bali się mnie dotknąć. Nikt nie potrafił mnie porządnie ukarać… Oprócz Ciebie. – dodała. Poczuł rozpierającą jego pierś dumę, na samą myśl tamtego dnia uśmiechając się lekko pod nosem.

– Miałaś kiedykolwiek udany seks? – zapytał dociekliwie. Przecząco pokręciła głową. Biedna dziewczynka. – pomyślał. Gdyby on był na jej miejscu też pewnie chodziłby podminowany.

– Tylko gdy sama się pieszczę. – dodała bezwstydnie. – Sama najlepiej wiem, jak doprowadzić się do orgazmu. To dlatego nie mam faceta. Nie jest mi on do niczego potrzebny.

warning1– Jest Ci potrzebny, nie oszukuj się. Chcesz się przytulać, chodzić w jego ciuchach i randkować w piątkowe wieczory. Każda chce. – Wiedziała, że ma rację. Bardzo chciała. – Musisz tylko trafić na kogoś odpowiedniego. – dodał.

– Ty jesteś odpowiedni? – zapytała zanim zdążyła o tym pomyśleć. Spojrzał głęboko w jej oczy i  ujął ją za policzek.

– Chcesz się o tym przekonać? – odparł, łobuzersko uśmiechając się pod nosem.

6 myśli w temacie “Piękna Bestia, cz.6

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s